Rodzaj substancji: Cannabis
Doświadczenie:kilka razy SD,LSA no i mj - jak widac raczej skromnie.
Set & setting:Mój pokój + 2 kumple + komputer + film.Wieczór.
Łukasz W., pseudonim Gekon, kontroluje większość nielegalnych punktów z dopalaczami we Wrocławiu. Mężczyzna został jednak zatrzymany za brutalnie pobicie, a nie za handel.
Łukasz W., pseudonim Gekon, kontroluje większość nielegalnych punktów z dopalaczami we Wrocławiu. Mężczyzna został jednak zatrzymany za brutalnie pobicie, a nie za handel. Choć szef grupy przestępczej jest za kratami, we Wrocławiu nadal bez trudu można kupić niebezpieczne substancje.
Łukasz W. został w poniedziałek zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze za brutalne pobicie i ranienie nożem byłego policjanta pod jednym z wrocławskich klubów. Sąd wobec podejrzanego zastosował tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy.
W światku przestępczym Łukasz W. jest znany pod pseudonimem Gekon. Zdaniem policyjnych ekspertów, to on odpowiada za handel dopalaczami we Wrocławiu, a większość punktów z niebezpiecznymi substancjami należy do niego. – Miał swojego człowieka, który w tej chwili już z nim nie współpracuje, który pokazał mu jak to robić. Jak organizować sieć dystrybucji, sprzedaży i cały czas to robią przy pełnej nieskuteczności policji – mówi ekspert ds. przestępczości zorganizowanej.
Jeden z takich punktów działa na osiedlu Gądów Mały. Cały czas do nielegalnego sklepu przychodzą nowi klienci. Dopalacze można kupić bez żadnych przeszkód o każdej porze, wystarczy mieć gotówkę. Bez żadnych przeszkód kopiliśmy też dopalacze w działającym 24 godzinę na dobę sklepie w ścisłym centrum Wrocławia.
Policyjni specjaliści nie pozostawiają złudzeń. Sklepy będą działać nadal, bo choć Gekon siedzi za kratkami, to na wolności jest jego prawa ręka – pseudonim Małolat.
Dopalacze są najczęściej sprzedawane jako środki czyszczące, jednak ich zażywanie jest znacznie bardziej niebezpieczne dla organizmu niż zażywanie większości narkotyków.
Rodzaj substancji: Cannabis
Doświadczenie:kilka razy SD,LSA no i mj - jak widac raczej skromnie.
Set & setting:Mój pokój + 2 kumple + komputer + film.Wieczór.
Dobry nastrój, chęć relaksu, wolny czas
Gdzie ten mateusz, on jedzie już
Jej zapach na dziś to kryształy mefa
Mefedron to szmata, suki nie chce znać
Jesteśmy pokoleniem darknetu i bitcona, iphona i supreme, hexenu i mefedronu. 4mmc zagościło w kulturze dość szeroko (twórczość Hewry i Mobbyn, otoczka idealnego euforyka, trudna dostępność i przede wszystkim fala ofiar i uzależnionych) zajmując miejsce obok marihuany, kokainy, mdma. Spróbowanie mateusza było jednym z moich narkocelów ale nie sądziłem, że się spełni
Poprzedniej nocy brałem 600mg DXM byłem trochę zmęczony i nie miałem za bardzo ochoty na kolejny trip. Mimo wszystko zdecydowałem się na to, bo chciałem przekonać się jak to będzie.
Nigdy wcześniej przed tym doświadczeniem nie miałem Bad Tripa. Co prawda drugie starcie z DXM nie należało do najprzyjemniejszych, ale nie było tak źle. Godzin podawał nie będę, bo nie pamiętam za dobrze, a zrestą nie mają one większego znaczenia.
Rano wypiłem litr 25% soku porzeczkowego i wziąłem 300mg DXM. Czekając na pierwsze efekty czytałem e-booka na tablecie. Po ponad godzinie obraz zaczął być nieostry, a ja mi było bardzo przyjemnie. 50mg M4-HO-METa rozprowadziłem po jamie ustnej i przytrzymałem z 10 min.
Zacząłem się ubierać z zamiarem wyjścia do lasu.
Do samego tripa nastawiony byłem bardzo pozytywnie, przed zjedzeniem popytałem wielu znajomych, którzy wcześniej mieli kontakt z psychodelikami — szczególnie grzybami — o m.in. czas działania, przebieg, możliwe problemy, dawkowanie itd. Wszystkie informacje pokrywały się ze sobą, więc czułem się pewnie i zdecydowanie. Grzybki miały zostać zjedzone na terenie bardzo spokojnej dzielnicy na obrzeżach dużego miasta — kilka bloków, w większości szerokie ulice i domki jednorodzinne. Znajduje się tam niewielki park, wieczorem i w nocy praktycznie zawsze pusty, w którym często przesiadujemy paląc ziółko i nigdy nie było tam żadnego przypału, a więc idealne miejsce na początek tripa. Tamta noc była w miarę chłodna - około 10 stopni na plusie, ale byłem ciepło ubrany, miałem również plecak a w nim 3 litry wody, chusteczki do nosa i trochę jedzenia. Ulice w tej okolicy po zmroku są cały czas puste, rzadko spotyka się nawet pojedynczy samochód, a co dopiero pieszego. Jest to w miarę zielona okolica, przy prawie wszystkich ulicach rosną drzewa i krzaki, jest też kilka parków i skwerów.
Czekałem na tę chwilę od dobrych kilku dni, od kiedy kolega (dalej będzie nazywany B.), który swoją drogą zawsze bał się psychodelików, nigdy nie brał i unikał ich, po raz pierwszy przyjął u znajomego łącznie około 4 gramów nieznanego gatunku grzybów — najpierw 1,5g, a po wejściu fazy kolejno 1,5 i 1 na dorzutkę. Po tamtym wieczorze skontaktował się ze mną i oznajmił, że nigdy w życiu nie przeżył czegoś tak niezwykłego — że jest to stan nieporównywalny do MDMA, amfetaminy, koksu, zioła ani niczego innego co kiedykolwiek próbowałem.