Wstęp do buddyzmu - Alan W. Watts

Pojęcie "jana", czyli pojazdu, pochodzi od podstawowego poglądu, obrazu, buddyzmu jako tratwy do przeprawienia się przez

Tagi

Źródło

Eseje

Odsłony

2421

Pojęcie "jana", czyli pojazdu, pochodzi od podstawowego poglądu, obrazu, buddyzmu jako tratwy do przeprawienia się przez
rzekę. Ten brzeg jest zwykłą, codzienną świadomością, którą mamy - głównie świadomością bycia ego lub wrażliwym umysłem
zamkniętym wewnątrz śmiertelnego ciała; świadomością bycia sobą w szczególności i nikim więcej. Drugi brzeg to wyzwolenie, nirwana - słowo, które dosłownie znaczy "zdmuchnięcie", jak wtedy, gdy mówi się "uff" jako westchnienie ulgi. Nirwana nigdy nie może być interpretowana jako stan wygaszenia lub świadomości, w której jest się wchłoniętym przez nieskończenie bezforemny, świetlisty ocean, który można najlepiej opisać jako różową galaretkę, tyle że duchową. Potworności! Ona nie ma tego znaczyć Nirwana ma wiele znaczeń, lecz głównym jest to, że jest ona tym codziennym życiem, które mamy teraz, lecz widzianym i odczuwanym w zupełnie inny sposób. Buddyzm jest zwany głównie dharmą, a słowo to często jest tłumaczone błędnie jako "prawo". Lepsze tłumaczenie to "doktryna", a jeszcze lepsze to "metoda". Dharma została pierwotnie sformułowana przez Buddę, który był synem radży z północnych Indii, żyjącego bardzo blisko Nepalu i prosperującego krótko po 600 r. p.n.e. Słowo "budda" jest tytułem. Właściwym imieniem tej osoby jest Gautama Siddharta, a słowo "budda" znaczy "przebudzony" od sanskryckiego korzenia "buddh", które znaczy "obudzić się" lub "wiedzieć". Zatem moglibyśmy powiedzieć, że "budda" znaczy "człowiek, który się przebudził". Budda był bardzo zdolnym psychologiem i w pewnym sensie pierwszym psychoterapeutą w historii, człowiekiem o ogromnym zrozumieniu forteli i wykrętów ludzkiego umysłu.

Buddyzm został stworzony tak, by być łatwo zrozumiany. Wszystko jest ponumerowane, tak że możesz to spamiętać, a więc
podstawą buddyzmu są tak zwane cztery szlachetne prawdy. Pierwsza to prawda o cierpieniu, druga prawda jest o przyczynie
cierpienia, trzecia prawda dotyczy ustania cierpienia, a czwarta jest prawdą o sposobie na ustanie cierpienia. Wróćmy zatem do początku - cierpienia. Sanskryckie słowo to "duhkha". Oznacza ono cierpienie w najszerszym możliwym znaczeniu, lecz "chroniczne cierpienie" lub "chroniczna frustracja" jest prawdopodobnie dobrym tłumaczeniem. Buddyzm twierdzi, że życie ludzkości i zwierząt - a także aniołów, jeśli w nie wierzycie - charakteryzuje chroniczna frustracja. I tak konstytuuje to problem. Jeśli ktoś z was mówi: "Mam problem" - a myślę, że nie byłoby was tutaj, jeśli w jakimś sensie nie mielibyście problemu - to jest to duhkha. Następną rzeczą jest jego przyczyna, zwana "thrishna". Jest to sanskryckie słowo o korzeniu wspólnym ze słowem "pragnienie" (ang. thirst), lecz ściślej znaczy "pożądanie" lub "chwytanie się". Z powodu pożądania i chwytania się tworzymy cierpienie, i druga prawda stanowi o tym, że za trishną leży następna rzecz, zwana ignorancją - "awidja", czyli "niedostrzeganie". Sanskryckie "vid" jest korzeniem łacińskiego "videre" i naszego "wizja". "A" na początku słowa znaczy "nie". Zatem awidja jest niewidzeniem, ignorancją, ponieważ nasz umysł funkcjonując świadomie, zwraca uwagę na różne poszczególne rejony doświadczenia, jeden po drugim, po jednym na raz.

Kiedy skupiasz swą świadomość na poszczególnej sferze, ignorujesz wszystko inne. To dlatego "wiedzieć" znaczy tym samym
"ignorować" i z tego powodu powstaje trishna, czyli pożądanie. Dlaczego? Dlatego, że jeśli ignorujesz to, co naprawdę wiesz, zaczynasz wyobrażać sobie, że jesteś oddzielony od reszty wszechświata i że jesteś samotny, tym samym zaczynasz więc pragnąć i pożądać Rozwijasz niepokój o swe przetrwanie, gdyż myślisz, że skoro jesteś oddzielony, skoro nie jesteś wszystkim, to umrzesz. Tak naprawdę wcale nie umrzesz. Po prostu przestaniesz robić jedną rzecz, a zaczniesz inną.

Kiedy zwyczajnie się umiera, przestaje się robić tę rzecz, w moim przypadku zwaną Alan Watts, i zaczyna się później inną. Nie ma się tu zupełnie o co martwic Tylko wtedy, gdy jesteś całkowicie pod wpływem złudzenia, że jesteś jedynie tym, zaczynasz być przerażony i niespokojny, a to stwarza pragnienie. A więc jeśli uwolnisz się od ignorancji i poszerzysz swój umysł tak, żeby widzieć drugą stronę obrazu, możesz przestać pożądać Nie znaczy to, że już nigdy nie będzie ci smakował obiad lub że nie będzie ci miło się kochać itp. Wcale nie o to chodzi. Znaczy to natomiast, że przyjemność z obiadu i kochania się, oraz ogólnie radowanie się zmysłami i całością doświadczeń staje się przeszkodą jedynie wtedy, gdy lgniesz do nich, aby ratować siebie. Jednakże gdy nie potrzebujesz ratować siebie, możesz cieszyć się życiem tak jak zawsze - nie musisz być purytaninem.

Jest to więc stan odpuszczenia sobie zamiast lgnięcia do wszystkiego. Przypuśćmy, że prowadzisz interes i musisz zarabiać
pieniądze, by utrzymać rodzinę - musisz to robić, lecz niech cię to nie przygnębia. Rób to w sposób, który hindusi nazywają nishkama karma. "Nishkama" znaczy "beznamiętne", a "karma" oznacza "działanie". Chodzi więc o robienie wszystkich rzeczy, które robi się w życiu, zawód czy prowadzenie interesu, lecz bez brania ich na serio. Traktuj je jak grę, a wtedy każdy, kto od ciebie zależy, będzie to bardziej lubił. Jeśli będziesz traktował je serio, rodzina będzie czuła się winna, mówiąc: "Drogi tatuś, wypruwa sobie żyły w pracy dla nas", i będą nieszczęśliwi. Pójdą dalej i przeżywają swoje życie bez poczucia obowiązku, co jest straszne. Zatem to jest nirwaną - żyd w sposób "odpuszczam sobie".

Czwarta szlachetna prawda opisuje metodę zrealizowania nirwany, nazywaną Szlachetną Ośmioaspektową Ścieżką. Ścieżka ta
jest serią ośmiu ludzkich działać, takich jak zrozumienie bądź pogląd, wysiłek, powołanie bądź zawód, mówienie, prowadzenie się i tak dalej; wszystkie one poprzedzone są sanskryckim słowem "samyak", które jest bardzo trudno przetłumaczyć Większość ludzi tłumaczy je jako "właściwe" w sensie prawidłowości, lecz to jest niepełne tłumaczenie. Sanskrycki korzeń "sam" jest taki, jak nasze słowo "suma" oraz łacińska "summa". Suma rzeczy znaczy doskonałość, lecz przekazuje również wrażenie zrównoważenia lub "wypośrodkowania". Buddyzm nazywany jest Drogą Środka i później omówimy to szerzej.

Każdy buddysta, który należy do południowej szkoły therawady (czyli hinajany), wyraża fakt, iż jest buddystą, recytując pewną formułę, zwaną tisirana i pancha-sila. Podaję to w języku pali, nie w sanskrycie. Tsirana znaczy "trzy schronienia", a pancha-sila - "pięć reguł".
"Buddharn saddanam gacchame
Dharmam saddanam gacchame
Sangam saddanam gacchame".

Oznacza to: "Przyjmuję schronienie w Buddzie; przyjmuję schronienie w Dharmie (metodzie); przyjmuje schronienie w Sandze
(bractwie uczniów Buddy)". Następnie przyjmuje on pięć reguł: "Obiecuję powstrzymywać się od zabierania życia", "Obiecuję
powstrzymywać się od brania tego, co nie zostało mi dane", "Obiecuję powstrzymywać się od eksploatowania moich
namiętności", "Obiecuję powstrzymywać się od fałszywej mowy" oraz "Obiecuję powstrzymywać się od odurzania się" (chodzi o
przeróżne środki).

Każdy buddysta ze szkoły południowej powie: "Mahajaniści mają inną formułę". To jest metoda, a więc dharma jest prawem
moralnym, ale nie takim jak Dziesięć Przykazań, lecz zupełnie innym. Nie przyjmujesz pięciu reguł w akcie posłuszeństwa
królewskiemu edyktowi. Bierzesz je na siebie i jest szczególny powód po temu. Jak możesz spełnić regułę nie zabierania życia? Każdego dnia jesz. Nawet jeśli jesteś wegetarianinem, musisz zabierać życie. Jest to zasadnicze dla zrozumienia buddyzmu. Buddyzm jest metodą, a nie doktryną. Jest dialogiem i to, co stwierdza na początku, nie jest koniecznie tym, co stwierdza na końcu Metodą buddyzmu jest przede wszystkim związek pomiędzy nauczycielem a uczniem. Ten drugi stwarza tego pierwszego poprzez postawienie problemu i pójście do kogoś w tej sprawie.

Jeśli wybiera mądrze, dowie się, czy jest gdzieś budda, który nadawałby się na nauczyciela, i powie mu: "Moim problemem jest to, że cierpię; chcę uciec od cierpienia". Budda odpowie: "Cierpienie wywołane jest pragnieniem, trishną, pożądaniem. Jeśli umiesz przestać pragnąć, rozwiążesz swój problem. Odejdź i spróbuj przestać pragnąć". Podaje mu następnie pewne metody praktykowania medytacji, by mógł uciszyć swój umysł na tyle, by zobaczyć, czy umie przestać pragnąć Student odchodzi o ćwiczy to. Potem wraca do nauczyciela i mówi: "Nie umiem przestać pragnąć nie pragnąć Co mam z tym zrobić?". Tak więc nauczyciel odpowiada: "Spróbuj zatem przestać pragnąć nie pragnąć".

Widać, dokąd to zmierza. Mógłby to ująć w ten sposób: "W porządku, jeśli nie umiesz całkowicie przestać pragnąć, idź drogą środka. To znaczy, przestań pragnąć na tyle, na ile możesz przestać pragnąć i nie pragnij przestać pragnąć bardziej, niż możesz przestać pragnąć". Czy widzisz, dokąd to zmierza? On wciąż wraca, gdyż nauczyciel, mówiąc: "Przestań pragnąć", dał uczniowi to, co w buddyzmie zen nazywa się koanem. Jest to japońskie słowo, które znaczy "problem medytacji" lub ściślej "przypadek prawny", gdyż koany zwykle bazują na anegdotach i zajściach starych mistrzów - przypadkach i precedensach. Lecz funkcją koanu jest próba sił w medytacji. Kim jest ten, kto próbuje pragnąć nie pragnąć? Kim jest ten, kto próbuje uciec od cierpienia?

Dochodzimy tu do metodologicznej różnicy pomiędzy hinduizmem i buddyzmem w kwestii: "Kim jesteś?". Hindus powie: "Twoją
jaźnią jest atman. Spróbuj poznać tę jaźń Zdaj sobie sprawę, że nie jestem moim ciałem, ponieważ mogę być świadom swego
ciała. Nie jestem moimi myślami, gdyż mogę ich świadom. Nie jestem moimi uczuciami z tego samego powodu. Nie jestem moim
umysłem, ponieważ mogę być go świadom. Zatem tak naprawdę jestem poza i ponad nie; przekraczam te wszystkie skończone
aspekty mojej osoby".

Buddysta zaś to skrytykuje. Powie: "Dlaczego chcesz uciec od siebie jako ciała?'. Powodem jest to, że twoje ciało rozpada się i chcesz od niego uciec. "Dlaczego chcesz przestać utożsamiać się ze swoimi emocjami?". Dlatego, że emocje są niewygodne i chcesz uciec od nich. Nie chcesz się obawiać Nie chcesz być pogrążony w żalu czy złości, nawet miłości masz dość - wciąga cię w cierpienie, ponieważ jeśli kogoś kochasz, stajesz się zakładnikiem losu. Zatem Budda mówi, że powodem wiary w atmana, wieczną jaźń, która z kolei jest Brahmanem, jaźnią całego wszechświata, jest to, że nie chcesz stracić swojego przeklętego ego. Jeśli możesz uporządkować swoje ego i złożyć je w sejfie u Pana, to myślisz, że wciąż masz siebie, lecz tak naprawdę nie odpuściłeś sobie. A więc Budda stwierdził, że nie ma żadnego atmana - nauczał doktryny anatmana, czyli nie-ego. Twoje ego jest nierealne, w istocie rzeczy nie ma niczego, do czego mógłbyś przylgnąć - naprawdę, żadnego schronienia. Po prostu odpuść sobie. Nie ma zbawienia, ani bezpieczeństwa, zupełnie nic i jest to bardzo sprytne. Co miał na myśli to to, że jakikolwiek atman, do którego przylgnąłbyś, o którym byś pomyślał lub w którego byś wierzył, nie będzie realny.

To jest dokładny sens oryginalnych dokumentów zawierających nauczania Buddy. Jeśli uważnie je prześledzisz, to właśnie o tym on mówi. Nie twierdzi, że nie ma atmana czy Brahmana, lecz że któregokolwiek byś pojął, nie będzie on tym. W jakiegokolwiek byś uwierzył, byłby niewłaściwym, ponieważ wierzenie jest wciąż lgnięciem. Nie ma zbawienia przez wierzenie, jest tylko zbawienie przez wiedzę, a nawet wtedy najwyższa wiedza jest niewiedzą.

Zgadza się tu z hindusami, którzy w Upaniszadach Kena mówią: "Jeśli myślisz, że znasz Brahmana, to go nie znasz. Ale jeśli wiesz, że go nie znasz, to prawdziwie go znasz". Dlaczego? To bardzo proste. Jeśli naprawdę nim jesteś, to nie musisz w niego wierzyć, ani nie musisz go znad, tak jak twoje oczy nie muszą patrzeć na siebie. Taka jest różnica w metodzie buddyzmu. Zrozum teraz, co znaczy "metoda". Jest to dialog, a tak zwane nauczania buddyjskie są gambitami do dialogu. Gdy mówi się, że nie da się zrozumieć buddyzmu z książek, to chodzi o to, że książki dają ci tylko sentencje otwierające dialog. Następnie, przeczytawszy książkę, musisz podążyć za metodą. Możesz to zrobić bez formalnego nauczyciela. To znaczy, że możesz przeprowadzić dialog ze sobą lub z życiem. Musisz zbadać i poeksperymentować z taki rzeczami, jak: "Czy możliwe jest nie pożądać?", "Czy możliwe jest doskonale skupić umysł?", "Czy możliwe jest zrobić to i tamto?". Musisz to przepracować, by zrozumieć dalsze rzeczy, które przychodzą po przeprowadzeniu tych eksperymentów. Te późniejsze rzeczy są sercem buddyzmu.

A więc krótko po czasach Buddy praktyka buddyzmu trwała jako niezwykły dialog pomiędzy różnymi uczniami, którzy w końcu
założyli wspaniałe uniwersytety, takie jak ten w Nalandzie w północnych Indiach. Odbywały się tam dysputy i jeśli spojrzałoby się na to powierzchownie, to można by pomyśleć, że jest to nic innego jak skrajnie intelektualna debata, gdzie filozofowie przechytrzają siebie nawzajem. Faktycznie zaś miejsce miał tam następujący proces: nauczyciel lub guru w każdym przypadku badał przekonania i teorie swych uczniów, by je zniszczyć przez pokazanie, że każde przekonanie, które byś żywił, każda idea dotycząca siebie lub wszechświata, do której lgniesz i którą chcesz użyć jako kuli, podpórki czy gwarancji, może być przez tego nauczyciela obalona. Tak działa dialog - dopóki nie zostaniesz bez jakiejkolwiek rzeczy, której mógłbyś się trzymać Każda religia, którą byś wysunął, nawet ateizm, zostanie zniszczona. Niszczyli oni agnostycyzm i każdy inny rodzaj przekonania. Byli w tym ekspertami, więc w końcu doprowadzali cię do punktu, w którym nie zostawało ci już nic do trzymania się. Wtedy jesteś wolny, gdyż jesteś tym. Jak tylko trzymasz się rzeczy, umieszczasz "to" gdzieś indziej, coś, co "ja" może złapać Nawet gdy myślisz o idei: "Teraz jestem tym", to wciąż trzymasz się tego, zatem obalali oni również i to.

A więc gdy jesteś zostawiony bez zupełnie niczego, to dostrzegasz sedno. To jest zasadniczo metoda dialogu. Jest to dharma i wszyscy buddyści żartują z tego. Budda w Diamentowej Sutrze mówi: "Kiedy osiągnąłem całkowite, doskonałe, nieprześcignione przebudzenie, nie osiągnąłem nic". Ponieważ, by użyć metafory z pism buddyjskich, jest to jak używanie pustej pięści, by oszukać dziecko. Mówisz malcowi: "Co ja tutaj mam?", a on natychmiast staje się ciekawy i chce się tego dowiedzieć, bo ty to chowasz. Wspina się na ciebie i nie może sięgnąć do twej pięści. W końcu pozwalasz mu do niej zajrzeć, a tam nic nie ma. Jest to więc znowu metoda. "Nauczycielu, znasz wielki sekret, wiem o tym. Musi gdzieś być taki sekret, który ktoś zna". Sekretem tym jest: "Jak mam radzić sobie ze światem? Nie wiem, że nim jestem, więc próbuję go podbić". Zatem nauczyciel mówi: "Próbuj dalej", sprawiając, że szukasz, szukasz i szukasz, co ukazuje ci, że w końcu nie ma czego szukać, że nigdy nie było żadnej potrzeby, by cokolwiek znaleźć, ani by z czegokolwiek zdać sobie sprawę, ponieważ jesteś tym. A fakt, iż myślisz, że nie jesteś, jest częścią gry. Zatem nie martw się.

Wiele problemów obecnie dyskutowanych przez nowożytnych logików jest, ku ich niewiedzy, obecna już w książkach
starożytnych Indii - problemy semantyki, sensu i natury czasu oraz pamięci. Były one dyskutowane w bardzo skrupulatny, uczony i wyszukany sposób, więc uważam, że był to bardzo twórczy okres w ludzkiej historii i że filozofia, która w końcu się z niego wyłoniła - buddyzm mahajany - jest jak dotąd najdojrzalszą i naprawdę inteligentną teorią ludzkiego życia i kosmosu, którą człowiek kiedykolwiek wynalazł. Charakterystyczne dla tego punktu widzenia jest to, że odnosi się do Drogi Środka, która nie znaczy po prostu umiarkowania. Chodzi o złączenie przeciwieństw, tego, co nazwalibyśmy obecnie duchem i materią, ciałem i umysłem, mistycyzmem i sensualizmem, jednością i różnorodnością, konformizmem i indywidualizmem. Wszystkie te rzeczy są cudownie połączone w poglądzie na świat według mahajany.

W buddyzmie mahajany zasadniczy jest ideał bodhisattwy. Jest to osoba, która w swojej istocie (sattwa) ma bodhi
(przebudzenie). Zwyczajowo znaczy to potencjalny budda, czyli ktoś, kto właśnie ma stad się buddą. Takie było pierwotne
znaczenie i częścią kanonu palijskiego jest książka o tytule "Dżatakamala" - opowieści o przeszłych żywotach Buddy; jak
zachowywał się, gdy był zwierzęciem i jako człowiek na długo przed tym, jak stał się Buddą. We wszystkich tych historyjkach przedstawiany jest jak poświęca siebie dla dobra innych istot, lecz ponieważ nie stał się jeszcze w pełni buddą, nazywany jest bodhisattwą . To naprawdę znaczy "potencjalny budda", lecz puenta jest taka, że jako potencjalny budda, jako bodhisattwa, zawsze jest wmieszany w sytuacje, gdzie rzuca się na pożarcie głodnym tygrysom itp.

Z biegiem czasu termin "bodhisattwa" przeszedł transformację. Bodhisattwa dojrzewa i staje się buddą, ale co to zwyczajnie znaczy? Znaczy to, że każdy w pełni przebudzony do tego, jakie rzeczy są, wybawiony jest od konieczności bycia wplątanym w sprawy tego świata. Innymi słowy, możesz przejść do transcendentalnego poziomu życia, gdzie czas jest zniesiony, gdzie nie ma problemów, i gdzie jest wieczysty spokój - nirwana w sensie słowa "parinirwana", znaczącego "poza nirwaną", czyli super nirwana. Zatem gdy masz już dość i nie chcesz już dłużej grad w chowanego, możesz przejść w stan parinirwany i pozostać w stanie absolutnego spokoju.

Jednakże znowu mówię w języku popularnego buddyzmu - osoba, która stoi w przedsionku takiego spokoju, może odwrócić się i
powiedzieć: "Nie będę buddą, tylko bodhisattwą. Nie dokonam ostatecznego osiągnięcia, ponieważ pragnę wrócić do świata
manifestacji (zwanego samsarą) i pracować dla wyzwolenia istot". A więc gdy buddysta mahajany wyznaje regułę, mówi:
"Czujące istoty są niezliczone, ślubuję je wyzwolid. Zwodnicze namiętności są niewyczerpalne, ślubuję je wykorzenić Wrota
dharmy, metody, są wielorakie, ślubuję je przekroczyć Droga Buddy jest najwyższa, ślubuję ją wypełnić". Oczywiście to wszystko jest niemożliwe. Niezliczone czujące istoty nie mogą być nigdy zbawione dlatego, że są niezliczone. Zwodnicze pasje, które są niewyczerpane nie mogą być wykorzenione. Taka więc jest ich reguła.

Bodhisattwa, który powraca do tego świata i na powrót się z nim wiąże jest faktycznie wyżej ceniony od kogoś, kto się z niego wydostaje. Osoba, która wydostaje się z wyścigu szczurów i wkracza w wieczny spokój, zwana jest pratyeka-budda, co oznacza "prywatny budda", który nie naucza, ani nie pomaga innym i w buddyzmie mahajany jest to termin niemal obraźliwy. Pratyeka-budda należy do klasy niewierzących, heretyków, niewiernych i głupców, ale bodhisattwa jest kimś wielkim.

W popularnym buddyzmie uważa się, że wszystkie istoty odradzają się bezustannie w kole istnienia bez żadnej nadziei, ponieważ wciąż pragną. Są przez to wciągane w ten cykl. Bodhisattwa wraca do cyklu z otwartymi oczami z własnej woli i pozwala sobie być wciągniętym. Normalnie jest to interpretowane jako akt najwyższego współczucia, a bodhisattwowie mogą przyjąć dowolne przebranie. Mogą wpaść w furię, jeśli jest taka potrzeba, by zniechęcić złe istoty, a nawet przyjąć rolę prostytutki i tak żyd, by zbawić istoty na tym poziomie życia. Mogą stad się też zwierzętami, owadami, larwami lub czymkolwiek innym – wszystkimi rozmyślnie i pełną świadomością, by prowadzić dzieło zbawienia wszystkich istot. To jest sposób, w jaki potoczny umysł to rozumie.

Stąd wszyscy bodhisattwowie są poważani, szanowani, czczeni i spostrzegani tak, jak my na Zachodzie patrzymy na Boga, czyli jako zbawcy; tak jak chrześcijanie patrzą na Jezusa. U podstaw tego mitu znajduje się głęboka filozoficzna idea datująca się od czasów indyjskiej filozofii adwaity i niedualizmu - taka mianowicie, że pozorny dualizm "ja" i "ty", znającego i znanego, podmiotu i przedmiotu, jest nierealny. Tak też pozorny dualizm pomiędzy mają, światem iluzji, a rzeczywistością jest nierealny. Również pozorny dualizm czy różnica pomiędzy osobą oświeconą i ignorantem są nierealne, tak samo jak dualizm związania i wybawienia, wyzwolenia. Doskonale mądry człowiek jest tym, który zdaje sobie żywo sprawę z tego, że idealne miejsce jest tam, gdzie się znajduje. Niemożliwe jest ujęcie tego w słowa. Można się do tego nieco zbliżyć, mówiąc, że jeśli umiałbyś widzieć ten moment bez potrzeby czegokolwiek poza nim - tu, siedząc teraz, niezależnie od tego, co do ciebie mówię, i od tego, jakie idee trajkoczą w twojej głowie - tu i teraz jest absolutnym "czymś, poza czym nie ma już niczego". Tyle że przeszkadzamy sobie w dostrzeżeniu tego, gdyż zawsze mówimy: "Ależ powinno być coś więcej. Czyż nie tracę czegoś przypadkiem?". Tak więc nikt tego nie widzi.

Najodleglejsza forma buddyzmu mahajany nazywa się Czysta Kraina, jodo-shin-sbu. Jodo znaczy "czysta kraina", a shin-sbu
oznacza "prawdziwa sekta". Bazuje ona na idei, że w zamierzchłej przeszłości wielki bodhisttwa Amitabha ślubował, że nigdy nie stanie się buddą, dopóki każda istota, która powtórzy jego imię, nie odrodzi się po śmierci automatycznie w Czystej Krainie, w której on panuje - w swego rodzaju raju. Stał się buddą, a więc śluby są spełnione. Trzeba tylko powtórzyć imię Amitabhy, co zapewnia ci bez żadnego wysiłku z twojej strony odrodzenie się po śmierci w zachodnim raju, gdzie stanie się buddą jest łatwizną. Tam już nie ma problemów. Zachodni raj jest poziomem świadomości, lecz faktycznie przedstawiany jest jako wspaniałe miejsce. Można zobaczyć jego obrazy w Koya-san, gdzie Budda Amitabha jest odpowiednikiem perskiej postaci Ahury Mazdy, co znaczy "bezgraniczna światłość". Daibutsu z Kamakury, ogromny Budda z brązu na otwartym powietrzu, to właśnie Amitabha.

Tak więc siedzi on otoczony swoją świtą, pełną upasaras, pięknych dziewczyn grających na lutniach. Odrodziwszy się w tym raju, w chwili śmierci znajdujesz siebie wewnątrz lotosu, który pęka, po czym wyłaniasz się z wody i siedzisz na chmurach, a przed tobą siedzą upasaras o nadzwyczaj zmysłowych i pięknych twarzach.

Aby tam się dostać, musisz tylko powtórzyć imię Amitabhy. Formuła brzmi "Namu Amida Butsu", co możesz szybko wymówić:
"Namu Amida Butsu, Namu Amida Butsu, Numanda, Numanda, Numanda". Wypowiedziane wiele, wiele razy daje ci pewność
skuteczności.

Faktycznie wystarczy powiedzieć to raz, ale nie wolno ci czynić żadnego wysiłku, by uzyskać nagrodę, gdyż to byłoby duchową dumą. Twoja karma, twe złe uczynki i okropna przeszłość są tak złe, że cokolwiek dobrego próbujesz zrobić, robione jest z samolubną motywacją, nie przybliża cię zatem do zbawienia. A więc jedynym sposobem na zbawienie jest zawierzenie mocy Buddy Amitabhy, zaakceptowanie tego jako daru i przyjęcie go poprzez robienie najbardziej absurdalnej rzeczy – mówienie "Namu Amida Butsu". Nie przejmuj się nawet, czy musisz mieć w to wiarę, ponieważ usiłowanie, by uwierzyć, także jest duchową dumą. Nie ma znaczenia, czy wierzysz, czy nie, to i tak działa, więc powiedz jedynie "Namu Amida Butsu". Jest to najpopularniejsza forma buddyzmu w Azji.

Dwie największe świątynie w Kyoto reprezentują tę sektę i każdy uwielbia Amitabhę. Amida, bo tak nazywa się go w Japonii - bezgraniczna światłość, Budda Nieskończonego Współczucia - siedzi tam z anielskim wyrazem twarzy: "W porządku, chłopcy,
powiedzcie tylko me Imię - to wszystko, co musicie zrobić". Gdy weźmie się pod uwagę owe Namu Amida Butsu (Japończycy
nazywają to Nembutsu) jako wyraz pamiętania o Buddzie oraz te wszystkie rzeczy, kiedy wystarczy odmówić tylko skróconą
modlitwę i wszystko jest już za ciebie zrobione, to czy my, ludzie Zachodu, a szczególnie protestanci, nie powiedzielibyśmy: "Co za łajdactwo, co za okropny upadek religii, unikanie moralnego wyzwania, wysiłku i wszystkiego, co konieczne. Czy aż tak zepsuła się doktryna bodhisattwy nieskończonego współczucia?".

Jest pewien zasadniczy aspekt tego wszystkiego. Tak jak istnieje desperacja i rozpacz, desperacja nirwany i rozpacz przerażenia, tak też istnieją sposoby patrzenia na tę ideę "nic do zrobienia, żadnego wysiłku do uczynienia", zależące całkowicie od zbawiciela. Bo kim jest Amitabha? Potocznie jest on kimś innym, jakąś wielką, współczującą istotą, która się tobą opiekuje. Ezoterycznie Amitabha jest twoją własną naturą, twoją prawdziwą jaźnią, najskrytszą bezgraniczną światłością, która jest korzeniem i podstawą twojej świadomości. Nie musisz robić nic, by nią być. A skoro nią jesteś, to mówienie Nembutsu jest po prostu symbolicznym sposobem zaznaczenia, że nie musisz się nią stad, gdyż już nią jesteś.

Nembutsu zatem w swym głębszym znaczeniu stwarza szczególny rodzaj mędrca, zwanego myoko-nin, co po japońsku znaczy
"wspaniały, świetny człowiek", lecz myoko-nin jest specjalnym typem osobowości, która odpowiada na Zachodzie świętemu
głupcowi w rosyjskiej duchowości lub komuś na kształt franciszkanina w duchowości katolickiej.

Opowiem wam pewną historyjkę o myoko-nin, ponieważ jest to najlepszy sposób, by wskazać jego charakter. Pewnego dnia
myoko-nin podróżując, zatrzymał się na noc w świątyni buddyjskiej. Wszedł do sanktuarium, tam, gdzie znajdują się wielkie
poduchy do siedzenia dla kapłanów, ułożył je na podłodze i zasnął na nich. Rankiem kapłan wszedł i gdy zobaczył śpiącego łazika, wykrzyknął: "Co ty tutaj wyrabiasz, profanując sanktuarium spaniem na poduchach wprost przed ołtarzem?". Myoko-nin spojrzał zdumiony na niego i odparł: "Cóż, musisz tu być obcy, bo nie wydajesz się należeć do rodziny".

Gdy w Japonii chcesz powiedzieć, iż rzecz jest taka, jaka jest, nazywasz to sonomama. Jest taki wiersz haiku: "Chwasty na polu ryżowym, zetnij je, sonomama, nawóz". Zetnij chwasty, zostaw je tam, gdzie są, a staną się nawozem, czyli sonomama.
Sonomama znaczy też "rzeczywistość", "tak jak jest", "właśnie tak". Jest pewne równoległe mu wyrażenie - konomama, które
znaczy "ja, taki jaki jestem", po prostu mały ja, ot tak, bez ozdóbek i pretensji, z wyjątkiem tych, które mam naturalnie. Taka jest rola konomamy. Myoko-nin jest osobą, która uświadamia sobie, że "ja, konomama - taki jaki jestem - to Budda, zbawiony przez Amitabhę, ponieważ Amitabha jest moją prawdziwą naturą". Gdy to naprawdę wiesz, czyni cię to myoko-nin, lecz pamiętaj, że możesz zupełnie się pomylić i zrobić z siebie małpę, mówiąc: "Jestem w porządku taki, jaki jestem i zamierzam paradować z moją nieodrodzoną naturą, gdyż ona także jest Buddą". Ktoś, kto tak robi, nie wie, że nie ma takiej potrzeby, że czyni za dużo, za mocno. Inni ludzie, którzy zawsze zwalczają samych siebie, robią przeciwny błąd. Droga Środka, do samego centrum, jest wtedy, gdy nie musisz robić nic, aby siebie usprawiedliwić, ani nie musisz usprawiedliwiać swego nieusprawiedliwiania siebie. Jest zatem coś fascynującego i podstępnego w tej doktrynie wielkiego bodhisattwy Amitabhy, który zbawia cię takim, jakim jesteś, który wybawia cię od więzów takiego, jakim jesteś. Musisz tylko powiedzieć: "Namu Amida Butsu".

Fascynujące, ale taka jest reguła mahajany, że akceptacja siebie takim, jakim jesteś, jest tym samym, co rozpoczęcie życia tutaj, tak jak jesteś. Teraz jest takie jak ty, w tej chwili, do której nie możesz przyjść, ani nie możesz też zaakceptować siebie celowo, gdyż od razu staje się to czymś niepotrzebnym. Robisz odrobinę za dużo. W zen nazywają to dorabianiem nóg wężowi lub brody eunuchowi. Przedobrzyłeś. Jak możesz ani zrobić coś z tym, ani nie zrobić nic, tak jak gdyby było to coś, co musisz zrobić? Jest to ten sam problem, który pierwotnie postawiono z buddyzmie - jak przestaje się pragnąć? Kiedy próbuję przestać pragnąć, to pragnę nie pragnąć Czy dostrzegasz to? Wszystko to nazywa się upaja, przemyślny sposób na to, byś zwolnił i mógł być tu naprawdę. Widząc, że nie możesz być nigdzie indziej, nie musisz przychodzić do teraz. Gdzież indziej mógłbyś być? To nie jest zadanie ani zawody, które Grecy nazywali agon. Nie można być nigdzie indziej, więc mówi się: "Nirwana nie jest różna od samsary". Ten brzeg jest naprawdę taki sam jak tamten. Jak mówi Sutra Lankavatara: "Jeśli próbujesz osiągnąć nirwanę, by uciec od cierpienia i odradzania się, to wcale nie jest to nirwana".

 

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Powój hawajski


LSA w postaci wilca purpurowego (ipomea purprea) firmy plantico.


Wyprawa planowana była przez dłuższy czas i odkładana w nieskończoność dzięki moim domniemanym współtowarzyszom (miało być ich trzech o zrobił się jeden, nazwę go „zdziwiony”).


  • 4-ACO-DMT
  • Pierwszy raz

Nastawienie raczej pozytywne, ogromna ciekawość i chęć przeżycia czegoś nowego. Podmiejski las w chłodny, kwietniowy dzień.

 Obudziłem się rano, wiedząc, że wreszcie spróbuje tryptaminy która czeka w moim pokoju już od miesiąca. Wczoraj umówiłem się z kumplem (nazwijmy go Jaś), że widzimy się po południu na jego osiedlu i wyruszamy w tripa. Nie byłem pewien czy się nie rozmyśli, w ostatnim czasie był dość labilny. Tak czy siak, ja byłem zdecydowany nawet na samotną podróż ;)

 

T~18.00

  • Inne
  • Tripraport

Noc, pierwszy tydzień kwietnia, ciepło i bez deszczu. Dom, pobliski las, naturalne otoczenie .

  Napisanie tego tekstu wpadło mi do głowy wczoraj paląc dzojnta ,pomyślałem ,że skoro mam wolny weekend i nic nie mam do roboty to posiedze przy piwku i blancie i zrobie to co zawsze chciałem - napisze trip raport;P Mam nadzieje ,że uda mi się opisać wszystko dość klarownie .Postran sie nie rozpisać za bardzo i opisze tylko te efekty ,które dają najlepszy opis tego co czułem .Nie uznaje tego za bad trip ,bardziej ciekawa nauka która pomogła mi inaczej spojrzeć na otaczający mnie świat, ludzi i mnie samego. Miłego czytania .

  • Muchomor czerwony