REKLAMA

Ćpun bez towaru umiera

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Onet Zdrowie
Zuzanna Opolska

Odsłony

1207

"Oswoić narkomana" to odważna deklaracja, z którą pewnie trzeba się przespać. Pytanie jak długo?

Tak naprawdę książka to stary pomysł z przełomu lat 80-tych i 90-tych. Nie miałem jeszcze 30-lat, ale miałem za sobą intensywne życie: sukces i upadek. Grałem w reprezentacji Polski w kosza i rozdawałem autografy, ale też sięgnąłem dna i jak Renton bohater filmu "Trainspotting" zanurkowałem w otchłań. Naturalnie na pewnym etapie pojawił się pomysł – może warto to spisać. Ale w tym czasie wpadła w moje ręce powieść "Ćpun", która zwyczajnie zamknęła mi furtkę. William S. Burroughs opisał kontakt z najbardziej demoniczną i obłędną kochanką na ziemi, jaką jest heroina w sposób niezwykle precyzyjny i kompletny. Doszedłem do wniosku, że wszystko już powiedziano. A potem po latach specjalizacji i pracy w zawodzie spotkałem Irenę Stanisławską, która zaproponowała mi współpracę. Ta książka nie była mi potrzebna ani wizerunkowo, ani zawodowo. Ale Irena trafiła w czuły punkt mówiąc: "jeśli twoja historia da nadzieję, chociaż jednej osobie to warto". I tak się stało. Dostałem setki maili z podziękowaniami. Nie miałam pojęcia, że żałosna historia mojego upadku komuś pomoże...

Przyznaje się pan do brania heroiny, bycia dilerem, pseudo alfonsem, alkoholikiem, zdradzającym mężem i nienajlepszym ojcem. Łatwo o tym mówić?

Nie miałem z tym problemu. Trudność jest i zawsze była dla mnie stymulująca. Latem wypadam z biegania i przerzucam się na motocykl lub rower, bo jest za sprzyjająco. Ale gdy robi się słota, pada deszcz, termometr pokazuje pięć stopni poniżej zera, a inni przenoszą się na bieżnię, to wewnętrzny imperatyw każe mi biegać. Mimo anturażu mądrali w białej koszuli, mam przekorną naturę i nadal jestem buntownikiem, którego zwyczajnie wkurza świat. Być może dzięki temu lepiej rozumiem własnych pacjentów, których często bez względu na wiek do mojego gabinetu sprowadza bunt. Wgląd w siebie to warunek niezbędny terapeucie do pracy i nie miałem z tym problemu. Tak brzmi teoria, ale praktyka pokazała, że cofanie się w przeszłość i rozmawianie o niej wywołało emocjonalną reakcję. Moje 6 km dystanse po konwersacjach z Ireną wzrosły dwukrotnie. To tylko pokazuje mi jak bardzo trzeba być ostrożnym, oczekując od innych opowiedzenia mi o własnej przeszłości czy dzieciństwie. Tego typu retrospekcje mogą słabszą osobę złamać. Jestem zwolennikiem terapii dostosowanej do możliwości pacjenta i jego oczekiwań. Mam prostą zasadę, jeśli nie chcesz czegoś zrobić to znaczy, że nie jesteś na to gotowy. Dlatego zawsze pytam pacjentów czy chcą porozmawiać o tym, co działo się za białymi firankami białych domów.

A nie bał się pan reakcji pacjentów? Ich dezorientacji...

W mojej branży istnieje pokusa, żeby własnymi doświadczeniami kompensować brak wiedzy. To jak argument starego belfra, któremu w trakcie dyskusji z uczniem brakuje słów i powołuje się na wiek. To mało przekonywujące. Miałem w życiu moment, kiedy wstydziłem się przeszłości, a Polacy nie są gotowi na ekshibicjonizm. Ale mówiłem prawdę, nie kłamałem. Wraz z rozwojem osobistym musiałem sobie wybaczyć. W przeciwnym wypadku nadal byłbym pokręconym, sfrustrowanym facetem, który nie radzi sobie z emocjami i nie mógłbym wykonywać tego zawodu. Pomijając papiery czy certyfikaty, których mi nie brakuje, najważniejszy jest spokój umysłu. A tego jeszcze się nie certyfikuje.

Kiedy Wigilia przestała kojarzyć się panu z "narkotykowym głodem"?

Potrzebowałem na to całej dekady. Dziesięciu lat pracy nad samym sobą. To straszne, ale mój mózg na długo zakodował, że jak przychodził grudzień, Wigilia i pierwszy śnieg to nie było towaru.

Porozmawiajmy o uzależnieniu, ma pan pacjentów uzależnionych od biegania?

Tak, uzależnienie pojawia się, jeśli określona czynność staje się narzędziem do ucieczki przed problemami, których nie rozwiązujemy tylko przykrywami. To może być każda przyjemność, która nami zawładnie i stanie się kołderką, otulającą nas w bólu istnienia. Endorfiny, serotonina, dopamina, itd. Przykłady: uciekam z domu w bieganie, bo nie mogę znieść nieznośnej żony albo załatwiam problemy biegając i o nich nie myśląc.

A od pracy? Nie jest pan teraz pracoholikiem?

Nie, szanuje czas prywatny. Jeżeli nie będziemy tego robili to nie będziemy mogli konsumować możliwości, które dają nam gratyfikacje finansowe. Pytanie czy pracujemy po to by zarabiać pieniądze, czy po to by je wydawać. To cytat z legendarnej blondynki Marilyn Monroe. Pracoholik jest jak hazardzista, jeden gra dla gry, drugi pracuje wyłącznie dla pracy. Z punktu widzenia korporacji bardzo skuteczną metodą wiązania pracownika z miejscem pracy jest dawanie złudnego poczucia bycia z przyjaciółmi i chwalenie. A jeśli komplementujemy intencjonalnie to jest to manipulacja, której niestety jesteśmy poddawani permanentnie.

Jaka jest różnica między narkomanem, alkoholikiem, a nikotynistą?

Absolutnie żadna, a przynajmniej ja jej nie widzę. Człowiek nie uzależnia się od alkoholu, kokainy czy nikotyny. Seksu, biegania czy zakupów. Tylko od przyjemności, którą dają mu te zachowania lub substancje. A czy substancja jest legalna czy nie, to nie ma znaczenia, nie jestem prawnikiem. W hazardzie najbardziej uzależniają automaty do gier i niskie wygrane, a nie kasyno. Podobnie jest z alkoholem, najbardziej uzależnia...

Piwo?

Tak, niska zawartość alkoholu zmieszana z lupuliną. Ale niewinne piwo, wcale nie jest takie niewinne. Jego podstępność polega na tym, że nie ma pani dysfunkcji zdrowotnych czy problemów na poziomie somatycznym. Ale paradoksalnie siła uzależnienia może być dużo większa. To wynika z mojego gabinetu - najtrudniej leczy się alkoholików uzależnionych właśnie od piwa. Pozornie nie ma strat, ale na przestrzeni wielu lat ta substancja wywołuje spustoszenie w obszarze inteligencji emocjonalnej. Ci ludzie nie żyją, oni są w kapsule. To pokazuje badanie SPECT (single-photon emission computed tomography)...

Może zamiast napisu: "Palenie zabija" wystarczyłby skan mózgu nikotynisty…

Jeden obraz zastępuje milion słów i studzi człowieka. Nawet skan mózgu osoby nieuzależnionej stawia na głowie całą koncepcję leczenia osób uzależnionych. Okazuje, że można mieć starty i problemy w życiu kompletnie nie łącząc ich z kontaktem z substancjami psychoaktywnymi. Sam rzucałem palenie kilkanaście razy. To było trudniejsze od odstawienia heroiny, z której zrezygnowałem z dnia na dzień. Jeśli grubas ma stresującą pracę, pali papierosy, jest miłośnikiem fast-food-ów i od czasu do czasu pije alkohol to jego jakość życia jest bardzo obniżona. Zgodnie z tym, co pisze psychiatra dr Daniel Amen otoczka mielinowa, wrażliwa na wszystkie neurotoksyny, zostaje uszkodzona. Często słyszę od pacjentów, że piją od dwunastego roku życia, to zatrważająca wiadomość. Kora przedczołowa, która odpowiada za integrowanie informacji, planowanie, podejmowanie decyzji i przewidywanie ich potencjalnych konsekwencji kształtuje się w pełni w wieku 25-lat. Mamy całe pokolenie ludzi, którzy nie zdążyli poznać świata takim, jakim jest naprawdę, bo przez całe życie byli intoksykowani. Trzeba przebudować całą rzeczywistość. I nie mówię tylko o uzależnieniu fizycznym i psychicznym, ale też środowiskowym. Moim pacjentom łatwiej odstawić heroinę i kokainę niż ludzi, z którymi to robią. To największy problem uzależnienia społecznego. A my niestety, nie lubimy zmiany nawyków. Jesteśmy przyzwyczajeni do alkoholu, który jest czynnikiem prospołecznym, używanym ewidentnie, jako proteza do kompensowania relacji interpersonalnych.

Czy są osoby bardziej podatne na uzależnienia?

Tak, to ci, którzy mają niski poziom inteligencji emocjonalnej, tak było ze mną. Wysokie IQ i zerowy poziom inteligencji emocjonalnej. Byłem jedynakiem, a brat, który zabiera zabawki bardzo często pomaga nam w przyszłości przejść bezboleśnie fazę eksperymentu. Umiejętności "przetrwalnicze" są w mojej ocenie kluczowe. Siła przetrwania, chęć walki, bycie fighterem.

Dlaczego trudniej z substancji uzależniających wyjść kobietom?

Kobieca fizjologia jest dużo bardziej skomplikowana. Narkotyki zaburzają metabolizm, alkoholiczki czy narkomanki kompletnie niszczą własną gospodarkę hormonalną i dużo trudniej im wrócić do równowagi.

O uzależnieniu nie decyduje przypadek…

Nie, niektórzy z nas wezmą raz, drugi, trzeci i nic się nie stanie. A innym wystarczy raz i już nigdy nie przestaną, decydują warunki..

Nieodpowiednie miejsce i nieodpowiedni czas. W pana przypadku to był: niedyskretny trener, nieodpowiednia szkoła i nieakceptujący syna ojciec...

To triada psychologiczna, która demoluje świat młodego człowieka. W dzieciństwie poszukiwałem ojca, a on w tym okresie się wylogował. Pojawiał się i znikał. Byłem klasycznym maminsynkiem, spędzającym każde wakacje z matką. Potem zaczął się sport i poznałem trenera, mentora, w którym naturalnie szukałem ojca. Ale kolejny obiekt pożądania pokazał mi środkowy palec. Dodatkowo wylądowałem w szkole, której szczerze nienawidziłem i w której byłem ignorowany. Nagle na zgrupowaniu w Centralnym Ośrodku Sportowym w Zakopanem znalazłem substancję – heroinę i cytując Witkacego "znikło całe zło". Trudno było się nie uzależnić... "Oswoić narkomana" to książka o potwornej samotności w tłumie. O człowieku wyjącym do księżyca.

Ale to też książka o braku komunikacji. Pan zrozumiał zachowanie ojca po latach przypadkiem...

Tak, historię drylu wojskowego poznałem po latach. Nie wiedziałem, że mój ojciec był ofiarą przemocy. Nagle wszystko złożyło się w całość. To był dla mnie fundament, żeby mu wybaczyć. Powiedzieć: "kocham Cię, jesteś dla mnie bardzo ważny, wybaczam Ci wszystko i proszę o wybaczenie". Przestałem postrzegać ojca, jako źródła moich nieszczęść. On był pasem transmisyjnym tego, co w mojej branży nazywamy skryptem rodzinnym, który można przerwać tylko i wyłącznie w jednej sposób - wybaczyć.

Pana ojciec wykonał gigantyczną pracę był lepszą wersją poprzednika i przerwał skrypt rodzinny może niekoniecznie w sposób, w jaki by chciał, ale w sposób, w jaki mógł…

Mówi pani o rzeczy dla mnie niezwykle trudnej. Im jestem starszy tym bardziej doceniam jego wielki wysiłek i nie mam okazji już mu za niego dziękować. Minęło jedenaście lat od śmierci mojego ojca i wcale nie jest mi lżej. Brakuje mi naszych wspólnych rozmów i zwyczajnie za nim tęsknię. Czasami możemy nie zdążyć, ja załapałem się rzutem na taśmę, żeby się z nim pojednać. Moi rodzice trafili na odpowiednie osoby i bardzo szybko zareagowali. Ksiądz Czesław Cekiera był pierwszym psychologiem, którego spotkałem i który "terapeutycznie" mnie przytulił. Najpierw byłem jego pacjentem, a po latach zostałem jego przyjacielem. Do mojego gabinetu trafiają osoby latami żyjące w kompletnej nieświadomości. Mówią: "Panie Robercie przez siedem lat miał kochankę i grał w kasynie, a ja nic nie wiedziałam". Narkomani są mistrzami świata w kłamstwie. I powiem szczerze łatwiej jest odlepić od siebie substancję niż nawyk ciągłego kłamania. A nie zostawisz kokainy, marihuany czy alkoholu, jeśli nie zaczniesz żyć w prawdzie. To się nie udaje.

W rzuceniu nałogów pomogła panu praca nad "mięśniem siły woli"? Jak to się robi?

To dożywotni proces, którego nie zakończyłem. Nie powinniśmy traktować wypracowywania mięśnia siły woli, jako uciążliwości, która jest ograniczeniem. Perspektywa "muszę, powinienem, nie wolno mi" prowadzi do sytuacji, w której włącza się w nas aplikacja pod tytułem "rozluźnij się". I wtedy szukamy różnych sposobów na relaks... Myślę, że sztuka życia polega na umiejętności odmawiania przyjemności, które są pozornie atrakcyjne, ale per saldo niekoniecznie się kalkulują. Warto zadać sobie pytanie, co nowy samochód, telefon czy wycieczka za granicę mają mi załatwić. Przecież tego typu wybory podejmujemy do końca życia.

W książce padają słowa Nietzschego: "jeśli długo patrzysz w otchłań, otchłań patrzy na ciebie" - czy nie na tym polega praca z pacjentami?

Przede wszystkim bardzo szanuję moich pacjentów i jestem im wdzięczny. A jeśli jestem komuś wdzięczny, to się go nie boję. Czasami widzę otchłań, ale nie patrzę w nią długo i nie ma we mnie ciekawości czy chęci powrotu. Dla mnie jest czas pracy i czas zabawy. Potrafię zrezygnować z niemałych pieniędzy, tylko, dlatego, że jest to oślepiające. Jeśli korporacja proponuje mi żebym w weekend zostawił żonę i zarobił absurdalną sumę, to usłyszy: "nie". Ciekawe są same rozmowy.. Drugiej stronie odmowa wydaje się elementem negocjacji. Nie rozumieją, że mój czas wolny nie jest na sprzedaż. To pokazuje mi jak bardzo ten świat oszalał. Ludziom się wydaje, że można kupić wszystko. Nawet mój spokój umysłu, który jest nie do kupienia.

Stowarzyszenie U Mazowieckie Towarzystwo Rodzin i Przyjaciół Dzieci Uzależnionych "Powrót z U" powstało 8.05.1996 r. Jest stowarzyszeniem pozarządowym, organizacją pożytku publicznego. Wpis do Krajowego Rejestru Sądowego Nr KRS 0000 1138 51 Założycielem i prezesem Zarządu Stowarzyszenia był zmarły nagle 12.08.2005 r. Zbigniew Rutkowski, członek Stołecznej Rady ds. Uzależnień, i współzałożyciel Federacji Organizacji Ogólnokrajowej "Nadzieja", odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za pracę społeczną związaną z problematyką uzależnień.

Robert Rutkowski - psychoterapeuta, wykładowca i pedagog. Były reprezentant Polski w koszykówce. Prowadzi sesje terapeutyczne dla osób mających problemy z uzależnieniami, kryzysami zawodowymi lub rodzinnymi. Pomaga jako opiekun psychologiczny sportowcom - zajmuje się motywacją, relaksacją oraz usprawnianiem skuteczności działania (przez kilka lat wspierał Żużlową Reprezentację Polski).

Oceń treść:

Average: 8.2 (10 votes)