REKLAMA




Wojna z narkotykami nie może być wojną z ludźmi

Mówimy młodzieży: "Jak zaczniesz od marihuany, skończysz na heroinie". Nie ma badań, które by to potwierdzały! Polacy są ignorantami, a polityka państwa jest szkodliwa.

Koka

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza

Odsłony

1494

Mówimy młodzieży: "Jak zaczniesz od marihuany, skończysz na heroinie". Nie ma badań, które by to potwierdzały! Polacy są ignorantami, a polityka państwa jest szkodliwa.

Wiktor Osiatyński, prof. prawa, dr socjologii, specjalista w historii doktryn polityczno-prawnych oraz praw człowieka, konstytucjonalista:

Sam jestem osobą uzależnioną, choć żyję w abstynencji od 26 lat. Wiem zatem, co jest skuteczne w wychodzeniu z nałogu. I wiem, że polska polityka narkotykowa jest obecnie nie tylko nieskuteczna, ale też szkodliwa. Jest cały wachlarz rozwiązań - od rzadko postulowanej pełnej legalizacji narkotyków czy legalizacji z jednoczesną kontrolą dostępności do narkotyków przez karanie wyłącznie producentów narkotyków aż po obecną w Polsce restrykcyjną politykę, która karze i uważa za przestępstwo (kryminalizuje) zarówno handel, jak i używanie narkotyków.

Moim zdaniem - wiem, że to zdanie odosobnione - najskuteczniejsza byłaby przemyślana w szczegółach legalizacja niektórych narkotyków przy ostrej regulacji dostępności. To zniszczyłoby kartel narkotykowy. Innym dobrym rozwiązaniem jest dekryminalizacja spożycia przy kryminalizacji podaży - użytkownik nie byłby przestępcą, handlarz tak. Kolejna sprawa to ocena skuteczności leczenia osób uzależnionych. Jeżeli zdrowieniem jest zdolność do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, to terapia substytucyjna, w której osobie uzależnionej od opiatów (np. heroiny, morfiny) podaje się metadon - czystą postać narkotyku, która nie powoduje odurzenia - jest skuteczną terapią. Nawet jeżeli niektórzy uważają, że to kontynuacja uzależnienia. Trudno przyszło mi zrozumieć wartość terapii substytucyjnej, bo moja droga wyjścia z nałogu opierała się na wierze w abstynencję. Pomogła mi tę rzecz pojąć moja choroba tarczycy. Codziennie muszę brać leki, gdybym ich nie brał, mógłbym być niebezpieczny dla siebie i otoczenia. A żaden lekarz nie mówi mi, że jestem uzależniony od tych leków, choć technicznie jestem. Z metadonem jest podobnie. Wreszcie trzeba zastanowić się, czy mamy być moralistami, czy pragmatykami.

I znowu trudno mi było pojąć ideę programu oferowanej narkomanom wymiany igieł i strzykawek - odbierałem to jako działania podtrzymujące nałóg. Aż na jakiejś konferencji ktoś powiedział: "Pan mówi, że żeby wyjść z uzależnienia, trzeba spaść na dno i się odbić. A co z ludźmi, którzy są na dnie i dalej jest tylko śmierć?".

Krzysztof Krajewski, prof. prawa karnego, Uniwersytet Jagielloński:

Argument na rzecz legalizacji jest przekonujący, ale wiążą się z nim kłopoty. Bo mówi się, że legalizacja zlikwiduje mafię narkotykową, ale to nie jest takie pewne. W żadnym kraju nie ma też większości społecznej ani politycznej, która by się opowiedziała za legalizacją. Z wyjątkiem marihuany mówienie o legalizacji jest nierealistyczne. Jeżeli stoimy na stanowisku, że karanie zarówno odbiorców, jak i dostawców narkotyków nie jest skuteczne, a nawet staje się szkodliwe, to pozostaje droga pośrednia - potraktowanie narkotyków jako kwestii zdrowia publicznego, a nie jako problemu kryminalnego. Ale u nas cały ten temat jest świeży i budzi niesłychane emocje ze względu na głęboką ignorancję i społeczeństwa, i elit politycznych. Dr. Marek Balicki, minister zdrowia w gabinetach Leszka Millera i Marka Belki: Stosując obecną politykę narkotykową, nie osiągnęliśmy zamierzonych celów. Więc może zastanówmy się, co ma być celem.

Uwolnienie świata od narkotyków? To nierealne. Policzymy zgony, które nastąpiły z powodu używania marihuany - wskaźnik jest bliski zera. Od opiatów umiera ok. 300 osób rocznie. Ale od niesterydowych leków przeciwzapalnych - ok. 3 tys., od alkoholu - 30 tys., od papierosów 100 tys. Więc to nie koszty społeczne są problemem, lecz to, że narkotyki powodują szkody osobiste w życiu jednostek. Racjonalna polityka narkotykowa powinna zmierzać do redukcji tych właśnie szkód. A prawo to uniemożliwia. Należałoby zacząć od dekryminalizacji posiadania niewielkich ilości na własny użytek i legalizacji niektórych środków. A dzieje się odwrotnie. Niedawno na listę substancji zakazanych wpisano kolejne 17 substancji, tzw. dopalacze. Brniemy w najgorszym kierunku.

K.K.:

"Dopalacze" wciągnięto na listę substancji z grupy 1N, na której jest też heroina! To, w jaki sposób ta nowelizacja została przyjęta, urąga zasadom legislacji. Nikt nie ma pojęcia, na czym polega działanie tych substancji, jaki jest stopień szkodliwości. Trzeba było zasięgnąć opinii ekspertów. W UE obowiązuje określona procedura wciągania na listy substancji kontrolowanych. U nas procedury nie ma. Jeżeli ktoś wpadnie na pomysł, że trzeba na listę wciągnąć kawę, to nie ma przeszkód, by Sejm się tym zajął. Kajetan Dubiel, dyr. Biura Penitencjarnego Centralnego Zarządu Służb Więziennych: Problem narkotyków to problem ideologiczny. Wpisuje się w filozofię, o której pisał Zygmunt Bauman: każde społeczeństwo dąży do ideału. A więc należy pozbyć się tych, którzy je zanieczyszczają. Przez wieki to byli Żydzi, dzisiaj - narkomani. Alkoholicy nie - dla nich jest empatia. Gdy w 2000 r. dyskutowaliśmy o wprowadzeniu do ustawy poprawki o karaniu użytkowników, to przeciw było tylko więziennictwo i Monar. Minister Barbara Labuda, która animowała dyskusję, obiecała, że jeśli za pięć lat okaże się, że przyjęty zapis się nie sprawdził, wycofamy się z niego.

Minęło dziewięć lat - i co? Nieustannie przegrywamy wojnę z narkotykami, więc wypadałoby dostrzec, że nie tędy droga. W więzieniach widzę tylko mniej lub bardziej uzależnionych ludzi i wciąż pytam, dlaczego nie siedzą tam handlarze. Więzienie to miejsce dla kryminalistów. Proszę sobie samemu odpowiedzieć. Za tym stoją wielkie pieniądze. Kasia Malinowska-Sempruch, szefowa "Programu globalnej polityki narkotykowej" w Open Society Institute: Brakuje w Polsce rzetelnych ekspertów, którzy by mediom powiedzieli prawdę, że 90 proc. użytkowników marihuany się od niej nigdy nie uzależni! Większość terapeutów, którzy wypowiadają się w mediach, nie zna aktualnych badań. Przekładają swoje doświadczenie z uzależnionymi na całe społeczeństwo. Mówimy dzieciom: "Nie bierz!", ale nie mówimy dlaczego. Powtarzamy: "Jak zaczniesz od marihuany, skończysz na heroinie". Nie ma badań, które by to potwierdzały! Nic dziwnego, że dzieciaki nie uważają działań prewencyjnych za wiarygodne.

Grzegorz Wodowski, terapeuta z poradni Monaru w Krakowie:

Wypowiedzi terapeutów w mediach utwierdzają społeczeństwo, że narkotyki to jedynie problem uzależnień, dając mandat rządzącym, by ostro walczyli z dostępem do narkotyków, ignorując potrzeby konsumentów, którzy się nigdy nie uzależnią. Niedawno w Krakowie w publicznej dyskusji młody człowiek wyznał, że nie wie, jak ma rozmawiać z matką o narkotykach. Czasem zdarza mu się ich używać, ale gdy jej o tym mówi, matka wpada w panikę, że on jest narkomanem. Brakuje rzetelnych opinii, wiedzy, czym narkotyki są i z jakimi zagrożeniami się wiążą.

Tomasz Harasimowicz, Monar:

Media były, są i będą zainteresowane tym, by niepokoić, a nie uspokajać. Osoba uzależniona obchodzi opinię publiczną, kiedy jej umrze dwoje dzieci po zjedzeniu ekstazy.

K.K.:

W wielu krajach Zachodu organy ścigania dawno doszły do wniosku, że nie ma sensu zajmować się osobami, które złapano z niewielką ilością narkotyku. A nasza policja z uwielbieniem zajmuje się drobnicą. Byłem przeciw zaostrzeniu polityki narkotykowej. Ale nawet teraz można by robić rzeczy sensowniejsze. Ustawa daje możliwość, by zamiast karać ludzi, ukierunkować ich na wyjście z nałogu. To jednak wymaga od policji i prokuratury zainteresowania tą osobą. Wygodniej jest dać wyrok w zawieszeniu i niech idzie w Polskę. To marnowanie publicznych środków.

Jolanta Koczurowska, Monar:

Na stronie Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii czytamy, że najczęściej używanym przez młodzież środkiem psychoaktywnym jest alkohol. Spada używanie narkotyków. Te dane wskazywałyby, że obecna polityka odnotowała sukces. M.B.: Mam wątpliwości. Po 2000 r. spożycie narkotyków nadal rosło, i to szybko. W 2003, 2004 r. tendencja się zatrzymała, co nie korelowało z liczbą policyjnych zatrzymań. Lekki spadek spożycia w ostatnich dwóch latach związany jest raczej z niżem demograficznym. Pamiętajmy też, że dane mogą być zafałszowane. Skoro za posiadanie narkotyków grozi zatrzymanie, to po co się ankieterowi przyznawać?

K.M.S:

Żyjemy w świecie obsesji abstynencyjnej. A abstynencja jako cel polityki państwa jest nierealna. Realna jest redukcja szkód, np. tworzenie programów substytucyjnych. W Polsce trzeba się uprzeć, by taki program otworzyć. W porównaniu z Niemcami, Szwajcarią czy Wielką Brytanią proporcje są u nas odwrócone. Tam substytucją leczy się 40-70 proc. osób uzależnionych od opiatów. U nas kilka procent! My, Polacy, z naszym brakiem wiedzy i uprzedzeniami jesteśmy jakieś 30 lat za Europą Zachodnią. A to też wpływa na to, jak leczymy. Lekarz w areszcie w Gdańsku odmówił pacjentowi w trakcie leczenia substytucyjnego dostępu do metadonu słowami: "U nas narkotyków nie będzie".

G.W.:

Ze względu na polskie prawo wiele programów redukcji szkód jest w ogóle niemożliwe. Byłem dziś w Warszawie w tzw. punkcie drop-in, takiej świetlicy dla uzależnionych, gdzie przychodzą posiedzieć, napić się kawy, wymienić igłę i strzykawkę. Nie możemy zorganizować im niestety pomieszczenia, które w cywilizowanej Europie nazywa się injection room (pokój iniekcji), aby przyjmowali swoje narkotyki w sposób bezpieczniejszy dla nich i społeczeństwa. Stwarzałoby to bowiem organom ścigania okazję do wyłapywania przestępców, bo przestępcą jest każdy, kto ma przy sobie narkotyki. Kolejna sprawa to finansowanie. Programy redukcji szkód nie są finansowane z NFZ, bo nie ma ich jak rozliczyć - uczestnictwo bywa anonimowe. A samorządy traktują je po macoszemu, bo przecież "lepiej dać dzieciom niż narkomanom". A najlepiej nie dać nikomu.

Marta Gaszyńska, Stowarzyszenie Pacjentów Substytucyjnych Jump'93:

Jestem uzależniona od dawna. Leczę się substytucyjnie. Osób wymagających terapii substytucyjnej jest 20-25 tys., a korzysta z niej 1400. Ja się leczyłam wielokrotnie w ośrodkach, przeszłam wiele detoksów, próbowałam domowych metod. Nie wyszło. Dopiero dzięki substytucji stanęłam na nogi - pracuję, płacę podatki, uczę się, wychowuję dwoje dzieci. Dlaczego nie można na to pozwolić innym? Mam masę znajomych, którzy nie mają szans, bo programy substytucyjne są dostępne tylko w dużych miastach, i to nie we wszystkich.

K.D.:

W więziennictwie 15 oddziałów stosuje trzy różne metody terapii. Ale w sumie to tylko 500 miejsc i kolejka jest na 1,5 roku. I tu powinna wkraczać substytucja. W Krakowie uruchomiliśmy program substytucyjny, ale to była droga przez mękę. Gazety pisały: "Będą dawać narkotyki". A powinni byli napisać: "Będą leczyć narkomanów". Nie mogę się nadziwić, że w sondażach ludzie rzucają, że za posiadanie narkotyków człowiek powinien iść do więzienia na rok, dwa. Co za brak empatii! Ciągle mamy telefony z prośbą o interwencję. Kogoś złapali pięć lat temu, potem przeszedł terapię, pracuje, studiuje. I nagle wyrok - tak opieszale działają nasze sądy. Dramat!

J.K.:

Spotykam się z zarzutem, że leczenie substytucyjne się nie rozwija, bo jest Monar. Ale Monar stanowi jedynie 10 proc. placówek. Mamy powody, dla których nie prowadzimy programów substytucyjnych, ale nigdy tego leczenia nie negowaliśmy. Nie wiem, dlaczego tych programów nie ma. Wystarczy, żeby w ambulatorium był pokój, gdzie ludzie mogliby pobierać metadon. Ale nie można mówić, że leczenie substytucyjne jest lepsze od abstynencyjnego. Znam ludzi, którzy świetnie funkcjonują na metadonie, i takich, którzy zdrowi opuścili ośrodek abstynencyjny. Są i tacy, którym się ani tu, ani tu nie udało.

W.O.:

W Polsce jest 88 stacjonarnych ośrodków terapeutycznych, relatywnie prawie dwa razy więcej niż w całej UE. Żeby powstały programy substytucyjne, samorząd powinien albo dołożyć więcej z budżetu, co mało prawdopodobne, albo finansowane przez samorząd ośrodki stacjonarne powinny podjąć się leczenia substytucyjnego.

K.M.S:

W Stanach, gdzie się kształciłam w dziedzinie zdrowia publicznego, definicja tego, co lepsze, jest jasna - co mogę kupić za mojego dolara. Osobodzień w ośrodku terapeutycznym kosztuje 80 zł. W programie metadonowym 30 zł, a na dodatek osoba leczona idzie do pracy, zajmuje się własną rodziną i płaci podatki. 700 tys. osób w Europie Zachodniej jest leczonych metadonem nie bez powodu.

J.K.:

W Polsce jest ok. 120 tys. osób uzależnionych, z tego tylko ok. 20 tys. od opiatów, którzy są potencjalnymi użytkownikami metadonu. Zostaje 100 tys. innych osób, dla których w ośrodkach jest tylko 3 tys. miejsc. Wskaźnik dostępności terapii substytucyjnej i terapii drug-free jest porównywalny. Co do kosztów - 80 zł dziennie w ośrodku daje 29 tys. zł. na rok - tyle średnio trwa program. Koszt w programie substytucyjnym wynosi rocznie 11 tys. zł, ale może trwać nawet 10 lat. To co jest tańsze?

K.K.:

Kontakt z opiatami jest rzadki - niecały 1 proc. populacji poniżej 20. roku życia. A marihuany i amfetaminy spróbowało kilkadziesiąt procent. Dla nich nasza oferta sprowadza się do pogadanek policjantów w szkołach, co jest najgorszym pomysłem.

W.O.:

Nie zmienimy prawa bez zmiany świadomości społecznej. Politycy, tworząc prawo, odczytują nastawienie społeczeństwa, a to jest wobec ludzi używających narkotyki raczej opresyjne niż współczujące. Trzy lata za skręta Obowiązująca ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z 2005 r karze więzieniem nie tylko producentów i handlarzy środków odurzających. Kara pozbawienia wolności do lat trzech przewidziana jest także za posiadanie i to nawet niewielkich ilości na własny użytek. Mówi o tym art. 62.1 ustawy. Zapis ten oznacza, że 10-24 proc. młodzieży - a tyle w ostatnim roku miało kontakt z narkotykami - ryzykowało areszt, sprawę karną i więzienie, czyli całą swoją przyszłość. Uniemożliwia też programy profilaktyczne i tzw. redukcję szkód - np. prowadzenie świetlic, w których użytkownicy heroiny mogliby w bezpieczny sposób wstrzyknąć narkotyk.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Pomijam, że na artykuł wpadliście dzięki komentarzowi anonimowego komentatora ;) i samą swoją anonimowością nie rości sobie on praw do żadnej wdzięczności, ale samo podanie źródła i daty publikacji byłoby chyba na miejscu nie tylko ze względu na tzw. "prawa autorskie" co przede wszystkim ze względu na rzetelność samego portalu HR =) Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że powyższy artykuł jest częścią większej akcji.
Koka
Czepiasz sie. Wklejalam w pospiechu.
Anonim (niezweryfikowany)
na chwilę wszedłem, a tu tyyyyle się rozpsałem! Te moje komentarze to niekonicznie odpowiedź do kogoś cytowanego w tym tekście. Trochę cytatów, trochę od siebie(dla uzupełnienia). Przemyślane odpowiedzi, jednak jak w dużej liczbie tekstów nawołującej do legalizacji/innego leczenia -- redukcji szkód, mało kto pisze jakie są kontrargumenty, a szkoda. Bywa, że jedne teksty znoszą się z innymi, a to może być w jakiś sposób powodem opóźnienia zmian, czy też ich wstrzymania(bo do czego mają prowadzić). Mimo wszystko media nie płoną ogniem nienawiści, bo to czy tu, czy tam umieszczane argumenty są wprawadzane do dyskusji... Dlaczego sami użytkownicy tych zakazanych substancji nie wychodzą z akcją doinformowania tych, których się nazywa moherami/ciemnotą/zaściankiem? Czemu te wszystkie propagandowe teksty są skierowane do ludzi, którym nie pomogły środki prewencyjne, takie jak reklamy w telewizji, prasie, internecie, klubach, szkołach, czasopismach, podczas festynów czy przemówień? Wygląda na to, że tutaj się liczy na przeciągnięcie istniejących narkomanów/ćpunów na swoją stronę, Bo jest ich coraz więcej, a wam zależy na wolnym dostępie do ćpania, więc wciągacie w swoje gierki osoby, które stoją już po drugiej stronie. Głos społeczeństwa jest redukowany do jakieś niewyraźnej postaci, kiedy nas -- Bogu ducha winnych użytkowników substancji przez prawo zakazanych, masy ludzi lubiących się bawić i publcznie z osobna przyznających się do czucia się dobrze na haju -- jest wielu(?) ! Przez takie ślepe pomysły zdelegalizowano np szałwię weszczą, którą chyba nikt nie nazwał niebezpieczną, jeżeli miało się z nią kontakt w odpowiednich warunkach. Nie było słychać również, aby była znacznie szkodliwa dla zdroiwa(bardziej, niż jako przeciętny palony susz), chociaż też nikt nie mówił, że jest odwrotnie(chociaż tak też czytałem). Pan Wiktor Osiatyński, prof. prawa, dr socjologii, specjalista w historii doktryn polityczno-prawnych oraz praw człowieka, konstytucjonalista: (...)restrykcyjną politykę, która karze i uważa za przestępstwo (kryminalizuje) zarówno handel, jak i używanie narkotyków A dosyć nie dawno czytałem na tym portalu, jako argument za legalizacją, że używanie jest zabronione, co miało wskazywać również na paradoksalność prawa. Z tego miało wynikać, że osoba na haju nie popełnia przestępstwa byciem odurzonym. W. O.: Moim zdaniem - wiem, że to zdanie odosobnione - najskuteczniejsza byłaby przemyślana w szczegółach legalizacja niektórych narkotyków przy ostrej regulacji dostępności. Ja osobiście takie zdanie popieram, tylko zostaje problem z surowością regulacji oraz jej/ich przestrzegania. Skąd to odosobnienie? Z chęcia bycia anonimowym? Może. Z możności brania ile się chce? W dużej mierze. Pan Krzysztof Krajewski, prof. prawa karnego, Uniwersytet Jagielloński: Ale u nas cały ten temat jest świeży i budzi niesłychane emocje ze względu na głęboką ignorancję i społeczeństwa, i elit politycznych. Ktoś zgubił przecinek -- ze względu na głęboką ignorancję, i społeczeństwa, i elit politycznych. Pan Krzysztof Krajewski: Racjonalna polityka narkotykowa powinna zmierzać do redukcji tych właśnie szkód(dop. szkód w życiu osobistym). A prawo to uniemożliwia. Ale też nie zabrania mówienia, że mózg palacza starzeje się do kilku razy szybciej, niż mógz niepalącego. Problemy z tego wynikające wcale nie muszą pojawić się w krótkim czasie, od początku zażywania. Jeżeli dzieci też będą paliły, z czasem mózg zacznie się przyzwyczajać do nowej sytuacji i wraz z doświaczeniem, zażywanie będzie bardziej wymagane(tak mniej więcej). Niedawno też pojawiły się w internecie badania dowaodzące, iż istnieje gen odpowiedzialny za uzależnienie od alkoholu. Zakładając, że podobne geny występują u ludzi uzależnionych od innych substancji, taki gen może być przekazywany z pokolenia na pokolenie i wraz ze wzrostem spożycia przez potomków siła tego genu wzrośnie. Co ważne -- skoro walczymy o wolność, powinniśmy ją zabezpieczyć tym, którzy będą po nas, a bycie uzależnionym, czy wspomniana ignornacja społeczena czy polityczna tego w żadnym razie nie zapoewnią, a co więcej -- ludzka świadomość, świadomość siebie i otoczenia pozwalają przejrzeć fałsz drugiej osoby(albo rodzica...), prowadząc zamknięcia się w sobie, frustracji i w ostateczności -- agresji. Ale skoro mowa o agresji, to czemu nie spróbować skonfrontować uspokajającego charakteru marihuany do rodzącej się w owocach agresji? Myślę, że poznanie społeczeńśtw palących na potegę mogłoby dać jakiś ogląd na tę sprawę. Ale taka na ten przykład Kalifornia jest znacznie zadłużona, a przecież jest słynna z tego, że stamtąd jest Skunk, podstawa pod nowe odmiany, i że tam można porządnie zaszaleć. Pan Marek Balicki, lekarz medycyny, psychiatra i anestezjolog: Brniemy w najgorszym kierunku. To jest w którym? Bo ja nie wiem. Ktoś mi powie? Wiem natomiast, że popularyzoiwana(różne rzeczy, w tym narkotyki) jest w wielu subkulturach, które okresowo są na topie, przez co chwali się odurzanie. To też jest brnięcie, a nikt jakoś z krzesła poselskiego nie mówi, że ten zespół czy inny pomaga w brnięciu w najgorszym kierunku. Starsza część społeczeńśtwa wydaje się nie mieć takich problemów. Pan Krzysztof Krajewski: "Dopalacze" wciągnięto na listę substancji z grupy 1N, na której jest też heroina! Za dopalacz wzięto również szałwię wieszczą, a wiemy przecież, że jest silniejsza od LSD, a w dodatku niezbadana. To właśnie może być klucz -- słaba znajomość tych dopalaczy. Heroinę znamy, alkohol oraz tytoń również, kiedy doplacze są ściągane jedynie z powodu bycia w jakimś stopniu analogiem do ekstazy czy amfetaminy. Nic poza tym nie wiadomo, a może powodować raka/inne zaburzenia dużo bardziej -- nie wiemy. Tym samym argumentem można wciągnąć ją do tej samej grupy, co LSD(wybaczcie, nie wiem w jakiej kategorii LSD jest), bo przecież wiemy tylko tyle, że wystarczy. Tak prosto, niestety, nie jest, a przynajmniej mam taką nadzieję. K. K.: U nas procedury nie ma. Jeżeli ktoś wpadnie na pomysł, że trzeba na listę wciągnąć kawę, to nie ma przeszkód, by Sejm się tym zajął. I w drodze pracy sejmu okaże się, na ile znana jest nam ta substancja, jak działa i jakie są powikłania. Pan Kajetan Dubiel: Problem narkotyków to problem ideologiczny. Wpisuje się w filozofię, o której pisał Zygmunt Bauman: każde społeczeństwo dąży do ideału. A więc należy pozbyć się tych, którzy je zanieczyszczają. Przez wieki to byli Żydzi, dzisiaj - narkomani. Alkoholicy nie - dla nich jest empatia. A czy alkohol pływa w organizmie przez tydzień/miesiąc, odkłada się i uwalnia z tłuszczów jak psychoaktywny kanabinol? A niestety na procesy poznawcze wpływa. I jedno, i drugie, a i po jednym, i po drugim za kółko się nie siada, tylko że kanabinol luzuje pracę organizmu na dłuższy czas. Wypadki śmiertelne(ogółem, nie tylko samochodowe) z użyciem marihuany są bliskie zeru, ale czy tak dużo ludzi jeździ na haju? Czy próbuje? Chyba się nikt nie przechwala, że dopiero co sobie zapalił... Sądzę, że kryminalizacja, czy sama świadomość działania substancji aktywnej marihuany powoduje, że jednak uważa się na siebie, bo wpaść można bardzo. A po alkoholu ludzie jednak powodują wypadki. Dlaczego? Odsyłam do badań, do których też będą musiał zerknąć(nie jestem za bardzo wtajemniczony w temat legalizacji i podobnych). Pan Kajetan Dubiel: Nieustannie przegrywamy wojnę z narkotykami, więc wypadałoby dostrzec, że nie tędy droga. Ale przecież redukcja szkód, przynajmniej przeglądając różne wieści, również wpisywana jest w wojnę z narkotykami -- z handlarzami dokładniej; z producentami niebadanego towaru, podróbek. A może narkotykiem ma się stać coś innego? ... Pani Kasia Malinowska-Sempruch, szefowa "Programu globalnej polityki narkotykowej" w Open Society Institute: Większość terapeutów, którzy wypowiadają się w mediach, nie zna aktualnych badań. (chyba brakuje wykrzynika) Czyli nowe badania mówią, że stare kłamią? Pani Kasia Malinowska-Sempruch: Mówimy dzieciom: "Nie bierz!", ale nie mówimy dlaczego. Co mamy mówić? Bo wiesz dziecko, tam za górami, za lasami, między aksonem i dendrytem... a na końcu się dowie, co to determinizm i depresji dostanie. I zacznie brać. Nieźle. Rak jest chyba wystarczająco przerażający. Albo inne... Pani Kasia Malinowska-Sempruch: Nic dziwnego, że dzieciaki nie uważają działań prewencyjnych za wiarygodne. Jak im gwiazda albo jakaś Pani powie, że tak wcale być nie musi, to wcale to nie jest krecia robota. W sumie -- nie, bo dla kogo? Ta Pani ma jakąś stałą pracę, a gwiazda może latać dookoła świata i ulotki z propagandą rozrzucać. Też nieźle. Skoro się podważa autorytety, to czego się po przekazie spodziewać? Pan Grzegorz Wodowski, terapeuta z poradni Monaru w Krakowie: Niedawno w Krakowie w publicznej dyskusji młody człowiek wyznał, że nie wie, jak ma rozmawiać z matką o narkotykach. Czasem zdarza mu się ich używać, ale gdy jej o tym mówi, matka wpada w panikę, że on jest narkomanem. Bo jest narkomanem, a nie? Skoro bierze narkotyki, jest narkomanem. Jeżeli to będą leki, to nazwa zmieni się na lekoman(chyba, że to heroina na przykład). Czy uzależenienie musi być skrajnie chroniczne -- codzień, co pół dnia? Chyba nie... Skoro kiedyś tego nie brano, a dało się żyć, to znaczy, że problemem jest słabsza psychika, świadomość społeczna. A skoro raz nie wystarczy, to albo narkomania, albo lekomania. A jak bierze ile może, to chyba ćpanie, nie? Albo samobójca... Tomasz Harasimowicz, Monar: Media były, są i będą zainteresowane tym, by niepokoić, a nie uspokajać. Osoba uzależniona obchodzi opinię publiczną, kiedy jej umrze dwoje dzieci po zjedzeniu ekstazy. Rzeczywiście, przerażające, ale też jest tego druga strona -- skoro jak się mówi, żeby nie brać, a biorą, potrzebne są mocne wrażenia. W Stanach ostre akcje informujące o szkodliwości metaamfetaminy zrobiły dużo więcej, niż ględzie w kółko tego samego. To też można znaleźć w sieci, nie tylko w broszurach labolatoriów itp. Pan Krzysztof Krajewski: Wygodniej jest dać wyrok w zawieszeniu i niech idzie w Polskę. To marnowanie publicznych środków. Czyli publicznych, a większość jest stanowczo przeciw zażywaniu narkotyków. Czyli potrzebna jest w miarę stała akcja informowania o używkach, ich działaniu, problemom z naduzywaniem i uzależnieniem. Punkty drop-in, spadek wzrostu zażywania narkotyków -- chyba nic złego nie napisano -- mniej jest nowych narkomanów, bo mniej młodych ludzi jest w ogóle. Miejsce do spokojnego zażywania mogłyby być monitorowane przez policję, odstraszającą od tego miejsca. Pan Grzegorz Wodowski: Programy redukcji szkód nie są finansowane z NFZ, bo nie ma ich jak rozliczyć - uczestnictwo bywa anonimowe. Nie tylko tam, ale przecież wystarczy liczenie pacjentów według jakiegoś, bo ja wiem, numeru ewidencyjnego? ... Dziewna sprawa. Marta Gaszyńska, Stowarzyszenie Pacjentów Substytucyjnych Jump'93: Jestem uzależniona od dawna. Leczę się substytucyjnie. Osób wymagających terapii substytucyjnej jest 20-25 tys., a korzysta z niej 1400. Kajetan Dubiel: W więziennictwie 15 oddziałów stosuje trzy różne metody terapii. Ale w sumie to tylko 500 miejsc i kolejka jest na 1,5 roku. Pan Wiktor Osiatyński: W Polsce jest 88 stacjonarnych ośrodków terapeutycznych, relatywnie prawie dwa razy więcej niż w całej UE. Ale jak można wyczytać, brakuje terapii substytucyjnych, choć i po tych abstynencyjnych ludzie wychodzą na prostą. Ogólnie bez komentarza, bo jaki? Pani Kasia Malinowska-Sempruch: W Stanach, gdzie się kształciłam w dziedzinie zdrowia publicznego, definicja tego, co lepsze, jest jasna - co mogę kupić za mojego dolara. Osobodzień w ośrodku terapeutycznym kosztuje 80 zł. W programie metadonowym 30 zł, a na dodatek osoba leczona idzie do pracy, zajmuje się własną rodziną i płaci podatki. 700 tys. osób w Europie Zachodniej jest leczonych metadonem nie bez powodu. Czyli prywatnie a publicznie... (?) Dalej można czytać, tylko sobie poniższą frazę wyszukajcie. Jolanta Koczurowska, Monar: W Polsce jest ok. 120 tys. osób uzależnionych, z tego tylko ok. 20 tys. od opiatów, którzy są potencjalnymi użytkownikami metadonu. Och, jeszcze coś: Wiktor Osiatyński: Nie zmienimy prawa bez zmiany świadomości społecznej. Politycy, tworząc prawo, odczytują nastawienie społeczeństwa, a to jest wobec ludzi używających narkotyki raczej opresyjne niż współczujące. Prawo to chyba efekt pracy również i ze świadomością społeczną... Nie? Koniec, uf!
Anonim (niezweryfikowany)
z 3/4 rzeczy, ktore opisales sie nie zgadzam, ale strasznie duzo tego zeby odpowiedziec :P min: "Bo jest narkomanem, a nie? Skoro bierze narkotyki, jest narkomanem. Jeżeli to będą leki, to nazwa zmieni się na lekoman(chyba, że to heroina na przykład). Czy uzależenienie musi być skrajnie chroniczne -- codzień, co pół dnia? Chyba nie... Skoro kiedyś tego nie brano, a dało się żyć, to znaczy, że problemem jest słabsza psychika, świadomość społeczna. A skoro raz nie wystarczy, to albo narkomania, albo lekomania. A jak bierze ile może, to chyba ćpanie, nie? Albo samobójca..." nie kazdy kto pije alkohol jest alkoholikiem, nie kazdy kto cos zarzuca jest narkomanem. jezeli opisal, ze bierze cos czasami nie oznacza, ze jest uzalezniony. lubi czasami odprezyc sie z blantem, ma wolna chwile i pali wieczorkiem z kumplami. najwazniejsze, ze moze i bez tego zyc, gdy nie ma pieniedzy, dostepnosci itp. dla mnie sformulowanie narkoman, lekoman, jest jasne i nie da sie go zastosowac do wszystkich, ktorzy cos biora
Anonim (niezweryfikowany)
no koles
Anonim (niezweryfikowany)
I bardzo dobrze że państwo reklamuje takie hasło. Dzięki temu młodzież wie że żyje w świecie pełnym propagandy i że państwu nie można ufać.
Anonim (niezweryfikowany)
Propagadna na ten czas leży tylko i wyłącznie po stronie lobby, które chce legalizacja niewiadomoczego za wszelką cenę – wyłącznie jednostronne informacje, skłucenie między sobą ludzi, namawianie do produkcji narkotyków(na dorbą sprawę zachęcanie do sadzenia konopii narkotycznych jest czymś takim, bo chodzi o wielkie plony przecieć). Stoicie ponadto równo po stronie własnej ciemnoty – dopalacze nie są w pełni przebadane, bo n i e b y ł o n a t o c z a s u ! I dalej nie ma, bo narkotykowy głód, albo nuda, robi popyt. Gdzieś tu wyczytałem – alkoholizm typu delta. Nie tylko w fej wersji. Może zrobicie jakieś statystyki związane z uzależnieniami, skutecznością wychodzenia z nałogu, jak się zaczyna, ale i tak pojawi się stado ludzi zmieniających statystykę na jedynie słuszną... Propagujecie ćpanie, nie zażywanie – nawet leki na kaszel, bo ostatecznie są również miekkim narkotykiem. W naszym kraju produkcja amfetaminy jest czołowa, na marszu legalizacyjnym marihuanę są dilerzy, i marihuany(handel marihuana – raz), i amfetaminy(dwa – ciężki narkotyk)! Widać jak czyste i jakże oświecone jest to środowisko. A co do robienia z konopi paszy czy papieru. Odmiany nie muszą być narkotyczne, by miały grubszą łodygę czy szerokie liście
Anonim (niezweryfikowany)
Przeczytałem tajny raport WHO na temat szkodliwości marihuany, polecam lekturę. Jeżeli chodzi o nielegalność marihuany to polecam podejście demokratyczne (konformistyczne): rób to co wszyscy i przestrzegaj prawa w takim stopniu jak wszyscy twoi znajomi. :D
Anonim (niezweryfikowany)
zdelegalizowac piwo, bo od piwa mozna zostac . . . alkoholikiem fakt chleja lub cpaja ludzie majacy marne zycie lub zla sytuacje rodzinna zreszta robta co chceta!