Pozostałości nielegalnej destylarni whisky w szkockim Highlands

Dobrze, że wcześniej nie znalazła tego skarbówka, bo zniszczyłaby ten piękny kawałek historii. Na szczęście przetrwał i dostarczył silnego dowodu, że kamienna struktura w Ben Lawers National Nature Reserve służyła do nielegalnej produkcji whisky.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Kopalnia Wiedzy | Mariusz Błoński

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

24

Dobrze, że wcześniej nie znalazła tego skarbówka, bo zniszczyłaby ten piękny kawałek historii. Na szczęście przetrwał i dostarczył silnego dowodu, że kamienna struktura w Ben Lawers National Nature Reserve służyła do nielegalnej produkcji whisky.

National Trust for Scotland National Trust for Scotland

W latach 80. XVIII wieku w Szkocji zakazano nielicencjonowanej produkcji whisky. Wielowiekowa wytwórczość, z której utrzymywało się wiele gospodarstw, stała się nielegalna. Ci, którzy nie chcieli dostosować się do zakazu, przenosili swoje destylatory w odludne miejsca, ukrywając się przed ścigającymi ich przedstawicielami prawa. Na początku XIX wieku w okolicach dzisiejszego Ben Lawers NNR toczyła się prawdziwa wojna na spryt pomiędzy funkcjonariuszami skarbówki a producentami nielegalnej whisky.

Znalezienie w tych górzystych odludnych okolicach nielegalnej destylarni nie było łatwe. Osoby, które produkowały whisky w tym miejscu musiały bardzo dobrze wybierać lokalizację, by upewnić się, że nikt jej nie odkryje. Ci, którzy wybudowali ten szałas, dobrze wiedzieli, co robią. Wybrali zakole strumienia Lawers Burn, gdzie byli ukryci zarówno od strony dolnego, jak i górnego biegu. Niewykluczone, że miejsce to nigdy nie zostało odkryte. Gdyby bowiem znaleźli je funkcjonariusze, destylator zostałby zabrany i zniszczony. Fakt, że znaleziono tę część wskazuje, że destylator został pospiesznie rozłożony na części. Prawdopodobnie osoby produkujące whisky dostrzegły w okolicy funkcjonariuszy.

Zgubiona część odpowiada starej ilustracji, która identyfikuje ją jako „An Gearradan”, kołnierz łączący ramię odprowadzające z głowicą aparatu destylacyjnego. Potwierdzenie można zaś znaleźć w pochodzącym z początku XX wieku słowniku gaelickiego, który szczegółowo opisuje poszczególne części „A Phoit-dhubh” (dosł. czarny garnek), czyli destylatora.

Miedziany kołnierz znaleziono w pobliżu starannie zbudowanego paleniska ze śladami spalania, biegnącego pod podłogą kanału odpływowego przykrytego kamieniami oraz belkę podtrzymującą dach. Całość została pogrzebana, gdy runęły kamienne ściany niewielkiego szałasu.

Na ternie Ben Lawers National Nature Reserve znanych jest jeszcze pięć innych szałasów, w których odbywała się nielegalna destylacja. Jednak ten opisywany jest jedynym, przy którym znaleziono fragment destylatora.

Recepturę produkcji whisky opracowali w średniowieczu mnisi ze Szkocji lub Irlandii. Z produkcji alkoholu utrzymywało się wielu dzierżawców w regionie Highlands. W 1644 roku szkocki parlament nałożył pierwsze podatki na whisky. Dopiero jednak zdelegalizowanie nielicencjonowanej produkcji spowodowało, że zeszła ona do podziemia.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Szałwia Wieszcza

tuż po północy położyłem się spać. jednak nie udało mi się zasnąć i... ciekawość zwyciężyła - spróbuję pierwszy raz w życiu salvii. zapaliłem lampę, przygotowałem sobie walkmana, woreczek z ususzonymi kilkoma liścmi salvii (thx, F.!) oraz lufkę (taką zgiętą do góry). ustawiłem taśmę na utwór green nuns of the revolution - "megallenic cloud" - stary, wykręcony psytrancowy kawałek, którego lubię słuchać zawsze i wszędzie (i w każdym stanie :)). trochę się bałem, bo w sumie ciężko się czułem cały dzień, byłem już na dobre zmęczony no i nie wiedziałem jak salvia na mnie podziała.

  • Bad trip
  • LSD-25
  • Marihuana

Domowe Zacisze z przyjacielem, pusta chata na wsi, rodzina wyjechała. Nastawienie pozytywne.

Trip ten miał miejsce około 4 lata temu, skutki tego przeżycia odczuwam w małym stopniu do dziś. Jako, że było to dawno temu i działo się wtedy bardzo dużo, przy czym background też jest ważny, postaram się utrzymać fakty zwięźle i rzeczowo.

Background:

  • Amfetamina
  • Kofeina
  • Nikotyna
  • Retrospekcja

Nastawienie jak zazwyczaj przy amfetaminie: podniecenie, ekscytacja. Miejsca przyjmowania: Katowice, dwór oraz mój dom.

No cóż, jestem uzależniony od amfetaminy. Tak naprawdę zacząłem w lutym 2021r. brać nałogowo. Do dzisiaj, czyli do listopada 2021r., zdarzały mi się naprawdę nieduże przerwy. Najdłuższa była w maju do czerwca. Przyjechał kumpel z ośrodka, młodszy ode mnie i poleciałem znowu w lipcu. W sumie to teraz góra były dwa tygodnie bez amfetaminy. Kosztowało mnie to wykończeniem psychicznym, jak 2g wsunąłem pewnego pogodnego dnia w październiku. Nie było to dużo, a jednak bardzo negatywnie zadziałało na moją psychikę. Dwa tygodnie katorgi, myśli samobójcze i niepokój.

  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Dobry nastrój, podekscytowanie. Dom kolegi.

 Jestem po mojej pierwszej podróży. Wspomnę od razu, że na początku trip miał odbyć się w lesie, ale nie wypalił przez parę czynników. To nie ma znaczenia, natomiast wybór miejsca padł na dom kumpla.

 Słowem wstępu: tego, co doświadczyłem przez 4h podróży, tak mocno skondensowanych odczuć wręcz szaleństwa, nie dostarczyła mi żadna inna substancja. Odkryłem też, że jestem bardzo podatny na psylocynę i psylocybinę, ponieważ przy pierwszych wejściach już czułem, że będzie ostro i było. Mój trip był bardzo kontrastowy - dobra/zła strona, ale o tym zaraz.