Changa

Napój o działaniu psychodelicznym, zawierający DMT – sposoby przyrządzania, opisy rytuałów, rady i wątpliwości.
Więcej informacji: Ayahuaska w Narkopedii [H]yperreala

Moderatorzy: Magiczny Ogród, Psychodeliki

Posty: 216 Strona 19 z 22
Rejestracja: 2016
Użytkownik nieaktywny
  • 394 / 10 / 0


Płaciłem około 20 złotych(?) za 125mg
Rejestracja: 2007
  • 5304 / 60 / 0


Odpowiedź głównie kieruję do Parathormona [czy ja się kiedyś naumiem pisać Twój nick bez paczania na monitor?] co do postów od miejsca: changa-t33183-80.html#p1778514

Zawsze, zanim się tu zarejestrzyłem, chciałem zgłębić tajniki szamanizmu w psychodelicznym znaczeniu. Chciałem odkryć, na czym to polega, co jest podstawą. Na ile jest to moc substancji, rytuałów, duchów o ile się je przywołuje i mnóstwo innych, będących całą otoczką do wprawienia się w odpowiedni trans w rozumieniu takim, że nie zażywa się substacncji tylko po to, by się upierdolić i mieć kalejdoskop w oczach. Moje posty sprzed lat dotyczące psychodelików mogą mylnie kierować Czytalnika na tory myślowe, iż moje podejście do samych substancji, sposobu ich używania już po zażyciu i mnóstwa innych rzeczy, iż podchodzę do tripa jak hmm pseudoszaman. Nie mając za bardzo opcji na wypad na drugi kraniec globu do szamanów z krwi i kości by móc się dowiedzieć z pierwszej ręki co-i-jak, szukałem na własną rękę czegokolwiek, co mogłoby mnie naprawodzić na, w miarę możliwości, właściwe tory.

Do tej pory nie uważam się za speca, szamana, kogoś kto odprawia rytuały, mantruje, nie wiadomo co magicznego robi - choć nie mogę znów powiedzieć, że bardzo podstawowa wiedza co i jak w praktyce jest mi obca - czas mojej przerwy od forum bardzo dobrze spożytkowałem na zgłębianie duchowej natury świadomości. Postaram się z upływem czasu podzielić się zdobytą wiedzą :) Nie było mnie długo na forum. Przez ten czas miałem opcję poznać teorię mnóstwa rzeczy o psychologii, podświadomości, snów, ich interpretacji i jeszcze by tu wymieniać, sztuczki i zabawy ze świadomością. O tym kiedyś we przyszłości.

Są osoby, które twardo chodzą po ziemi. Szukają uporządkowanego, logicznego wytłumaczenia wszystkiego, co ich spotyka, a nie jest jeszcze znane, postawione i wymierzone w naukowych ramach. Naukowe podejście do życia jest bardzo zdrowe, dzięki takiemu podejściu mamy mnóstwo wynalazków. Czasami niekonwencjonalne myślenie acz w granicach nauki albo pchnęło nas technologicznie do przodu, albo dawało całkiem zajefajne nowinki na podstawie poprzednich wynalazków, dając produkt zupełnie niepodobny nawet na trzeci rzut okiem (tym trzecim %-D)

Są osoby, które również kierują się logiką, matmą, szukają wzorów bądź wymyślają nowe. Bywali i to już przed wiekami osobniki, którzy poza tym co da się dotknąć, zmierzyć w jakiś sposób, ocenić poprzez znane miary, zgłębiali swoje wnętrze odkrywając np. nowe sposoby walki z chorobami. Do tej pory medycyna nie jest do końca w stanie stwierdzić naukwo czym są i czy w ogóle istnieją czakry (czakramy). A już przed wiekami bywali ludzie, którzy nie stosując farmakologi poprzez odpowiednie działania leczyli ludzi z ciężkich gówien. Koncentracja, skupienie, medytacja, inne. Samoleczenie było znane kupę czasu temu, a współczesna akademicka medycyna traktuje to jako ciekawostki. Ma zarobić koncern farmaceutyczny, a nie człowiek ma się sam leczyć. Popatrzmy na antydepresanty - ulotka mówi jasno [jak księga ulicy w blok ekipie %-D] stosuj maks pół roku. Wiecie, ile znam osób, które "leczą" się już naście lat? Nie chcę rzucać datami z dupy, a pisząc tego już przydługawego posta w sumie na kolanie nie chcę mi się trzepać netu - kto chętny, ten znajdzie. Mianowicie miezależnie od położenia na globie Kahunowie czy Hinduiści znali "magiczne tricki" na przywracanie do zdrowia pacjentów poprzez obrzędy, rytuały, mantry, cokolwiek. No i szamani, o których zaraz.

Masz rację, całkiem słuszną, egzaltowałem [i nie zamierzam przestać] psychodeliki. Jest mała różnica, kiedyś byłem gotowy zjeść byle szajs, aby pofraktalowało i dało umysłowi frajdę, a muzyka zniszczyła złe emocje. Dziś mam inne podejście. Na psychodelik musi przyjść pora, muszę się do tego odpowiednio przygotować, całe s&s, wolny - niczym niezakłócony czas - odpowiednie miejsce, pora dnia. Nie może to być byle syntetyk, z byle kim i byle gdzie. Nie, nie.

Czanga, królowa, po kilku tripach - bo więcej ich nie miałem, naprowadziła mnie samoczynnie na właściwe tory. Bardzo mnie poskładała do kupy. To było tak, że jak się cofniesz o kilka stron od linka na samej górze, napotkałem ją, o ile nie ona mnie, totalnie z partyzanta. Miałem mnóstwo pytań, na które nie znałem odpowiedzi, a dotyczyły we głównej mierze: czym jest rzeczywistość, po co żyjemy, czy nasza rzeczywistość jest jakąś podpierduchą, o co tu kurwa chodzi. Uwierz mi, nie robiłem żadnych czarów-marów w dżungli, paliłem ją po raz pierwszy raz nie wiedząc pół godziny wcześniej, że spotka mnie jedno z moich marzeń, jakie towarzyszyło mi w lutym 2007 kiedy w końcu po dwóch latach czytania forum, w końcu się zarejestrowałem. Miejsce, był to właściwie i dziś mało znany mi Poznań, nie dla jaj nazwany miastem doznań.

Kompletnie z podpierduchy, bez żadnego uprzedniego przygotowania mentalnego ściągnąłem w fajnie zaklimatyzowanym przez tripowiczów mieszkanku kilka buchów i to, co stało się ze mną przez najbliższe tygodnie zaczęło mi powoli odpowiadać samoczynnie na nurcące mnie od lat pytania. Samo z siebie. Wiesz, muszę posługiwić się logiką matematyczną na codzień. Koduję w kilku językach, testuję, daję korki, dłubię w kompie dużo bardziej niż przeciętny user, któremu komp służy do trzepania OLX czy czygo innego w poszukiwaniu promocji. Staram się też twardo chodzić po ziemi, nie pozwalam sobie wmówić jakiś bzdur, często prostuję ludzi, którzy pierdolą głupoty na tematy, o których mylnie uważają, że mają jakiekolwiek pojęcie. Ostatnio praktykującą farmaceutkę sprowadziłem na ziemię bardzo mocno nt. tzw antydepresantów. Ona chyba już rozumie, w piętnaście minut wywróciłem jej fałszywe przekonania, co do wiedzy zdobytej na studiach. Nie miała argumentów, uciekała wzrokiem, zmieniała temat. Nie stosowałem na niej erystyki, po prostu argumenty cieżkiego kalibru. No ale dobra, nie jaram się tym jakoś, czuję tylko, że otworzyłem oczy kolejnej osobie będącej w błędzie. Wyglądała mi na taką, która nagle segreguje sobie dane i widzi nowe zależności. Może coś jeszcze z niej będzie...

Wiem też z doświadczenia, że nie tylko jest materialny świat, który umiemy badać za pomocą urządzeń konstruowanych na początku w garażach, a później doskonalonych przez wybitne jednostki mające tytuły doktora habilitowanego profesora zwyczajnego, czasami z więcej niż jednej dziedziny. Proszę zwróć uwagę na zakres fal, które jest w stanie dostrzec oko poszczególnego człowieka. Znowu nie chcę mi się teraz szukać dokładnych liczb, ale tak mniej więcej mając odcinek kilometrowy reprezentujący cały zakres fal, oko widzi kilkanaście centymetrów. Reszty nie widzimy, potrafimy zmierzyć, wiemy co nieco o naturze tychże fal. Ale mniej wiemy, niż wiemy, a reszta to podejrzenia, na których bazują coraz to bardziej wyrafinowane teorie... a nie znamy podstaw. Mimo to wielki plus dla badaczy, nie ma opcji na forumie "lubię to", ale powiedzmy, że klikam :*)

"Cofając się do tyłu" o kilka akapitów, jak to mawiał mój instruktor, jest świat duchowy, niematerialny. Być może kiedyś poznamy go dokładnie, o ile będzie nam dane, a może dopiero po śmierci? W przeszłości byłem przekonany na mniej niż 100%, ale teraz jestem jak ten stary program do nagrywania płyt (Alcohol 120%), że za pomocą psychodelików wykonując określone czynności w odpowiedniej kolejności można wydobyć z mózgu ukryte pokłady (Stanislav Grof, Joseph Murphy). Nie trzeba jechać do Amazonii, gdzie i tak można naciąć się na pseudoszamana wałkarza (jak te dresy na dworcu co biorą siano za helupę i tyle ich widziałeś %-D ), można potrenować swój własny umysł, samo-sugerować się przez jakiś czas poprzez np. autohipnozę bądź u psychoterapeuty (hipnoterapeuty - we Wrocławiu jest kilku Mistrzów), a później używając psychodelika jak amplitunera wzmacnia się sygnał i jedzie się dalej. Z mp3 wzmacniasz sygnał i leci Ott jego ekscelencja na potężnych głośnikach 5000000 WAT %-D

Ktoś zaraz powie - pilleater stary narkusie, pierdolisz jakieś ogólniki i chÓj wie o co ci chodzi. Zmierzam do czegoś takiego, że wiedza o medytacji, sile sugestii, znajomości samego siebie, znajomość iście fachowej literatury, spędzonego czasu na samodoskonaleniu się, trenowaniu umysłu - to wszystko podczas seansu z królową Czangą daje długo po tripie szereg wymiernych korzyści. Ale jest jeden wymóg - nie można traktować miksury tych roślin jako kolejnego świadomościozmieniacza, którego pierdolnie się "tak o" jak klonazepamu, wódki, amfetaminy, ekstazy na dyskotece, czy wreszcie dla frajdy kwasu w lesie. Kilka spełnionych kryteriów, odpowiednio pokierowana intencja, odpowiednie przygotowanie się mentalnie do sesji już po kilku przebytych tripach pozwala osiągnąć coś więcej niż fraktalną jazdę i bujanie się zmysłami w totalnie wykręconym świecie. Samo podejście, chęć zgłębienia samego siebie, zdobyta wiedza, oraz mnósto innych, których nie wymienię pisząc tego posta na kolanie - to wszystko pozwoli człowiekowi nawet bardzo sztywnie trzymającego się nauki odkryć coś, co się filozofom nie śniło. Nie ma "mnie już nic nie zdziwi". Wiem coś o tym, zresztą jest tu mnóstwo takich.

Jeszcze raz chcę podkreślić - nie uważam się ani za oświeconego, ani za szamana, ani za cokolwiek w tym typie. Czanga była głównym czynnikiem pozwalającym mi spojrzeć w głównej mierze na samego siebie w szerokim aspekcie w zupełnie nowy sposób. Napisałem ponad 8000 liter a to i tak nie jest nawet namiastka, co kilka tripów "wyrządziło" mi pozytywnego w moim życiu. Bez szamanów, mantr, dżungli. Kocham Czangę, seks z nią nie więcej niż raz w roku, a inne psychodeliki - absolutnie precz, chyba że grzyby. To jest to, czego szukałem całe życie, a "wzięło mnie samo znalazło" :) 20 minut...

Dużo ogólników napisałem, no ale kurna chata, nie będę nagle książki pisał :D Nie umiałbym, a i skąd na to czas, kiedy obowiązki wzywają :) Tak naprawdę wszystko siedzi w umyśle i jego potędze.

Z wyrazami psychodelii,
tabletkojad

Lewico, dlaczego się boisz marihuany?

Jaś Kapela przypomina Lewicy o polityce narkotykowej, bo chyba zapomniała.

Suwałki. Matka chciała przekazać synowi narkotyki

Funkcjonariusz Aresztu Śledczego w Suwałkach udaremnił próbę przemytu środków odurzających na teren jednostki.
Rejestracja: 2018
  • 1138 / 174 / 7


Mam ogarnięte 0,25 g changi, samego DMT ma tam być około 50%. Teraz moje pytanie: jak najlepiej to spalić bez udziału bonga czy waporyzatora Vapor Genie? Palę zioło na tyle rzadko, że szkoda mi 150 zł na sprzęt, którego będę używał 1-2 razy do roku (trawę zawsze z blanta palę albo z bonga ziomka, ewentualnie z wiadra). Myślałem o trzech rozwiązaniach. Pierwsze, fajka drewniana jak do tytoniu. Drugie, wiadro jak do zielska. Trzecie, butelka z folią aluminiową na dnie jak ktoś opisywał tutaj changa-t33183-70.html Ten sposób chyba najbardziej mi się podoba, ale nie jestem w stanie do końca stwierdzić na ile jest legitny. Przy fajce może być ciężko spalić materiał, w sumie tytoniu z fajki też bardzo dawno nie paliłem. Wiadro wiadomo łatwo zrobić, ale nie wiem czy temat dobrze się spali w takiej zwykłej lufce, a prowizorycznego cybucha z folii nie robiłem nigdy :/ Niech ktoś bardziej doświadczony ode mnie w temacie się wypowie :)
Rejestracja: 2005
  • 3133 / 250 / 0


Ja paliłem change z małej metalowej fajeczki. Mieściły się w niej akurat 3 duże buchy - a tak się pali Change. Butelka z folią to bardziej do czystego DMT, changa może nie oddać całej substancji w ten sposób.
Rejestracja: 2018
  • 1138 / 174 / 7


Taką fajeczkę normalnie dostanę w sklepie z wyrobami tytoniowymi? Znalazłem taką na allegro, https://allegro.pl/fajka-metalowa-52062 ... 41570.html kosztuje mało więc jakby co to w necie zamówię. Zapalniczka oczywiście powinna być żarowa o ile dobrze kojarzę.
Rejestracja: 2005
  • 3133 / 250 / 0


No z takiej paliłem mniej-więcej.
Rejestracja: 2018
  • 1138 / 174 / 7


Jeszcze jedno pytanko: ile trzeba odczekać z paleniem changi po tripie na DXM i miprocynie? DXM jak wiadomo nie można z MAOi łączyć, dwa dni będą ok? Tryptaminy chyba nie mają tolerancji krzyżowej z DMT o ile pamiętam, ale nie jestem pewien czy homipt dwa dni przed changą nie osłabi jej działania.
Rejestracja: 2005
  • 3133 / 250 / 0


A pod changę chcesz imao dorzucic? Które?

Jak to nie mają krzyżowej tryptaminy z DMT? Jasne, że mają. DMT jest tryptaminą :D
Rejestracja: 2018
  • 1138 / 174 / 7


Generalnie changa składa się m.in, z rośliny zawierającej MAOi, tak piszą przynajmniej na psychonaut wiki
Wiem, że DMT to też tryptamina, ale na tamże jest napisane tak:Notably, tolerance to the effects of DMT does not occur. The reason for this is unclear. DMT presents cross-tolerance with no other psychedelics, meaning that after the consumption of DMT psychedelics will not have a reduced effect.
Rejestracja: 2009
  • 1054 / 48 / 0


30 stycznia 2019jogurt pisze:
A pod changę chcesz imao dorzucic? Które?

Jak to nie mają krzyżowej tryptaminy z DMT? Jasne, że mają. DMT jest tryptaminą :D
W teorii tak, ale jadłem ho-meta w przeddzień waporyzacji DMT i działało co najmniej tak jak powinno. DMT się przebije przez wszystko.
Posty: 216 Strona 19 z 22
Wróć do „Ayahuaska”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość