Afgańczycy po uszy w maku

W Dżelalabadzie nie mogą się nachwalić swojego gubernatora. Gul Agha niby słucha rozkazów rządu z Kabulu i Amerykanów, ale dba przede wszystkim o dostatek poddanych, którzy od lat bogacą się głównie na narkotykach. Doktor Mohammed Samin ze szpitala w Dżelalabadzie uważa, że losy jednego z jego pacjentów, 70-letniego Sardara Mohammeda mogą służyć za alegorię najnowszej historii Afganistanu.

Alicja

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza
Wojciech Jagielski

Odsłony

686

W Dżelalabadzie nie mogą się nachwalić swojego gubernatora. Gul Agha niby słucha rozkazów rządu z Kabulu i Amerykanów, ale dba przede wszystkim o dostatek poddanych, którzy od lat bogacą się głównie na narkotykach. Doktor Mohammed Samin ze szpitala w Dżelalabadzie uważa, że losy jednego z jego pacjentów, 70-letniego Sardara Mohammeda mogą służyć za alegorię najnowszej historii Afganistanu. Starzec od prawie 30 lat jest uzależniony od narkotyków, a lekarz przynajmniej raz w roku odtruwa jego organizm, ratując mu życie. Opuszczając szpital, Sardar Mohammed zawsze solennie obiecuje, że już nigdy tu nie wróci, że zerwie z nałogiem. Na razie zawsze wraca w to samo miejsce. Sardar Mohammed wraca i ucieka Położony u bram Przełęczy Chajberskiej milionowy Dżelalabad tętni życiem. Od świtu do zmierzchu, w upale i tumanach przyniesionego z pustyni piasku i kurzu bogate bazary i wąskie zaułki stolicy afgańskiej prowincji Nangarhar rozbrzmiewają gwarem, dzwonkami rowerów i klaksonami ciężarówek, samochodów i motorowych riksz, wśród których przeciskają się dwukołowe konne bryczki. Z rzadka głównymi ulicami przechodzą wielbłądzie karawany koczowników z pasztuńskiego plemienia Kuczi, którzy od wieków wędrują między Afganistanem i Pakistanem, nie zwracając zupełnie uwagi na dzielącą je granicę.

W Afganistanie, na który składają się głównie kamieniste pustynie i nagie, surowe góry, Dżelalabad położony nad rzeką, w zielonej oazie i wśród palmowych zagajników jest wyjątkiem. Dostatek wody sprawia, że brudnoszara w reszcie kraju ziemia tutaj pokrywa się zielenią. Właśnie dlatego afgańscy królowie wybrali sobie przed laty Dżelalabad na zimową stolicę. Królowie dawno odeszli w przeszłość, a Dżelalabad na swoją stolicę przejęli przemytnicy i narkotykowi baronowie panujący też w Peszawarze leżącym po pakistańskiej stronie Przełęczy Chajberskiej. Do niedawna Dżelalabad mógł uchodzić co najwyżej za ubogiego krewnego bogatego Peszawaru, który uchodzi w dodatku za stolicę pasztuńskich plemion zamieszkujących afgańsko-pakistańskie pogranicze. Dziś role powoli się odwracają. Kupcy z dżelalabadzkiego bazaru przyznają, że swój rozkwit miasto i cała prowincja Nangarhar zawdzięczają gubernatorowi Gul Adze Szerzajowi sprowadzonemu do Dżelalabadu z Kandaharu. W połowie lat 90., gdy Afganistan pogrążony był w domowych wojnach o łupy i miedzę toczonych przez rozmaitych partyzanckich komendantów, którzy wcześniej zmusili do kapitulacji Armię Czerwoną, Gul Agha wyróżniał się okrucieństwem i chciwością. Pod jego rządami Kandahar stał się jaskinią zbrodni i grzechu. Partyzanci Gul Aghi łupili karawany, przemycali narkotyki i porywali dla rozpusty dziewczęta i chłopców. Zbójeckie rządy wywołały w końcu przeciw komendantowi zbrojne powstanie, na którego czele stanęli talibowie.

Sardar Mohammed też pochodzi z Kandaharu i twierdzi, że zaczął palić opium, haszysz, a w końcu heroinę, gdy w Afganistanie zaczęły się trwające do dziś wojny. Narkotyk dodawał mu odwagi, odganiał złe myśli, pozwalał zasnąć. Z czasem stał się potrzebny do życia tak jak powietrze. Nawet gdy Sardar Mohammed uciekł przed wojną z Afganistanu do pakistańskiej Kwetty, nie potrafił żyć bez narkotyku. Nic nie zmieniło się pod tym względem także wtedy, gdy wrócił z wygnania do Kandaharu, w którym rządy objęli już talibowie. Nie potrafiąc zerwać z nałogiem, który talibowie uznali za śmiertelny grzech, Sardar Mohammed znów wyjechał do Kwetty. Jeszcze raz wrócił do kraju, kiedy Amerykanie przegnali z niego talibów. Tym razem przysiągł sobie, że nie sięgnie po narkotyki. Chłopi w jego rodzinnej wiosce w powiecie Pandżwaj siali jednak tylko mak, skupowany na pniu przez kupców z Peszawaru i Kwetty. Uprawiając mak na opium, staruszek nie potrafił się oprzeć pokusie. Ukryte pola maku Jesienią 2001 r. Gul Agha pomógł Amerykanom pokonać talibów. Jako nagrody zażądał posady gubernatora Kandaharu i - ku przerażeniu mieszkańców miasta - ją otrzymał. Protesty i lamenty kandaharczyków sprawiły, że prezydent Hamid Karzaj postanowił w końcu przenieść Gul Aghę z Kandaharu do Dżelalabadu. Dostał zadanie, by zaprowadzić porządek w mieście i prowincji, w której po obaleniu talibów groził wybuch nowych bratobójczych wojen o władzę i wpływy. Ucieczka talibów, a także awans do Kabulu dotychczasowego króla Nangarharu, partyzanckiego weterana hadżiego Abdula Kadira, a potem jego zabójstwo latem 2002 r. sprawiły, że w Dżelalabadzie zapanowało bezkrólewie. Gul Agha sprawił się dzielnie, a z dzikiego watażki przemienił się w statecznego męża stanu. Wprawił sobie nawet nowe zęby na przedzie, które stracił przed laty w bójce. Wszystkich miejscowych pretendentów do tronu i potencjalnych rywali wyprawił na posady do Kabulu lub do prowincji na północy kraju, sam zaś zajął się handlem, godzeniem wszystkich powaśnionych, a przede wszystkim utrzymaniem sprawiedliwej równowagi między najważniejszymi w Nangarharze plemionami Szinwarich, Mohmandów, Chugianich i Dżabbar Khel.

Kupcy z dżelalabadzkich bazarów, właściciele wielkich ciężarówek wożących przez granicę towary, a także rolnicy z zielonych wsi Nangarharu nie mogą się nachwalić swojego gubernatora. Przede wszystkim za to, że niby słucha rozkazów rządu z Kabulu i wspierających do Amerykanów, ale dba głównie o dostatek poddanych. Ci zaś od lat bogacą się przede wszystkim na narkotykach. Narkobiznesem zarazili ich rodacy z Pakistanu jeszcze w latach 80., gdy radzieckie bombowce zniszczyły w Nangarharze kanały irygacyjne i ryżowiska, a większość chłopów uciekła z kraju do obozów uchodźców w Peszawarze. Odtąd nangarharscy rolnicy sadzili niemal wyłącznie mak, który dostarczali do sekretnych heroinowych rafinerii w jaskiniach na górzystym pograniczu. Pod względem wydajności w narkotykowej produkcji w Afganistanie wyprzedzał Nangarhar tylko Helmand, światowe zagłębie heroiny. Kiedy naciskany przez Amerykanów rząd Karzaja poleciał Gul Adze, by kazał swoim żołnierzom zaorać makowe pola, gubernator posłusznie przytaknął. Ale w Dżelalabadzie, zebrawszy żołnierzy i urzędników, kazał im niszczyć tylko te poletka, które widać z najważniejszych dróg, by nie kłuły w oczy. Naprawdę nie mamy nadziei Wdzięczni kupcy sami opodatkowali się na fundusz, z którego Gul Agha płaci za budowę asfaltowych dróg, mostów i szpitali, takich jak ten, do którego trafił dziadek Sardar Mohammed, gdy sam przed sobą przyznał, że własnymi siłami nie wygra wojny z nałogiem. O szpitalu w heroinowej stolicy Dżelalabadzie dowiedział się z radia, które miał jeden z jego sąsiadów. Nazajutrz wsiadł do autobusu i nikomu nic nie mówiąc, ruszył w drogę do Nangarharu po ratunek. Specjalny oddział do oczyszczania organizmów narkomanów z toksyn utworzono w szpitalu w Dżelalabadzie dopiero w styczniu. W czystych, choć ubogich izbach 20 łóżek jest wciąż zajętych. Oprowadzając po oddziale, doktor Mohammed Samin przedstawia pacjentów. Najmłodszy z tych, których leczył, miał zaledwie dziewięć lat.

- O Afganistanie mówi się wyłącznie jako o zagłębiu narkotykowym zagrażającym Europie i Ameryce, a narkotyki stają się śmiertelną zarazą także w Afganistanie. Mamy coraz więcej narkomanów, w nałóg wpędzają ich stres, strach przed wojną, bieda, beznadzieja - mówi lekarz. - Bogaci zawsze sobie jakoś z tym poradzą, a my jak zawsze będziemy zostawieni sami sobie. Gubernator Gul Agha patrzy przez palce na uprawy maku nie tylko w trosce o dostatek poddanych, ale przede wszystkim o własne bezpieczeństwo. Gdyby kazał żołnierzom zaorać makowe pola, wywołałby przeciwko sobie zbrojny bunt. A ubodzy rolnicy, przemytnicy i narkotykowi baronowie wystąpiliby przeciwko niemu tak jak dziś występują znani z rewolucyjnego radykalizmu i pobożności studenci z dżelalabadzkiego uniwersytetu, którzy co miesiąc demonstrują w mieście, życząc śmierci Karzajowi i jego urzędnikom, a przede wszystkim Ameryce. Sardar Mohammed na szpitalnym łóżku przeklina heroinę i przysięga, że za półtora tygodnia, gdy zostanie wypisany, znajdzie w sobie siłę, by z nią wygrać. Doktor Mohammed Samin kiwa głową, ale na korytarzu wyznaje, że nie podziela wiary staruszka. - My nie leczymy naszych pacjentów z nałogu, nie stać nas na kurację odwykową. Przez miesiąc, jaki u nas przebywają, tylko ich odtruwamy, myjemy, doprowadzamy do porządku - mówi. - Kiedy ich wypisujemy, udajemy, że postawiliśmy ich na nogi i mogą zacząć wszystko od początku. Ale tak naprawdę nie mamy nadziei. Pocieszamy się, że przynajmniej przedłużamy i ułatwiamy im życie. Bo zanim znowu zatracą się w heroinie, będą mogli zaczynać od mniejszych dawek. To przynajmniej mniej kosztuje.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • aviomarin
  • Dekstrometorfan
  • Difenhydramina
  • DXM
  • Przeżycie mistyczne
  • tussidex

Druga styczność z dexem w takiej ilości. Popołudnie spędzone u mojego chłopaka w domu. Spodziewałem się trochę mocniejszego tripa, ale bez szału.

Wszystko działo się w sobotę, byłem u mojego chłopaka w domu, plan był prosty, zjeść coś, obejrzeć film a po filmie wziąć po 300 mg dxm na głowę. Tak też zrobiliśmy. To nie był u żadnego z nas pierwszy raz z dexem, za to u mnie po raz drugi miałem styczność z taką ilością, ponieważ tylko parę dni wcześniej w nocy zarzuciłem 300mg i większość tripa przespałem. Po wcześniejszym doświadczeniu byłem pewny, że nic mi nie będzie, że efekt nie będzie ekstremalnie trudny do zniesienia. Mój chłopak (nazwę go S.) nie był co do tego przekonany.

  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Własny pokój. Sam w wielki domu.

Od dawna zbierałem się do raportu, ale zawsze brakuje mi weny i słów aby opisać swoje podróże.
No ale zawsze jest ten pierwszy raz.
Zacznę od tego, że leczę się na nerwicę lekową i natręctwa. Ma to spore znaczenie, gdyż za każdym razem gdy dobrze się porobię, muszę walczyć uczuciem umierania..
Tak, za każdym razem gdy stripuję się mam ostry wkręt na umieranie. Ciężkie miałem z tym akcje, ale z czasem opanowałem techniki i "magiczne" wkręty pomagające mi poradzić sobie z tym stanem. Nie było łatwo..

  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Codzienna depresja

Po ostatnim dekszeniu i raportach o kosmitach, delirium, piekle (https://neurogroove.info/trip/delirium-piek-o-kosmici-i-naprawianie-lini...) i pożegnaniu się z DXM (https://neurogroove.info/trip/nihil-novi-czyli-kiedy-prze-y-e-ju-wszystk...) nadal nie deksiłem, choć pokusa jest. Przeglądając [h], natrafiłem na rozmowy o odpowiedniku K-Hole osiąganym za pomocą DXM/DXO.

  • 2C-C
  • Tripraport

Set & Setting: Deszczowe sobotnie popołudnie, lęk i odraza, chęć ucieczki od otaczającej rzeczywistości.

Dawkowanie: 50 mg 2C-C, Marihuana, odrobina Alkoholu.

Wiek: 20 lat mniej lub bardziej udanej egzystencji.

Doświadczenie: 2C-C, LSA, D.O.M.S, Marihuana, Haszysz, Alkohol, Mieszanki Ziołowe, Salvia divinorum, Koko.

Czas: ~8h.