Zdani na miłość pisaną SMSem

Rozmowa z Jolantą Łazugą-Koczurowską, psychologiem klinicznym, przewodniczącą MONARU

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Poznańska

Odsłony

2169

Dobro zwycięża zło?

- Jestem przekonana, że dobro chroni przed złem, miłość zwycięża narkotyk. Pewnie dlatego namawiam rodziców, nauczycieli, wychowawców - dorosłych na takie bycie z młodzieżą, które odwołuje się do uniwersalnych wartości moralnych. To najlepsza, ale najtrudniejsza profilaktyka.

Te uniwersalne wartości są jednak często zapomniane nawet przez dorosłych. Wierzymy jeszcze w miłość, przyjaŹń, szacunek? Czy lojalność, patriotyzm, wierność, uczciwość, sprawiedliwość mają jeszcze jakiś sens dla współczesnego młodego człowieka?

- Młodzież ma takie wartości, jakie my dorośli jej przekazujemy. Przekazujemy - oznacza, że nie tylko o nich mówimy, ale również je wyznajemy, wcielamy w życie. W ten sposób stajemy się dla naszych dzieci wzorem do naśladowania, przykładem. Najłatwiej i najprędzej dzieci uczą się właśnie od nas. Gdy zaczynamy mieć wątpliwości w co wierzy dzisiejsza młodzież, należałoby właśnie spytać: a w co dzisiaj wierzy dorosły Polak, rodzic czy nauczyciel?

Najwięcej więc zależy od nas - dorosłych?

- Nie da się uciec od tak oczywistej prawdy. Młodzież jest naszym własnym odbiciem, to od nas zależy jakie wartości uznaje za ważne, co kocha, kogo szanuje, do czego dąży. Młodzi potrzebują ideałów, jasnych wzorów, konkretnych zasad i reguł. Wcale nie marzą o wolności bez granic. Problem w zaszczepianiu młodzieży tych wartości mają niestety dorośli. To my lansujemy określony styl życia, stosunek do drugiego człowieka i do świata materialnego. To my dajemy przykład jak być w związkach, jak budować więzi, w co wierzyć. Jeśli zauważamy, że nasze dzieci uważają, iż w życiu wszystko można kupić za pieniądze, że trzeba bezpardonowo walczyć o swoje, że tylko siła się liczy, że tak naprawdę wygrywa ten, który nie ogląda się na innych, to oznacza, że nasze dziecko jest w niebezpieczeństwie i że czegoś w naszym byciu z nim zabrakło. Tym czymś jest często brak czasu na rozmowę, na wspólne pogaduszki, na przytulanki.

Czasem przeszkodą w dostrzeżeniu tego niebezpieczeństwa jest nasza filozofia życiowa, zawodowe obowiązki, ambicje...

- Wtedy zamiast miłości, bliskości, uważnego słuchania, wspólnego spędzania czasu, dajemy dziecku komputer, komórkę, internet, itp. W dobrej, najczęściej, wierze lansujemy pozorne kontakty, miłość pisaną SMSem. Do komputera czy komórki nie można się jednak przytulić, poczuć bliskości dającej bezpieczeństwo i naturalną więŹ. A bez poczucia przynależności i bezpieczeństwa bardzo trudno uwierzyć w siebie, w prawdziwą miłość, własną wartość, moc i kompetencję, mieć odwagę realizować swoje cele życiowe. To prawdy stare jak świat. Miłość i troska rodziców, życzliwość i zrozumienie nauczycieli, to z całą pewnością czynniki ochronne przed różnymi zagrożeniami społecznymi: narkomanią, przemocą, przestępczością.

A grupa rówieśnicza?

- Nie przeceniałabym jej znaczenia. Wartości grupy nigdy nie będą konkurencyjne dla wartości lansowanych przez rodziców, to co najwyżej okazja do konfrontacji postaw i poglądów czy powód do konstruktywnego buntu. Pod jednym warunkiem - rodzice będą wiarygodni, a dziecko będzie się czuło kochane, szanowane i rozumiane.

Czy tylko rodzice odpowiedzialni są za wychowanie swych dzieci?

- Jak mówi stare afrykańskie przysłowie: do wychowania jednego dziecka potrzeba całej wioski. I to prawda. W wychowywaniu powinni uczestniczyć wszyscy z najbliższego otoczenia: rodzice, nauczyciele, instruktorzy z klubu, itp. Byłoby idealnie gdyby wszystkie te osoby wpajały dzieciom te same podstawowe wartości np. że warto pomagać innym, warto być uczciwym, że ponosi się odpowiedzialność za swoje czyny, że drugi człowiek to wartość najwyższa. Wtedy rzeczywiście - jak mówił Marek Kotański - impregnowalibyśmy młodzież dobrem, wiarą i miłością przed ucieczką w świat narkotyków, agresji czy zbrodni. Ĺťeby jednak kogoś do czegoś przekonać trzeba samemu w to wierzyć.

Młodzi nie potrzebują więc wielkich, często odległych autorytetów?

- Potrzebują wzorców - osób dorosłych, którym ufają i wierzą. Najlepiej gdy takimi wzorcami stają się rodzice i nauczyciele. I wcale nie chodzi o wzorce idealne, bez skazy. Raczej o prawdę i uczciwość w lansowanych postawach, stawianych wymaganiach, głoszonych poglądach.

Chyba dorośli nie bardzo zdają sobie z tego sprawę.

- A jednak młodzież bardzo jasno komunikuje nam swoje rozterki, niezadowolenie i żal. Buntuje się przeciw naszemu zakłamaniu, niezdecydowaniu, braku zakazów, itp. Wcale nie chce od nas wolności i zgody na wszystko. Często prowokuje nas negatywnymi zachowaniami czy demonstracyjnymi postawami wobec świata i samych siebie. Smutne jest to, że rzeczywiście nieraz trzeba dramatycznych prowokacji: narkotyków, agresji, próby samobójczej aby zwrócić naszą uwagę, by zmusić nas do zastanowienia się nad potrzebami naszego syna czy córki, nad ich bólem, strachem, samotnością, brakiem miłości. Ucieczka w narkotyki jest takim krzykiem, wołaniem o pomoc. I tak naprawdę nie ma znaczenia z jakiego powodu młody człowiek wziął narkotyk po raz pierwszy.

Nawet jeśli to tylko moda, czy chęć przypodobania się grupie?

- Istotne jest zastanowienie się dlaczego narkotyk staje się ważny dla młodego człowieka, co mu daje, jakie potrzeby zaspokaja? Przestrzegałabym rodziców przed pochopnym osądzaniem swoich dzieci, które miały kontakt z narkotykami. Traktowaniem ich jak kogoś, kto zszedł na złą drogę i powinien zostać ukarany. Z tego co mi wiadomo, po ponad trzydziestu latach pracy z dziećmi i młodzieżą zagrożoną uzależnieniem, narkotyk jest najczęściej łatwo dostępnym sposobem obrony przed trudami codzienności, żalem, niekochaniem, lękiem i osamotnieniem. Jeśli nasze dzieci wybierają go, zastanówmy się jakie są tego powody i ile zależy od nas.

Ile?

- Czy chcemy się do tego przyznać, czy nie, to my zarażamy je narkomanią i tylko my znamy na narkomanię lekarstwo. Młodzież nie chce programów profilaktycznych prowadzonych nawet przez najwybitniejszych specjalistów, nie chce nowoczesnej edukacji, interesującej alternatywy. Chce miłości, bliskości, prawdy. Szuka własnej drogi, ale też drogowskazów. Wartości są takim drogowskazem.
Rozmawiała Milena KOCHANOWSKA

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Mieszkaniec Wio... (niezweryfikowany)

Piękne, cudne i wspaniałe. Unia Europejska naszą wioską, czy wiosce uda się wychować obywatela na prawilnego wyznającego prawdziwe wartości, skoro sama wioska będzie nadal stosuje niewłaściwe, nieprawe i niemoralne sztuczki, które będą wpajane młodym uczestniką wioski? No bo w tej globalnej wiosce nie zawsze jest tak bezpiecznie i właśnie poczucie strachu jakie propaguje ta wioska jest przyczyną ucieczki w narkotyki
Zajawki z NeuroGroove
  • Tramadol

Zawsze lubiłem eksperymentować z odmiennymi stanami świadomości

dlatego też wielka była moja radość kiedy w lekarstwach zostawionych

przez babcie Mariannę, która była uprzejma zejść niedawno z tego

pięknego świata znalazłem TRAMAL. Jest to lek przeciwbólowy ale z

tych mocniejszych (tylko na receptę).

Odczekałem kilka dni i w jeden z tych mroźnych wieczorów

zarzuciłem próbnie 2 x 50 mg wolałem nie ryzykować więcej bo na

opakowaniu zamiast dawkowania było napisane: ściśle wg wskazań

  • Katastrofa
  • LSD-25

Chciałem wykorzystać wyjazd do klubu jako odskocznię od wrednej rzeczywistości, byłem w kompletnej rozsypce psychicznej. Przestałem się przejmować konsekwencjami i tym jak dużo biorę. Liczyło się jak największe oderwanie od bólu i zapomnienie o problemach natury egzystencjalnej. Otoczenie do takiego doświadczenia wybrałem bardzo źle, ale też przez to, że nie widziałem z czym przyjdzie mi się zmierzyć.

Trip był w okresie, kiedy codziennie marzyłem o tym, żeby się zabić.

Mniej więcej było to tak, że zabrałem się ze swoimi kolegami na imprezę. Tym razem miało być inaczej, bardziej grubo. Na odwagę zaczęło się tradycyjnie od trawy w niewielkich ilościach. Trochę zmuliło ale wprowadziło też w odmienny nastrój. Potem leci feta. Niestety diler dał ciała i nie był to produkt pierwszej klasy, nie klepał.

  • Grzyby halucynogenne
  • Użycie medyczne

Codzienna depresja

Cześć wszystkim,

dzisiaj nie będzie o kosmitach, czy sigma Plateau. Dzisiejsza opowieść to opowieść o upadku i ponownych narodzinach. Opowiem Wam jak zaczęła i jak zakończyła się moja przygoda z amfetaminą, a na koniec jako bonus dorzucę historię o pożegnaniu z kodeiną. Mam nadzieję, że komukolwiek to pomoże, jeśli zobaczy, że nie jest sam i rozpozna u siebie pułapki myślenia, w które wpadałem ja.

Moja historia z amfetaminą

  • 4-HO-MIPT
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Słoneczne popołudnie, najlepszy skład - czwórka przyjaciół (Ja, M, G oraz J), chęć przeżycia najlepszej podróży jakiej dotychczas mieliśmy okazje doświadczyć, stanu który kończy i rozpoczyna nowy etap naszego życia. Miejsce – początek pod lasem, później powrót do centrum naszej miejscowości i ogromna ilość przygód jakie podczas tripu nas spotkały.

Popołudnie: W tym momencie miała zacząć sie nasza podróż, niestety z pewnych wzgledów musielismy poczekać do około godziny 17 na pełną ekipe bez której podróz ta nie miała by sensu, ale o tym później. W między czasie zrobilismy małe zakupy, chipsy, sok, baterie do głosniczków. Rozeszliśmy sie do domów przygotowac sie mentalnie gdyz dzieliły nas minuty od podrózy. Wraz z Jahem przyszlismy do mnie, wybraliśmy odpowiednia muzykę (Shpongle, Total Eclipse, Cell, Bluetech, Asura, Zero Cult) może coś pominałem ale to szczegół, oczywiscie najlepiej wyselekcjonowane tracki.