tak sobie czekam w aptece - stojąca przede mną, ładnie storpedowana pani po pięćdziesiątce kładzie na ladę receptę, która niczym zegar z trwałości pamięci spływa się po podwójnym kontuarze piętro niżej, kobieta w zwolnionym tempie sięga po nią i podaje farmaceutce. ta, po krótkich oględzinach stwierdza, że ilość mg się nie zgadza, na co pani z kolejki wyciągając kolejną receptę mamrocze "źle wypisałam", po czym podając aptekarce drugi kwitek znowu jakby do siebie: "to nie było najmądrzejsze, co mogłam powiedzieć"
ostatecznie pani doktor odebrała dwa opakowania relanium co jakoś mnie specjalnie nie zdziwiło...
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
1. fragment interesującego wykładu
2. o samobóju bez nadętej bufonady
Godzina 0:30. Podbijam do apty całodobowej po pseudoefke. Jakiś ziomuś przede mną czeka na babe przy okienku. Pytam:
- Thiocodin?
- Nie.
- Acatar?
- Nie.
- To może Acodin?
- Też nie.
Hmm. No są i tacy - pomyślałem. Dobra pytam o acatar. Nie było. No to 2 sudafedy na odzielne paragony. Pani młoda, ta co sprzeda tak. Pyk, myk i jest.
Ten ziomuś tam stanął obok, wyciąga szlugi i pyta mnie:
- Ej, ziomek masz może ognia?
- Nie, nie palę. Prowadzę zdrowy styl życia.
Mainstream vs underground.
DXM wchodzi u mnie dość długo. Max czas oczekiwania na fazę to 2,5h. Średni czas przekraczał 1,5h. Przyzwyczaiłem się do tego, że można zapodać cały ładunek do brzucha, wyjść na miasto, załatwić sprawy i wrócić do domu aby resztę dnia spędzić na miłym fazowaniu. Pamiętam zabawną sytuację. Pojechałem do Urzędu Skarbowego wyjaśniać skomplikowaną sprawę podatkową. Nie było pani od tej sprawy więc obskoczyły mnie 2 kobity + kierowniczka działu a na koniec jeszcze jakiś gościu z innego działu. Siedziałem spokojnie na dupie w oczekiwaniu jak US potrafi sprawnie działać i nagle poczułem jak DXM zaczyna robić swoje. Z tego, co mówiono do mnie coraz mniej rozumiałem i myślałem tylko o tym, aby stamtąd wyjść. A to jeszcze jedno pytanie, a to podpisik, a to nie ta kopia dokumentu... Czas wydłużał się w nieskończoność a ja obserwowałem jak bardzo zmienia mi się mój własny podpis pod dokumentami. W pewnym momencie przestałem rozumieć o co im chodzi. Poprosiłem o to, aby mi wszystko zapisano na kartce bo mam słabą pamięć po silnych lekach. Oczywiście moja prośba została spełniona :) Mam więc na biurku kilka kartek i jakiś podpisany przeze mnie protokół. W US dotarło tylko do mnie, że to już wszystko. Ulżyło. Wyszedłem z US i nie wiedziałem gdzie się znajduję :-D
bez wiosennego w wiośnie życia nieba?...
Wołają na nas, że w złą idziem stronę,
precz o świat troskę rzucając powinną,
a czy pytają się nas, co nam trzeba
i czyśmy mogli obrać drogę inną?
Po Akodinie dziwne pomysły do głowy przychodzą. A z psem rano jechałem do weterynarza. A i tak zdechł.
Umarł.
Nie żyje.
bez wiosennego w wiośnie życia nieba?...
Wołają na nas, że w złą idziem stronę,
precz o świat troskę rzucając powinną,
a czy pytają się nas, co nam trzeba
i czyśmy mogli obrać drogę inną?
Teraz nadszedł czas na zastanowienie się jak podam ową substancję do mojego brzuszka. Żadnych kapsułek nie miałem. Nie miałem nawet leku w kapsułkach z którego mógłbym wysypać zawartość i upchać MDAI. Nie było również szans na rozpuszczenie substancji w soczku, gdyż miała zbyt intensywny smak. Nie miałem ochoty robić bombki, gdyż nie lubię przełykać kawałka chusteczki. Do tej metody zniechęcony byłem również tym, że jakiś czas wcześniej jedna z bombek podczas badań rozerwała się i duża ilość 4fma znalazła się w mojej mordzie. To było największe zło świata.
Wiele minut myślenia zostało przerwanych głodem i burczeniem w brzuszku. Tak więc udałem się do lodówki, by zaspokoić potrzebę. Tam ujrzałem paczkę pierogów. Odgrzałem je w mikrofali i wróciłem do pokoju w którym znajdowało się moje MDAI. Nie wiem co nastąpiło w mojej głowie, że wpadłem na ten pomysł. Odkroiłem końcówkę pieroga i upchałem tam odmierzoną ilość substancji, po czym przykryłem zawartość tegoż pieroga z jakże interesującym nadzieniem odrobiną farszu, tak by nic się nie wysypało.
Chwila rozmyślania nad tym co ja w ogóle zrobiłem. Pakuję mojego pierożka do mordy i przełykam. Nie poczułem nic poza farszem z 'mięsa'. Byłem zadowolony jak nigdy. Strach pomyśleć, ale następnym razem jak będę sam i będę testował coś równie obrzydliwego to powtórzę mój eksperyment.
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
1. fragment interesującego wykładu
2. o samobóju bez nadętej bufonady
Mój stary jest fanatykiem giebla. Pół mieszkania zajebane pustymi butelkami po płynie do czyszczenia felg najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżącą na ziemi zakrętkę i trzeba od razu do szpitala, bo mają ostre brzegi. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu zakrętka w nodze.
Druga połowa mieszkania zajebana Gieblarzem Polskim, Światem Felg, Transwizjami, Super Gieblem xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie gazety dla ćpunów, którzy liżą felgi. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla gieblarzy i kręci gównoburze z innymi gieblarzami o najlepsze proporcje itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu "giebel? chyba GIMBEL". Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę PLATYNOWA FELGA, za najebanie 10k postów." "
Jak jest ciepło to co weekend rozrabia giebla. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę dolewa mi trochę do herbaty przy obiedzie a ojciec pierdoli o zaletach picia tego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pierdolił że to dzięki temu, że piję dużo giebla bo giebel działa euforycznie i miałem więcej ochoty na naukę.
Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 3 w nocy bo hałasują przenosząc butelki, polerując baniaki itd.
Przy jedzeniu zawsze pierdoli o gieblu i za każdym razem temat schodzi w końcu na dilerów mefedronu, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr jak można wciskać ludziom takie gówno do przepychania rur hurr, robi się przy tym cały czerwony, odchodzi od stołu klnąc i idzie oglądać katalogi z felgami żeby się uspokoić.
W tym roku sam sobie kupił na święta 50-litrowy baniak. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i napełnił wodą z gieblem w dużym pokoju. Ubrał się w rękawki do pływania i siedział cały dzień w tym baniaku na środku mieszkania i co jakiś czas brał łyka. Obiad (zupa GrzyBLowa) też w nim zjadł [cool][cześć]
Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich płynów do czyszczenia felg w polsce to bym wziął i wylał.
Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na rozrabianie giebla w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.
Pojechaliśmy gdzieś do jakiejś meliny, wchodzimy do piwnicy a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy nad baniakiem i mieszamy. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolnął mieszadełkiem po głowie, że od muzyki z moich słuchawek roztwór się trzęsie i źle miesza. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie wiercił bo coś przewrócę i cała praca na marne. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i mieszać giebla jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było w tej nieogrzewanej melinie zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec wyszedł na podwórko i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba na zewnątrz pierdzieć bo inaczej gazy reagują z gielbem i potem ma nieprzyjemny posmak.
Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym pije giebla. Kiedyś towarzyszem tych przygód był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w koszulce LEGALISE GIEBEL. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe giebelka. Zgieblili się i oczywiście cały czas gadali o gieblowaniu. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepiej liczyć proporcje na procenty czy mililitry.
- WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, PRZELICZAŁEŚ KIEDYŚ MILILITRAMI PRZY ROZRABIANIU W BUTELKACH? RĘKA CI SIĘ OMSKNIE, RACH CIACH I DAWKA ŚMIERTELNA PRZEKROCZONA
- KURWA TADEK DAWKA ŚMIERTELNA JEST W MILILITRACH PODANA, NIE MA MOWY O JAKIEJKOLWIEK POMYŁCE
- CO TY MI O DAWCE ŚMIERTELNEJ pierdolISZ JAK TY NADAL PIPETĄ PŁYN DO MYCIA FELG ODMIERZASZ
No i aż zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt.
W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio przedawkował giebla i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec
- I bardzo kurwa dobrze
Tak go za te procenty znienawidził.
Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli handlarzach mefedronem. Stali się oni kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach od białego powiedzieć. Gazety też przestał czytać bo miał ból dupy, że o gieblu ani przekrętach wśród handlarzy mefem nic się nie pisze.
Najpopularniejszym dilerem w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego gieblarzom przez handlarzy mefedronem i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie dotyczące dopalaczy gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał. Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem mafii mefedronowej ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu ich i Adama na forach lokalnych gazet. Napierdalał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.
Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, mefedronowe lobby, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że handlujący mefedronem jak jacyś masoni rządzą całym krajem, pociągają za sznurki i mają wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na butelki, baniaki czy płyn do mycia felg i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. płynu do czyszczenia felg za te 2k kupić (kilkaset litrów).
Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć swoją kadź, bo zakłada własną produkcję i będzie sprzedawał giebla tym ćpunom z WIXAPOL S.A. a w tym baniaku to on nigdy czystego giebla nie zrobi.
- synek w kadzi to dopiero się giebla robi! kopie jak marzenie!
ale nie było go stać ani nie miał jej gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś gieblarzami z okolicy, że kupią kadź na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, na podjeździe na przyczepie, którą ten janusz ma i się będą tą rozrabiali giebla na zmianę albo będą mieszać razem.
Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi gieblować i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że nowa dostawa kopie jak pojebana więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni gieblują bez niego bo przecież po równo się zrzucali na kadź i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już miały zjazd, wyszedł nagle z domu.
Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z przyczepą i kadzią xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał z podjazdu przed domem bo oni go oszukali i żeby łapał z nim kadź i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście kadź nie zmieściła się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi.
Za pomocą jakichś łańcuchów co były na kadzi i mojej kłódki od roweru przypiął ją do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego kadź ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie rozrabiał giebla w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko. Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
-Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda
-Janusze krzyczą, że ma oddawać
-Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od kadzi za nogę i dostał drugą nogą z kopa
-Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
-We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
-Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił kadź a policjantów żeby go nie aresztowali
-Ja smutnazaba.psd
W końcu policjanci oderwali starego od kadzi. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali kadź, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do niej żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na gieblowaniu nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pierdolił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć. Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla gieblarzy bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem.
Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta
>kołpaczek92
>Liczba postów: 1
>Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały gieblarz! Chcą go oczernić bo zazdroszczą przeżytych tripów!
Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od kadzi. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpierdalał na trollkoncie i np. pisał, ze chujowo giebla z wodą rozrabia i widać, że nie umie liczyć proporcji xD Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia baniaka pełnego giebla to sam sobie pisał
>Noooo gratuluję przepisu! Widać, że doświadczony gieblarz!
a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.
Kliknij, by zobaczyć oryginał
Pacjenci szukają ulgi w bólu. Jak zmienia się podejście do medycznej marihuany w Polsce
Efekty terapii wspomaganej psychodelikami są zachwycające
Marihuana negatywnie wpływa na płodność kobiet? Nowe badania kanadyjskich naukowców
USA: Donald Trump usunie marihuanę z listy najcięższych narkotyków?
Stało się to, o czym spekulowano od miesięcy. Donald Trump, mimo oporu konserwatywnego skrzydła własnej partii, ma sfinalizować proces reklasyfikacji marihuany. Konopie mają trafić z surowego Wykazu I (gdzie są traktowane na równi z heroiną) do łagodniejszego Wykazu III substancji kontrolowanych.
Intensywne używanie marihuany wzmacnia związki kobiet, ale osłabia relacje mężczyzn
Nowe badanie wyjaśnia, dlaczego.
To nie rzeżucha. Internauci drwią z ujawnionej „plantacji” marihuany
Policjanci z Komisariatu Policji w Dębnie (woj. zachodniopomorskie) pochwalili się w zlikwidowaniem małej plantacji konopi indyjskich, które zaczął hodować w swoim domu jeden z mieszkańców gminy. Hodowla składała się z siedmiu jeszcze bardzo malutkich sadzonek. Zdjęcia całej instalacji dębniccy policjanci udostępnili w sieci. W mig w sieci zaroiło się od prześmiewczych komentarzy, które porównywały łup policjantów do… rzeżuchy. Tak bowiem wyglądały sadzonki ustawione obok siebie na jednym ze zdjęć.
