REKLAMA




Jestem matką ćpuna

Najpierw narkotyki, potem dilerka. Co dalej?

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Krakowska
Halina Kraczyńska

Odsłony

4027

Czasami go nienawidzę, myślę sobie: idź chamie jeden za to co robisz, sobie i innym - do więzienia, niech cię nareszcie wsadzą! Ale potem robi mi się go żal. Przecież jestem jego matką. I muszę o niego walczyć, bo kto ma walczyć? - pyta jedna z mieszkanek Zakopanego, matka młodego człowieka, który używa narkotyków i rozprowadza je.

Pani Teresa jest zdesperowana. Mówi, że już nie ma na to wszystko siły, że czasem wydaje się jej, że zwariuje od tego ciągłego myślenia, walczenia, śledzenia, kłótni i strachu, że przyjdą po jej syna albo że znajdzie go gdzieś kiedyś... Była wszędzie, prosiła o pomoc policję, prokuratura, Stowarzyszenie "Rodzina" i nic. Nie żeby nie chcieli jej pomóc, ale chyba już nie potrafią. - Czasem wydaje mi się, że sytuacja jest już bez wyjścia, że tylko teraz trzeba czekać na ciąg dalszy. Ale jak myślę o tym dalszym ciągu to drętwieję cała i nie chcę myśleć. Wolę myśleć wtedy, jak jeszcze mogę pomóc swemu dziecku - mówi matka.

Problemy zaczęły się po śmierci ojca

Pani Teresa dokładnie wie, od czego wszystko z jej synem-narkomanem się zaczęło. Gdy był jeszcze w podstawówce zmarł mu ojciec. Od tego czasu - twierdzi - zaczęły się z nim kłopoty. - Jakby nie wiedział co dalej ma ze sobą zrobić, zamknął się w sobie. Związał się też z jakąś podejrzaną grupą w szkole. Moja wina też w tym może była, bo po śmierci męża zupełnie się załamałam. Zostałam sama z malutkimi dziećmi, nie szło się wtedy ze mną dogadać - przyznaje pani Teresa. - Skończyło się na tym, że wzięli syna do pogotowia opiekuńczego. Ale on tam ciągle płakał i wołał "mama", prosił żeby go zabrać do domu, bolał go żołądek. A ja płakałam razem z nim. Zabrałam go stamtąd. Sąd poszukał mu innej placówki: wyznaczył ośrodek dla trudnej młodzież w Łodzi. Ale ja stopniowo się jakoś z tego wszystkiego zaczęłam otrząsać. Syn poszedł do szkoły zawodowej, nawet się uczył, uspokoił się też. Zmieniła się jednak sędzina i chyba poczuła się dotknięta tym, że ominęłam sąd: nie powiadomiłam jej o szkole i o tym, że nie chcę, by dziecko trafiło do ośrodka. Stwierdziła, że skoro ona wystarała się o przydział, to on musi iść. Co ja wtedy w tym sądzie nie wyprawiałam! Wrzeszczałam, płakałam, latałam po tym korytarzu jak oszalała aż w końcu wyrzucili mnie stamtąd. Nic nie wskórałam: mus to mus! Powtórzyło się to, co było w pogotowiu: płakał i tylko siedział przy telefonie i wydzwaniał do mnie, żeby go stamtąd zabrać. Dzwonili do mnie z Łodzi i mówili : "niech pani coś zrobi!" Niecały miesiąc tam wytrzymał i uciekł. Ja głupia myślałam, że on tam ma dobrze, że skończy tam szkołę, czegoś się nauczy, bo były tam komputery. Ale syn po powrocie uświadomił mnie, jak tam było: "mamo, przecież tam jest fala!" I wtedy pomyślalam: "Boże, czy ja do reszty zgłupiałam?"

Był uzależniony i miał długi

Po ucieczce z ośrodka - twierdzi pani Teresa - było jeszcze gorzej niż po pogotowiu. Chłopak bał się, że po niego policja przyjdzie i zabiorą go z powrotem. - Na siedząco spał, okno miał ciągle uchylone i nasłuchiwał, czy po niego nie idą. Straszył mnie, że jak przyjdą, to on wyskoczy oknem. Poszłam na policję i opowiedziałam o tym wszystkim. I dali spokój. Poszłam też do sędziny, poradziła mi, żeby syn sam od siebie napisał pismo, że to dla niego nie jest żaden środek wychowawczy, że tylko może go zdemoralizować. Ośrodek zamieniono mu na kuratora. Syn się znowu uspokoił, przyszedł do siebie, ale do szkoły nie wrócił, tylko się z swoimi kolegami z dawnej podstawówki włóczył - opowiada pani Teresa. - Wtedy zaczęłam w jego kieszeniach znajdować coś ciemnego, jasnego. Po bramach z tymi kolegami zaczął wystawać, łazić gdzieś całymi dniami. Coś mi tu nie pasowało, zaczęłam się niepokoić, kontrolować go. I wszystko, co znalazłam w kieszeniach, zanosiłam do kuratora. Ale to, okazało się, nie były narkotyki. Tylko sproszkowane kakao, mąka ziemniaczana... Kurator poradził mi jednak, żebym miała na niego oko, bo czasem takie rzeczy noszą dla zmyłki. Uspokoił mnie przy tym, że mojego syna nie widzą w środowisku narkomanów.

Ale ten spokój nie trwał długo. Zmienił się kurator i nie wiadomo skąd, pewnie jakimiś swoimi kanałami - przypuszcza pani Teresa - dowiedział się, że jej syn jest uzależniony. - Myśłałam, że kręćka dostanę! Rozmawiałam z synem, zgodził się iść do "Rodziny" i pogadać. Tam przyznał się tylko do trawki. Dopóki miał kuratora, było w miarę spokojnie: po nocach się nie włóczył, przychodził do domu. Nawet znalazł pracę, bo nastawałam, żeby wreszcie coś robił. Miałam nadzieję, że jak zacznie pracować, to może jakoś inaczej sobie to wszystko poukłada - wyjaśnia pani Teresa.

Ale chłopak długo miejsca w pracy nie zagrzał. A kurator poinformował jego matkę, że syn ma bardzo duże długi.

Otwarcie w domu ćpał

- Gdy na wiosnę tego roku skończył 21 lat i kurator przestał się już nim zajmować, zaczęło się! Chodził jakiś zamyślony, przez trzy, cztery dni nie pojawiał się w domu. No to ja zaczęłam jeździć, szukać, śledzić, wypytywam o niego kolegów, w końcu zgłosiłam na policji któregoś razu, gdy się nie pojawiał przez dłuższy czas, że zaginął. Wtedy zauważyłam, że on jednak bywa w domu, ale gdy ja wychodzę. Kiedy się przypadkiem spotkaliśmy, zachowywał się okropnie: patrzył na mnie jakoś tak strasznie. Rozmowy z nim nie było w ogóle! Bez przerwy gdzieś dzwonił przez komórkę albo ktoś do niego dzwonił, wysyłał sms-y. I wtedy pomyślałam, że siedzi w tym po uszy! Poszłam do kuratora, choć on już nie zajmował się moim synem i prosiłam go: "Zrób pan coś, zamknij go, nastrasz!" Potem zauważyłam, ze chłopak jakiś strachliwy się zrobił, najwyraźniej czegoś się bał. Pomyślałam: on już z tego sam wyleźć nie może. Znalazłam ukryty w szafce słój grzybków, a potem to już się w ogóle przede mną nie krył. Weszłam do kuchni kiedyś, a on na stole rozłożył sobie marihuanę i jeszcze na mnie wrzeszczał, żebym mu tego nie ruszała. Otwarcie w domu palił. Znajdowałam w jego kieszeniach bilety do Krakowa. Jechał tam i zaraz wracał. Po co tam jeździł? Kurator przypuszczał, że jest "hurtownikiem". W jego notesie wyczytałam najróżniejsze adresy z całej Polski. Ze dwa razy zabrał mi pieniądze i powiedział, że musi spłacić długi. Prosiłam kuratora o pomoc. Poradził mi, bym im dała znać, jak będzie miał przy sobie większą ilość narkotyków. Oni go wtedy zamkną. Już nawet miałam takie chwile, że naprawdę chciałam, żeby go zamknęli. Ale potem pomyślałam, że przecież nie mogę własnego syna zamknąć na 10 lat!

Pani Teresa poszła do "Rodziny", ale tam terapeuta powiedział jej, żeby zajęła się sobą, a nie tylko... syn i syn. Tłumaczyła, że w ciągu 4 miesiący zrobił się z jej syna nie ten sam człowiek, że jest z nim coraz gorzej, że chce go z tego wyrwać jakoś. Usłyszała, że on sam musi do tego dojrzeć i zechcieć. Terapeuta podsunął jej jednak pomysł, by zwróciła się o pomoc do prokuratury, że może dadzą skierowanie na leczenie. - Zadzwoniłam do prokuratora, że ja w sprawie narkotyków, to on mi się zapytał, czy to ja handluję? Umówił się ze mną ostatecznie na spotkanie, ale ja nie poszłam - przyznaje pani Teresa.

Syn tonie...

Kłopoty z synem nasiliły się w sierpniu. - On tylko po mieszkaniu chodził w tę i z powrotem. Wychodził w nocy, wracał, znowu wychodził. Któregoś dnia wrócił ze strasznie rozwaloną aż do samej kości nogą. Sam tego sobie nie mógł zrobić - przypuszcza matka.

Pani Teresa załamała się kompletnie, gdy zobaczyła na własne oczy, jak jej syn handluje na Krupówkach narkotykami. Dowiedziała się też, że jest widywany w podejrzanym towarzystwie, na metach, gdzie policja nie raz zagląda. Syn otwarcie jej wyznał, że jest ćpunem. Kurator znowu ponowił propozycję, by dała im sygnał, kiedy będzie miał narkotyki, że trzeba go zatrzymać, a wtedy sąd da skierowanie na leczenie. Innej rady - twierdził kurator - w tym przypadku już nie ma.

- Jak ja mam na własne dziecko donieść? - pyta pan Teresa. - Poszłam do syna, żeby jeszcze raz z nim porozmawiać: "Słuchaj, mówię, jak było po śmierci ojca, tak było, ale potem się pozbierałam i zawsze w domu było jedzenie, czysto, ciepło... Tyś nie musiał w to wchodzić!". Nic się nie odezwał. Powiedziałam mu też, że ja tego, co on robi, że sprzedaje dzieciom to świństwo, nie zaakceptuję nigdy! I że może lepiej by było, żeby się wyprowadził, bo ja w oparach marihuany nie będę mieszkać. Mam przecież jeszcze młodsze dzieci i o nie też się boję, jaki to na nie może mieć wpływ - mówi pani Teresa. - Krewni poradzili mi, żebym sobie z nim dała spokój, nawet ze względu na dobro tych młodszych, bo jemu już nie pomogę. Ale ja nie mogę. Kto mu pomoże wtedy? Powiedział mi syn, że jakbym tak za nim nie chodziła i nie śledziła, to byłoby inaczej, ale jak ja miałam siedzieć spokojnie i nic nie robić? Głupieję już z tego wszystkiego. Widzę go na Krupówkach jak handluje. Idą te narkotyki jak ciepłe bułeczki, jak oscypki! Kiedyś do niego przyjechało samochodem na krakowskich czy katowickich rejestracjach dwóch starszych gości. Szukali go, pytali o niego sąsiadów, chodzili po werandzie. Ja mu mówię, że szukali go, a on mi się pyta: "Tacy starsi?" Więc chyba wiedział, kto go szuka! On jeszcze jak do podstawówki chodził, to chwalił się do mnie, że dużo wie o tych narkotykowych sprawach. I może rzeczywiście, wiedział, a oni go z tą wiedzą już od siebie nie puścili? Powiedział mi zresztą, że inaczej nie mógł zrobić! Widzę, że on się teraz boi. Pewnie go straszą, bo może te długi ma u tych, co go szukali? "Mamo, mówi mi niedawno, pożycz mi 100 zł, bo jak nie dasz, to tak dostanę, że nie wiem!". Widać, że go to wszystko męczy. On tonie. Jak go samego z tym wszystkim zostawię, to nie bedę miała co po dziecku zbierać!

Sprawą pani Teresy zajęła się Halina Zięba ze Stowarzyszenia "Rodzina". Oferowała pomoc, ale czy i na ile rozwiąże to problemy pani Teresy i jej syna - nie wiadomo.

Imię bohaterki naszego reportażu zostało zmienione

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

KillaBeeZ (niezweryfikowany)
a najsmiesniejsze w tym wszystkim jest to ze matka nie zauwaza ze syn jest uzalezniony nie od marihuanay tylko od hery albo koksu/fety :(
Anonim (niezweryfikowany)
<p>Istna beka.</p>
artur (niezweryfikowany)
uff, myslalem ze kolejna informacja o sukcesie organow scigania typu zabezpieczono 5g grozi 10 lat. A tu prosze, <br>dziennikarstwo na poziomie. <br> <br>Szkoda ze taka nieciekawa sytuacja, mam nadzieje ze gosc wkoncu zrozumie i zacznie szukac lepszej opcji na zycie. :/ <br> <br>
- (niezweryfikowany)
kniga pt. &quot;Już sie nie boję!&quot; <br>Frank Minirth, Paul Warren. <br>Strata kogoś bliskiego może być bardzo bolesnym ciosem, brak przewodnika, zagubienie, &quot;czy jest coś takiego złego co moge zrobić, żeby udowodnić, że...&quot;, itd.
kołaczny (niezweryfikowany)
dramatyczne,tylko szkoda ze w co drugim zdaniu jest o marihuanie:(otwarcie ćpal w domu:)kazdy lubi sie wyluzowac,a najlepiej jest w domu:)chlopak ma przypal,ale nie od gibonkow:)chyba ze cala historia jest zmyslona,bo nikt tego nie moze zweryfikowac:)pzdr
chil[u]m (niezweryfikowany)
..trudno przekonać kogoś,kto jest w ciągu od dłuższego czasu,żeby przestał brać. <br>Jeśli sam nie dojrzeje do takiej decyzji to ma kilka wyjść. <br>Szpital psychiatryczny,puszka,trumna. <br>Niewiele alternatyw. <br> <br>Poznałem na detoxie kiedyś ćpuna z Zakopanego. <br>Oni nie wiedzieli jak sie robi odpał ze słomy,bojechali na brownie. <br>Po towar walili do Krakowa. <br>Musiało się coś zmienić. <br> <br>Moze to nie Piotrek?
Zajawki z NeuroGroove
  • Chlorprothiksen
  • Tripraport

Nastawienie: Nic specjalnego, dzień jak codzień. Otoczenie: Początkowo dom póżniej plener.

[Z uwagi na nikłą ilość raportów o tej substancji - przepuszczam. Może kogoś odwiedzie od próbowania]

  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Dobry nastrój, podekscytowanie. Dom kolegi.

 Jestem po mojej pierwszej podróży. Wspomnę od razu, że na początku trip miał odbyć się w lesie, ale nie wypalił przez parę czynników. To nie ma znaczenia, natomiast wybór miejsca padł na dom kumpla.

 Słowem wstępu: tego, co doświadczyłem przez 4h podróży, tak mocno skondensowanych odczuć wręcz szaleństwa, nie dostarczyła mi żadna inna substancja. Odkryłem też, że jestem bardzo podatny na psylocynę i psylocybinę, ponieważ przy pierwszych wejściach już czułem, że będzie ostro i było. Mój trip był bardzo kontrastowy - dobra/zła strona, ale o tym zaraz.

  • Gałka muszkatołowa
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Halloween, mój dom. Jestem bardzo ciekawa jak wygląda trip na mirystycynie.

Wiek: 19 lat (48 kg)

Ilość: 50 g (2 gałki) świeżo startych

Oczekiwania: Pierwszy raz- przeżycie mistyczne

Ludzie: koleżanka S. i koleżanka P., brat K.

 

 

Pierwszy dzień. 30.10.2011.

  • 25C-NBOMe
  • Pierwszy raz

randomness