REKLAMA




Syn Escobara dla Fakt24: w chwili śmierci ojca chciałem być taki jak on

Pablo Escobar był najsłynniejszym, najbrutalniejszym i najzamożniejszym przestępcą drugiej połowy XX wieku Na swoim sumieniu miał tysiące osób. Syn narkobossa - Juan Pablo Escobar (obecnie: Sebastián Marroquín) niedawno wydał książkę pt. „Mój ojciec Pablo Escobar”, w której przedstawił wiele szokujących informacji z jego życia. W rozmowie z Fakt24.pl zdradził dlaczego nie poszedł w ślady ojca.

Pablo Escobar był najsłynniejszym, najbrutalniejszym i najzamożniejszym przestępcą drugiej połowy XX wieku. Jego narkotykowy kartel z Kolumbii zmonopolizował światowy handel kokainą, dzięki czemu Escobar zdołał zgromadzić na koncie ok. 30 miliardów dolarów! Na swoim sumieniu miał tysiące osób. Kogo nie potrafił przekupić, zabijał. Swą "dobroczynnością" zdobył poparcie niższych warstw społecznych. To zagwarantowało mu bezkarność i dostęp do władzy (w 1983 r. został nawet posłem do kolumbijskiego Kongresu). Biedni widzieli w nim bohatera. Ale nie tylko oni. Uwielbiała go też rodzina. Syn narkobossa - Juan Pablo Escobar (obecnie: Sebastián Marroquín) niedawno wydał książkę pt. „Mój ojciec Pablo Escobar”, w której przedstawił wiele szokujących informacji z jego życia. W rozmowie z Fakt24.pl zdradził dlaczego nie poszedł w ślady ojca.

Fakt24.pl: W 2014 ukazał się pana film „Grzechy mojego ojca”, w którym poświęcił pan dużą uwagę ofiarom Pabla Escobara. Dlaczego teraz zdecydował się Pan wydać książkę?

Sebastián Marroquín: - Czułem potrzebę przekazania rodzinom ofiar prawdy, ponieważ ta oficjalna nią nie jest. Chciałem też, by mój syn poznał prawdziwą historię swojego dziadka z dala od kłamliwych medialnych doniesień, które w większości skupiają się na jego działalności przestępczej. Ale przede wszystkim pragnąłem zostawić wiadomość młodym ludziom, by nie powtarzali życiorysu mojego ojca.

W filmie dzieci zamordowanych liderów Luisa Carlosa Galana i Rodriga Lary Bonilli powiedziały panu, że pan też jest ofiarą. Rzeczywiście się nią Pan czuje?

- Nigdy tak się nie postrzegałem ze względy na szacunek do ofiar mojego ojca.

Czy Pana ojciec kiedykolwiek żałował, że jego decyzje pochłonęły tyle ofiar?

- Niestety nigdy nie widziałem go skruszonego.

W książce dał się pan poznać, jako dojrzały mężczyzna mimo nastoletniego wieku. Ale po śmierci ojca miał Pan chwile załamania. Wydano na pana wyrok śmierci. Czy w chwilach zwątpienia nie myślał pan, by się poddać tej machinie i zająć się tym czym zajmował się pana ojciec?

- Oczywiście, w chwili śmierci ojca miałam pragnienia pozostania drugim Pablem Escobarem. Jednak szybko mi te ambicje przeszły. Zrozumiałem, że nie chciałbym prowadzić takiego życia. Powtarzać tej historii.

Jak sam Escobar radził sobie ze swoją naturą? Niełatwo być jednocześnie mordercą i Robin Hoodem…

- Jego życie było pełne sprzeczności. By młodzież nie miała czasu na narkotyki, budował dla nich boiska sportowe – paradoksalnie z pieniędzy ze sprzedaży kokainy. Nigdy sam nie brał narkotyków, a jest znany jako największy boss narkotykowy na świecie.

Ze znanych opracowań i filmów dokumentalnych jasno wynika że Pablo Escobar zginął z rąk policji. Pan ma inną wersję wydarzeń. Jaką?

- Mój ojciec popełnił samobójstwo. W trakcie szturmu strzelił sobie w ucho. Zdecydował się na ten krok, by uwolnić nasza rodzinę, która była zakładnikami Kolumbii. To się stało zaraz po naszym przymusowym powrocie z Niemiec. Kolumbia żądając naszego powrotu do kraju skazała nas na pewną śmierć. Według mnie policja nie brała udziału w operacji zlikwidowania mojego ojca. Na miejscu była grupa gangsterów Los Pepes dowodzonych przez Carlosa Castaño. Zatem mój ojciec zginął w porachunkach między gangami.

Nie chciał pan pomścić ojca?

- Nie, nigdy nie miałem takich planów. Zawsze mi powtarzał, że mam szansę na inna przyszłość. Przez dostęp do nauki mogę zmienić swoje życie i pokierować nim zupełnie inaczej niż on.

Po śmierci ojca musiał się pan zmierzyć z dość kuriozalnym problemem. Odezwał się do pana sobowtór, proponując współpracę. Wydaje się, że media kolumbijskie uwierzyły oszustowi, bo nawet pojawił się popularnym programie telewizyjnym. Jak zakończyła się ta historia?

- Oszust - José Pablo Rodríguez groził, że zabije moją rodzinę i mnie jeśli nie będziemy siedzieć cicho. Całą tę historię z moim sobowtórem wymyślił mój stryj Robert Escobar, który był także informatorem DEA (amerykańskiej agencji rządowej, której zadaniem była „walka z narkotykami”– przyp. Redakcji.). Oczywiście sprawa została nagłośniona, a sobowtór zdemaskowany. Zgłosiłem to do mediów, a także do władz kolumbijskich, USA i Argentyny.

Escobar Henoa to firma odzieżowa, którą pan założył. Na koszulkach wykorzystał Pan niepublikowane dokumenty ojca. Choć przesłanie marki miało być pokojowe, spotkał się pan ze sporą krytyką. Dlaczego nie zdecydował się pan wycofać linii ubrań?

- Dla mnie krytykowanie przesłania o pokoju w zestawianiu z milczeniem na temat seriali telewizyjnych, które gloryfikują przemoc mojego ojca i zachęcają młodzież do działalności przestępczej jest dość niepoważne. Marka jest wciąż żywa i będzie nadal pomimo jakiejkolwiek krytyki.

Pana ojciec choć handlował narkotykami, sam ich nie zażywał. Pana wyedukował w tej kwestii, gdy miał pan 8 lat. Łatwa dostępność narkotyków sprawiła, że stały się one dla Pana mniej ciekawe, a nawet nieatrakcyjne. Czy uważa pan, że legalizacja narkotyków przyniosłaby większe korzyści?

- Wojna przeciwko narkotykom to przede wszystkim stracone lata. Wprowadzone zakazy paradoksalnie dają więcej władzy przestępcom. Właśnie dzięki zakazom gangsterzy mają więcej pieniędzy oraz dostęp do broni. Dzięki nielegalnemu handlowi narkotyków szerzy się także korupcja.

W Polsce mamy problem z legalizacją leczniczej marihuany, która pomaga w uśmierzeniu bólu osobom ciężko chorym. Jakie, według Pana, argumenty mogły by przekonać polskie władze do zmiany zdania?

- W Kolumbii synowie Galana (kandydat na prezydenta zamordowany przez mojego ojca) są zwolennikami legalizacji narkotyków. Zrozumieli, że ich ojciec został zabity właśnie za ich prohibicję. W Kolumbii jest już zatwierdzona ustawa, która reguluje sprzedaż marihuany. Istnieje również projekt ustawy, by zrobić to samo z kokainą. W USA w stanie Kolorado można legalnie kupić marihuanę. Dzięki opodatkowanej używce władze stanu mogą zgromadzić biliony dolarów, które mogą inwestować choćby w edukację (co jest najbardziej wydajną i skuteczną metodą przeciwko narkotykom, ale niestety rzadko wprowadzaną). Nasuwa się pytanie do władz: W czyich rękach są pieniądze? Bo wiadomo, że nikt tego nie przepuści. W rękach przestępców? Czy polityków?

Mieszka pan teraz w Argentynie. Czy czuje się pan tam bezpiecznie? Czy ochrona jest niezbędna?

- Chroni mnie jedynie Bóg. Nigdzie na świecie nie mogę czuć się bezpiecznie.

Co dziś chciałby pan powiedzieć swojemu ojcu?

- Chciałbym mu powiedzieć, że kocham go bezwarunkowo.

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)