REKLAMA




Śląski król amfetaminy czeka na proces

Opowieść o "Ogryzku", który handlował amfetamina w megahurcie.

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza Katowice
Marcin Pietraszewski

Odsłony

2928
Prokuratura Okręgowa w Katowicach zakończyła śledztwo przeciwko "Ogryzkowi" - człowiekowi, który sprzedał w naszym regionie narkotyki o wartości ponad 4 mln zł, i jego ludziom.

- Panowie, to amfetamina pierwsza klasa. Bierzecie kilogram za ekstracenę? - pytał niepozorny 49-letni mężczyzna. Nie miał pojęcia, że jego kontrahentami są zakamuflowani agenci CBŚ.

Tak zakończyła się przestępcza kariera Marka B., ps. "Ogryzek", człowieka, który sprzedał w naszym regionie narkotyki o wartości ponad 4 mln zł. Z naszych informacji wynika, że na "Ogryzka" przez kilka lat polowali nie tylko antynarkotykowi funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, ale również policjanci z wydziałów kryminalnego i przestępstw gospodarczych. Prokuratura Okręgowa w Katowicach zakończyła śledztwo przeciwko "Ogryzkowi" i jego ludziom. Jego proces z zachowaniem nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa rozpocznie się wkrótce przed Sądem Rejonowym w Katowicach.

Przestępca-orkiestra

- To był człowiek-orkiestra: łamał wszystkie możliwe przepisy, jeżeli mogło to przynieść forsę. Prawdziwych kokosów dorobił się jednak na handlu narkotykami - przyznaje jeden z oficerów śląskiej policji.

"Ogryzek" pochodzi z Będzina. Tam też popełnił pierwsze przestępstwo: kradzież z włamaniem. Potem był rozbój z uszkodzeniem ciała i dalsze kradzieże. Mimo braków w wykształceniu przejawiał naturalną smykałkę do interesów. Tyle że nielegalnych.

W latach 80. B. zaczął na ogromną skalę handlować dewizami. Miał nawet ludzi, którzy pracowali dla niego. Pod katowickim Peweksem poznał Zbigniewa Sz., ps. "Simon", późniejszego domniemanego szefa mafii śląskiej. Zdaniem oficerów zwalczających przestępczość gospodarczą obaj mężczyźni nigdy się nie zaprzyjaźnili, bo byli jak dwa przeciwległe bieguny: z jednej strony zawsze elegancki i kulturalny "Simon", z drugiej prosty i brutalny "Ogryzek". Wiadomo jednak, że szanowali się nawzajem.

Wypluty, jak ogryzek

Marek B. lubił się zabawić i to czasami w najprymitywniejszy sposób. Nie wylewał przy tym za kołnierz. Alkohol mocno go wyniszczył, stąd też wziął się jego pseudonim. Ludzie, którzy pierwszy raz go spotkali, twierdzili potem, że jest najbardziej cherlawym człowiekiem, jakiego widzieli. Ktoś określił, że jest "wypluty, jak ogryzek".

Ksywa bardzo szybko przyjęła się w półświatku, jednak niewiele osób odważyło się z niej wyśmiewać. Za bardzo bali się ataków furii B, a ten z czasem sam zaczął oficjalnie używać nowego pseudonimu.

- Kiedy spotkałem go pierwszy raz, przedstawił się krótko: "Ogryzek jestem". Gdy zapytałem go o imię, zbył mnie hasłem "po prostu Ogryzek" - mówi osoba dobrze znająca powiązania w śląskim środowisku przestępczym.

Oficjalnie bezrobotny

Na początku lat 90. Marek B. razem z żoną przeniósł się na katowickie osiedle Tysiąclecia. Kupił tam nie rzucające się w oczy mieszkanie, a żona otworzyła niewielką firmę transportową. Oficjalnie "Ogryzek" był bezrobotny, nieoficjalnie na gigantyczną skalę zaczął rozkręcać narkotykowy biznes. Policja podejrzewała go również o kradzieże samochodów.

Mimo że wódka go wykańczała, handlujący narkotykami B. był bardzo ostrożny. Unikał sprzedawania towaru ludziom, których nie znał i nie bawił się w detal. - Był megahurtownikiem i sprzedawał środki odurzające na kilogramy - wyjaśnia oficer śląskiego zarządu CBŚ.

Bardzo szybko Marek B. został śląskim królem amfetaminy. Całkowicie zmonopolizował rynek dostaw tego narkotyku w naszym regionie. Po towar zaczęli do niego przyjeżdżać gangsterzy nie tylko ze Śląska, ale również z Wybrzeża i Warszawy. O "Ogryzku" słyszeli wszyscy mafijni bossowie w kraju. Janusz T., ps. "Krakowiak", szef największego gangu na południu Polski, dał mu wolną rękę. Z zamian B. dostarczał mu najwyższej jakości amfetaminę, którą sprzedawano potem w agencji towarzyskiej w Koninie.
- Jesteśmy przekonani, że "Ogryzek" miał własną wytwórnię narkotyków oraz tabletkarnię. Niestety, nie udało się nam ich rozbić - przyznaje oficer CBŚ.

Przechowajcie tę walizkę

B. wiedział, że policja robi wszystko, żeby go dopaść. Pewnego dnia kazał żonie wynieść do sąsiadów ogromną walizkę pełną trefnego towaru.

- Mogą nam ją państwo na jakiś czas przechować, bo my już nie mamy miejsca w mieszkaniu? Tam są tylko jakieś niepotrzebne duperele - z niewinnym uśmiechem na twarzy Grażyna B. bezczelnie okłamała sąsiadów. Uczynni ludzie nie mieli pojęcia, że w środku były narkotyki, dwa magazynki do pistoletu maszynowego Uzi, amunicja oraz kradzione dokumenty.

W połowie lat 90. "Ogryzkowi" powinęła się noga: zatrzymano go pod zarzutem fałszerstwa. Nikogo jednak nie wsypał. Przez kilkanaście tygodni siedział z Janem R., znanym przemytnikiem kolumbijskiej kokainy. Potem szybko wyszedł na wolność, kupił mercedesa i zaczął budowę willi w maleńkiej wiosce Preczów.

To się, koleś, doigrałeś

Z naszych informacji wynika, że w 1997 r. Marek B. pojechał do Zakopanego. Miał się tam spotkać z przedstawicielami świata przestępczego stolicy. Chodziło o rozszerzenie współpracy w handlu narkotykami. Gangsterzy wypili wtedy morze wódki. Na koniec libacji jeden z przyjezdnych zaczął się nabijać z "Ogryzka". Ten, kompletnie pijany, nie wytrzymał.

- No to się, k...a, koleś, doigrałeś - wybełkotał, wyciągając zza paska pistolet. Przyłożył go do głowy delikwenta i bez wahania pociągnął za spust. Strzał nie padł tylko dlatego, że broń się zacięła. Po chwili B. leżał już na ziemi, a warszawiacy kopali go po całym ciele. Poważnie uszkodzili mu oko.

Na miejsce prawie natychmiast przyjechała policja. Dzięki pomocy jednego ze znanych śląskich adwokatów "Ogryzkowi" zarzucono tylko nielegalne posiadanie broni, a mężczyzna, którego B. chciał zastrzelić, odmówił składania zeznań.

Towar najwyższej jakości

Prowadzący śledztwo przeciwko "Ogryzkowi" oficerowie śląskiego zarządu CBŚ postawili sobie za punkt honoru ostateczne przyskrzynienie gangstera. "Gazeta" dowiedziała się, że w końcu 1998 r. otrzymali zezwolenie ministra sprawiedliwości oraz szefa śląskiej policji na dokonanie zakupu kontrolowanego. To była pierwsza tego typu operacja w naszym regionie. Ściśle zakamuflowani agenci, podający się za handlarzy narkotyków, po długim rozpoznaniu i bez wzbudzania podejrzeń zdołali w końcu dotrzeć do króla amfetaminy.

- Panowie, to jest towar najwyższej jakości. Bierzecie, czy nie? - zachwalał na jednym z katowickich parkingów "Ogryzek". Nie miał pojęcia, że jego kontrahentami są polujący na niego funkcjonariusze. Za 22 tys. zł sprzedał im ponad kilogram amfetaminy oraz 1000 tabletek pemoliny. Kilka tygodni później ponownie spotkał się z agentami CBŚ i ponownie ubił z nimi interes.

Kupione od "Ogryzka" środki odurzające zostały zabezpieczone na wniosek prokuratorów z wydziału ds. walki z przestępczością zorganizowaną katowickiej Prokuratury Okręgowej.

Decyzja: zwijać

Policja zaczęła obserwować najbliższych współpracowników Marka B. Drobiazgowo zbierano dalsze dowody przeciwko nim. W końcu wiosną 1999 r. zapadła decyzja: zwijać.

Do zatrzymania Marka B. wytypowano najlepszych ludzi. Agenci CBŚ mieli wsparcie kompanii antyterrorystycznej. Przez cały dzień jeździli za "Ogryzkiem". Wracający do domu w nocy gangster nawet nie zauważył, jak został otoczony. Był kompletnie pijany. Świadomość wróciła mu dopiero na komendzie, gdzie dołączyła do niego żona.

- W mieszkaniu sąsiadów B. znaleźliśmy pozostawioną na przechowanie walizkę, a na jednym z parkingów w Dąbrowie Górniczej malucha, w którym znajdował się świetnie zakamuflowany podręczny magazyn narkotyków. Auto było tam bezpieczne, bo śląscy złodzieje mieli przykazane, że nie wolno go ruszać - mówi oficer CBŚ.

Krótko po zatrzymaniu B. w pobliżu jego willi w Preczowie doszło do strzelaniny. Policja usiłowała zatrzymać tam kuriera, który nieświadom policyjnej czystki przyjechał po nową partię narkotyków.

- Pamiętam, że podjechało tam jakieś zachodnie auto i wtedy jak spod ziemi wyskoczyli antyterroryści z okrzykiem "stać policja". Któryś z nich rzucił nawet granat, padło kilka strzałów - wspomina jeden z sąsiadów "Ogryzka". Prowadzący auto młody chłopak zdołał się jednak wyrwać z policyjnej zasadzki. O mało nie przejechał kilku funkcjonariuszy. Zatrzymano go dopiero kilkanaście kilometrów dalej.

Tylko my się trzymamy

Na ławie oskarżonych zasiądą nie tylko boss i jego żona, ale również sześciu jego najbliższych współpracowników.

- Zarzuciliśmy im sprzedaż 20 kg amfetaminy oraz znaczne ilości extasy i innych środków odurzających - wyjaśnia prokurator Leszek Goławski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Sam Marek B. sprzedał 150 tys. działek amfetaminy o wartości przekraczającej 4 mln zł.

"Ogryzek" zasiada również na ławie oskarżonych w głównym procesie gangu "Krakowiaka". W czasie dwóch pierwszych rozpraw z dumnie podniesioną głową przyglądał się kolegom. Do nikogo nie odezwał się ani jednym słowem.
- K...a, Marek! Tylko my się trzymamy, a reszta pękła - krzyknął do niego "Krakowiak", który na widok "Ogryzka" przerwał na chwilę atak szału.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

ja (niezweryfikowany)
No cóż mieszkam w Preczowie od urodzenia ok 20 lat i nigdy nie słyszałam o podobnym zdarzeniu.Ale cóż tu pisać takie rzeczy się zdażają, nawet w tak małej miejscowości jaką jest Preczów.W Preczowie narkotyki były, są i będą napewno-taka jest u nas młodzież.
Zajawki z NeuroGroove
  • Mieszanki "ziołowe"
  • Yerba mate

Wiek: 19 lat

Waga: 74kg

Wzrost: 1,86

Płeć: Mężczyzna

Wyposażenie:

Kokolino miętowe 0,25g

Koko Cherry 0,25g

mad dog 0,25g

2 Wina "Porzeczkowy smak"

Doświadczenie:

MJ,energy snuffs,tabsy,kocimiętka,mieszanki ziołowe,alkohol,psychodelic pills, euforic pills, energy pills

  • 4-HO-MIPT
  • Pierwszy raz

Mieszkanie znajomego

Pewnego wieczoru, gdzieś w ciemnych zakamarkach forum, dowiedziałem się o magicznej substancji nazywanej homikiem. Wydała mi się bardzo interesująca, szczególnie opisy typu "zjadłem 100mg, wszedłem pod prysznic i miałem wrażenie, że odkurzam wilgoć". Zauważyłem też, że owa substancja została doceniona przez Sashę Shulgina, toteż po przeanalizowaniu ryzyka, plusów i minusów - napisałem do jednego z kosmicznych vendorów, który w tamtych czasach siał furorę. 

 

  • MDMA (Ecstasy)

  • Grzyby halucynogenne
  • Pozytywne przeżycie

Nastawienie bardzo pozytywne, gralnia i dużo więcej ludzi (praktycznie sami artyści) niż się spodziewałem.

Witam. Przedstawiam krótką relację z pewnego hipotetycznego wydarzenia. Zapraszam wszystkich ciekawskich, ale nie wścibskich do lektury.

 

   Zakupione 100 świeżutkich grzybków od pewnego podróżnika czekało 2 dni na weekend, bym wyruszył na spotkanie z kosmicznym duchem zaklętym w tych szczuplutkich, wysokich, ale jakże malutkich istotach rodzaju nijakiego, bądź takowego. Plan był na 50 Łysiczek, jednak podróżnik ów powiedział, że 20 już robi magię. Ok, - pomyślałem - więc wrzucę 30. W końcu to pierwsze spotkanie z naszym polskim dobrem psychodelicznym. 

 

randomness