REKLAMA




Doctor shopping. Jak obsługiwano polskiego ćpuna

"Przez półtora roku jestem 186 razy u lekarzy różnych specjalności. W czasie jednej wizyty dostaję recepty nawet na 12 opakowań. Tylko trzy razy lekarze odmawiają mi wypisania xanaxu"

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza
Polska Sieć Polityki Narkotykowej

Komentarz [H]yperreala

Spoko.

Odsłony

12241

Juliusz Strachota: "Przez półtora roku jestem 186 razy u lekarzy różnych specjalności. W czasie jednej wizyty dostaję recepty nawet na 12 opakowań. Tylko trzy razy lekarze odmawiają mi wypisania xanaxu"

Ta opowieść opiera się głównie na mojej (nadwątlonej) pamięci, dzisiejszym zdziwieniu tymi wydarzeniami sprzed kilku lat i dzienniczku (!), który prowadziłem, żeby zapanować nad komfortem swojego uzależnienia.

Pomiędzy innymi substancjami, od których w życiu się uzależniłem, znalazło się miejsce dla bardzo popularnego leku przeciwlękowego o handlowej nazwie Xanax. W ciągu czterech lat codziennego nadużywania tej substancji tylko raz skorzystałem z pomocy dilera; raz przemyciłem karton tabletek z Tajlandii, a w kilkuset innych przypadkach zwyczajnie realizowałem recepty w aptekach. Recepty zaś zdobywałem w gabinetach lekarskich, klinikach specjalistycznych, prywatnych praktykach, przychodniach, szpitalach, na ostrych dyżurach

Xanax niczego nie leczy. Zupełnie niczego. Momentalnie zaś znosi napięcie. Przynosi ulgę. Można powiedzieć: relaksuje na maksa. Działa podobnie jak wódka. Czujesz się rozluźniony, a do tego nie śmierdzi z pyska. Zatem łykasz rano i idziesz do roboty. Całe szczęście i dzięki Bogu dzieje się to pod opieką specjalistów.

A ja czułem się dobrze

Jest rok 2008 i czuję się nie za bardzo. Dużo stresu, dużo trudnych wydarzeń, dużo napięcia, przestaję sobie z tym radzić. Czuję się na tyle nie za bardzo, że nie śpię po nocach, mam lęki. Idę do psychiatry, który prywatnie przyjmuje obok ronda Mogilskiego w Krakowie, gdzie wtedy mieszkam. Liczę na to, że dzięki tej wizycie będę czuł się dobrze.

Psychiatra koło pięćdziesiątki. Willa. Koszt wizyty 100 zł. Kulturalnie, mniej więcej zgodnie z prawdą opowiadam: - Czuję się źle. Mam lęki. Nie mogę spać po nocach. Moja sytuacja rodzinna jest trudna i wymaga rozwiązań, przedsięwzięć, a ja zaraz wywalę się o własne nogi. Nie mogę pracować. Nie mogę gadać z rodziną. Nie wiem, co się dzieje. Czuję się fatalnie.

Lekarz po wstępnej diagnozie stwierdza, że dobrze by było, żebym jednak w tej sytuacji zaczął funkcjonować, i w tym celu przepisze mi xanax, którego nie wolno przyjmować przewlekle, ale dzięki tym dwóm opakowaniom opanuję złe samopoczucie i będę mógł zacząć działać. Pyta, czy nadużywam innych substancji. Mówię, że nie nadużywam, co nie jest zgodne z prawdą.

Chcę tylko ulgi, więc wychodzę z receptami. Później jakoś sobie poradzę. Tylko poczuję się lepiej. Rozpakowuję pierwsze pudełeczko i po 20 minutach czuję się dobrze. Napięcie zniknęło. Towarzyszy mi ogromna wdzięczność, euforia, rozanielenie, ulga i przekonanie, że teraz szybko załatwię swoje trudne sprawy i będzie dobrze

O to chodziło.

Świeciło słońce, a ja czułem się dobrze. Padał deszcz, a ja czułem się dobrze. Żeniłem się i czułem się dobrze. Nie radziłem sobie w pracy i czułem się dobrze. Wyrzucano mnie z pracy, a ja czułem się dobrze. Rozwodziłem się i czułem się dobrze. Kradłem i czułem się dobrze. Chciałem się zabić i czułem się dobrze.

Interniści wypisują chętniej

Dwa tygodnie później xanax się kończy. To zdecydowanie za szybko, by móc wrócić do tego samego lekarza. Miał starczyć na dwa miesiące. Zatem kieruję swoje kroki do innego psychiatry. Koło sześćdziesiątki. Prywatny gabinet w Nowej Hucie. Kulturalnie opowiadam: - Czuję się źle. Mam lęki. Nie mogę spać po nocach. Moja sytuacja rodzinna jest trudna i wymaga ona rozwiązań, przedsięwzięć, ale ja zaraz wywalę się o własne nogi. Nie mogę pracować. Nie mogę gadać z rodziną. Nie wiem, co się dzieje. Czuję się fatalnie... Szczerze powiedziawszy, coś, co pomoże mi w szybkim tempie zebrać się do kupy, załatwiłoby sprawę.

Lekarz przepisuje mi lek, który nie działa natychmiastowo, oraz dwa opakowania xanaxu. Kiedy one się kończą, ten drugi lek zacznie już działać i będę mógł normalnie funkcjonować.

Realizuję recepty na xanax. Receptę na drugi lek wyrzucam do śmieci. Nie mam depresji, żeby się bawić w takie bzdety.

Początkowo u każdego psychiatry opowiadałem tę samą historię i ona działała, ale dosyć szybko swoje kroki skierowałem do internistów.

Miałem ubezpieczenie w prywatnej sieci klinik. Szedłem do internisty i opowiadałem wspomnianą już historię, mówiłem, że na to działa xanax, bo brałem go przez chwilę już dziesięć lat temu. Oczywiście jeśli szedłem do tego samego lekarza za miesiąc, żeby dostać znów xanax, historia ewoluowała. Jeśli chciałem iść za tydzień, zdarzała się rewolucja. Odkryciem było to, że interniści nie tylko chętniej niż psychiatrzy przepisują xanax, ale za jednym razem można od nich wyciągnąć więcej opakowań. Czułem, że nie wiedzą, co jest grane. Okazało się, że specjalność lekarza nie ma znaczenia, bo wszyscy mogą wypisywać xanax. I tak chodziłem od gabinetu do gabinetu w ramach jednej sieci placówek medycznych.

Po roku coraz więcej placówek prywatnej sieci było połączonych w jedną sieć i lekarze co jakiś czas weryfikowali, czemu jestem u innego internisty co drugi dzień. Po roku rozpadło się też moje małżeństwo, co trudno mi było zauważyć, codziennie polując na xanax.

W ogóle moje życiowe decyzje zaczęły polegać na tym, że łykałem 10 tabletek xanaxu i rozanielony, kompletnie wyluzowany je podejmowałem. Jak nie podobały mi się konsekwencje decyzji, łykałem 20 tabletek xanaxu.

Wróciłem do Warszawy.

Zdobywanie/branie/ulga/brak

Dolegał mi tylko brak tabletek. Nic więcej. Było kilka takich momentów, że doprowadzałem się do objawów odstawiennych i te przypominały zejście z twardych narkotyków, a najbardziej stan po tym, jak wychodziły z organizmu duże dawki amfetaminy, ale lęk był spotęgowany.

Kiedy brakowało tych różowych tabletek, moje ruchy stawały się nieskoordynowane, zawężało się pole widzenia, a orientacja siadała tak, że nie byłem w stanie złapać za klamkę.

Te momenty bez proszków były cierpieniem i upokorzeniem. Nikt nie lubi cierpieć, nikt nie lubi upokorzeń. Dolegała mi chęć ulgi.

Na chwilowy brak leków pomagał alkohol. Ten środek znałem od dawna. Poza tym czasem było bardziej opłacalne, żeby się przed snem nawalić, a nie nafaszerować xanaxem. Xanaxem można było rano - świetnie łagodził objawy odstawienia alkoholu. Na brak xanaxu - alkohol. Na odstawienie alkoholu - xanax. Trzeba ciągle działać, bo przy xanaxie na trzeźwość nie ma szans. Nie da się przetrwać objawów odstawiennych, które mogą trwać nawet dwa miesiące.

Po dwóch latach moje życie było skoncentrowane na zdobywaniu/braniu/uldze/braku/zdobywaniu/braniu/uldze/braku/zdobywaniu/braniu/uldze/braku/braku/lęku/lęku/rozpaczy/braku kasy/braku nadziei/ zdobywaniu/po co ja to robię?/po co ja w ogóle żyję?

Jeśli nie byłem naćpany, to znaczy, że leżałem i zdychałem w domu albo ostatkiem sił usiłowałem polować na xanax. Ale przez większą część tego okresu życia jednak byłem naćpany.

Amerykański relaks

Xanax przynosi szybką i krótkotrwałą ulgę. Jego dobroczynne działanie sprawiało, że od razu chciałem, by było silniejsze. Po miesiącu od pierwszej wizyty u psychiatry przy rondzie Mogilskim nie tylko nie potrafiłem odstawić leku, ale ciągle zwiększałem jego dawki. Zamiast jednej tabletki rano brałem od razu trzy na zapas. Później pięć. Później sześć. Później siedem. Później 15. Później 30.

Stan po xanaxie nazwałem amerykańskim relaksem. Siedziałem wyluzowany i popijałem koktajle bananowe. Coś się wokół mnie zapewne działo, ale ja popijałem koktajle.

A zaraz wstydziłem się tego całego gówna. Pogrążałem się w kłamstwie, bo niesiony narracją uzależnienia musiałem lekarzom opowiadać coraz to głupsze, ale skuteczne historie.

Cel: skuteczność narracji służącej pozyskiwaniu substancji.

Środki: wypłata, pożyczki, sprzedaż obrączki w lombardzie, później kradzieże, cokolwiek.

Gdy wróciłem do Warszawy, utworzyłem specjalny dzienniczek, w którym wpisywałem aktualny punkt narracji dla danego lekarza. Musiałem mieć taką pomoc, bo lekarzy było bardzo dużo, moich/nie moich historii było jeszcze więcej, a xanax w olbrzymich ilościach, w jakich go brałem, już po roku powodował stany amnezji.

Wychodziłem z gabinetu, otwierałem moleskine'a i z dumą zapisywałem kit, który wcisnąłem lekarzowi i w który później zaczynałem sam wierzyć, ponieważ miałem już mocno zatarte rozróżnianie, co jest rzeczywiste, a co nie.

Wolność

Granicą wolności po przekroczeniu pewnych dawek jest detoks. Nieprzyjemna sprawa, jeśli chodzi o oddział detoksykacyjny np. w szpitalu psychiatrycznym na Sobieskiego. Dwa miesiące wakacji za kratami i strach przed powrotem do realności. Detoks oznacza przyznanie się do całkowitej porażki i zmierzenie się ze swoim wstydem, a nie o to mi w życiu chodziło. Już tyle jest szkód z powodu mojego uzależnienia, że zorganizuję sobie jeszcze jedną dawkę leków, wyluzuję się i pomyślę, co dalej.

Próbowałem zmniejszać dawki, co doprowadzało mnie do takiej frustracji, że po kwartale wróciłem do dawek dwa razy większych.

Najczęściej mierzą ciśnienie

Zagranica w mojej narracji jest zawsze, bo muszę być w przelocie, by móc wymagać więcej opakowań. Wybieram też kierunki, które są wystarczająco, hm, stresujące.

Zapiski w dzienniku z 18.10.2010. Dialog ma miejsce w przychodni specjalistycznej przy ul. Marszałkowskiej. Rozmowa z emerytowaną psychiatrą. Cena wizyty 80 zł. "Opowiedziałem jej, że Abchazja nie jest taka niedostępna, ale jak już się wpadnie w ręce Ruskich, a oni ciągle szaleją przed tym zasranym Soczi. Ona się gubi, mówi, że miałem być w jakimś innym kraju. Ja o ekipie filmowej, którą złapali, ja uciekłem, ale leki pogubiłem po drodze. Będę wracał teraz do tej Abchazji i potrzebuję. Daje dwie recepty. Każda na trzy opakowania po 1 mg".

Jedną dawką wtedy był dla mnie jeden listek. Zatem jedno opakowanie starczało mi na dobę.

Zapiski w dzienniku z 14.06.2011. Dialog ma miejsce w prywatnym gabinecie na Saskiej Kępie. Rozmowa z endokrynologiem. Cena wizyty 120 zł. "Mówię tej idiotce, że pracuję w Jordanii. Że przyjechałem załatwiać sprawy rozwodowe. Że tam zajmuję się reklamą. Opowiadam, że trudno odróżnić Jordańczyka od Palestyńczyka. Nawijam o stresach, o nadciśnieniu, że potrzebuję teraz już mniej, ale to znowu się zacznie. Przepisuje mi trzy recepty po pół miligrama. Kręci, mówi, że większych nie może".

Zapiski w dzienniku z 4.07.2011. Dialog ma miejsce w lecznicy w centrum Warszawy. Rozmowa ze starym internistą. Cena wizyty 100 zł. "Mówię, że przepuściłem tych ludzi i teraz się spieszę. On mówi, że oni są bardzo chorzy. O innych ćpunach mówi, że są chorzy, a ja muszę ściemniać. Chce mi wypisać jedno opakowanie. Ja mu mówię, że za miesiąc dopiero będę mógł przyjść. On mówi, że jestem co tydzień. Zauważa, że wyrywałem strony z karty. Wypisał mi jedno. Skurwysyn. Kazał przyjść za tydzień".

Na korytarzach spotykam często innych uzależnionych. Są gabinety, pod którymi jest ich więcej. Tak jest w przypadku wspomnianego wyżej starego internisty. Za każdym razem słyszę tu rozmowy pacjentów. Dotyczą przepisywania xanaxu, relanium, clonazepamu i tramalu, samych uzależniających substancji. Ciągłe słyszę też prośby o obniżenie ceny wizyty do 50 zł. Dla stałego pacjenta. Lekarz raz się godzi, a raz nie. Ja trzymam fason. Zawsze płacę stówę. Praktycznie co tydzień. Czyli jeden lekarz tylko na mnie może zarobić kilkaset złotych miesięcznie.

Zapiski w dzienniku w nocy z niedzieli na poniedziałek. Rok 2011. Dialog ma miejsce w sieciowej lecznicy na Woli. Rozmowa z lekarzem dyżurnym. Cena wizyty 200 zł. "Znowu o Majdanie. Co ja pierdolę o tej Ukrainie. Może dlatego, że trochę temat znam. Gubią mi się te miejscówki. Sprawdza i mówi, że byłem miesiąc temu. No ja mówię, że byłem. Ona mówi, że na nadciśnienie mi tylko wypisze. Ja, że OK, ale to nie wystarczy, bo i tak to nadciśnienie ze stresu mi skacze. Pyta się, kiedy się tym zajmę. Mówię, że jak się uspokoi wszystko ".

Lekarze dzielą się na tych, którzy wypisują leki bez problemu, i takich, którzy najpierw muszą sobie pobadać. Najczęściej mierzą ciśnienie. Coś zapisują w karcie. Są tacy, którzy umawiają się na wypisywanie recept za pół ceny wizyty. Nie musimy się wtedy oglądać. Dzwonię. Zamawiam trzy opakowania xanaxu. Przyjeżdżam. Płacę w rejestracji. Odbieram receptę.

Są lekarze, którzy wypisują opakowanie na oddzielnych receptach i nigdy więcej niż trzy w czasie jednej wizyty. Pouczają, by realizować je w innych aptekach. Są tacy, którzy wydają się kompletnie nie wiedzieć, o co chodzi. Ode mnie dowiadują się, jak wypisuje się takie substancje. Muszę ich instruować, żeby nie zapomnieli słownie wpisać miligramów na świstku.

Lekarze różnych dziwnych specjalności wypisują ćpunom uzależniające substancje. Onkolodzy. Gastrolodzy. Endokrynolodzy. Na jaką chorobę go przepisują? Na uzależnienie.

Zapiski w dzienniku z 4.05.2011. Dialog ma miejsce w prywatnym gabinecie w Krakowie. Rozmowa z emerytowanym psychiatrą. Cena wizyty 50 zł. „Mówię, że ogromne wrażenie zrobiła na mnie książeczka » Trębacz z Samarkandy «, zwłaszcza że całe dzieciństwo widziałem jej grzbiet z tytułem. Ta Samarkanda wygląda inaczej. Jest niebiesko, orientalnie, ale nie ma tej serdeczności. Nie wiem, po co to gadam, ale to jest miłe. Czuję się dobrze. Dostaję herbatę. Muszę kombinować, bo widzę, że chce mi mniej przepisać. Przypominam jej, że wróciłem prosto z Uzbekistanu do Warszawy i zaraz do Krakowa, bo jest najlepszym specjalistą. W jej notatkach wychodzi, że miałem jechać do Birmy. Zapowiadałem, że nie wiem, jak sobie poradzę. Popierdoliłem, no ale oprócz xanaxu dała jeszcze klony”.

Sierpień 2011. Niżej przedstawiam mój sierpniowy grafik wizyt po zaopatrzenie w xanax.

2.08. wizyta u internisty, 4.08. wizyta u psychiatry, 8.08. wizyta u internisty, 10.08. wizyta u internisty oraz u kardiologa, 12.08. wizyta u psychiatry, 15.08. wizyta u internisty, 20.08. wizyta u internisty, 23.08. wizyta u psychiatry (tego co 4.08.), 24.08. dwie wizyty u internistów oraz u psychiatry, 28.08. wizyta u lekarza dyżurnego (awantura, bo źle wypisał), 29.08. dwie wizyty u internistów, 30.08. wizyta u psychiatry.

Kiedy przeglądam notatki od połowy 2010 roku do końca 2011, wychodzi mi 186 wizyt u lekarzy różnych specjalności. Zwykle każda kosztuje 100 zł, choć są też za 50 zł w mniejszych miastach albo nawet za 250 zł - w weekendy. W czasie wizyty otrzymuję recepty maksymalnie na 12 opakowań, a minimum na jedno, ale to ostatnie rzadko się zdarza, bo jest dla mnie nieopłacalne. Trzy razy na kilkaset lekarze odmawiają mi wypisania xanaxu; więcej już ich nie odwiedzam. Opakowanie kosztuje od 30 do 60 zł i zależy to od jego mocy. W opakowaniu jest 30 tabletek.

10 tabletek łykam zaraz po wyjściu z apteki. Następne 10 za godzinę, dwie. W ciągu trzech godzin nie ma śladu po opakowaniu.

Niemili dilerzy

W roku 2012 jest już ze mną bardzo źle. Mam kłopoty w pracy. Kłopoty ze zdobyciem pieniędzy na leki. Zadłużam się w różnych miejscach. Nie nadążam ze zdobywaniem xanaxu u lekarzy, więc zaczynam szukać innych źródeł.

Znalazłem na forach internetowych wpisy o sprzedaży leków, co dzień później zaowocowało spotkaniem z dilerem oferującym relanium. To nie klepie jak xanax, ale zawsze coś.

Dilerów jest trzech. Stoimy na kładce obok Promenady. Śmierdzą alkoholem, spieszą się i chcą 100 zł za receptę na jedno opakowanie.

Oglądam świstek i mówię, że jest źle wypisany (mnie chcieli oszukać!). Schodzą do 50 zł. Mówię, żeby sami poszli do apteki, a wtedy dam im 100 zł plus zwrot za zakup. Nie udaje się. Farmaceutka nie realizuje źle wypisanej recepty.

Chłopcy są wyraźnie zirytowani. Proponują mi, że następnego dnia znów pójdą do lekarza po dobrą receptę, ale potrzebują pięć dych na rozruch. Dostają, ale następnego dnia już się nie pojawiają. Dzwonię, ale nikt nie odbiera.

Zajrzałem znów do internetu i wyczytałem, że w Azji xanax można kupić bez recepty. Pożyczyłem kolejne pieniądze i wyleciałem.

Raj utraconej świadomości

Angkor Wat przepiękny, ale okazuje się, że w kambodżańskich aptekach mają same podróby, które nie wywołują żadnego efektu, i cała nadzieja w powrocie do Bangkoku. Zapasy, które przywiozłem z Polski, się kończą, mam jetlag, niepokój, jest gorąco, jestem bez sensu zaszyty, nie mogę się napić piwa, wszystko jest do dupy.

Jadę do Tajlandii. Bangkok jest rajem dla ćpunów. Rozpoczynam rajd po aptekach. Wszędzie generyczny odpowiednik xanaxu w najwyższej dawce. Kupuje się go w listkach po 10 tabletek. Zero recept. Wchodzisz jak do sklepu z cukierkami, sprzedawca pakuje listki do foliowej torebki. Idziesz do następnej apteki. Do następnej.

A dalej nie pamiętam. Nie pamiętam powrotu do Polski. Nie pamiętam tygodni po powrocie.

Zapalenie mózgu

Pikało nade mną. Leżałem w pasach. Do klatki miałem przypięte jakieś kable. Nade mną wisiała kroplówka. - Dzie stem? - nie potrafiłem mówić. Bełkotałem jeszcze przez dwa tygodnie. Dwukrotnie próbowałem uciec. Nie potrafiłem odtworzyć powrotu z Azji, stopniowo dowiadywałem się, że do szpitala zakaźnego trafiłem, bo upierałem się, że mam malarię, że wróciłem z tym z Azji. Przychodzili specjaliści, robili mi badania, a ja przypięty do kroplówek z - no jasne - benzodiazepinami dochodziłem do siebie.

Po dwóch tygodniach mój stan był już stabilny i zostałem wypisany do domu. Dostałem wszelkie badania, z których wynikało, że nie miałem we krwi żadnych narkotyków, oraz diagnozę, że mam zapalenie mózgu. Nikt mnie nie badał na zawartość benzodiazepin we krwi, którymi byłem zatruty. Bardzo mnie to cieszyło.

Z papierem na zapalenie mózgu zacząłem podróż po intensywnej terapii, potem była neurologia w Szpitalu Czerniakowskim. Wyszedłem po dwóch tygodniach. Już mniej mnie wszystko cieszyło. Xanax z Tajlandii się skończył. Coraz trudniej było ukrywać problem, zwłaszcza że skończyły się pieniądze, miałem długi, a nie miałem pracy. Postanowiłem sprzedawać rzeczy w lombardzie. Wziąłem macbooka, sprzedałem i powędrowałem do prywatnej przychodni.

Wziąłem też kilka kolejnych pożyczek, dzięki którym przetrwałem jeszcze dwa miesiące, aż moje życie zostało uratowane na oddziale F3 szpitala na Sobieskiego. Jeśli chodzi o stężenie substancji we krwi, przez chwilę byłem oddziałowym rekordzistą. Wypłukiwano mi ją dwa miesiące, a okazało się to w miarę bezbolesne, choć tak bardzo się tego bałem. Oddział był pełen ludzi uzależnionych od leków i alkoholu. Pięć wypełnionych sal. Połowa pacjentów to uzależnieni od xanaxu i podobnych substancji.

Detoks przetrwałem. Ośrodek terapii uzależnień skończyłem. Nie miałem styczności z xanaxem. To takie proste, ale mnie i stu lekarzom zajęło to cztery lata.

Pisałem to ja, Julek Strachota. Dzięki uzależnieniu od xanaxu wygrałem kilkunastoletnią nierówną walkę z alkoholem. Dziękuję.

Oceń treść:

Average: 9.9 (7 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Jak Ty mówiłeś o Soczi czy Majdanie w 2010/2011 roku?

Anonim (niezweryfikowany)

Dobry szit. Wytrwania w trzeźwości!

Anonim (niezweryfikowany)
...zalatuje mi trochę ściemą...
Anonim (niezweryfikowany)

Swietnie napisane, mozna by to podpiac pod na neurogroove... Nie jest to historia szczegolnie podnoszaca na duchu, ale mi takiej potrzeba, bo zaczynam kroczyc benzodiazepinowa sciezka. Nie po raz pierwszy. Choc tu, gdzie mieszkam, lekarze niechetnie przepisuja nawet diazepam 5 mg. Pamietam z Polski, jak latwo bylo o dwa opakowania klonazepamu, wystarczylo powiedziec, ze chcesz skonczyc z alkoholem i dostajesz lekkiego delirum. Po zrealizowaniu recepty pamiec zazwyczaj sie urywala.

Anonim (niezweryfikowany)

skąd kasa na takie horrendalne sumy? tysiące zł w ciągu miesiąca na same wizyty plus leki, lot do Azji... w pracy na stanowisku po 10-20 benzo nie da się wysiedzieć, więc ja się zastanawiam, co autor robił, by te apteczne dragi sobie kupować?

Bo robi się to z lekka niewiarygodne.

agquarx
Mnie też odtruwali na Sobieskiego. Koszmar. Nie doszłam do takich dawek. Brałam mieszankę efedryny i xanaxu. Człowiek czuje się po tym jak mędrzec zen (siła spokoju!), ale robi czasami głupie rzeczy, bo myśli, że może wszystko. Admini hyperreala wiedzą ;-). Twoja, agquarx
randomness