REKLAMA




Psychodeliki w psychoterapii

Tagi

Źródło

7freuds

Komentarz [H]yperreala

Autorka artykułu jest psychoterapeutą uzależnień z Wrocławia, czynną zawodowo i pozostającą w kontakcie z przypadkami wymagającymi klinicznej interwencji. Poza pracą w szpitalu prowadzi własną praktykę i interesuje się antropologicznymi oraz społecznymi aspektami przyjmowania substancji psychoaktywnych, w szczególności badaniami naukowymi nad wykorzystaniem niektórych psychodelików w procesach terapeutycznych i ich wpływie na zdolność klienta do radzenia sobie z zaburzeniami. Niektóre z przemyśleń i obserwacji publikuje w Sieci.

Odsłony

8408

Psychodeliki to niektóre z występujących w przyrodzie (włączając w to organizm ludzki) lub syntetyzowanych laboratoryjnie środków wywołujących stany psychodeliczne. Zalicza się do nich wiele halucynogenów lub enteogenów. Konsekwencją naturalnej dostępności jest fakt, że stały się one dla społeczności pierwotnych katalizatorem doświadczeń duchowych i stanów ekstatycznych. Do takich środków należą m.in. występująca w grzybach halucynogennych psylocybina czy znajdowana w wielu gatunkach roślin dimetylotryptamina (w skrócie DMT).

Ostatnia z wymienionych substancji używana jest przez południowoamerykańskie plemiona do wytwarzania napoju Ayahuasca, a przyjmowanie wspomnianych środków przez członków społeczności plemiennych miało – a w niektórych społecznościach wciąż ma – naturę duchową i uzdrawiającą. Taka forma szamanizmu czerpie z naturalnej, pierwotnej więzi człowieka z przyrodą. Obszernie przedstawia ten temat Terence McKenny w książce zatytułowanej "Pokarm Bogów". Współcześnie, prawie na całym świecie posiadanie i stosowanie substancji psychoaktywnych, w tym psychodelików, jest nielegalne. Jednak nauka nie wszędzie stawia i nie zawsze stawiała im opór. Takie substancje, jak wspomniane DMT czy LSD (kwas lizergowy), były przedmiotem badań nad – popularnie mówiąc – odmiennymi stanami świadomości.

Zdarzały się okresy, gdy tego rodzaju badania były jak najbardziej legalne. Można dodać, że podczas ich przeprowadzania, w mniej lub bardziej laboratoryjnych warunkach, nikt nie uzależnił się od substancji, nie zachorował ani nie zmarł w następstwie ich zażywania. LSD pierwszy raz wytworzył Albert Hofmann na początku lat czterdziestych XX wieku. Po przyjęciu dość dużej dawki kwasu lizergowego do organizmu naukowiec doświadczył stanu, który słowami współczesnej nauki można opisać jako psychotyczny. Po tych doświadczeniach podjęto próbę wprowadzenia LSD na rynek jako leku. Jak pisze Dobroczyński (2010) we wstępie do książki Stanislava Grofa "Poza mózg", szukano w tej substancji dwojakiego działania:

Po pierwsze więc, zalecano użycie LSD w tzw. terapii psycholitycznej, w której środek ten miał pomagać pacjentom psychiatrycznym w przypominaniu sobie zapomnianych zdarzeń z wczesnego dzieciństwa. Po drugie, w środowiskach psychiatrycznych uważano wtedy powszechnie, że istota oddziaływania LSD (oraz innych środków halucynogennych) na układ nerwowy sprowadza się do wywołania u zażywającego narkotyk człowieka – wprawdzie odwracalnych, ale jednak autentycznych – objawów choroby psychicznej. Sądzono więc, że można by podawać LSD personelowi szpitali psychiatrycznych po to, aby zapoznał się on z wewnętrznym światem pacjentów psychotycznych. Miało to znacznie poprawić zrozumienie psychiki tych ostatnich oraz efektywność całego procesu leczenia (s. 12).

Innym naukowcem, który prowadził badania przy użyciu LSD, był autor wspomnianej wyżej książki, Stanislav Grof. Ten czeski psychiatra, współtwórca Towarzystwa Psychologii Transpersonalnej, wiele wniósł do psychologii, jeśli chodzi o duchowość i doświadczenie przekraczania granic ego. Te sfery, dotychczas najczęściej ignorowane przez naukowy paradygmat, stały się obiektem zainteresowania akademików i naukowców.

Terapia, którą Grof prowadził przy użyciu LSD, pozwalała na ujawnianie ukrytych urazów, tak odległych, jak trauma związana z narodzinami. Sam efekt terapii przywoływał skojarzenie z psychoanalizą, jednak proces terapeutyczny postępował znacznie szybciej. Po zdelegalizowaniu LSD Grof opracował metodę oddychania holotropowego, będącą sposobem osiągania odmiennego stanu świadomości bez użycia środka psychodelicznego.

Innym ciekawym zjawiskiem związanym z użyciem środków halucynogennych w terapii było odkrycie Howarda Lotsofa z 1962 roku. Ten samozwańczy naukowiec w wieku 19 lat, znajdując się w stanie uzależnienia od heroiny, odkrył na własnej osobie leczący potencjał ibogainy (związku pochodzącego z kory pewnej afrykańskiej rośliny).  Miał on polegać głównie na zmniejszaniu reakcji abstynencyjnej po odstawieniu narkotyków i alkoholu. Oprócz redukowania objawów abstynencyjnych i objawów głodu, przyjmowanie wpływało też korzystnie na ogólny proces psychoterapeutyczny, w tym – jak pokazały późniejsze badania – na leczenie depresji. Może być to związane ze zwiększoną skłonnością do refleksji i wglądu przy zachowaniu jasności intelektualnej i emocjonalnej, szczególnie w późniejszej fazie intoksykacji.

W porównaniu z terapią substytucyjną metadonową, ibogaina nie uzależnia, a przynajmniej dotychczas nie ma przesłanek świadczących o jej uzależniających właściwościach. Obecnie ibogaina nie jest dostępna jako lek, jednak wciąż prowadzi się legalne badania nad jej zastosowaniem. Więcej o nich można przeczytać w dokumencie zatytułowanym "Development of ibogaine to treat addiction".

Nie sposób zapomnieć też o badaniach psychiatry Ricka Strassmana. Są warte przytoczenia, tym bardziej, że były to pierwsze – jak pisze w swojej książce Pinchbeck (2010) – od dwóch dekad legalne doświadczenia z użyciem psychodelików. Rozpoczęły się w 1990, kiedy amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zezwoliła na eksperymenty nad wpływem DMT na organizm człowieka. Strassman zainteresował się dimetylotryptaminą po odkryciu jej endogennego charakteru. W 1972 roku bowiem Julius Axelrod odkrył jej istnienie w ludzkim mózgu. Strassman lokował ją w szyszynce, uważanej przez filozofów za siedlisko duszy. Przez 5 lat podawano DMT pod okiem naukowca osobom badanym, a wyniki eksperymentów zostały opisane w wydanej potem książce pt. "DMT: Molekuła duszy".

To, co szczególnie zaciekawia w wynikach, to charakter wizji osób badanych. Dominowało w nich poczucie bycia przedmiotem eksperymentu istot pozaziemskich, np. znalezienie się w łóżku w laboratorium kosmitów. Być może był to sygnał, że warunki badań nie sprzyjały spokojnej refleksji i doświadczaniu stanów niedualnych. Spróbujmy dowiedzieć się, co na ten temat mówi tradycyjna, współczesna psychiatria? Informacje o środkach psychodelicznych można znaleźć w podręczniku psychiatrii jedynie w rozdziale "Zaburzenia psychiczne spowodowane substancjami psychoaktywnymi". Jak pisze Habrat w podręczniku pod redakcją Bilikiewicza:

Uzależnienie od substancji halucynogennych jest rzadkie, a niektórzy wręcz podważają, że w ogóle występuje (s. 266).

Słusznie zauważa, że osoby uzależnione przyjmują najczęściej różne środki, eksperymentując jednocześnie z psychodelikami. Jako główne zagrożenia spowodowane używaniem halucynogenów, Habrat podaje:

  • nieprzewidywalne zachowania po zażyciu środka;
  • tzw. bad tripy, czyli stany psychotyczne z towarzyszącym lękiem i pobudzeniem psychoruchowym;
  • pogorszenie stanu zdrowia u osób wcześniej chorujących psychicznie,
  • tzw. flashbacki, czyli powracanie doznań z okresu intoksykacji u osoby niebędącej pod wpływem środka.

Warto podkreślić, że zdaniem autora większość intoksykacji mija bez konieczności podejmowania interwencji medycznych, a tylko stany psychotyczne mogą wymagać krótkotrwałej hospitalizacji przy użyciu środków uspokajających. Wyjątkiem, jaki podaje Habrat jest pigułka ecstasy (MDMA), w przypadku której nietrudno zażyć dawkę toksyczną. Skutkiem zatrucia mogą być drżenia, drgawki, a nawet śpiączka i zgon. Ważnym wnioskiem jest to, że świadomość, jakie substancje są toksyczne, oraz jakie warunki zażywania zwiększają zagrożenie, jest niezwykle ważna dla zdrowia i życia. Być może takie rzetelne informacje mogłyby stać się alternatywą dla agresywnej, antynarkotykowej polityki, która jak dotychczas przynosi mierny skutek, o czym mogliśmy się przekonać obserwując niedawne działania związane z próbami delegalizowania tzw. dopalaczy.

Wracając do zastosowania psychodelików w psychoterapii, współcześnie badania nad tym tematem prowadzi stowarzyszenie Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies (w skr. MAPS). Doświadczenia od 15 lat prowadzone pod przewodnictwem Ricka Doblina pokazują, że LSD i psylocybina mogą pomóc w zwalczaniu depresji i radzeniu sobie z bólem, a MDMA (ecstasy) pomaga opanować lęk.

Badania ujawniają, że MDMA pomaga w zwalczaniu lęku związanego z traumatycznymi  wydarzeniami. Oznacza to, że ta substancja mogłaby stać się sprzymierzeńcem w leczeniu zaburzeń PTSD (stresu pourazowego). Natomiast LSD, według naukowców, może być katalizatorem rozwoju osobistego, kiedy zażywane w kontrolowany sposób podczas sesji dostarcza informacji na temat siebie i własnego funkcjonowania. Po sesjach z użyciem substancji psychodelicznych następują spotkania polegające na omawianiu doświadczeń. W każdym przypadku związek musi być przyjmowany w obecności osoby doświadczonej w prowadzeniu tego rodzaju terapii. Towarzystwo profesjonalisty i możliwość omówienia swojego doświadczenia zapewniają bezpieczeństwo tego rodzaju praktyk – jak dotąd nikt nie zmarł, zachorował, ani nie oszalał. Doblin podkreśla, że ważny jest kontekst i sposób zażywania.

Wzmiankę o podobnych badaniach, tym razem kierowanych przez doktora Michaela Mithoefera, można przeczytać w cytowanej przez Onet.pl depeszy PAP zatytułowanej "Ecstasy może pomóc ofiarom stresu pourazowego". Jak widać, temat psychodelików jest niezwykle kontrowersyjny. Artykuł ten jest zaledwie fragmentem kropli w oceanie. Zdania naukowców są skrajnie podzielone, a informacje o halucynogenach lokują się w tak odległych (a może tylko pozornie odległych) obszarach, jak zaburzenia psychiczne i psychoterapia oraz leczenie.

Pojawiają się w tym kontekście nurtujące pytania, np. o świadomość psychiatrów w zakresie działania DMT i wpływu tego związku na ludzką psychikę. Może zamiast walczyć ze wszystkimi substancjami zmieniającymi świadomość – włączając w to te produkowane w ludzkim ciele – i więzić ich użytkowników, należałoby przysposabiać wybrane z nich w celu pomagania ludziom w zwalczaniu depresji, lęków i uzależnień?

W najbliższym czasie na łamach 7freuds przyjrzymy się temu, co ma do powiedzenia głos "z drugiej strony lustra" publikując przeprowadzony przez nas wywiad z zagranicznym lekarzem medycyny, który zażywa środki halucynogenne i – jak mówi – wykorzystuje ich leczący potencjał. W wywiadzie więcej o tym na czym jego zdaniem on polega.

Literatura źródłowa
  • S. Grof, Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii, Wydawnictwo A, Kraków 2010, ISBN 83-905347-9-7.
  • B. Habrat, Zaburzenia psychiczne spowodowane przyjmowaniem substancji psychoaktywnych. W: Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny, Red. Adam Bilikiewicz, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2006, ISBN 83-200-3388-8.
  • T. McKenna, Pokarm bogów. Radykalna historia roślin, narkotyków i ewolucji człowieka, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2007, ISBN 978-83-88922-13-8.
  • D. Pinchbeck, Przełamując umysł. Psychodeliczna podróż do serca współczesnego szamanizmu, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2010, ISBN 83-7301-021-1.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

@redakcja

wrzuccie nastepny artykul z 7freuds jak sie pojawi, bo jestem ciekaw

Anonim (niezweryfikowany)

Środki, które leczą uzależnienia od alkoholu i narkotyków nigdy nie zostaną wprowadzone na rynek, leczą mówię w sensie długotrwale czy do końca życia, tutaj akurat wystarczyło przyklejenie etykietki do DMT, bo to narkotyk. Podobnie będzie ze środkami leczącymi raka czy aids. Człowiek, który wynajdzie lekarstwo na wyżej wymienione choroby spotka się z niechęcią, a przede wszystkim z chęcią udowodnienia, że to co proponuje nie działa, albo jest szkodliwe. Lekarstwo to będzie undergroundowe, a nie dostępne dla mas, które dają sobą manipulować. Każdy jednak, kto ma otwarte serce i umysł znajdzie jednak sposób aby sobie pomóc...

Ayahuaska leczy ponoć uzależnienia, wyobrazcie sobie ilość pieniędzy, którą straciłoby państwo, koncerny farmaceutyczne, gdyby alkoholicy przestali być alkoholikami, a narkomani narkomanami, a osoby cierpiące na depresje i nerwice znikłyby. Psychiatrzy nie mieliby co robić, pozostałyby im jedynie pacjenci cierpiący na schizofrenię i psychozy, nie to że krytykuje cały świat nauki, ale tak jest, że są ludzie walczący o słuszne idee, ale są i ludzie walczący tylko o kase i władze.

Anonim (niezweryfikowany)

psycholzy i shizy leczy sie wedlug mnie sexem i miloscia. zrozumieniem i bliskoscia. mi nigdy źaden psychotrop nie pomugł

 

randomness