Uwagi wstępne
WK: Pamiętacie nasz niedawny tekst o KPP w Głogowie, która wydała ponad 1000 zł publicznych pieniędzy i zmarnowała 13 godzin pracy systemu na ściganie 0,06 grama marihuany? Wtedy zastanawialiśmy się, czy te kosztowne, absurdalne procedury prowadzą do wykrywania jakichkolwiek poważnych przestępstw. Policja nie potrafiła nam odpowiedzieć. Wysłaliśmy więc kolejny wniosek UIP. I właśnie dostaliśmy odpowiedź, która potwierdza całkowity bezsens tej polityki. Komendant Powiatowy Policji w Głogowie oficjalnie przyznał, że ta cała „walka z dilerami” to fikcja, a system produkuje puste zatrzymania.
To kolejna część i ostatnia sagi z KPP Głogów.
Pamiętacie nasz niedawnytekst o KPP w Głogowie, która wydała ponad 1000 zł publicznych pieniędzy i zmarnowała 13 godzin pracy systemu na ściganie 0,06 grama marihuany? Wtedy zastanawialiśmy się, czy te kosztowne, absurdalne procedury prowadzą do wykrywania jakichkolwiek poważnych przestępstw. Policja nie potrafiła nam odpowiedzieć. Wysłaliśmy więc kolejny wniosek UIP. I właśnie dostaliśmy odpowiedź, która potwierdza całkowity bezsens tej polityki. Komendant Powiatowy Policji w Głogowie oficjalnie przyznał, że ta cała „walka z dilerami” to fikcja, a system produkuje puste zatrzymania.
Zapytaliśmy wprost: ile z tych 25 interwencji dotyczących ilości poniżej 0,1 grama doprowadziło do ujawnienia dilerów, rozbicia hurtowni czy zlikwidowania zorganizowanych grup przestępczych?
Odpowiedź policji powinna zostać wydrukowana i powieszona w Sejmie jako pomnik absurdu polskiej polityki narkotykowej:
Rozumiecie to? Przemielono 25 osób, wydano na to lekką ręką kilkadziesiąt tysięcy złotych z naszych podatków, zmarnowano setki roboczogodzin funkcjonariuszy, a skuteczność w łapaniu prawdziwych przestępców wyniosła równe ZERO.
Skoro policja tak chętnie bawi się w zatrzymania, to jak te wielkie „sprawy kryminalne” kończą się w sądach i prokuraturach? Kolejne liczby z Głogowa pokazują porażającą bezcelowość tych działań:
Czyli aż 22 na 25 spraw (blisko 90%!) trafiło prosto do kosza! Machina państwowa ruszyła,
policjanci pisali protokoły, dyżurni pilnowali ludzi w celach, prokurator musiał to podbić, tylko po to, żeby na koniec stwierdzić: „dobra, to nie miało sensu, umarzamy”. Pytamy więc: po co w ogóle było tych ludzi zatrzymywać, skoro prawo już na starcie pozwalało policjantowi odstąpić od tych czynności?
W piśmie pojawia się też klasyczny, urzędniczy fikołek logiczny. Komenda bezradnie przyznaje, że nie prowadzi i nigdy nie prowadziła żadnych analiz dotyczących tego, czy łapanie ludzi z pyłkiem marihuany pomaga w wykrywaniu dilerów lub dużych upraw. Dane na ten temat po prostu „nie istnieją”.
Ale zaraz w następnym zdaniu policja z uporem maniaka twierdzi, że „część poważnych spraw zaczyna się od kontroli osób posiadających niewielkie ilości”. Skąd to wiedzą, skoro sami przyznali, że tego nie mierzą, nie sprawdzają i nie analizują? To czysta policyjna intuicja i zaklinanie rzeczywistości, które zderzyło się z ich własną, twardą statystyką: 25 spraw i ZERO efektów w walce z przestępczością hurtową.
Na koniec komenda zasłania się ustawą: posiadanie jest zabronione niezależnie od ilości, a skuteczność policji opiera się na liczbie ujawnionych przestępstw. I tu jest pies pogrzebany. Dla systemu „przestępstwem” jest 0,06 grama na dnie kieszeni. Im więcej takich łatwych zatrzymań, tym ładniejsze słupki w Excelu na koniec roku.
To nie ma żadnego związku z dbaniem o bezpieczeństwo obywateli. Ten system to czysty przemysł produkcji statystyk za publiczne pieniądze. Państwo woli wydać tysiące na ściganie konsumenta, z góry wiedząc, że sprawa skończy się umorzeniem, zamiast pozwolić policjantom zająć się prawdziwą przestępczością.
Nasz UIP:
Dom, cisza, noc.
Ostatnie 5.6 go zmieliłem i zalałem sokiem z cytryny. Na dnie pudełka było sporo maluchów, jakieś samotne kapelutki, połamane trzonki. U mnie nic się nie marnuje.
W pierwszym i jedynym tripie już miałem dość! W sumie na początku były fajne i zaskakujące, ale po 2h odkryłem mniej więcej na czym one polegają. Chociaż było kilka ewenementów.
Kopenhaga, piękny dzień, pozytywne nastawienie.
Liczymy spadających Duńczyków
Leżymy na dachu kopenhaskiej gliptoteki, spoglądając na ludzi drących się obok, w Tivoli. Kiedy kolejka górska irracjonalnie zwalnia, kiedy spadający swobodnie wagonik zdaje się toczyć powoli w dół, kiedy kręcący się obok ludzie zaczynają ruszać się jak muchy w smole, decydujemy, że pora iść dalej.
* * *
Kiedy zeszłego poranka zaproponowałem żonie, żebyśmy poszli do Tivoli, spojrzała na mnie krzywo i zapytała:
— I będziesz chciał jeździć na karuzelach?