REKLAMA




Inna strona "Narcos": jak Escobar omotał futbol

Piłce kibicował i wkładał w nią miliony. Dla niej korumpował, bawił się, a potem zabijał. Kolumbia do dziś z trudem odkleja się od gęby Pablo Escobara i tego jak najpotężniejszy boss narkotykowy świata omotał tamtejszy futbol.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Onet Sport
Paweł Grabowski
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

149

Piłce kibicował i wkładał w nią miliony. Dla niej korumpował, bawił się, a potem zabijał. Kolumbia do dziś z trudem odkleja się od gęby Pablo Escobara i tego jak najpotężniejszy boss narkotykowy świata omotał tamtejszy futbol.

Michael Zimbalist, reżyser filmu "Dwóch Escobarów" mówi wprost: Pablo kochał piłkę. Jego siostra przyznaje, że w korkotrampkach przychodził na świat, i w korkotrampkach umierał. Brzmi to groteskowo, gdy przypomnimy sobie serial Netflixa i scenę strzelaniny na dachu jednego z domów w Medelin. Ale zdanie poszło w świat. Futbol przełomu lat 80. i 90. w Kolumbii to futbol Escobara - z zabijaniem sędziów i praniem forsy łącznie.

To zawsze działa tak samo. Tam, gdzie lud, tam potrzeba zdobycia respektu. Miał Pablo w ręku chleb, kwestią czasu było, kiedy dorzuci do tego igrzyska. Piłka była świetnym sposobem, by przekonać do siebie ludzi i usprawiedliwić czyny. Jednego dnia mordował polityków, drugiego - otwierał boiska. Był wtedy siódmym najbogatszym człowiekiem na świecie. Kontrolował 80 procent rynku kokainy. Do dziś mówi się, że zbudował imperium na liściach koki i ołowiu. A w tle zawsze fruwała piłka.

Fakty są od lat znane, ale dla przypomnienia odnotujmy: Escobar zabił trzech kandydatów na prezydenta Kolumbii. Wysadził w powietrze gmach Sądu Najwyższego. Przeprowadził atak bombowy na samolot z politykami. Grał ostro i skutecznie, proponując cywilom pieniądze za każdego zabitego policjanta. Brzmi to jak jakaś dystopia, ale wszystko wydarzyło się naprawdę. Syn nauczycielki i hodowcy bydła, człowiek z biedy, w pewnym momencie był tak obrzydliwie bogaty, że by uniknąć kary, zaproponował spłacenie zagranicznego długu Kolumbii. "Plata o plomo", czyli "srebro albo ołów" - z takim przesłaniem szedł przez świat i kroku nie cofał.

W tej smutnej rzeczywistości futbol był dla ludzi ratunkiem. A Escobar umiał czytać nastroje. Potrzebował piłki do prania forsy. W Kolumbii każdy kartel miał swoją drużynę, a całe rozgrywki przypominały komputerowe Fantasy League. Mogłeś wybrać każdego, bo było cię na niego stać. Kartel z Cali, drugi co do wielkości w kraju, sponsorował lokalną Americę. Escobar wybrał sobie Atletico Nacional Medelin. Ludzie żartowali, że najbezpieczniej w mieście jest wtedy, gdy trwa mecz. Wszyscy gangsterzy są wtedy na trybunach. Ale nawet tam zasada "plato o plomo" dała o sobie przypomnieć: w derbach z Americą w 1989 roku na zlecenie Pablo zastrzelono sędziego Alvaro Ortegę. W jego kierunku padło 20 kul. Mistrza nie przyznano, federacja zawiesiła rozgrywki.

To wtedy ktoś wpadł na pomysł, by stworzyć własną, samozwańczą ligę. Skoro kartel mógł kupić każdego, to dlaczego nie wyjść poza granice kraju i nie ściągać do siebie najlepszych? Już w latach 50. Kolumbia forsowała te rozwiązania. Skusił się nawet Alfredo Di Stefano i kilku arbitrów z Anglii. W latach 80. pomysł miał ewaluować. Mówiono o futbolowym Disneylandzie. Ale Escobar spasował, gdy za moment wygrał Copa Libertadores, odpowiednik europejskiej Ligi Mistrzów.

Wcześniej żadna drużyna z Kolumbii nie wtargnęła na ten szczyt. Ale i tutaj nie wszystko było fair. W półfinale z urugwajskim Danubio goryle Pablo porwali trójkę sędziowską i odpowiednio ich przeszkolili. Juan Bava, jeden z arbitrów, powiedział po latach, że gdyby Atletico tego meczu nie wygrało, to sam wziąłby piłkę i w 90. minucie uderzył w okienko. Tego dnia miał szczęście, bez niczyjej pomocy Kolumbijczycy wygrali 6:0. - Pablo skakał i krzyczał. Z każdym kolejnym golem wyłaził z siebie - mówił Jairo Velasquez Vasquez, pseudonim "Popeye", jeden z płatnych zabójców. - Nigdy nie widziałem go w takiej euforii. Zwykle był bryłą lodu.

Dzisiaj Atletico Medelin odcina się od tego ponurego okresu. Ale historii nie oszuka. Michael Zimbalist mówi: "nie można mówić o kolumbijskiej piłce, nie wspominając o narkotykach. To jak mówienie o Chicago Bulls, wycinając Michaela Jordana". Piłkarze Atletico dobrze wiedzieli, w czym uczestniczą. Kilku chciało zrezygnować z kariery. Ale piłka to w Kolumbii religia, a i strach przed gniewem Escobara też robił swoje. Oficjalnie "El Patron" nie pełnił w klubie żadnej roli. Dzisiaj jednak, gdy zerka się choćby na notkę zespołu na Wikipedii, jego nazwisko wybite jest wielkimi literami. Były trener drużyny, Francisco Maturana mówi: "prawie pół reprezentacji grało u nas. Ludzie wiedzieli, że to dzięki Pablo".

Być może jednym z piłkarzy, którzy nigdy nie zaistnieliby bez narkotykowego barona, był Rene Higuita. Świat poznał go jako futbolowego oszołoma, faceta z charakterystyczną fryzurą, który w meczu z Anglią w 1995 roku wykonał tzw. kop skorpiona. Urodził się w Medelin i to on obronił cztery rzuty karne w finale wspomnianego Copa Libertadores. Podobnie jak Escobar, wyszedł z biedy. Pewnie też dlatego nawiązała się między nimi taka nić. Higuita był jednym z pierwszych piłkarzy, którzy odwiedzili bossa w tzw. La Catedral. Miejsce te jest kolejnym wątkiem, który nie miał prawa się wydarzyć, ale w świecie Escobara, owszem wydarzył się. W 1991 roku Pablo wymusił na kolumbijskim rządzie zakaz ekstradycji i zgodził się pójść do więzienia. Ale jak to on - tylko na własnych warunkach. Otóż więzienie miał wybudować sam. Kilka miesięcy później stał tam m.in. basen i boisko do piłki. Całość bardziej przypominała hotel wakacyjny niż miejsce odsiadki.

I tu też w tle trzepotały siatki, słychać było gwizdki. Escobar zapraszał do siebie gwiazdy reprezentacji Kolumbii, by pokopały w meczu ze strażnikami. Członkowie kartelu w ten sposób obstawiali spotkania i zabijali nudę. W jednym z meczów zagrał nawet sam boss. Krył go niejaki Carlos Alvarez. Po latach wspominał to jako najtrudniejszy mecz w życiu. Zagrasz dobrze - dostaniesz kulkę. Odpuścisz, czyli nie okazałeś szacunku. I też kulka. Choć było to "więzienie", Escobar dalej mógł wszystko. Któregoś dnia przyjechał nawet Diego Maradona. "Zabrano mnie do więzienia z tysiącem strażników. Pomyślałem: co to do cholery? Aresztowali mnie? Po chwili okazało się, że to luksusowy hotel. Graliśmy w piłkę, a potem bawiliśmy się z najlepszymi dziewczynami, jakie widziałem w życiu. I to wszytko w więzieniu!" - wspominał po latach "El Diego".

Piłkarze reprezentacji Kolumbii rzadko opowiadali o wizytach u Escobara. Wyłamał się dopiero Higuita. W czynach barona nie widział nic złego. Opowiadał bajkę o współczesnym Robin Hoodzie. Przesiąkł narracją do tego stopnia, że wkrótce został łącznikiem mafiosów i trafił za kratki. Nie zagrał na mundialu w 1994 roku.

Jest w tym też pewien symbol. Czas, w którym Higuita ląduje w więzieniu, to też najgorszy rok dla całego narodu. Escobar nie żył już od pół roku. Kraj pogrążył się w rzezi między gangami. Mundial w Stanach Zjednoczonych miał być chwilowym wybawieniem. Do gry wchodziło być może najzdolniejsze pokolenie w historii: Carlos Valderrama, Freddy Rincon i Faustino Asprilla. Był też wśród nich Andres Escobar, obrońca, który wkrótce miał trafić do włoskiego Milanu. Nie trafił, bo kilka tygodni po mistrzostwach został zastrzelony w barze El Indio w Medelin. Poszło o gola samobójczego w meczu grupowym z USA. Droga od słownej sprzeczki do pociągnięcia za spust. Zginął od sześciu strzałów na oczach siedzącej obok partnerki. Na pogrzeb przyszło 120 tysięcy ludzi.

Dzisiaj Kolumbia ma już dość wracania do tej historii. Wie, że nieważne na ilu mundialach zagra, zawsze media wywleką najbrudniejsze karty z historii. Stereotyp jest jeden, a popkultura z otwartymi rękami przyjęła barwne historie o Pablo. Kraj do dziś pierze te brudy. Ale w sporcie powoli widać ścieżkę odnowy. Ostatni głośny przypadek prezesa klubu (Independiente Santa Fe) zamieszanego w narkotykowy kartel to 2007 rok. Od tej pory - cisza. W Medelin, dawnym piekle, rok temu odbyły się młodzieżowe igrzyska olimpijskie. Piłka doczekała się supergwiazd w postaci Jamesa Rodrigueza i Luisa Muriela. A jest jeszcze przecież szał na kolarstwo. 22-letni Egan Bernal, triumfator Tour de France, to nowy król dyscypliny i człowiek, na którym Kolumbia buduje nową narrację. To już dawno nie jest kraj Escobara.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Tripraport

Bardzo dobry, duża ekscytacja i ciekawość, ale bez niepokoju (ze względu na wcześniejsze doświadczenia psychodeliczne, i wydaje mi się że dosyć dużą samokontrolę). Miejsce podróży wśród natury (choć nie do końca dzikiej, bo był to park), w razie czego przygotowane tripkillery.

Ten tripraport jest opisem mojego pierwszego razu, z własnoręcznie wychodowanymi psilocybe cubensis mckennai. Cała hodowla zajęła jakieś 3 tygodnie, i przebiegła bez większych problemów, toteż gdy ostatni grzybek zrzucił zasnówkę, natychmiast wszystkie ususzyłem, i przygotowałem się do sprawdzenia. Na pierwszy test zaprosiłem dwie osoby, które będę nazywać K i M. Set&Setting: Bardzo pozytywny, zero niepokoju, spora ciekawość.

  • AMT

Nazwa chemiczna: alfa-metyltryptamina; 3-(2-aminopropyl)indol; IT-290; 3-IT

  • Etanol (alkohol)

Czytam te wasze trip reporty... no ciekawe to jest, nawet bardzo zachęcające. Więc ja opowiem o moim kontakcie z legalnym narkotykiem zatwierdzonym przez nasze jedynie słuszne kapitalistyczne państwo.


  • LSD-25
  • Przeżycie mistyczne

Chęć umilenia popołudnia wyrażona Tęsknotą za Utraconym.

 

Minęło już kilkadziesiąt minut odkąd wyciumkany papier znalazł się w moim żołądku. Głowa zaczęła przeczuwać nadchodzący obłąkańczy stan. Ciało zaczyna drżeć, motam się chwilę; szukam odpowiedniego rytmu z którym mogłabym popłynąć; Hallucinogen – The Lone Deranger. Widzę odbicie samej siebie.