Raport pisany tak na bieżąco jak tylko się dało xD
17;30
Właśnie wracam od dila, który wisiał mi przerobek . Z kushowym topkiem w kieszeni wsiadam w autobus; czeka mnie ciekawa noc.
Dziesięć osób stanie przed sądem za rozprowadzanie narkotyków w Krakowie.
Dziesięć osób stanie przed sądem za rozprowadzanie narkotyków w Krakowie. Prokuratura mogła skierować do sądu akt oskarżenia przeciwko nim, bo biegłemu udało się rozszyfrować specyficzny slang podsłuchany przez policję.
Narkotykowych dilerów rozpracowali policjanci z krakowskiego oddziału Centralnego Biura Śledczego. Pomógł w tym telefoniczny podsłuch. W policyjną pułapkę wpadli zarówno dilerzy, jak i osoby zaopatrujące się w narkotyki. Oskarżeni działali w specyficzny sposób. Narkotyków - głównie marihuany - nie rozprowadzali w lokalach, dyskotekach czy nocnych klubach. Kontakt z dostawcą był telefoniczny, a odbiorcami mogli być wyłącznie klienci z polecenia. Dilerzy mieli wynajęte mieszkanie, w którym przechowywali i porcjowali narkotyki. Tutaj też można je było, po wcześniejszym telefonicznym zamówieniu, ostatecznie odebrać.
Do oskarżenia narkotykowej szajki nie wystarczyło jednak samo nagranie rozmów dilerów z klientami i dostawcami. Ci bowiem nie mówili wprost o tym, co robią, ale posługiwali się specyficznym slangiem. Kluczem okazało się powołanie biegłego, który rozszyfrował poszczególne określenia padające w rozmowach między oskarżonymi. Ekspert ustalił, że na przykład mówiąc o marihuanie, posługiwano się określeniami "żywopłot", "natka", "kwiatek", "siejucha" czy też "bekan". Haszysz to "grudziąc", "czekoladka", "ziemia", a kokaina to "koko dżambo", "biała dama" lub po prostu "coś bardzo fajnego". Gdy towar był odpowiedniej jakości i ilości, mówiono, że "wali w łeb".
Dwoje z podejrzanych - którzy zajmowali się obrotem narkotykami - przebywa w areszcie. Pozostali podejrzani to mężczyzna, który użyczył mieszkania, oraz siedem osób zaopatrujących się u dilerów. Wśród nich jest matka i syn. Cała siódemka dobrowolnie poddała się już karze. Policja tropi jeszcze dostawców narkotyków.
Spodziewane fajerwerki, gotowość na miażdżącą bombę psychodeliczną i nocny trip, siostra w domu, pizga, bo grudzień. Ogólnie od rana pozytywnie i obiecująco.
Raport pisany tak na bieżąco jak tylko się dało xD
17;30
Właśnie wracam od dila, który wisiał mi przerobek . Z kushowym topkiem w kieszeni wsiadam w autobus; czeka mnie ciekawa noc.
Cała akcja miała miejsce w lato, bodajże 2 lata temu. Poszliśmy
z kolegami nad rzekę w takie fajne miejsce, gdzie spotykała się
punkowa młodzież. Wielu rzeczy nie pamietam z racji tego ze to
bylo dawno temu. Wzieliśmy ze sobą mary jane. Wtedy paliłem
jeszcze rzadko, więc po każdym upaleniu miałem...super stan:) Tego
dnia mialem jednak trip życia:} Pamietam że jakiś czas po
spaleniu zioła, zrobiło mi sie trochę słabo. Postanowiłem więc
Substancja: cannabis (1/3grama pachnącej, naturalnej marihuany).
W&N (Wystrój I Nastrój): początki jesiennej chandry gdzieś na bezdrożach.
Doświadczenie: cannabis, łysiczka lancetowata, chloroform, salvia i kilka innych dziwnych substancji.
Podobno "Polacy są tak agresywni, dlatego, że nie ma słońca" - coś w tym jest bo ilekroć przychodzi jesień nachodzi mnie wielka chandra. Co roku coraz mocniej czuję, że kolejnej zimy w naszym klimacie nie przetrzymam.
"Nie pozna ten, kto nie spróbował"
We wrześniu 2003 roku rozmawiałem ze swoją dziewczyną o spróbowaniu tabletki XTC. Chcielismy wziąć je na nadchodzącej imprezie technicznej dosyć dużego formatu. Ostatecznie jednak nie wzięliśmy gdyż moja dziewczyna nie chciała (mieliśmy układ-albo jemy razem albo wogóle).
Życie szło dalej. Z dziewczyną sie rozstałem.
Komentarze