To co chcę tu opisać, ma być po pierwsze, przykładem działania rośliny (ekstraktu), a po drugie, przykładem, że można się bawić względnie zdrowo, bez uzależnień, zjazdów i większych (a przynajmniej żadnych zauważalnych) konsekwencji.
W cieniu globalnej wojny z narkotykami rozgrywa się nieustająca i niedostatecznie nagłośniona tragedia ludów tubylczych, których prawa są notorycznie gwałcone.
W cieniu globalnej wojny z narkotykami rozgrywa się nieustająca i niedostatecznie nagłośniona tragedia ludów tubylczych, których prawa są notorycznie gwałcone.
W tym roku przypada dwunasta rocznica Deklaracji Narodów Zjednoczonych o Prawach Ludów Tubylczych ( United Nations’ Declaration of the Rights of Indigenous Peoples, UNDRIP), pierwotnie mającej na celu zapewnienie «minimalnych standardów [koniecznych] dla przetrwania, godności i dobrostanu rdzennych ludów świata».
Artykuł 5 UNDRIP stanowi, że ludy tubylcze mają prawo „utrzymywać i wzmacniać swoje odrębne tradycje kulturowe”, ale prawo to jest rutynowo łamane za sprawą wojny z narkotykami, szczególnie w obu Amerykach. Kransodrzew - z którego produkowana jest kokaina - jest od dawna wykorzystywany do celów leczniczych i kulturowych przez rdzennych mieszkańców Andów, jednak ze względu na międzynarodowe traktaty antynarkotykowe, które zakazują takich praktyk, społecznościom tym grozi kryminalizacja i utrata środków do życia. Pola koki są w Kolumbii i innych krajach Ameryki Łacińskiej systematycznie zatruwane, palone i niszczone przez podmioty państwowe i międzynarodowe.
Art. 7 UNDRIP przewiduje prawo ludności tubylczej do „życia, integralności fizycznej i psychicznej, wolności i bezpieczeństwa osobistego”, i to tutaj najbardziej widoczna jest brutalność wojny z narkotykami. Utknąwszy w pułapce między producentami narkotyków a organami ścigania, rdzenni mieszkańcy zamieszkujący tereny z żyznymi gruntami uprawnymi należą do najbardziej pokrzywdzonych.
Od obu Ameryk po południowo-wschodnią Azję, rdzenni mieszkańcy są regularnie zmuszani do opuszczania swoich ziem przez kartele, zatruwani toksycznymi opryskami przeznaczonym do niszczenia upraw narkotyków i - w niezliczonych przypadkach - zabijani przez władze, które mają ich chronić. Wojna narkotykowa niszczy życie, wolność i bezpieczeństwo rdzennej ludności na całym świecie.
Rdzenni mieszkańcy są również w wielu krajach w ramach wojny z narkotykami nieproporcjonalnie karani. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie ludność tubylcza okazała się w znacznym stopniu nadreprezentowana w ogólnej populacji osadzonych - ale szczególnie w ogólnej liczbie osób ściganych za przestępstwa narkotykowe bez użycia przemocy.
Kryminalizacja niszczyła już społeczności tubylcze na całym świecie; strukturalny rasizm, marginalizacja i historyczne nadużycia, z którymi się zetknęli, niewątpliwie przyczyniły się do znacznej traumy międzypokoleniowej.
Rdzenni mieszkańcy regularnie cierpią z powodu naruszenia art. 31: prawa do własności intelektualnej (IP). W 1985 r. Światowa Organizacja Własności Intelektualnej oszacowała, że roczny światowy rynek leków pochodzących z roślin leczniczych odkrytych przez ludy tubylcze wyniósł 43 miliardy USD, a liczba ta jest z pewnością dziś znacznie wyższa.
Nawet dzisiaj, gdy rozwija się nowa „rewolucja psychodeliczna”, rdzennym mieszkańcom często odmawia się korzyści z komercjalizacji ibogi, ayahuaski i innych tradycyjnych tubylczych leków. Niektórzy rdzenni mieszkańcy zaczęli czerpać korzyści z tak zwanej „turystyki narkotykowej” w Ameryce Łacińskiej, szczególnie tam, gdzie ayahuaskowe ceremonie przyciągają wielu turystów, ale wiele takich placówek jest nadal prowadzona przez organizatorów niemiejscowych.
We współczesnej globalnej historii, ludność tubylcza często była tą najbardziej poszkodowaną przez siły globalizacji. UNDRIP było próbą zatrzymania tego trendu i zadośćuczynienia za niektóre z tych szkód, przez ustanowienie ram w celu dla poszanowania rdzennej ludności, ochrony ich kultur i wartości życia. Jednakże wojna z narkotykami rzadko szanowała, chroniła lub ceniła życie.
W dwunastą rocznicę UNDRIP, widzimy, że polityka prowadzona w ramach globalnej wojny z narkotykami nadal bezkarnie narusza prawa rdzennej ludności. Nadszedł czas, aby prawa ludności tubylczej nie były postrzegane jako drugorzędne w stosunku do praw innych grup, a ONZ i jej członkowie zobowiązują się do faktycznego przestrzegania prawnie wiążącej konwencji - a nie tylko deklaracji. Ludność rdzenna cierpiała z powodu wojny narkotykowej od pokoleń; nadszedł czas, aby przerwać ten cykl.
Wesoły wieczór na działce z dwoma kumplami
To co chcę tu opisać, ma być po pierwsze, przykładem działania rośliny (ekstraktu), a po drugie, przykładem, że można się bawić względnie zdrowo, bez uzależnień, zjazdów i większych (a przynajmniej żadnych zauważalnych) konsekwencji.
Zażyte w strachu przed kolejnym głodem, w domu z rodzicami.
Okej, let's start.
Z powodu zespołu stresu pourazowego (PTSD), EDNOS i ataków paniki ostatnio bardzo często zażywam różne substancje (wypisane w moim doświadczeniu). Czy mogę to nazwać uzależnieniem? Tak, ponieważ są kryteria, które trzeba spelnić, by nazwać swój problem uzależnieniem - ja je spełniam. I zawsze mi potwornie głupio, gdy nazywam mój problem uzależnieniem, no bo cóż - oprócz hydro, leków uspokajających bez recepty, otumaniających przeciwalergików i legalnych ziół nic innego nie brałam.
Codzienna depresja
Grzybów nie jadłem już dość długo, więc, gdy udało mi się znaleźć nowego czarodzieja, byłem bardzo podekscytowany. Odliczyłem sobie "na oko" 2.5g i zaaplikowałem do ust. Uwielbiam ten smak, więc chrupałem je tak długo, aż całkowicie się rozpuściły.
Przyjaciółka obok, na swój pierwszy raz, dostała około 1.1g.
Dzięki grzybom udało mi się rzucić już trochę używek, zaś teraz chciałem zrobić coś ze swoją depresją. Grzybienie jest u mnie rzadkością i zawsze staram się w pełni wykorzystać ten potencjał.
Na tego sylwka planowałyśmy wiele rzeczy... ;D Chciałyśmy zapodać wszystko po kolei, ale niestety z niezależnych od nas przyczyn wszystko (no może prawie wszystko) przepadło... :( Pomyślałyśmy No nie... sylwek bez kapy to nie sylwek...
. Na szczęście w domu była gałka muszkatołowa... Potrzebowałyśmy dość dużo tego, więc ona poszła do sklepu po dwie paczki startej gałki, a ja kruszyłam przyprawę znalezioną u babci na tarce... Wsypałyśmy całość do dwóch szklanek (wyszło tak prawie pół szklanki gałki na pół szklanki wody).
Komentarze
Gdzie się podziali nasi multikulturaliści i obrońcy praw zwierząt