REKLAMA




Michael Gossop o LSD

Fragment z książki Michaela Gossopa "Narkomania - mity i rzeczywistość".

Tagi

Źródło

"Narkomania - mity i rzeczywistość"
Michael Gossop

Odsłony

18886

[Fragment z książki Michaela Gossopa Narkomania - mity i rzeczywistość]

Najszerzej stosowanym i najlepiej znanym narkotykiem halucynogennym jest LSD (dietyloamid kwasu lizergowego).

Jest to jeden z najsilniej działających narkotyków znanych człowiekowi. Podczas gdy inne narkotyki ważone są w miligramach (1/1000 grama), dawki LSD ważone są w mikrogramach, tj. jednej milionowej części grama. Dawki wynoszące zaledwie 20 mikrogramów dają efekty podobne do wpływu konopi, ale kiedy jest stosowany do osiągnięcia pełnego efektu halucynogennego zazwyczaj używa się dawek od 50 do 250 mikrogramów. Pod względem mocy, według ciężaru, LSD jest o około 5 tysięcy razy silniejsze od meskaliny i 200 razy silniejsze od psylocyny. Można jeszcze dodać, że jedynie około 1% tej malutkiej ilości pierwotnie zażytej dociera do mózgu. Trudno jest określić, jaka dawka LSD stanowiłaby dawkę śmiertelną. Według jednych szacunków wysoka dawka to około 2 mg/kg masy ciała, lub około 150 tys. mikrogramów dla przeciętnego człowieka.

Narkotyk ten został odkryty w 1943 r. przez dr. Alberta Hofmanna w Sandoz Laboratories w Szwajcarii (Hofmann dokonał również syntezy psylocyny z grzyba "Liberty Cap"). Pewnego popołudnia, pracując nad pochodnymi sporyszu, poczuł się on trochę dziwnie i sądząc, że jest chory, udał się do domu. Położył się do łóżka i, gdy zamkął oczy, pojawiły mu się fantastyczne wizje i jaskrawe kalejdoskopowe wzory . Po mniej więcej dwóch godzinach objawy te ustąpiły. Po kilku dniach dr Hofmann zastosował w swoim mniemaniu niewielką dawkę jednego z narkotyków, nad którymi pracował, aby sprawdzić, czy to on był odpowiedzialny za poprzednio doświadczone objawy. Ta mała dawka wynosiła jedną czwartą miligrama. W przypadku prawie każdego innego narkotyku taka dawka nie wywołałaby żadnych skutków. Jednak 250 mikrogramów jest dużą dawką LSD i dr Hofmann miał właśnie rozpocząć długą i niezwykłą podróż.

Moje pole widzenia zachwiało się i zniekształciło. jak odbicie w zakrzywionym zwierciadle..., jak odbicie w zakłóconej tafli wody..., mając zamknięte oczy. Kolorowe i zmienne fantastyczne obrazy stale atakowały mój umysł. Szczególnie wyjątkowe było to, że wszystkie dźwięki [...] zostały zamienione w sensacje wzrokowe. Tak, że przy każdym tonie i dźwięku powstawał odpowiadający mu kolorowy obraz zmieniając swą formę i kolor jak w kalejdoskopie.

Synestezja jest jednym z ciekawszych efektów percepcyjnych stwierdzanych niekiedy przez osoby stosujące LSD. Jest to niezwykły, ale fascynujący efekt polegający na pomieszaniu się zmysłów. „Widzi się” muzykę lub „słyszy” kolory.

Następnego dnia dr Hofmann czuł się zmęczony, ale oprócz tego całkiem zdrowy. Prawdę mówiąc, czuł się tak dobrze jak gdyby świat został stworzony na nowo. Opis wrażeń Hofmanna stanowi wzór starannej obiektywnej relacji. Jest to tym bardziej fascynujące, że przedstawia po raz pierwszy opis przeżyć związanych z LSD. Wiemy obecnie, że wyniki doświadczenia z narkotykiem są silnie uzależnione od oczekiwań osoby go stosującej. W przypadku Hofmanna, jego przeżycia nie były zależne od takich oczekiwań. Jego opis wyszczególnia trzy charakterystyczne skutki działania narkotyku: psychologiczne zmiany nastrojów i procesów myślowych, zmiany fizyczne i co najważniejsze, zmiany percepcyjne.

Percepcja wizualna jest w znacznym stopniu zmieniana pod wpływem narkotyku. Jednym z pierwszych objawów świadczących o tym, że narkotyk zaczyna działać, jest pojaśnienie szarości widzianej po zamknięciu oczu. Później, na szarości tej zaczynają się pojawiać różnobarwne jaskrawe plamy. Wzory te są zazwyczaj określane jako kalejdoskopowe, geometryczne lub jak z perskiego dywanu”. W miarę intensyfikacji działania, wzory stają się progresywnie coraz mniej symetryczne i bardziej złożone. Po otworzeniu oczu, zwyczajne przedmioty wydają się błyszczeć, tak jakby były oświetlane od wewnątrz. Kolory wydają się być głębsze i intensywniejsze i często całkiem zwykłe przedmioty zdają się nabierać niesamowitego znaczenia symbolicznego. W momencie szczytowym pojawiają się pseudohalucynacje, w których percepcja wizualna danej osoby staje się względnie niezależna od świata zewnętrznego. Jednak prawdziwe halucynacje występują rzadko, choć czasami mogą w istocie wystąpić. Na ogół są one spowodowane zastosowaniem dużej dawki narkotyku, choć niektóre osoby mogą być bardziej wrażliwe na LSD niż inne. W odróżnieniu od wizualnych pseudohalucynacji, podczas których dana osoba zdaje sobie sprawę z tego, że jej przeżycia są spowodowane narkotykiem, prawdziwe halucynacje nie zawierają zazwyczaj takiego wglądu w sytuację. Osoba bierze swe halucynacje za rzeczywistość. Procesy myślowe również ulegają zmianie pod wpływem narkotyku. Myślenie staje się nielogiczne i często ma silnie magiczne cechy. Danej osobie może się wydawać, że potrafi odczytywać myśli innych, lub że potrafi przekazywać własne myśli innym. Kilka osób przekonanych było, że potrafi latać i zarzały się przypadki prób wprowadzenia tych przekonań w życie. Te urojone przekonania prowadziły nawet do wypadków śmiertelnych. W swoim czasie sprawy te były szeroko rozpowszechniane i obwinianie LSD o to, że ludzie skakali z okien, gdyż wydawało im się, że potrafią latać, stało się jednym z licznych mitów i mylnych pojęć związanych ze stosowaniem narkotyków. Sam widziałem jeden taki przypadek. Kobieta została skierowana na oddział dla osób uzależnionych od narkotyków przez psychiatrę, który zidentyfikował przypadek psychozy spowodowanej LSD na podstawie incydentu z lataniem. Jednak rola, jaką odegrało LSD w tym przypadku, nie jest pewna. Bardzo możliwe, że próba latania była raczej spowodowana niezwykłą osobowością kobiety niż wpływem narkotyku. Na przykład, kobieta ta nadal wierzyła, że potrafi latać na długo po tym, jak działanie narkotyku ustało. Ale twierdziła ona również, że widziała Najświętszą Marię Pannę pod swoim oknem, słyszała głosy, regularnie rozbierała się do naga, aby móc być podobną do aniołów, i miała poważne zaniedbania w zakresie higieny osobistej. W końcu lekarze doszli do wniosku, że cierpi ona na pewien rodzaj schizofrenii, która rozwinęła się niezależnie od stosowania narkotyków.

Jednak, jak to bywa w przypadku prawdziwych halucynacji, poważne urojeniowe przeżycia występują rzadko. Bardziej typowe jest pojawienie się pseudourojeniowych myśli — nieprawidłowych lub nieracjonalnych pomysłów, lecz z pewnym wejrzeniem co do ich niezwykłości. Choć danej osobie może się wydawać, że ma ona głębokie lub błyskotliwe pomysły, jakakolwiek próba wyrażenia ich odkrywa zazwyczaj jedynie banalne lub fragmentaryczne myśli. LSD jednak ma największy wpływ na osobowość osoby stosującej.

W momencie szczytowym, dana osoba zaczyna zatracać poczucie własnej tożsamości. Zdaje się gubić to przenikliwe uczucie bycia sobą, charakteryzujące nasze codzienne przeżycia. Na wcześniejszych etapach odurzenia LSD osoba taka potrafi zazwyczaj wytworzyć różne psychologiczne mechanizmy obronne chroniące przed tym, ale w miarę jak wzmaga się działanie narkotyku, osłabiają się te mechanizmy. W wyniku tego następuje przesunięcie od poczucia niezależnej tożsamości do odczuwania jedności ze wszechświatem. Różne osoby różnie na to reagują. Niektórzy odczuwają euforię lub radość i uważają te doświadczenia za rodzaj mistycznego lub religijnego objawienia. Inni są przerażeni pozorną utratą uczuć bezpiecznego jestestwa. Te podstawowe zmiany w integracji osobowości przypominają doświadczenia transcendentalne lub psychotyczne. To właśnie to niebo i piekło, o których pisał Huxley.

Choć nikt przed Hofmannem nie doświadczył skutków działania LSD na przestrzeni lat wiele osób zapadało na niepokojące choroby umysłowe po spożyciu mąki zanieczyszczonej sporyszem. Ten fioletowy grzyb jest istną fabryką chemiczną i przez wieki w czasie mokrego lata ten pasożytniczy grzyb niszczył zbiory zboża od Hiszpanii po Rosję. Czy to z zachłanności, ignorancji czy głodu, ta popsuta mąka była często spożywana, ze spektakularnymi i niepokojącymi rezultatami. „Ogień Świętego Antoniego” charakteryzował się zakłóceniami wzroku polegającymi na tym, że osobie dotkniętej zatruciem wydawało się, że wszystkie przedmioty otacza poblask, tak jakby się paliły. Wrażenie to było potęgowane sinieniem palców i stóp, co było skutkiem zatrucia (w rzeczywistości była to gangrena). Zatrucie sporyszem powodowało również zaburzenia umysłowe halucynacje i szaleństwo i istnieje kilka dobrze udokumentowanych opisów takich epidemii w średniowieczu. Obecnie pochodne sporyszu odgrywają bardziej udomowioną rolę w leczeniu migren i wspomaganiu porodów. Od czasu odkrycia, LSD spolaryzowało poglądy i przyczyniło się do rozpętania histerii. Zarzucano mu wszystko co tylko można było zarzucić: że powoduje szaleństwo i nieodwracalne zmiany w mózgu, że prowadzi do wielkiego oświecenia duchowego, że powoduje uszkodzenia genetyczne i że wspomaga twórczość artystyczną. W rzeczywistości LSD przyczynia się do niewielu fizjologicznych zmian poza rozszerzeniem źrenic, wzrostem napięcia mięśniowego i nieznacznym brakiem koordynacji ruchów. Pomimo silnych skutków działania LSD na świadomość odkryto zaskakująco niewielki wpływ na czynności mózgu. W kilku badaniach nie udało się wykazać żadnych zmian u osób po zażyciu nawet znacznych dawek halucynogennych narkotyków (do 400 mikrogramów LSD i 1000 miligramów meskaliny). Jedyne zaobserwowane zmiany zdają się wskazywać, że narkotyki te powodują nieznaczną desynchronizację rytmów mózgowych, podobnie jak to się dzieje w przypadku środków pobudzających. Desynchronizacja ta nie ma szczególnego związku z zaburzeniami psychiatrycznymi i prawdopodobnie nie ma znaczenia klinicznego. Biorąc pod uwagę imponujący zakres skutków psychologicznych wytwarzanych przez ten narkotyk, jego fizjologiczne efekty są stosunkowo mało interesujące.

LSD i poszukiwanie środka do kontroli umysłów

Dla wielu naszych przywódców politycznych najbardziej pociągającym marzeniem pozostaje kontrolowanie podległych im umysłów. Od wieków istniały prymitywne, ale stosunkowo skuteczne metody, za pomocą których dążono do realizacji tego celu. Święta Inkwizycja prowadziła obszerne, z lubością wykonywane doświadczenia nad teorią oraz wprowadzaniem w życie takich technik. Odkrycie LSD ponownie rozbudziło odwieczne marzenie — a wraz z nim obawę, że inni mogą odkryć metodę przemieniania ludzi za pomocą substancji chemicznych i wykorzystać ją przeciwko nam. Albert Hofmann niedawno opisywał, jak to armia amerykańska podejmowała wielokrotnie próby nakłonienia go do odegrania aktywniejszej roli w jej programie badawczym. Większość tych wczesnych „badań” była organizowana przez CIA w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Specjaliści (jeśli słowo to obejmuje brak kompetencji) zajmujący się LSD w tym czasie pracowali w jednym z wielu pododdziałów agencji. Eufemistycznie nazwany personel usług technicznych (Technical Service Staff TSS) interesował się zastosowaniem biologicznych i chemicznych materiałów w szpiegostwie i wewnątrz TSS istniał mało znany Wydział Chemiczny specjalizujący się w zastosowaniu substancji chemicznych przeciwko konkretnym celom. Stosując substancje chemiczne zamiast magii, Wydział Chemiczny zajmował się takimi problemami jak to, czy LSD można by wykorzystać do przemienienia Rosjan w lojalnych Amerykanów. Czy też (co za straszna myśl), czy poglądy lojalnego Amerykanina ległyby w gruzach w obliczu chemicznej potęgi radzieckiego LSD? W wywiadzie wojskowym krążyły pogłoski, że Rosjanie doszli do porozumienia ze szwajcarską firmą farmaceutyczną Sandoz Laboratories na dostawy LSD wystarczające na 50 mln dawek. W innym raporcie sugerowano, że Sandoz usiłowało sprzedać 10 kg LSD (wystarczającą ilość na około 100 mld dawek) na wolnym rynku. Oba te doniesienia były fałszywe, ale wystarczyły do sprowokowania CIA do przedstawienia firmie Sandoz własnej propozycji. Pomimo że Sandoz wyprodukował jedynie 40 gramów narkotyku w ciągu ostatnich dziesięciu lat, zgodził się sprzedawać 100 gramów LSD rządowi USA co tydzień przez nieokreślony czas. W Ameryce agenci CIA stosowali LSD. Dawano go rekrutom w wojsku, pacjentom w szpitalach psychiatrycznych. Dawano go ludziom bez ich wiedzy, co czasem powodowało tragiczne skutki. Wraz z opublikowaniem w 1975 r. raportu Komisji Rockefellera, społeczeństwo dowiedziało się, że nieumiejętne majstrowanie CIA z LSD doprowadziło do śmierci dwóch mężczyzn, którym podano narkotyk bez ich wiedzy. Istniały również inne nieprzewidziane konsekwencje braku kompetencji CIA. W Stanach Zjednoczonych rozprowadzono tyle LSD, że młodzież amerykańska zdała sobie sprawę z niemilitarnego zastosowania nowego narkotyku. Prace badawcze dotyczące LSD na uniwersytecie Timothy Leary’ego finansowane były przez CIA. Jak na ironię, poszukiwania przez CIA narkotyku kontrolującego umysły doprowadziły tę organizację do odegrania roli „naganiacza” . W połowie lat sześćdziesiątych pojawilo się zjawisko kontrkultury obejmujące głównie Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych. LSD przestało być wyłącznie narkotykiem. Stało się symbolem stylu życia, a nienawiść i wzgarda Richarda Nixona dla „punków z college’ów” i hippisów doprowadziły do dyskusji na temat wprowadzenia kary śmierci za posiadanie narkotyków.

O chromosomach i halucynogenach

Niewiele problemów naukowych zostało tak zagmatwanych przez nadmierne zaangażowanie emocjonalne naukowców jak kwestia, czy pewne narkotyki mogą powodować uszkodzenia genetyczne. Pytanie to pojawiało się przy każdym z nielegalnych narkotyków, ale szczególnie w przypadku LSD. Podobnie jak w innych dziedzinach nauki, przy rozbudzonych emocjach spada standard badań naukowych. Badacz wie z góry, co chce znaleźć. Co za tym idzie, jakość badań naukowych w tej dziedzinie często byłu żałosna. Pozostawiła plamę na całej nauce o funkcjonowaniu komórkowym i chromosomalnym. Widmo uszkodzeń genetycznych przyplątało się po raz pierwszy do LSD w 1967 r. po artykule, który pojawił się w piśmie Science . Pisano, że kiedy ludzkie komórki krwi zostały poddane działaniu LSD, wykazały pewien rozpad chromosomów. W ciągu kilku zaledwie dni to niepokojące, acz z innych względów raczej niejasne i mało konkretne odkrycie, zostało zamienione przez gazety i telewizję w niezaprzeczalny „fakt”. Porównywano to do tragedii z thalidomidem i pojawiły się nieprzyjemne sensacyjne doniesienia łączące artykuły na temat LSD ze zdjęciami zdeformowanych dzieci. Wpływ tych żałosnych fotografii był na tyle silny, że przezwyciężył wszelkie racjonalne opory istniejące w tym czasie. Jednak z naukowego punktu widzenia artykuł ten był nie poparty faktami, a cała panika była kompletnie nieuzasadniona. Jedynym wytłumaczeniem powodu, dla którego wywołał on tę antynarkotyczną krucjatę o takiej intensywności, było to, że społeczeństwo, a w szczególności środki masowego przekazu, potrzebowały tego rodzaju kampanii. Artykuł w Science opierał się w gruncie rzeczy na obserwacjach 51-letniego pacjenta cierpiącego na schizofrenię, któremu w czasie jego pobytu w szpitalu 15 razy podano LSD. Lecz otrzymywał on również regularnie dwa środki uspokajające, librium i chloropromazynę. Środki te należą do najczęściej stosowanych leków w psychiatrii i wiadomo obecnie, że oba powodują rozpad chromosomów. Jeśli mamy przypisywać jakiekolwiek znaczenie badaniom opartym na pojedynczych przypadkach, które pierwotnie wywołały całą panikę (a to samo w sobie jest raczej podejrzane), to należałoby wymienić badania przeprowadzone przez Timothy'iego Leary na sobie. Pomimo faktu, iż Leary stosował LSD w spektakularnych ilościach i wielokrotnie, nie znaleziono u niego żadnych dowodów wskazujących na niezwykle wysoki poziom rozpadu chromosomów. Lecz przed zagłębieniem się w tym zagadnieniu należy pamiętać, że nawet eksperci mają znaczne wątpliwości na temat takich podstawowych spraw jak to, co właściwie należy uznać za rozpad chromosomów i w jaki sposób należałoby interpretować znaczenie jakiegokolwiek rozpadu zidentyfikowanego na przezroczach pod mikroskopem. Dla laika, rozpad chromosomów na pewno brzmi o wiele groźniej niż jest to w rzeczywistości. Zjawisko to obserwowano w komórkach wielu całkiem zdrowych Iudzi. Istotne jest zbadanie, czy rozpad taki występuje częściej w przypadku osób stosujących LSD. W żadnym z tych sensacyjnych raportów nie zatroszczono się o to, aby poinformować swych czytelników, że wiele innych przyziemnych substancji również powiązanych było z rozpadem chromosomów — dotyczyło to między innymi kofeiny, aspiryny, antybiotyków, a nawet wody, która nie była dwukrotnie przedestylowana. Warto zaznaczyć, że przypadki rozpadu chromosomów wśród osób stosujących podfałszowane narkotyki czarnorynkowe występują trzykrotnie częściej niż u osób stosujących farmakologiczne czyste LSD. Obecnie, po wykonaniu większej liczby (jak i lepszych) badań na ten temat, staje się coraz mniej prawdopodobne, aby LSD mogło powodować aberracje chromosomów. Nieliczne badania stwierdzające, że narkotyk ten rzeczywiście powoduje uszkodzenia tego typu, poddawały komórki działaniu ogromnych ilości LSD i przez bardzo długie okresy. A i tak nie udało się wykazać, że wynikające z tego uszkodzenia były większe od uszkodzeń powodowanych przez wiele powszechnie stosowanych substancji. Jedne badania wykazały, że aspiryna i LSD powodowały porównywalny rozpad chromosomów, w innych badaniach, jednych z największych eksperymentalnych badań uszkodzeń chromosomów wśród osób stosujących LSD, autorzy nie znaleźli żadnych dowodów na to, aby LSD powodowało akiekolwiek nieprawidłowości chromosomalne. W czasie przeprowadzania badań, 5 z 50 kobiet urodziło 7 normalnych, zdrowych dzieci (4 chłopców i 3 dziewczynki).

Środki halucynogenne i leki w psychiatrii

Wiele osób wie, że LSD (i niektóre inne środki halucynogenne) były zalecane w psychiatrii. Niewiele jednak zdaje sobie sprawę z zakresu, w jakim było ono stosowane. Pomiędzy 1950 rokiem a połową lat sześćdziesiątych opublikowano ponad tysiąc badań dotyczących ponad 40 tys. pacjentów. Z historycznego punktu widzenia, zainteresowanie medycyny zastosowaniem tych środków w psychiatrii sięga prawdopodobnie pracy Moreau na temat konopi. W swej rozprawie zatytułowanej Hashish and Mental lllness (Haszysz i choroby umysłowe, 1845), Moreau stwierdzał, że: Nie istnieje żaden pojedynczy przypadek, objaw choroby umysłowej, którego nie można by znaleźć w zmianach umysłowych spowodowanych haszyszem, od zwykłego podniecenia maniakalnego do delirium. Pod koniec XIX i na początku XX w. meskalina uważana była za chemiczny odpowiednik zaburzeń psychotycznych i była czasami zalecana przy leczeniu pewnych dolegliwości psychosomatycznych. Lecz dopiero po odkryciu LSD pojawiło się prawdziwe zainteresowanie możliwością terapeutycznego zastosowania takich środków. Początkowo żywiono nadzieję, że LSD (jak również konopie czy meskalina) wyjaśni istnienie niezwykłych stanów świadomości. Lekarze byli bezpośrednio zainteresowani znaczeniem takich środków dla schizofrenii. Gdybyśmy potrafili odkryć, w jaki sposób LSD działało na mózg, istniałaby nadzieja na to, że potrafilibyśmy zastosować tę wiedzę do leczenia zaburzeń psychotycznych. Dzisiaj nadzieja ta prawie całkowicie zniknęła. Pomimo wielu podobieństw pomiędzy przeżyciami osoby pod wpływem LSD a schizofrenikiem, istnieje rownież wiele istotnych różnic. W odróżnieniu od schizofrenika, którego halucynacje są zazwyczaj słuchowe, osoba pod wpływem LSD doświadcza raczej zniekształceń percepcyjnych lub halucynacji wzrokowych, a nastroje spowodowane LSD dążą raczej do emocjonalnych uniesień niż do typowej apatii schizofrenicznej. Te oraz inne różnice doprowadziły wielu badaczy do zakwestionowania wartości odurzenia LSD jako modelu dla schizofrenii, choć głównym powodem spadku zainteresowania badaniami tego typu mogło być to, że badania te były mało efektywne. Z pewnością nie odkryto, tak jak pierwotnie liczono, żadnego związku chemicznego występującego w stanie naturalnym mogącego wyjaśnić rozwój psychoz. LSD wywarło większy wpływ na psychiatrię jako środek przydatny w terapii. Wiele osób stosujących LSD twierdziło, że w wyniku zażywania LSD ich życie zmieniło się na lepsze. W jednych badaniach osoby nieuzależnione otrzymywały pojedynczą dużą dawkę LSD i meskaliny. Parę miesięcy później, ponad 3/4 z nich stwierdziło, że są szczęśliwsi, mniej zdenerwowani, bardziej zdolni do kochania innych i lepiej rozumiejący samych siebie. 78% spisało doświadczenie z LSD jako najwspanialszą rzecz, jaka im się kiedykolwiek przytrafiła. Istniała nadzieja, że LSD może mieć podobnie korzystny wpływ w przypadku osób cierpiących na różne dolegliwości natury psychicznej. Niektórzy terapeuci stosowali pojedynczą silną dawkę, która miała wywołać zmianę poglądu pacjenta na samego siebie. Pod pewnymi względami miało to odzwierciedlać mistyczne przeżycia czy też proces nawrócenia religijnego. Choć ta forma terapii opierała się na bardzo wątłych podstawach teoretycznych łączono ją z pracą psychologa Abrahama Maslowa nad szczytem doznań. Szczyt przeżyć jest to chwila absolutnego szczęścia, kiedy dana usoba wolna jest od wszystkich swych normalnych wątpliwości, niepokojów i napięć, kiedy traci ona poczucie samoświadomości. Maslow uważał szczyt przeżyć za terapeutycznie korzystne w tym sensie, że prowadził on do symptomatycznej poprawy u osób cierpiących na różne formy zaburzeń psychicznych, a szerzej, że korzystnie wpływały na życie ludzi. Wiele osób, które stosowało LSD, opisywało to właśnie w ten sposób. LSD było również stosowane w psychiatrii w postaci kilkakrotnego podawania mniejszych dawek narkotyku w połączeniu z psychoterapią skierowaną na psychoanalizę. W połowie lat sześćdziesiątych w Europie działało 10 ośrodków leczniczych stosujących LSD w ten właśnie sposób. W praktyce powstały różne sposoby łączenia narkotyków oraz psychoterapii. Stosowano tę metodę do leczenia praktycznie wszystkich form zaburzeń, którym zajmuje się psychiatria: niepokoje, depresja, problemy seksualne, alkoholizm, schizofrenia, a nawet uzależnienie od narkotyków były leczone w ten sposób. LSD było również stosowane u umierających pacjentów. Aldous Huxley tak był pod wrażeniem swych przeżyć po zastosowaniu meskaliny, że poprosił o podanie mu jej w chwili, gdy umierał. Kiedy jego żona dała mu dwie dawki meskaliny w ciągu dnia, leżał w łóżku i nie odzywał się prawie wcale, tylko patrzył na żonę z wyrazem miłości i szczęścia wymalowanym na twarzy. Jego żona napisała o jego śmierci: czy sposób w jaki umierał ma pozostać ulgą i pocieszeniem jedynie dla nas, czy inni też powinni na tym skorzystać? Wszyscy rodzimy się z godnością, czyż nie mamy więc prawa, aby godnie umrzeć? W kilku badaniach naukowych przyglądano się zastosowaniu LSD w tym kontekście. Ostatnie miesiące życia dla kogoś umierającego na raka są zazwyczaj pełne depresji, psychicznej izolacji, niepokoju i bólu. Nawet wysiłki lekarzy i pielęgniarek zmierzające do utrzymywania pacjenta przy życiu mogą przyczynić się do odczuwania nieszczęścia przez pacjenta. LSD podawano najpierw pacjentom chorym na raka, aby dowiedzieć się, czy likwiduje ono ich ból. Choć LSD odniosło pod tym względem pewien sukces, jego skutki psychiczne okazały się znacznie istotniejsze. Zostały one bardziej szczegółowo zbadane w Spring Grove Hospital w Marylandzie w latach sześćdziesiątych przez dr. Pahnke’a, który był lekarzem „divinity” , jak również psychiatrą. Spośród pacjentów, którym podano LSD, nikomu nie stała się żadna krzywda, choć kilkoro z nich znajdowalo się w fizycznie złym stanie przed rozpoczęciem badań. Na około 113 grupy przeżycia te nie wywarły żadnego wrażenia, a około 113 stwierdziła, że nieznacznie na nich skorzystała. Co ciekawsze, pozostali odnieśli nawet korzyści po zażyciu LSD. W wyniku czegoś, co dr Pahnke określił mianem psychodelicznego przeżycia mistycznego, pacjenci ci potrafili lepiej tolerować fizyczny ból: z psychicznego punktu widzenia zaobserwowano u nich większy spokój oraz ograniczenie niepokoju i depresji. Ale najbardziej uderzająca z tego wszystkiego była zmiana zaobserwowana w ich poglądach na temat śmierci. Po przeżyciach związanych z LSD mniej obawiali się oni śmierci. Widać z tych badań przeprowadzonych nad terapeutycznym zastosowaniem LSD można by krytykować z naukowego punktu widzenia i niewiele z nich można by uznać za prowadzące do jakichś konkretnych wniosków. Jednak wszystkie dostępne badania sondażowe wykazują, że zastosowanie LSD w terapii nie jest szczególnie niebezpieczne i choć większość z wcześniejszych oczekiwań wobec terapeutycznego potencjału środków halucynogennych nie spełniła się, zaskakujące jest to, że obecnie środki te prawie nie są stosowane w psychiatrii. Przestały nawet być przedmiotem badań. Powody, dla których tak się stało, mają więcej wspólnego z nieracjonalnością psychiki ludzkiej niż z jakimkolwiek procesem naukowej bądź medycznej oceny. Krucjaty zarówno za jak i przeciw LSD praktycznie uniemożliwiły przeprowadzenie racjonalnej dyskusji na temat ewentualnych korzyści wynikających z zastosowania tych narkotyków.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

co (niezweryfikowany)

"psychotoksyczny BST pochodny kwasu benzylowego ( psychotoksyczne BST, - benzylany). Od 1961 r.
jest etatowym BST w armii USA oznaczonym kryptonimem BZ. Kilkakrotnie stosowany w wojnie wietnamskiej. Krystaliczna substancja barwy białej, t.t. 462—463 K, t.w. 595 K. Rozpuszczalny w rozpuszczalnikach organicznych. Z kwasami tworzy sole, o zbliżonej toksyczności, dobrze rozpuszczalne w wodzie. W roztworach alkalicznych hydrolizuje. Trwałość termiczna BZ pozwala na stosowanie go w mieszankach termosublimacyjnych i amunicji chemicznej. Rozpuszczalne w wodzie sole mogą być użyte w celach dywersyjnych. Objawy toksycznego działania BZ są charakterystyczne dla wszystkich benzylanów i fenyloglikolanów. Pojawiają się po ok. l godz. i nasilając się trwają od kilku do kilkudziesięciu godzin, w zależności od wchłoniętej dawki.
Początkowo są to: suchość w gardle, rozszerzenie źrenic, osłabienie mięśni i wzmożone tętno. Po ok. l godz. następuje rozstrój psychiczny. Silnym halucynacjom towarzyszą zaburzenia mowy, utrata zdolności koncentracji i orientacji w czasie i przestrzeni. Intensywne halucynacje (wzrokowe, słuchowe i dotykowe) zupełnie wyłączają człowieka z otaczającej go rzeczywistości i są podłożem urojonych złudzeń i wyobrażeń. Stan ten przypomina schizofrenię. BZ zaliczany jest do grupy psychodisleptyków ( psychotoksyczne BST). Inhalacyjna dawka halucynogenna wynosi 2 mg dla człowieka, ICt50 = 110 mg-min-m-3. Toksyczna dawka śmiertelna jest bardzo wysoka: LCt50 = 200 000 mg-min-m-3, jednakże zatrucia osób starszych, dzieci i chorych mogą mieć skutek śmiertelny przy mniejszych dawkach. "

- ze strony o gazach bojowych " BST

zaineresował mnie mało bojowy charakter tej substancji :)

ciekawe jekie jeszcze niespodzianki czekają na żołnierza?

Kemik (niezweryfikowany)
Witam jak czytam wasze komętarze to aż mnie dziwi ja sam studiuje chemie ale jeśli ktoś umie dobrze czytać podręcznik do LO Operonu zakres rozszerzony do 3 klasy to tam jest opisane jak zrobić Amfetamine do tego czytając dział o Izomeri optycznej nabędziemy wiedze jak oczyścić amfetamine do 100% czystej. Mało tego w tym samym podręczniku jest napisana reakcja otrzymywania TNT(trotyl-C4-synteks jak zwał tak zwał w szczegóły nie będę wchodził) A wasz test na THC jest poprostu śmieszny one są tak nie dokładnie i tak łatwo je zafałszować poprostu komedia! zastanawiam sie co Wy studujecie albo ile mieliście z chemii że o takie rzeczy musicie pytać Sam nie ćpam ani nie pale Trawy więc nie mam z tym kłopotu i nie mam zamiaru Robić dragów pozdrawiam
Anonim (niezweryfikowany)

Drogi Kemiku, zamiast jeździć po innych i wywyższać siebie w tym zadufaniu, lepiej zarzuć sobie LSD albo DXM. Może jakiś inny psychodelik? Tylko tak konkretnie, żebyś się w końcu obudził... i zobaczył w jakim złudnym świecie żyjesz.

WiCiu (niezweryfikowany)

Mam problem z testami na thc ( z moczu )> moze ktoś wymyślił by sposób co rozcieńczyć w wodzie aby test na mocz wykazał że to mocz bez THC. Chodzi mi o testy papierkowe na których pojawiją się dwie czerwone kreskijeśli ktoś jest czysty a jedna jeśli palił.

XXX (niezweryfikowany)

Mam problem z testami na thc ( z moczu )> moze ktoś wymyślił by sposób co rozcieńczyć w wodzie aby test na mocz wykazał że to mocz bez THC. Chodzi mi o testy papierkowe na których pojawiją się dwie czerwone kreskijeśli ktoś jest czysty a jedna jeśli palił.

hhhhhh (niezweryfikowany)

Moze znajdzie sie jakis szalony naukowiec i podpowie mi jak najprościej poskładać coś żeby kopało jak speed

roko (niezweryfikowany)

Moze znajdzie sie jakis szalony naukowiec i podpowie mi jak najprościej poskładać coś żeby kopało jak speed

şăÔ´ŐšžßŐššń (niezweryfikowany)

şăÔ´ÉĚŇľŐšžßÓĐĎŢšŤËžĘÇŐă˝­ĘĄĘןŇĘĄźś×˘˛áľÄÉĚŇľŐšžßÉú˛úł§źŇĄŁ×¨Ňľ´ÓĘÂÖ鹌Ę×ĘÎĄ˘ČŐťŻĄ˘ÖÓąíĐÎĎóšńÉčźĆÖĆ×÷ĄŁľŘ´Śˇçž°ĐăŔöĄ˘ťˇžłÓĹŃĹĄ˘˝ťÍ¨ąăŔűĄ˘ČíÓ˛źţÉčĘŠĆëČŤľÄÁúÓÎłÇÄĎżŞˇ˘ÇřĄŁšŤËžÍś×Ę 2800 ÓŕÍňÔŞŁŹŐźľŘ 60 ÓŕÄśĄŁšŤËžÓľÓĐŇťĹúž­Ńéˇá¸ťĄ˘źźĘőÁěĎČŁŹ¸ťÓĐ´´ĐÂĆ´˛ŤžŤÉńľÄ¸ßËŘÖĘÔąš¤ŁŹĆäÖĐÓľÓиߟśźźĘőÖ°łĆľÄ 5 ČËŁŹÖĐźśźźĘőÖ°łĆ 12 ČËŁŹťšÓĐŇťĹúźźĘőžŤŐżľÄ˛úŇľš¤ČËŁŹĎÖÓĐÔąš¤ 186 ČËĄŁšúÄÚŇťÁ÷ľÄÉú˛úÉ蹸ŁŹ¸ßËŽĆ˝ľÄÉčźĆÄÜÁŚŁŹĐÂÓąśŔĚŘľÄÉčźĆˇç¸ńŁŹżĆѧĄ˘ŃĎ˝÷ľÄÉú˛úĚŹśČČĂşăÔ´ľÄ˛úơÎŢÂŰĘÇÔÚÍâšŰťšĘÇÖĘÁżÉĎŇťÖąąŁłÖšúÄÚÁěĎČËŽĆ˝ŁŹ˛˘ŇŃžßą¸ÁËšćÄŁťŻÉú˛úľÄÄÜÁŚĄŁšŤËžąž×ĹĄ°ÖĘÁżľÚŇťŁŹłĎĐšţÎńĄąľÄž­ÓŞŔíÄרҾ´ÓĘÂÖ鹌Ę×ĘÎĄ˘ťŻ×°ĆˇľČĐÎĎóŐššńľÄÉčźĆĄ˘Éú˛úĄ˘ÖĆ×÷Ą˘°˛×°ŇťĚőÁúˇţÎńĄŁ×ĹÁŚ´ňÔěşăÔ´ŐšžßơĹƾĚúÄÚÁěĎČľŘÎťŁŹÎŞżŞ´´şăÔ´ŐšžßľÄťÔťÍδŔ´śřĆ´˛ŤĄŁťśÓ­¸÷ľŘĐÂŔϚ˿͚âÁŮŐă˝­şăÔ´ŐšžßÓĐĎŢšŤËžŁŹşăÔ´ĆÚ´ýÓëÄúĐŻĘÖşĎ×÷ŁŹš˛´´ËŤÓŽÎ´Ŕ´ŁĄ

Ö鹌՚šń (niezweryfikowany)

şăԴרҾ´ÓĘÂÖ鹌՚šńĄ˘ČŐťŻĄ˘ĐÎĎóšńÉčźĆÖĆ×÷ĄŁ

ĘÓĆľťáŇé (niezweryfikowany)

ĘÓĆľťáŇé×âÓĂĚ؟ۣŹ60ÔŞ˛ťĎŢĘą°üÔÂŁŹź´żĚĂâˇŃĘÔÓĂŁŹ×ÉŃŻľçť°021-34121500ĄŁ

ľç×ÓÓĹťÝČŻ (niezweryfikowany)

ÎŇĂÇÎŞÄúĚᚊ¸÷Ŕŕľç×ÓÓĹťÝČŻĄ˘ŐŰżŰČŻĄŁ
<a href=http://www.egke.com>ľç×ÓÓĹťÝČŻ</a>ĄŁ
<a href=http://www.egke.com>šşÎďŐŰżŰČŻ</a>ĄŁ
ÓĹťÝĐĹϢĄ˘ŐŰżŰĐĹϢˇÇłŁˇá¸ťĄŁ

GoogleÍĆšă (niezweryfikowany)

google×ó˛ŕÍĆšăרŔ¸|googleÍĆšăÍĆźöˇţÎńÉĚ_ŁŹÎŇĂǾġţÎńŁş ÄăżÉŇÔ¸ůžÝ×ÔźşľÄĐčŇŞĎňÎŇĂÇĚᚊҝ¸öťňśŕ¸öšŘźü´ĘŁŹ¸ůžÝÄăľÄŇŞÇó°ŃšóšŤËž ĹĹĂűÔÚGoogleÍĆšăľÄÇ°10 ÎťĄŁ żÍť§ÎŞĘ˛Ă´ŃĄÔńGoogle×ó˛ŕÍĆšă?