Nie wliczajacie mnie do "Narodu Zdrowiejących". Negatywna samoidentyfikacja to najgorszy stygmat

Nie mogę znieść sytuacji, gdy ludzie opatrują samych siebie etykietkami takimi jak "alkoholik", "narkoman" lub "wracający do zdrowia." Widzę w tym na pewnym poziomie zaprzeczenie temu, że przede wszystkim jesteśmy ludźmi.

Tagi

Źródło

the influence
Stanton Peele

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Ciekawi jesteśmy Waszych opinii na temat takiego - jakby nie patrzeć kontrowersyjnego - stanowiska. W całym tekście słowo "recovery" przekładaliśmy w zależności od kontekstu na zdrowieć/zdrowiejący bądź rehabilitacja/rehabilitacyjny, tym niemniej w każdym wypadku chodzi o ten sam termin.

Odsłony

772

Nie mogę znieść sytuacji, gdy ludzie opatrują samych siebie etykietkami takimi jak "alkoholik", "narkoman" lub "wracający do zdrowia." Widzę w tym na pewnym poziomie zaprzeczenie temu, że przede wszystkim jesteśmy ludźmi.

Współpracująca z Influence Meghan Ralston napisała w roku 2014 wspaniały artykuł zatytułowany "Zrywam ze słowem '"uzależniony" i mam nadzieję, że Ty zrobisz to samo", w którym możemy przeczytać:

Nawet w najbardziej chaotycznym stadium zażywania narkotyków nie należymy do kategorii "inne". Jesteśmy kobietami, czyimiś córkami, nadal się śmiejemy, nadal lubimy jazz, cheeseburgery i wygodne piżamy. Płaczemy, boleśnie odczuwamy osamotnienie, nienawidzimy stania w korkach. Uzależnienie może być koszmarem, nie ma co do tego wątpliwości, ale w żadnym momencie nie przestajemy być ludźmi, nawet w tych okresach w naszym życiu, kiedy jesteśmy uzależnieni od narkotyków.

Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy momentu, kiedy Meghan stwierdza:

Dla wielu ludzi, w tym dla mnie, słowo "uzależniony" jest niezwykle krzywdzące i obraźliwe. Nie masz mojego pozwolenia, aby nazywać mnie "uzależnioną". Możesz oczywiście określać tak siebie, jeśli sobie życzysz.

Chciałbym zdecydowanie zachęcić czytelników, aby jednak tego nie robili. Nic nie przygnębia mnie bardziej, niż osoba przyklejająca sobie etykietkę "uzależniony", by zdystansować się do własnego człowieczeństwa przez podkreślanie swojej najbardziej autodestrukcyjne cechy albo, co też zazwyczaj bardziej odpowiada prawdzie, akcentowanie najgorszego okresu swojego życia.

Wszystkie te kwestie wypłynęły podczas dyskusji, w której brałem w ubiegłym tygodniu udział jako gość sieci radiowej Talk Recovery. Ich strona internetowa opisała naszą część programu w następujący sposób (choć później zmienili się opis na coś bardziej adekwatnego):

Dzisiejszym gościem Talk Recovery był prowokujący Dr Stanton Peele [...] nasz program ma być w założeniu platformą, gdzie wszystkie mile widziana jest dyskusja o wszelkich sposobach wychodzenia z uzależnienia [...] Ale nie dziś. Cały program zdominowała atmosfera "My kontra Oni"[...] Dlaczego ludzie odbierają słowo "uzależniony" jako stygmatyzujące?

Gospodarz programu z dumą opowiadał o "ruchu zdrowiejących", do którego należy.

Wszędzie wokół mamy do czynienia z oznakami popularności tego rodzaju ruchów — w polityce, w wyznaniach celebrytów, w kręgach terapeutów, właściwie w całej naszej kulturze. Doskonałym podsumowaniem tego zjawiska jest film dokumentalny Anonimowi Ludzie z 2013 roku, w którym pojawiają się gratulacje dla ponad 23 milionów Amerykanów, trwających w stanie zdrowienia z uzależnienia od alkoholu i innych narkotyków.

Obecnie staramy się jak najwcześniej pozyskiwać członków tego ruchu, przez prowadzenie "rehabilitujących szkół średnich" i "rehabilitujących akademików". Promujemy gettoizację nastolatków i młodych dorosłych – najwyraźniej z nadzieją, że uda się ich utrzymać w tym stanie przez całe życie!

Gospodarz Talk Recovery powiedział, że nie potrafi sobie wyobrazić, dlaczego ludzie mieliby piętnować "uzależnionych".

O ironio! Samopiętnowanie jest w mojej opinii o wiele gorsze. Innych możesz zignorować — zawsze jednak pozostaniesz z samym sobą. Ogromna liczba dotyczących tej tematyki tekstów, publikowanych od lat 1970. i do 1980. przez autorów takich jak Alana Marlatt (1), Nick Heather (2) i Jim Orford (3), wskazuje, że myślenie o sobie jako o alkoholiku sprawia, że zachowujesz się w sposób, w jaki alkoholik się w Twoim mniemaniu zachowuje.

Jak widać, nie dołączam do celebracji Narodu Zdrowiejących, którego członkowie maszerują równym krokiem, niosąc przed sobą stosowne etykiety w procesji, który pozwalam sobie określać "Inwazją porywaczy zdrowiejących ciał". [Invasion of the Recovery Body Snatchers, aluzja do filmu "Inwazja porywaczy ciał" – przyp. tłumacza]

Wspólnie z Ilse Thompson napisaliśmy:

Nie jesteś swoim uzależnieniem; jesteś wartościową istotą ludzką, którego dobre cechy trwają pomimo i ponad uzależnieniem. [...] Nie można oczekiwać, by ktokolwiek odzyskał właściwą sobie kondycję przez skupianie się na swoich wadach i błędach. Być może to właśnie dlatego konwencjonalna metodologia zakłada, że ludzie muszą pozostać w stanie "odzyskiwania zdrowia" na zawsze i nadal określać siebie jako uzależnionych, bez względu na to, jak długo są trzeźwi.

Na samym początku naszego programu, gdy prowadzący mówił o rozprzestrzenianiu się w Ameryce Północnej ruchu 'zdrowiejących", zapytałem: "Czy zgodzicie się, że prawie każdy z nas ma w swoim życiu okresy i obszary złego postępowania, przez które sobie szkodzi? "

Gospodarze przyznali, że to prawda. Zapytałem zatem: "Czy ludzie naprawdę potrzebują separacji od wszystkich innych z powodu tego, że ich funkcjonowanie zostało zaburzone przez przyjmowanie jakiejś substancji?"

Program był w znacznej mierze skupiony na mojej książce Uodpornij swoje dziecko przeciw uzależnieniu. Współprowadząca go kobieta była z jakiegoś powodu szczególnie nastawiona na opisywanie tego, w jaki sposób ostrzegała swojej dzieci przed wysokim prawdopodobieństwem uzależnienia ze względu na historię rodziny. (Na potwierdzenie czego, jak o tym swego czasu pisałem, brak w badaniach z obszaru genetyki znaczących przesłanek).

Opisywałem dalej, jak prowadziłem kiedyś lokalny program terapeutyczny, w którego ramach zawsze starałem się zniechęcać ludzi do etykietkowania siebie jako uzależnionych:

Prosiłem ich o zidentyfikowanie swoich problemów życiowych. Potem pracowaliśmy nad wykryciem źródła tych problemów oraz nad tym, jak adekwatnie do tego możemy zmienić i poprawić ich życie.

Ludźmi, z którymi pracowałem, byli dorośli z poważnymi zaburzeniami związanymi z nadużywaniem substancji. A co z dziećmi?

Wyobraźmy sobie dziecko ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, które patrzy na nas i mówi: "Jestem opóźniony" lub "Jestem głupi". Przytulimy je i powiemy mu, że to nieprawda!

Wszędzie, oprócz sfery uzależnień, pracujemy nad tym, aby upewnić się, że ludzie nie identyfikują się ze swoimi problemami, chorobą, psychicznymi czy emocjonalnymi wyzwaniami. Czy jako terapeuta w sesji grupowej chcielibyście mieć na niej osobę, która przedstawia się: "Cześć, jestem psychotykiem"?

Pomimo że nie mam tendencji do opowiadania o swoim życiu osobistym przy dyskutowaniu problemów uzależnień i zdrowia psychicznego, powiedziałem prowadzącym:

Zarówno moja żona jak i ja mieliśmy braci, którzy popełnili samobójstwo. Żadne z nas nigdy nie usiadło z trójką naszych dzieci i nie powiedziało im: "Wiecie, mamy w rodzinie problem z samobójstwem i depresją, musicie więc stale mieć się na baczności.

[Nasze dzieci wyrosły na ludzi produktywnych i zbudowały stabilne związki; i tak, nie obyło się bez stosowania pewnych substancji.]

Na forum publicznym często spotykam się osoby dzielące się bolesnymi historiami uzależnienia. Oczywiście w momencie, kiedy podaję im rękę na jakimś podium czy w programie telewizyjnym, zwyczaj oni też, podobnie jak ja, prowadzą już stabilne i produktywne życie.

Zawsze zadaję im pytanie: "Jak Twoje dzieci radzą sobie z alkoholem?"

W pewnej debacie były szef programu terapeutycznego z Hazelden powiedział mi, że jego dwoje dzieci wyrosło na umiarkowanych konsumentów.

Powiedziałem na to: "To niezwykłe, udało Ci się postawić tamę rodzinnemu dziedzictwu!" (Ojciec mężczyzny był alkoholikiem i używał wobec niego przemocy.) "Jak Ci się to udało?"

Terapeuta odpowiedział: "Zagroziłem, że będę ich bił, jeśli zaczną pić jak ja."

Cóż za cyniczna, nieludzka odpowiedź!

Opowiedziałem o tym gospodarzom programu radiowego i powiedziałem, że mam teraz dla niego odpowiedź, której powinien był udzielić:

Najpierw stworzył emocjonalnie i finansowo stabilny dom dla swoich dzieci. Dalej – okazywał im miłość i zachęcał ich do samorealizacji, którą wspierał wszelkimi środkami, mówiąc im "Możecie być w życiu kimkolwiek zechcecie". Wreszcie - nie obciążył ich alkoholowym fatum, które zawsze będzie czaić się w cieniu, zmuszając do ciągłej gotowości do walki z nim... na zawsze.

Stosując się do takiego produktywnego planu, pomimo że wprost występował on przeciw jego dogmatowi człowieka urodzonego-by-być-alkoholikiem, instynktownie sprawił, że mało prawdopodobne stało się, że jego dzieci powtórzą jego błędy.

Nie sądzę, by prowadzącej się to spodobało. Zapytała mnie, co myślę o "surowej miłości " wobec dzieci niewłaściwie podchodzących do używania narkotyków. Powiedziałem:

Surowa miłość pojawia się w tym wszystkim za późno. W "Uodpornij swoje dziecko..." podkreślam kwestie zaszczepiania dzieciom wartości. Jedną z zasadniczych jest odpowiedzialność – wobec siebie, innych, wspólnoty. Jeśli dziecku nie uda im się rozwinąć tej odpowiedzialności, to myślę, że sprawiedliwe jest wycofania zaproszenia do brania pełnego udziału w życiu rodziny na tak długo, jak długo zachowuje się z w ten sposób.

Moją zasadniczą myślą było przeformułowanie pojęcia uzależnienia w opozycji do obowiązującej teorii choroby. W zaktualizowanym opisie programu zamieszczono moją wizję ujętą w takich słowach:

Uzależnienie nie jest skutkiem zażywania narkotyków czy picia. Wynika ono raczej ze sposobu, w jaki pewne działania współgrają (lub nie) z życiem jednostki i znaczenia, jakie dla niej mają.
"

Pod koniec programu zapytałem gospodarza programu od kiedy utrzymuje trzeźwość. Gdy odpowiedział, zapytałem: "Palisz?" Odpowiedział, że palił, ale na programie rehabilitacyjnym, na który uczęszczał, nie wolno było palić, więc rzucił.

Nie mieliśmy plastrów nikotynowych ani nic w tym stylu. Po prostu przestałem palić.

Był zachęcany do identyfikowania siebie jako "uzależnionego", ale nie jako "uzależnionego od papierosów". I tak po prostu wyszedł z uzależnienia od substancji najtrudniejszej pod tym względem ze wszystkich — na własną rękę, właśnie dlatego, że 12-stopniowy program leczenia, na który uczęszczał, nie dotyczył palenia.

1) Marlatt, G.A., Demming, B., & Reid, J.B. (1973). Loss of control drinking in alcoholics: An experimental analogue. Journal of Abnormal Psychology, 81, 233-241.
2) Heather, N., Winton, M., & Rollnick, S. (1982). An empirical test of “a cultural delusion of alcoholics.” Psychological Reports, 50, 379-382.
3) Orford, J., & Keddie, A. (1986). Abstinence or controlled drinking: A test of the dependence and persuasion hypothesis. British Journal of Addiction, 81, 495-504.

Oceń treść:

Average: 7.1 (7 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

jakies pierdolenie

Jacek (niezweryfikowany)

Negatywna samoidentyfikacja jest wtedy, kiedy nic nie robię ze swoim uzależnieniem. Jestem alkoholikiem - więc nadal piję i pogrążam się w swoim nałogu.
Jestem alkoholikiem, więc nie piję jest to pozytywna samoidentyfikacja, która pozwala na życie w trzeżwości. Nie mam tego napisane na czole i ludzie przez wiele lat mogą o tym nie wiedzieć, dopóki im sam o tym nie powiem albo... dopóki się nie napiję...

Anonim (niezweryfikowany)

Jak się nie ćpa i nie chleje to trzeba się nazwać po prostu trzeźwym.

Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Nastawienie pozytywne, ciekawość, dobry nastrój, lekki niepokój - w końcu to mój pierwszy raz z kwasem:) Miejscówka - mieszkanie kolegi.

Witam, opiszę mój błogi i uduchowiony trip po dietyloamidzie kwasu lizergowego, w skróceie LSD:)

Osoby biorące udział: ja, koleżanka D i koleżanka G, kolega P.

Miejsce: mieszkanie kolegi (pokój).

Czas trwania fazy: około 10 godzin.

Ja i dziewczyny wziełyśmy LSD, a kolega najadł się grzybów.

Godzina 22 - przybycie na miejsce i listki pod język. Kolega zaczyna przeżuwać grzybki.

  • LSD-25
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Piękny dzień, nastrój doskonały, nic dodać, nic ująć.

Ok. 17 wyjrzałem za okno, widząc piękny dzień postanowiłem zjeść wszystkie pozostałe w mojej szufladzie kartony, dokładnie pięć papierków z blotterka z klasycznym nadrukiem z hoffmanem rowerzystą, Słońcem i Księżycem po dwóch stronach. O 18:30 będąc w drodze na miejsce zjadam wszystkie papierki. Mam mało czasu, chcę zrobić ognisko, potrzebuje dużo drewna a wkrótce zmierzcha, pedałuje więc szybko. Moim celem jest podmiejski las w którym krążąc przez chwile znajduje miejsce i gorączkowo zaczynam zbierać drewno. Niepokój który czasami pojawia się przy wejściu jest tym razem silniejszy.

  • Amfetamina



Komentarz autora do "am...-fe!-ta-mina! high-ku" (okazał się potrzebny)





UWAGA! NA SAMYM KOŃCU TEKSTU AUTOR POZWOLIŁ SOBIE POCHWALIĆ I PODZIĘKOWAĆ TYM CO GO OCHRZANILI, A UDERZYĆ PO GŁOWIE TYCH, KTÓRZY MU PRZYKLASNĘLI.





Geneza tekstu:




  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawienie psychicznie dobre, cicha domówka przed wyjściem na miasto, sami znajomi, chętna nowego doświadczenia, myśli poztywne widząc stan kolegów

 Sobotni wieczór i cicha posiadówa, chłopacy juz lekko na fazie a dziewczyny piją. Ja wypilam 3 kieliszki a dzień wcześniej więcej natomiast stan był ogarniający ( być może ma to wpływ)

 Gdzieś o godzinie 16 buch z lufki strasznie nieumiejętnie, myślę co za gowno

O 20 30 z jointa i to samo. Nic

Kolega dał ciacho około 20. Zjadłam całe

randomness