REKLAMA




Na wolności pili. W więzieniu chcą się leczyć. Nie mają szans

Co czwarty więzień w Polsce to alkoholik. Niektórzy chętnie podjęliby terapię podczas odsiadywania wyroku. Tyle, że na miejsce na oddziale terapeutycznym trzeba czekać nawet półtora roku. To często dłużej niż wynoszą wyroki tych, którzy chcą się leczyć.

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza
Anna Gmiterek-Zabłocka

Odsłony

3119

Co czwarty więzień w Polsce, to alkoholik. Niektórzy chętnie podjęliby terapię podczas odsiadywania wyroku. Tyle, że na miejsce na oddziale terapeutycznym trzeba czekać nawet półtora roku. To często dłużej niż wynoszą wyroki tych, którzy chcą się leczyć.

Dotyczy to zwykle pijanych kierowców, którzy powodują wypadek czy też sprawców przemocy domowej. Dostają stosunkowo niskie wyroki, bo po raz pierwszy trafiają do więzienia. Ale to, że alkohol doprowadził ich do przestępstwa, uświadamiają sobie dopiero za kratkami. Dlatego też gotowi są podjąć terapię o której na wolności nawet nie myśleli. Ale okazuje się, że mają na to małe szanse.

W zakładach karnych w Polsce jest 28 oddziałów terapeutycznych, które pomagają więźniom z problemem alkoholowym. - To wciąż za mało - mówi Zbigniew Drożyński, dyrektor dużego zakładu karnego w Opolu Lubelskim (przebywa tu ponad 600 osadzonych). Jak dodaje, bardzo wiele przestępstw jest popełnianych pod wpływem alkoholu, często przez osoby uzależnione. - Dlatego ta terapia jest im niezbędna do właściwego powrotu do społeczeństwa i właściwego funkcjonowania - dodaje.

"Widziałem poczwórne światła, zamykałem jedno oko"

Będąc na wolności uzależnieni skazani, np. kierowcy czy "domowi bokserzy", z własnej inicjatywy nie chcą się leczyć. Często w ogóle nie dopuszczają myśli, że są chorzy. I choć mogliby liczyć na pomoc ośrodków uzależnień, w wielu przypadkach w ogóle nie biorą tego pod uwagę.

- Nawet takiej myśli się nie dopuszcza. Człowiek pije i nie zdaje sobie sprawy w co brnie, w jakie bagno - mówi Sławek, z zawodu stolarz, który odsiaduje wyrok dwóch lat więzienia za spowodowanie poważnego wypadku. Wcześniej był dwukrotnie zatrzymywany za jazdę po pijanemu. - Ten trzeci raz był najgorszy, bo doszło do wypadku - mówi. Pamięta tylko, że chciał dojechać do domu, ale przyszedł kolega. Razem wypili jedną butelkę, potem drugą. Ruszył w trasę, mimo, że ledwo trzymał się na nogach. Miał 2,4 promila.

- Tu nie działa żadna lampka ostrzegawcza. Siada się i się jedzie. Jest się pewnym, że na pewno się uda. Kilka razy jechałem w nocy pijany, widziałem poczwórne światła. Zamykałem jedno oko. Teraz, jak sobie to wszystko przypominam, to naprawdę jest makabra - mówi.

Wcześniej rodzina namawiała go na terapię, ale nie chciał słuchać. Zmienił zdanie dopiero w więzieniu. Dziś jest w grupie, codziennie ma zajęcia ze specjalistami. - Ta terapia pomaga. Spotykamy się, poruszamy wszystkie tematy. Dziś inaczej pojmuję swoje picie. Z innymi myślami wracam pod celę. Dalszy sens życia na wolności sobie układam, planuję coś - mówi - jakieś nadzieje mam.

Sławek zdążył dostać się na leczenie, ale wielu innych takiej szansy nie ma. Bo mają za krótkie wyroki, a w kolejce na oddział trzeba czekać półtora roku, czasem dłużej. - To zdecydowanie za długo, ponieważ nie wszyscy osadzeni, którzy powinni skorzystać z takiej terapii mogą to zrobić - mówi dyr. Drożyński.

Jak zdążyć z leczeniem przed końcem kary

Najczęściej to więzienni psychologowie wysyłają osadzonych na terapię, czasami więźniowie sami o to proszą. Ostateczną decyzję zawsze podejmuje komisja penitencjarna (sędzia i pracownicy zakładu karnego). To ona kieruje osobę uzależnioną do oddziału terapeutycznego, wcześniej prosząc o wyznaczenie terminu. A z terminami jest problem. - Teraz w Opolu Lubelskim czeka się ponad rok. Jeśli komuś koniec kary wypada wcześniej, jesteśmy zmuszeni odmówić przyjęcia na oddział - mówi Roman Kowal, szef oddziału terapeutycznego w zakładzie karnym w Opolu Lubelskim. Czasami więźniom udaje się dostać na zajęcia bez kolejki. To sytuacje wyjątkowe. - Gdy zwalnia się miejsce, kogoś wycofają z kolejki - tłumaczy Kowal. W Opolu w terapii uczestniczy jednorazowo około 30 osób. Zajęcia trwają trzy miesiące.

Im bliżej do wyjścia na wolność, tym bardziej szukają pomocy

Marcin też odsiaduje wyrok za jazdę po pijanemu. Był zamroczony, ale gnał jak błyskawica. - Przekroczyłem dozwoloną prędkość o 80 km na godzinę. Wypadłem z drogi, dachowałem, uderzyłem w drzewo. Kolega trafił do szpitala. Miał pękniętą czaszkę - opowiada kierowca, który jest już po leczeniu alkoholizmu na więziennym oddziale. - Pojawiła się myśl: "przecież mogłem dziecko zabić, czy inną osobę". Po co mi to było? Wyrzuty są duże z tego powodu. Marcin przyznaje, że takie refleksje przyszły dopiero po terapii.

- To są wykłady i spotkania grup terapeutycznych. Poruszamy różne, osobiste problemy. Rozmawiamy - mówi terapeutka, Izabela Komorowska. Twierdzi, że łatwiej pracuje się z tymi, którzy mają bliską perspektywę wyjścia na wolność. - Te osoby, które wiedzą, że niedługo wrócą do domu, są zdecydowanie bardziej otwarte i bardziej poszukują pomocy - mówi.

Więźniowie podkreślają, że terapia to bardzo ważny element wychodzenia na prostą. - Uczymy się życia bez alkoholu, już na wolności. Dobrze, że te terapie uświadamiają człowiekowi, że będzie miał styczność z alkoholem, już jak wyjdzie. Trzeba się na to przygotować - mówi pan Sławek, który opuści mury więzienia za kilka miesięcy.

Na miejsce czeka cztery tysiące więźniów

W tej chwili na przyjęcie na oddział leczenia uzależnień czeka cztery tysiące więźniów. - Liczba oddziałów terapeutycznych jest za mała w stosunku do potrzeb - przyznaje Luiza Sałapa, dyrektor Biura Penitencjarnego w Centralnym Zarządzie Służby Więziennej. Jak dodaje, aż jedna czwarta populacji więziennej to osoby ze stwierdzonym uzależnieniem alkoholowym. Dlatego biuro tworzy nowe miejsca dla osób uzależnionych - Ale to nie jest tak, że powstaje kilka w roku. Bo aby otworzyć taki oddział, trzeba mieć po pierwsze pieniądze, a po drugie etaty - mówi Sałapa. Od 2006 roku powstało osiem nowych oddziałów [ale ani jeden w roku ubiegłym - red.].

Co robią służby więzienne, by pomagać osadzonym? - W tym roku wszyscy psychologowie penitencjarni zostali przeszkoleni z tak zwanej krótkiej interwencji psychologicznej. To jest też oferta dla osób uzależnionych, którym nie możemy zapewnić 3-miesięcznej terapii w oddziale - dodaje dyrektor Sałapa.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Biedne bandziory. Złe państwo.

Anonim (niezweryfikowany)

"W zakładach karnych w Polsce jest 28 oddziałów terapeutycznych, które pomagają więźniom z problemem alkoholowym. - To wciąż za mało"

Przecież wszystkiego brakuje.

Anonim (niezweryfikowany)

A na wolności nie mogli pomyśleć o zerwaniu z nałogiem? Żenujące są wypowiedzi skazanych, którzy już odsiadują wyrok. Nie dość, że wyrządzili komuś krzywdę to jeszcze wołają o pomoc, walcie się!

randomness