REKLAMA




Działalność ruchów abstynenckich i trzeźwościowych w Królestwie Polskim lekarstwem na degradację społeczeństwa.

Rok 1815 pozostawił otwarte perspektywy dorabiania się, z których korzystali między innymi ludzie zarządzający przemysłem gorzelniczym. Nikt nie patrzył na stan ludu, o który w ich mniemaniu miała się troszczyć władza państwowa. Każdy chciał wykorzystać swoją szanse. Mimo wszystko już w tamtym okresie zaczęto zdawać sobie sprawę z negatywnych skutków jakie niesie za sobą pijaństwo.

Tagi

Źródło

?

Odsłony

1615

Rok 1815 pozostawił otwarte perspektywy dorabiania się, z których korzystali między innymi ludzie zarządzający przemysłem gorzelniczym. Nikt nie patrzył na stan ludu, o który w ich mniemaniu miała się troszczyć władza państwowa. Każdy chciał wykorzystać swoją szanse. Mimo wszystko już w tamtym okresie zaczęto zdawać sobie sprawę z negatywnych skutków jakie niesie za sobą pijaństwo. W latach dwudziestych XIX wieku przy produkcji wódki zaczęto korzystać z nowych metod, które były tańsze i wydajniejsze. W 1844 pijaństwo w Królestwie Polskim przeżywało okres największego nasilenia. Właściciele propinacji[1] notowali nadprodukcje wódki i by pozbyć się nadmiaru alkoholu sprzedawali go pokątnie w najróżniejszych miejscach: po polach, drogach i na granicach posiadłości. Praktykowano także sprzedaż na kredyt chłopom poprzez wstawianie beczek z wódką sołtysowi wsi. Następnie po jakimś czasie skrupulatnie i bez litości ściągano należności. Spadek cen wódki był naturalnym następstwem rozrastania się konkurencji. Gdy nie dało się już jej bardziej obniżyć z powodu braku drobniejszej monety producenci i sprzedawcy zaczęli stosować najróżniejsze taktyki marketingowe. Dodawali do każdego z trunków gratisy w formie obwarzanków i innych zakąsek. W niektórych miejscach wystarczyło, że chłop umieścił zryczałtowaną opłatę na wejściu, a w karczmie mógł jeść i pić ile tylko zapragnął i jak długo chciał. Nie można się dziwić, że w takiej sytuacji społeczeństwo nie rezygnowało z okazji, żeby się napić.

Oprócz oczywistego negatywnego skutku tego zjawiska jakim było popadanie w nałóg można zauważyć szereg poważniejszych. Nie zauważono, że pędzenie wódki nie tworzyło podstaw do wzrostu gospodarczego w rolnictwie. W latach czterdziestych doszło do zahamowania pozytywnych tendencji związanych z uprawą i przetwarzaniem ziemniaków. W związku z rozrastającą się produkcją wódki właściciele gorzelni skupowali coraz więcej surowca. Za korzec[2] ziemniaków można było uzyskać cenę 3-5 zł. Włościanie często sprzedawali ich więcej niż powinni czego skutkiem były między innymi klęski głodu. W 1834 i 1838 ludności przychodził z pomocą Bank Polski wspierając ją galicyjskim zbożem. Jeżeli chodzi o dane liczbowe z tamtego okresu to są one dosyć ubogie jednak dla przedstawienia skali problemu można przytoczyć przykład powiatu wieluńskiego, w którym w 1844 roku istniało 135 gorzelni produkujących 8 mln litrów okowity[3]. Możliwości wywozowe do Warszawy nie przekraczały 800 tys. litrów. Wynika z tego, że liczący w tamtym roku 142 528 osób powiat wieluński musiał resztę wypić. Wypadało w takim razie, że każdy z mieszkańców musiał spożyć 48 litrów alkoholu rocznie. Zakładając, że pili go jedynie dorośli (powyżej 15 roku życia), których było 42 tysiące liczba ta wzrastała do prawie 171 litrów rocznie. Trudno się dziwić, że w szaleńczej produkcji szukając zbytu próbowano rozpijać kobiety i dzieci. Bardzo powszechne było stwierdzanie nagłych zgonów z powodu przepicia. Nie można tu mówić tylko zatruciach, ale także o licznych wypadkach, które były skutkiem nadmiernej ilości alkoholu we krwi. Tak dłużej być nie mogło. Naczelnik powiatu wieluńskiego, Fryderyk Goleński postanowił rozpocząć walkę z pijaństwem.

W 1844 rozpoczął alarmowanie gubernatora cywilnego kaliskiego raportami o zbytnim pijaństwie społeczeństwa uzupełnionymi aktami zgonu, które obrazowo ukazywały wagę problemu: „We wsi Ciemiłowie na weselu u Kołodzieja Źuśla 37 garncy okowity spotrzebowano i w 3 dni potem dwóch mężczyzn i jedna kobieta życie zakończyli”[4]. Pod wpływem tych i innych informacji gubernator cywilny kaliski ogłosił w lutym, w Dzienniku Gubernialnym zakaz sprzedaży detalicznej okowity przez właścicieli ziemskich i propinatorów. Wezwał do pomocy w tej sprawie naczelnika wojennego, a także biskupów, którzy mieli pouczyć księży by z ambon poinformowali lud o zakazie. Następnie zwrócił się do Komisji Spraw Wewnętrznych o zatwierdzenie zakazu. Rezultatem tego i późniejszych działań była decyzja Rady Administracyjnej z 26 kwietnia 1844 roku by w karczmach i szynkach zakazać handlu okowitą, a sprzedawać można było jedynie wódkę 60%. Właścicielom, dzierżawcom i posiadaczom dóbr pozwolono jedynie na hurtową sprzedaż pozwalając jednocześnie na sprzedaż w mniejszych ilościach rzemieślnikom korzystającym ze spirytusu w przemyśle i w wypadkach koniecznych dla ratowania zdrowia. Zakaz sprzedaży okowity został wprowadzony reskryptem rządowym z 8 czerwca 1844. Na przyśpieszenie wprowadzenia omawianego zakazu niewątpliwie miała wpływ akcja bractw trzeźwości. Właśnie 1844 uznaje się za rok, w którym masowo i spontanicznie występuje organizowanie towarzystw trzeźwości. Na pewno nie bez znaczenia były wydarzenia z Europy zachodniej, gdzie rozwijał się wówczas ruch abstynencki. Przed 1844 rokiem w czasopismach pojawiały się artykuły informujące o akcjach trzeźwości za granicą, a nawet nakłaniające do zakładania podobnych bractw w kraju. W ich powstawaniu można zauważyć pewną prawidłowość. Na początku z inicjatywą występuje inteligencja burżuazyjna, której apel pada w stronę duchowieństwa włączającego się do akcji.

Niektórzy, jak Józef Burszta uważali, że jest to próba odwrócenia uwagi ludu od spraw politycznych. Trzeba przypomnieć, że w tym czasie dawał znać o sobie ruch chłopski. Według Burszty polskie towarzystwa trzeźwości nie miały wyraźnego, polityczno-klasowego charakteru. Był on skłonny uznać ówczesną akcję antyalkoholową za sprzyjający czynnik tworzeniu nowoczesnego, burżuazyjnego narodu. Pojawiały się także głosy, iż za ich organizacją stoją klasy posiadające, które w oparciu o kler chciały dotrzeć do mas. Ich motywami był problem trzeźwego najemnika i odbudowanie ich kruszejącej władzy nad chłopem i autorytetu[5]. W Krakowie pierwsze towarzystwo trzeźwości założył dr Hechel, następnie administrator diecezji ks. Łętowski polecił ją swemu duchowieństwu zarówno w wolnym mieście jak i w części diecezji położonej w Królestwie. Ks. Ludwik Łętowski uzyskał pozwolenie, które umożliwiło mu podjęcie działań w celu zmniejszenia spożycia wódki „…skłaniając nałogowych pijaków do uczynienia ślubów wstrzemięźliwości”. Pozwolenie namiestnika Paskiewicza z 11 sierpnia zawierało ograniczenie według którego akcja miała być podjęta tylko wobec nałogowych pijaków. Ks. Łętowski oświadczenie przyjął jako formalną zgodę i zabrał się do pracy. Trochę może dziwić pozytywna decyzja namiestnika w tej sprawie. Wziął on jednak pod uwagę, że właściciele propinacji będą wstydzili się podnieść sprzeciw w tej sprawie z powodu silnego nacisku opinii publicznej, podobnie jak to się miało na Śląsku. Zainteresowanie akcją wykazywały także władze wojskowe, które były zaniepokojone pogarszającą się dyspozycją rekrutów. Agitacja wstrzemięźliwości rozszerzała się. W Piekarach ks. Jan Alojzy Ficek i franciszkanin o. Stefan Brzozowski rozpoczęli działanie na przełomie lutego i marca 1844, zyskując od razu spektakularne sukcesy wśród ludności polskiej. Towarzystwo wstrzemięźliwości istniało pod Warszawą w kolonii Stanisławów, ale i w Lubelskim na jarmarkach pokazywały się książeczki propagandowe przeciw pijaństwu. W ciągu paru lat ruchu Towarzystw Trzeźwości zyskały one sobie wielu sojuszników wśród kleru.

Ruch trzeźwościowy w niewiele ponad rok rozpowszechnił się prawie wszędzie skłaniając do trzeźwości całe masy chłopów. Bractwa zobowiązywały głównie do abstynencji od wódki. Ze względów ekonomicznych piwa i wina nie uważano za problem. Towarzystwa trzeźwości zaczęły ubiegać się o legalizację. Podania duchownych trafiały do rządów gubernialnych, dalej do Komisji Spraw Wewnętrznych, która przesłała je do Komisji Skarbów. Ta stwierdzając, że decyzja nie należy do jej kompetencji przekazała je namiestnikowi, a do sekretarza stanu przy Radzie Administracyjnej skierowała wniosek, w którym popierała współudział w akcji z duchowieństwem i zaproponowała by pozwolenie dane ks. Łętowskiemu zakomunikować innym biskupom. Jednak w październiku do Komisji Skarbu zaczęły docierać reklamacje od dzierżawców podatku konsumpcyjnego. Komisja Skarbu wydała opinie wedle której towarzystwa mogą przynieść szkody w dochodach skarbu i dochodach prywatnych[6]. Decyzją namiestnika zabroniono wszelkiej akcji bractw trzeźwości. Motywował ją tym, że bractwa nie skłaniają ludu do rezygnacji z pijaństwa środkami nauki i przekonania, ale ślubami wstrzemięźliwości, które można potraktować jako przejawy przymusu. Nie bez znaczenia była pewnie także wizyta dyrektora Skarbu, Morawskiego, który przedstawił namiestnikowi prognozę milionowych strat wiązanych z działalnością towarzystw. Decyzja w pewnym stopniu wywołana była także agitacją ks. Ściegiennego w Kieleckim i Lubelskim, który na 27 października planował wybuch powstania ludowego. Paskiewicz przewidywał, że towarzystwa trzeźwości mogą wymknąć się spod kontroli władz terenowych i przy okazji walki z pijaństwem nawoływać do walki o niepodległość[7]. Władze duchowne ograniczone w swym działaniu zachowywały się ostrożnie, ale nie hamowały zapału księży. Biskup wrocławski wspierał bractwa w gorszych latach 1845-50, a w wyniku jego starań w 1851 ukazał się dekret papieski, który nadał towarzystwom wstrzemięźliwości status bractw kościelnych. W międzyczasie, 17 lipca 1844 wyszedł ukaz carski ograniczający wolność wyrabiania wódki, który ostatecznie ułatwił rządowi likwidowanie bractw trzeźwości. W dokumencie znalazły się zapisy ograniczające wyrób wódki do 7 miesięcy zimowych, na fabrykację nałożono trzystopniowy podatek. Zabroniono w karczmach i szynkach sprzedaży okowity, spirytusu, a moc wódki ograniczono. Zawężono też prawo do wyrobu wódki, które teraz przysługiwało tylko średnim i wielkim posiadaczom ziemskim. Ukaz wprowadzał także szereg przepisów utrudniających ludziom dostęp do alkoholu. Zakazano stosowanych wcześniej praktyk, ze zryczałtowaną opłatą za wejście do karczmy i dodawania gratisach przekąsek. Ingerencją państwa w gorzelnictwo i działalność ruchu trzeźwościowego doprowadziła, że w następnych latach po 1844 fala pijaństwa zaczęła opadać. Jednak poprawę w tej materii można zawdzięczać także zarazie kartoflanej, która dotknęła w tym czasie Królestwo Polskie[8].

Nieskuteczne wykonanie ustawy, pomysłowość i postęp technologiczny w gorzelnictwie sprawiły, że produkcja alkoholu zbytnio nie spadła. Lata pięćdziesiąte to kolejne nasilenie akcji propagowania wstrzemięźliwości, która stanowiła opór przeciwko demoralizacji i wyniszczenia ludu przez pijaństwo[9]. Propaganda towarzystw przedostawała się do Królestwa z Galicji i Prus. Twierdzi się, że w 1856 roku, we wszystkich parafiach założone już były bractwa trzeźwości. Trudno określić jaką formę przybierały działania bractw. Walery Przyborowski charakteryzuje je jako formę religijnego przymusu. Fanatyczne duchowieństwo w każdy możliwy sposób próbowało odwieść ludność od pijaństwa grożąc piekłem i odmową posług religijnych. Polscy biskupi ponownie zwrócili się do rządu rosyjskiego z prośbą o legalizację bractw trzeźwości, ale i tym razem otrzymali od Komisji Spraw Wewnętrznych odpowiedź odmowną. Jednak mimo jej postawa rządu była niezdecydowana. Z jednej strony wydano zakaz działalności bractw, ale mimo to nie sprzeciwiano się agitacji duchownych przeciw pijaństwu. Bractwa działały dalej nieoficjalnie. 16 marca 1858 w związku z potwierdzeniem istnienia bractw trzeźwości wyszedł powtórny rozkaz zabraniający ich zakładania pod groźba kary[10]. Inicjatywa jednak nadal się rozwijała. Czasami płynęła nawet od samych chłopów, którzy widząc jakie korzyści daje trzeźwość postanawiali nie pić wódki. Od 1860 daje się zauważyć pewną poprawę. Chłopi przerzucili się na piwo mimo spadających cen wódki, a gorzelnie pracowały krócej. Właściciele gorzelni rezygnowali z nich przerzucając się na inne gałęzie przemysłu. Akcja wstrzemięźliwości w zależności gdzie była przeprowadzana miała różny wydźwięk. W jednym miejscu wpływała łagodząco na stosunki między chłopami a dworem, w innym wskazywała na właściciela i propinatora za źródło nieszczęść. Czasami akcja było wykorzystywana też do tworzenia organizacji powstańczych[11]. Według duchowieństwa wiejskiego w drugiej połowie lat pięćdziesiątych pod wpływem akcji trzeźwości lud radykalnie się zmienił: znikły nieporozumienia familijne, kłótnie, bijatyki, także kościoły nie narzekały na brak wiernych. Poprawiła się kondycja społeczeństwa. Powszechniej uczono się czytać i pisać, a różne okazje jak wesela i chrzciny odbywały sie teraz bez pijaństwa. Zmniejszyła się liczba kradzieży, ustało włóczęgostwo i żebractwo. Ograniczyło się picie wśród dzieci, które przy pierwszej komunii świętej wyrzekały się alkoholu na całe życie. Także budżety rodzinne na tym zyskały. Po powstaniu styczniowym prawie przez 30 lat nie mówiono głośno o wstrzemięźliwości alkoholowej. Nie dlatego, że problem został rozwiązany, ale w ówczesnych warunkach politycznych duchowieństwo nie mogło myśleć o zakładaniu towarzystw. Jedynie w ramach nauk kościelnych księża wskazywali, że nadużywanie alkoholu jest grzechem.

Przełom nastąpił w 1894, kiedy minister finansów Sergiusz Witte podpisał statut Kuratoriów Opieki nad Trzeźwością Ludową. W 1898 w oparciu o ten statut warszawski generał-gubernator ks. Aleksander Imeretyński zobowiązał wszystkich gubernatorów Królestwa Polskiego do powoływania gubernialnych, powiatowych i miejskich kuratoriów trzeźwości[12]. Jedną z ich form działalności było otwieranie herbaciarni i jadłodajni w celu odciągnięcia społeczeństwa od miejsc gdzie sprzedawano alkohol. Często działały przy nich także biblioteki i czytelnie. Otwierano też księgarnie. Dużym zainteresowaniem cieszyły się odczyty i pogadanki dotyczące walki z pijaństwem. Kuratoria organizowały kursy wieczorne i szkoły niedzielne, głównie dla rzemieślników. Organizowano zabawy, spektakle teatralne i muzyczne, chóry i orkiestry. Zdarzały się także przypadki leczenia alkoholików w szpitalach na ich koszt. Jak widać wachlarz działań Kuratoriów Trzeźwości był niezwykle szeroki i stanowił ciekawą alternatywę do alkoholu. Polacy jednak trochę sie ich obawiali uważając, że ich ukrytym celem jest zrusyfikowanie społeczeństwa polskiego i mieli rację. Kuratoria miały zbliżyć Polaków i Rosjan. Szerzyły kulturę, muzykę, czasopisma i książki rosyjskie jednak ich głównym celem było upowszechnienie kultury picia alkoholu. W 1907 roku na terenie Królestwa Polskiego na wzór Galicji zorganizowano Towarzystwo Zupełnej Wstrzemięźliwości od Napojów Alkoholowych „Przyszłość”, które wyznawało zasadę całkowitego wyrzeczenia się od alkoholu, poza tym prowadziło działalność bardzo podobną do wcześniejszych kuratoriów trzeźwości. Jego członkowie nazywali siebie braćmi lub siostrami. Jednak hasło zupełnego porzucenia alkoholu nie trafiło szerzej do społeczeństwa. Rok 1907 przyniósł jeszcze jedną nowość. Od tego czasu w Królestwie Polskim można było swobodnie prowadzić działalność antyalkoholową. Jak widać walka w Królestwie Polskim z pijaństwem nie była do końca nieskuteczna. Działalność ruchów abstynenckich i towarzystw trzeźwościowych pomimo nieprzychylnej przez długi czas postawy władz przynosiła powoli oczekiwane rezultaty. Społeczeństwo sukcesywnie przełamywało negatywne skutki pijaństwa. Można by się pokusić o postawienie pytania, czy gdyby nie zakorzenienie pod koniec drugiej połowy XIX wieku akcji trzeźwościowych w społeczeństwie polskim możliwe byłoby uniezależnienie się od zaborców. Poniekąd potwierdza je przepowiednia błogosławionego ks. Bronisława Markiewicza: “Albo Polska będzie trzeźwa, albo jej nie będzie wcale”. Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 roku, w dniu kiedy wspominamy św. Marcina, patrona abstynentów.

[1] Propinacja było to wyłączne prawo właściciela dóbr ziemskich do produkcji i sprzedaży alkoholu w obrębie swoich dóbr.
[2] Korzec był dawna jednostką objętości stosowana dla ciał sypkich. Po roku 1819 korzec liczył 128 litrów objętości.
[3] Okowita była produktem kilkukrotnej destylacji, alkoholem o mocy między 70 a 80%, z tym, że jeszcze bardzo źle oczyszczonym.
[4] Halina Rożenowa, Produkcja wódki i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815 – 1863, s. 157
[5] Halina Rożenowa, Produkcja wódki i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815 – 1863, s. 161
[6] Halina Rożenowa, Produkcja wódki i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815 – 1863, s. 167
[7] Życie jest wszędzie… Ruchy społeczne w Polsce i Rosji…, [pod red. Anny Brus], s. 268-269
[8] W trosce o trzeźwość Narodu. Sylwetki trzeźw ościowych działaczy XIX wieku oraz antologia ich pism, [pod red. Mariana P. Romaniuka], 21-22
[9] Halina Rożenowa, Produkcja wódki i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815 – 1863, s. 204
[10] Halina Rożenowa, Produkcja wódki i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815 – 1863, s. 210
[11] Chłopi po przysięgający wstrzemięźliwość składali następnie przysięgę na obronę ojczyzny – Halina Rożenowa, Produkcja wódki i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815 – 1863, s. 212
[12] Życie jest wszędzie… Ruchy społeczne w Polsce i Rosji do II wojny światowej, [pod red. Anny Brus], s. 270

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Fajnie że tego typu artykuł się pojawił cieszy mnie to baaaardzo. Więcej takich proszę
Anonim (niezweryfikowany)
lekarstwem na degeneracje społeczeństwa jest dmt, psylocybina, thc, lsd dostępne od ręki, chociażby w aptece...
Anonim i niech ... (niezweryfikowany)
Wrażenie robi ilość 172 litrów okowity 80% rocznie na głowę. Wychodzi pół litra czyli litr współczesnej wódki dziennie. Te wszystkie salvie divinorum to zabawa dla grzecznych dzieci w porównaniu z taką jazdą. I jak ładnie ten obrazek komponuje się z naszą narodową martyrologią!
Czemu źródło tego artykułu podane jest bez hiperłącza? Kultura by tego wymagała. http://zeswiata.site50.net
Anonim (niezweryfikowany)

zaczeli organizować towarzystwa trzeżwości. Wcześniej proboszcz miał karczmę, biskup kilka itd.

randomness