Taoistyczna droga karmy - Alan W. Watts

Filozofia tao jest jednym z dwóch wielkich, podstawowych elementów myśli chińskiej Jest oczywiście sporo form chińskiej

Tagi

Źródło

Eseje

Odsłony

2544

Filozofia tao jest jednym z dwóch wielkich, podstawowych elementów myśli chińskiej Jest oczywiście sporo form chińskiej
filozofii, lecz są dwa główne prądy, które głęboko ukształtowały kulturę Chin - taoizm i konfucjanizm - i grają one w ciekawą grę ze sobą. Niechaj zacznę od powiedzenia czegoś o konfucjanizmie, wywodzącym się od Kung Fu-tsy, czyli Konfucjusza, który żył trochę po 630 r. p.n.e. Często uważa się go za współczesnego Lao-tsy, domniemanego założyciela drogi taoistycznej. Jednak nowożytnym uczonym wydaje się, że Lao-tsy żył najprawdopodobniej po 400 r. p.n.e.

Konfucjanizm nie jest religią, lecz rytuałem społecznym i sposobem zarządzania społeczeństwem do tego stopnia, że pierwszy wielki katolicki misjonarz w Chinach, Matteo Ricci, który był jezuitą, uważał branie udziału w rytuałach konfucjańskich za doskonale spójne ze swym katolicyzmem. Postrzegał je jako coś z rodzaju charakteru narodowego, tak jak można szanować flagę czy coś w tym stylu w naszych czasach. Uważał, że konfucjanizm nie pociąga za sobą konfliktu z katolicyzmem, ani że zaangażowanie w jakiekolwiek wierzenie lub dogmat będzie w sprzeczności z wiarą katolicką. Zatem konfucjanizm jest porządkiem społeczeństwa, w który wchodzą idee relacji ludzkich, włączając w to rząd i rodzinę. Porządek ten bazuje na zasadzie zwanej po chińsku "ren", które jest nadzwyczaj interesującym słowem. Tłumaczone jest ono często jako "życzliwość", lecz to nie jest wcale dobre tłumaczenie. Słowo to znaczy "ludzka serdeczność" (tak najlepiej można je oddać w języku angielskim) i było ono uważane przez Konfucjusza za najwyższą z cnót, choć zawsze odmawiał podania jej definicji. Jest ona ponad prawością, sprawiedliwością, przyzwoitością i innymi wielkimi cnotami konfucjańskimi oraz zawiera zasadę, że natura ludzka jest fundamentalnie dobra, zawierając nie tylko szlachetną stronę, lecz także tę namiętną - nasze pragnienia i przewrotność Żydzi mają termin "yetzer ha-ra", który znaczy "przewrotna skłonność" lub, jak ja to lubię nazywać, nieredukowalne łotrostwo, w które Bóg wyposażył wszystkich ludzi, gdyż było to dobre. Ludziom służy posiadanie tych dwóch elementów w sobie. Zatem prawdziwie ludzka osoba jest gentlemanem z lekkim odcieniem łotrostwa, tak jak w gulaszu musi znajdować się sól.
Konfucjusz twierdził, że porządnisie są złodziejami cnoty, tzn. że próbować być całkowicie prawym jest wykroczeniem poza
ludzkość i byciem czymś, co nie jest ludzkie. Więc to daje konfucjaniście podejście do życia, sprawiedliwość i wszystkie te rzeczy z rodzaju dziwnego humoru, coś jak postawę "chłopcy będą chłopcami", która niemniej jest bardzo dojrzałym sposobem radzenia sobie z ludzkimi problemami.

Rzecz jasna to z tego powodu japońscy kapłani buddyjscy (szczególnie kapłani zen), którzy odwiedzili Chiny, by studiować
buddyzm, wprowadzili konfucjanizm do Japonii. Pomimo pewnych ograniczeń konfucjanizmu - a zawsze potrzebuje on filozofii
taoistycznej jako przeciwwagi - był on jedną z najbardziej udanych filozofii w całej historii do regulowania rządowych i
rodzinnych związków. Konfucjanizm zaleca przeróżne formalne związki - językowe, ceremonialne, muzyczne, etykiety i we
wszystkich sferach moralności - i z tego powodu był zawsze przedmiotem złośliwych uwag taoistów za bycie nienaturalnym. Lecz potrzebne są te dwa składniki, które pięknie grają przeciwko sobie w społeczeństwie chińskim

Mówiąc szorstko, konfucjański sposób życia jest dla ludzi uwikłanych w ten świat. Natomiast taoistyczna droga jest dla ludzi, którzy się z niego wyplątują. Jak to wiemy z naszych nowoczesnych czasów, jest wiele sposobów na wyplątanie się z
uporządkowanego stylu życia w Stanach Zjednoczonych. Jeśli chcesz przejść przez styl regularny, idziesz do liceum, na studia, a potem zajmujesz się zawodem lub interesem. Posiadasz standardowo dom, zakładasz rodzinę, masz samochód lub dwa itp. Lecz wielu ludzi nie chce żyd w ten sposób i jest dużo sposobów życia poza tym właśnie. Zatem można by rzec, iż ci, którzy postępują zgodnie z tym schematem, odpowiadają konfucjanistom. Cyganie, włóczędzy, bitnicy itp., którzy nie odnoszą się do tego schematu, są bardziej jak taoiści. W sumie w chińskich dziejach taoizm był zawsze dla starszych ludzi. Lao-tsy, imię nadane założycielowi taoizmu, znaczy "stary chłopiec", bowiem legenda mówi, iż narodził się on już z białą brodą.

A więc wygląda to mniej więcej tak: gdy już miałeś swój wkład w społeczeństwo, masz dzieci i wychowałeś je, oraz przyjąłeś pewną rolę w życiu społecznym, mówisz wtedy: "Nadszedł dla mnie czas, by dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Kim jestem ostatecznie za moją zewnętrzną osobowością? Jakie jest tajemnicze źródło rzeczy?". Druga połowa życia jest doskonałym czasem, by się tego dowiedzieć Jest to coś do zrobienia, gdy już skończyło z interesem rodzinnym. Nie twierdzę, że jest to jakaś nieunikniona, ścisła reguła. Oczywiście można studiować taoizm za młodu, gdyż zawiera on wszelkie sekrety co do wykonywania każdego rodzaju sztuki, rzemiosła, interesu bądź jakiegokolwiek zawodu. W Chinach gra on w pewien sposób rolę wentyla bezpieczeństwa dla bardziej restrykcyjnego sposobu życia, który zaleca konfucjanizm. Jest w Chinach taki typ człowieka, zwany "czarną togą". Jest on swego rodzaju intelektualnym obibokiem znajdowanym często wśród uczonych, bardzo podziwianym i będącym typem osobowości, który miał ogromny wpływ na rozwój ideałów życiowych buddystów zen. Jest on tym, kto raczej podąża za naturą, zamiast iść przeciwko niej.

Przede wszystkim zamierzam odnieść się do idei pochodzących z książki Lao-tsy, "Tao te ching". Naturalnie podstawą całej tej filozofii jest pojęcie tao. Słowo to ma wiele znaczeń, a książka Lao-tsy zaczyna się od zaznaczenia, że tao, które może być wyrażone, nie jest wiecznym tao. Nie da się podać jego wszystkich znaczeń, ponieważ słowo "tao" znaczy zarówno "droga-bieg natury-wszystkiego" oraz "mówić". Tak więc faktyczny fragment otwierający tę książkę, następujący po słowie "tao", znaczy "może być" lub "może" bądź coś podobnego do "móc". Zgodnie ze swym drugim znaczeniem będzie to: "Droga, która może być wypowiedziana, opisana lub wyrażona". Lecz oznacza to także drogę, która może być "wdrożona". Droga, którą da się podróżować zapewne nie jest wieczną drogą. Innymi słowy, nie ma sposobu na podążanie za tao; nie ma na to przepisu. Nie mogę dad ci instrukcji typu "zrób to sam" - jak należy to zrobić Podobnie gdy spytano Louisa Armstronga: "Czym jest jazz?", odparł on: "Jeśli musisz pytać, to nie wiesz". Dziwne, nieprawdaż? Lecz możemy wnioskować, czym to jest, przez wchłonięcie pewnych klimatów i postaw związanych z tymi, którzy zgodnie z tym postępują. Możemy to także zrozumieć poprzez sztukę, poezję, zwroty, anegdoty i historie, które ilustrują filozofię tej drogi.

Zatem to słowo, tao, "bieg rzeczy" nie jest, jak tłumaczyli je niektórzy misjonarze chrześcijańscy, Logosem, biorąc za punkt wyjścia wstępny pasaż z Ewangelii św. Jana: "Na początku było Słowo". Jeśli odszukasz to w chińskim tłumaczeniu Biblii, zwykle będzie to: "Na początku było tao. A tao było z Bogiem oraz tao było Bogiem. Tak samo było na początku z Bogiem. Wszystkie rzeczy były przez to stworzone i bez tego nie było nic stworzonego, co zostało stworzone". Więc podstawili oni "tao" i wywarło to bardzo śmieszne wrażenie na chińskich filozofach, gdyż idea rzeczy stwarzanych przez tao jest absurdalna. Tao nie jest stworzycielem ani zarządcą. Ono nie rządzi, jak gdyby z pozycji króla. Choć książka "Tao te ching" została napisana dla wielu celów, jednym z ważniejszych było bycie instrukcją postępowania dla władcy. Mówi mu ona zasadniczo: "Rządź nie rządząc. Nie króluj nad ludźmi". Tak więc Lao-tsy mówi: "Wielkie tao płynie wszędzie, tak na lewo, jak i na prawo. Kocha i żywi wszystkie rzeczy, lecz nie króluje nad nimi, a kiedy uczyni dobro, nie rości do niego pretensji". Innymi słowy, tao nie wstaje i nie mówi:
"Stworzyłem was wszystkich. Zapełniłem tę ziemię pięknem i chwałą. Padnijcie przede mną i chwalcie mnie". Tao, zrobiwszy
wszystko, zawsze ucieka i nie ma go w pobliżu, by ode brać  podziękowania czy wyrazy uznania, ponieważ uwielbia pozostawać w cieniu. Jak powiedział Lao-tsy: "Tao jest jak woda. Zawsze szuka najniższego położenia, do którego ludzie czują wstręt". Jest więc to bardzo tajemnicza idea.

Zatem tao nie jest tak naprawdę odpowiednikiem zachodniej czy hinduskiej idei Boga, ponieważ Bóg jest zawsze kojarzony z
byciem władcą. Nawet w Indiach Brahman jest często nazywany Najwyższym Panem, choć ściślej termin tej stosuje się do
Iszwara, manifestacji Brahmana w formie osobowego Boga. Pieśnią Kriszny jest Bhagavad Gita - "Pieśń Pana", więc zawsze jest związana z tym idea króla i władcy. Nie jest tak w chińskiej filozofii tao. Tao nie jest czymś różnym od natury, od nas i od otaczających nas drzew, wody i powietrza. Tao jest sposobem, w jaki wszystko działa. A więc podstawową chińską ideą wszechświata jest to, że tak naprawdę jest to organizm. Jak zobaczymy, gdy dojdziemy do Czuang-tsy, który był uczniem Lao-tsy, spostrzegał on wszystko jako działające razem, tak że nie można znaleźć nigdzie centrum kontroli, gdyż takiego po prostu nie ma. Świat jest systemem współzależnych komponentów, z których żaden nie może przetrwać bez innych, tak jak w przypadku pszczół i kwiatów. Nigdy nie znajdzie się pszczół w miejscu, w którym nie ma kwiatów, oraz nigdy nie znajdziesz kwiatów w miejscu, gdzie nie ma pszczół lub innych owadów, które wykonywałyby równoważną pracę. To, co nam to mówi w sekrecie, jest tym, że choć pszczoły i kwiaty wyglądem różnią się od siebie, to są one nierozłączne. By użyć bardzo ważnego wyrażenia taoistycznego - one wzrastają razem. "być" i "nie być" powstają jednocześnie. Ta cecha bazuje na obrazie rośliny, czegoś, co wyrasta z ziemi. Można by zatem rzec, iż pozytywne i negatywne, "być" i "nie być", "tak" i "nie", oraz światło i ciemność pojawiają się i istnieją wspólnie. Nie ma przyczyny i skutku; to wcale nie jest taki związek. To coś jak jajko i kura. Pszczoły i kwiaty współistnieją w taki sam sposób jak wysokie i niskie, tył i przód, długie i krótkie, głośne i ciche - wszystkie te doświadczenia mogą być doświadczane tylko w terminach swego biegunowego przeciwieństwa.

Chińska idea natury jest taka, iż wszystkie różne gatunki pojawiają się razem, ponieważ są współzależne, a cały ten system współzależności jest tao. Pociąga to za sobą pewne inne rzeczy, które idą z tao, lecz to wzajemne wzrastanie jest kluczową ideą dla całej sprawy. Jeśli chcesz zrozumieć chińską i orientalną myśl w ogólności, to jest to najważniejsza rzecz do uchwycenia, ponieważ tak bardzo myślimy w terminach przyczyny i skutku. Myślimy dziś o wszechświecie na sposób arystotelesowski i newtonowski. Zgodnie z tą filozofią świat jest podzielony. Jest jak olbrzymi zbiór kul bilardowych, które nie poruszą się, dopóki nie zostaną uderzone przez inne kule lub kij bilardowy. Tak więc wszystko porusza się tik, tak, tik, tak we wszystkich kierunkach; jedna rzecz zaczyna inną w mechaniczny sposób. Oczywiście z punktu widzenia nauki dwudziestego wieku wiemy doskonale, że to nie tak się odbywa. Wiemy o związkach dość, by widzieć, że mechaniczny model, który wynalazł Newton, nadawał się do pewnych celów, lecz obecnie się załamuje, gdyż rozumiemy względność i widzimy, że rzeczy raczej poruszają się razem w swego rodzaju połączonej sieci niż w łańcuchu kul bilardowych uderzających się nawzajem.

Tak też dochodzimy do drugiego niezwykle ważnego terminu. Wyrażenie "tzu-jan" tłumaczymy z chińskiego jako "natura", lecz
termin ten wyraża cały punkt widzenia. Nie mówi on "natura", czyli w pewnym sensie "klasa rzeczy", lecz znaczy dosłownie
"samo tak" lub "to, co jest samo z siebie". Jest to coś, co dzieje się samo z siebie, a zatem spontanicznie. Na początku "Tao te ching" Lao-tsy mówi: "Metodą tao jest bycie samo z siebie". Moglibyśmy tłumaczyć to jako "automatycznie", gdyby słowo to nie miało mechanicznego odcienia. Tzu-jan albo po japońsku "sbizen" znaczy "spontanicznie" - wydarza się to tak samo jak bicie twojego serca. Nic z tym nie robisz, nie zmuszasz swego serca do bicia, nie sprawiasz tego, ono robi to samo z siebie. Wyobraź sobie świat, w którym wszystko dzieje się samo z siebie - nie musi on być kontrolowany, wolno mu. Podczas gdy można by powiedzieć, że idea Boga pociąga za sobą kontrolę nad wszystkim, co się dzieje, idea tao dotyczy władcy, który abdykuje i ufnie pozwala wszystkim ludziom prowadzić ich własne sprawy, pozwala im wszystkim "wydarzać się". Nie znaczy to, że nie ma zjednoczonego organizmu i że wszystko jest w chaosie. Oznacza to, że im więcej dajesz wolności i miłości, oraz im bardziej pozwalasz rzeczom w sobie i w twoim otoczeniu zająć swe miejsce, tym więcej uświadczysz porządku.

W Indiach wierzy się powszechnie, że kiedy osoba wstępuje na ścieżkę wyzwolenia, to jej pierwszym problemem jest uwolnienie się od swej wcześniejszej karmy. Słowo "karma" znaczy dosłownie w sanskrycie "działanie" lub "czynienie", tak więc gdy mówimy, że coś, co ci się przydarza, jest twoją własną karmą, to jest to jak mówienie po naszemu: "To twoja własna zasługa". Według popularnego indyjskiego wierzenia karma jest swego rodzaju wbudowanym prawem moralnym, prawem odpłaty, takim że twe wszystkie złe i dobre uczynki mają dla ciebie pewne konsekwencje. Tak długo, jak energia karmiczna pozostaje zmagazynowana, musisz ją przepracować, a to, co mędrzec stara się robić, jest działanie zwane w sanskrycie "nishkama karma". "Nishkama" znaczy "bez namiętności" lub "bez przywiązania", karma zaś "działanie". Zatem cokolwiek on robi, zrzeka się owoców tego działania, działając w sposób, który nie tworzy przyszłej karmy. Przyszła karma trzyma człowieka w kole istnienia, samsarze, i sprawia, że się on odradza.

Kiedy zaczynasz wydostawać się z łańcucha karmy, wszyscy wierzyciele, których masz, zaczynają się pojawiać po Zapłatę. Innymi słowy, osoba, która zaczyna studiować jogę, może czuć, że nagle zachoruje lub że jej dzieci umrą bądź też straci majątek albo że wszelkie katastrofy spadną na nią, ponieważ spłacany jest jej dług karmiczny. Nie ma pośpiechu na "spłatę", gdy żyjesz jak każdy inny, lecz jeśli przedsięwziąłeś życie duchowe, pojawia się pewien pośpiech. Stąd, gdy się to wie, rozpoczęcie tego staje się raczej zniechęcające. Po chrześcijańsku można by to wyrazić tak, że jeśli planujesz zmienić swoje życie (a może nadstawić drugi policzek?), nie może o tym dowiedzieć się diabeł, ponieważ przeciwstawi tobie całą swoją moc, gdy odkryje nagle, że chcesz umknąć jego władzy. Tak więc gdy masz na przykład nałóg taki jak nadmierne picie i robisz noworoczne postanowienie, że w nadchodzącym roku przestaniesz pić, jest to bardzo niebezpieczna rzecz. Diabeł natychmiast się o tym dowie i skonfrontuje cię z perspektywą 365 dni bez alkoholu. Będzie to okropne, po prostu przytłaczające i nie będziesz mógł wytrzymać dłużej niż trzech dni na trzeźwo. Zatem w tym przypadku idziesz z diabłem na kompromis i mówisz: "Tylko dziś nie będę pił, ale, wiesz, jutro może do tego wrócę". Gdy przychodzi jutro, mówisz: "Ech, jeszcze jeden dzień, spróbujmy tylko". Następnego dnia mówisz: "E tam, następny dzień nie robi wielkiej różnicy". A więc robisz to tylko na chwilę i nie dajesz diabłu poznać, że masz ukrytą intencję działania dzień za dniem i za dniem. Jest rzecz jasna coś jeszcze lepszego, a jest tym nie pozwolenie diabłu wiedzieć czegokolwiek. Znaczy to oczywiście nie pozwolić wiedzieć sobie. Jednym z wielu znaczeń wyrażenia: "Nie pozwól twej lewicy, by wiedziała, co czyni twa prawica" jest właśnie to. To dlatego w ćwiczeniach zen sprawa koncentruje się na działaniu bez premedytacji. Jak wiedzą to ci, którzy czytali książkę Eugena Herrigela "Zen w sztuce łucznictwa", koniecznym było zwolnienie cięciwy bez uprzedniego powiedzenia: "Teraz". Jest też taka cudowna historia niemieckiego pisarza, Vana Kleista, o meczu bokserskim z niedźwiedziem. Nie można nigdy z nim wygrać, ponieważ niedźwiedź ten zawsze zna z góry plany człowieka i gotów
jest poradzić sobie z każdą sytuacją. Jedynym sposobem na uporanie się z niedźwiedziem byłoby uderzenie go bez uprzedniego zamiaru zrobienia tego. To by go zaskoczyło. Tak więc jest to jeden z wielkich problemów życia duchowego, czy jakbyście to chcieli nazwać - być w stanie mieć zamiar i działać jednocześnie - a oznacza to ucieczkę przed karmą i diabłem.

Tak więc można by powiedzieć, że taoizm jest wzorowy w tym względzie: jest to uwalnianie się od karmy bez czynienia
jakiejkolwiek wcześniejszej zapowiedzi. Przypuśćmy, że mamy pociąg, z którego chcemy ściągnąć samochody, które on przewozi. Można pójść na sam koniec, rozładowywać je jeden po drugim i przetaczać na bocznicę, lecz najprostszym sposobem ze wszystkich jest odłączenie pierwszego wagonu od lokomotywy, co załatwia całą sprawę za jednym razem. To w takim stylu
taoista uwalnia się od karmy bez wysiłku, co nadaje temu reputację łatwej drogi. Jest wiele rodzajów jogi i dróg dla ludzi, którzy chcą trudności. Jedną z największych zagrywek kogoś takiego jak Gurdżijew było sprawienie, by wydawało to się jak najtrudniejsze, ponieważ było to wyzwanie dla próżności jego uczniów.

Jeśli jakiś nauczyciel bądź guru powie: "Naprawdę, to wcale nie jest trudne, lecz doskonale łatwe", niektórzy powiedzą: "Ech, on nie jest prawdziwy. My chcemy czegoś ciężkiego i trudnego". Gdy widzi się kogoś, kto rozpoczyna od narzucenia ci bardzo dziwnych i sztywnych ćwiczeń, ludzie myślą: "I o to chodzi. Ten człowiek to jest to". Tak więc schlebiają sobie myśleniem, iż chodząc do takiego faceta, są poważnymi uczniami, podczas gdy inni ludzie są tylko amatorami. W porządku, jeśli musisz robić to w ten sposób, to tak to musisz robić Ale taoista jest osobą, która pokazuje ci skróty oraz jak zrobić to raczej inteligencją niż wysiłkiem, gdyż o to właśnie chodzi. W tym sensie taoizm jest tym, czego każdy szuka - łatwą drogą, skrótami – używaniem sprytu zamiast mięśni.

Powstaje naturalnie pytanie: "Czy to nie jest oszukiwanie?". Kiedy w jakiejkolwiek grze ktoś zaczyna naprawdę używać swej
inteligencji, będzie najprawdopodobniej oskarżony o oszukiwanie, a bardzo trudno jest poprowadzić linię pomiędzy
umiejętnością a oszukiwaniem. Niższa inteligencja zawsze oskarży wyższą inteligencję o oszukiwanie - to jest jej sposób na zachowanie twarzy. "Pokonałeś mnie środkami, które nie były fair. Pierwotnie mieliśmy współzawodniczyć, by dowiedzieć się, kto ma najmocniejsze mięśnie. Pokazać to miało pchanie tego o tak. Lecz wtedy ty użyłeś jakiegoś manewru, jakiejś sztuczki judo, co było nie fair". A więc w całej dziedzinie dróg wyzwolenia są ścieżki dla ludzi głupich i ścieżki dla ludzi inteligentnych i te drugie są szybsze. Zostało to doskonale wyjaśnione przez Hui-nenga, szóstego patriarchę zen w Chinach, w jego Sutrze Wywyższenia, gdzie powiedział: "Różnica pomiędzy szkołą stopniową a szkołą natychmiastową jest taka, iż choć obie docierają do tego samego celu, to stopniowa jest dla ludzi myślących wolno, a natychmiastowa dla myślących szybko". Innymi słowy, chodzi o to, czy potrafisz znaleźć sposób na wejrzenie w swoją własną naturę, wejrzenie w tao natychmiastowo.

Już wcześniej wskazałem wam drogę natychmiastową, drogę przez teraz. Kiedy wiesz, że ta chwila jest tao i jest ona rozważana przez siebie bez przeszłości i bez przyszłości - wieczna, nie pojawiająca się, ani nie znikająca - to jest to nirwana. Jest cała chińska filozofia czasu bazująca na tym. O ile mi wiadomo, nie była ona zbytnio omawiana przez pisarzy taoistycznych, lecz bardziej przez pisarzy buddyjskich. Lecz to wszystko bazuje na tym samym. Zenji Dogen, wielki, trzynastowieczny japoński buddysta zen studiował w Chinach i napisał książkę zwaną Shobogenzo. Pewien roshi powiedział mi w Japonii ostatnio: "To jest okropna książka, ponieważ wszystko mówi. Wyjawia ona cały sekret". Lecz jej autor mówi w niej: "Nie ma takiej rzeczy jak postęp w czasie. Wiosna nie staje się latem. Najpierw jest wiosna, a potem jest lato". W ten sam sposób "ty" teraz nie stajesz się "sobą" później.

T. S. Elliot w "Czterech kwartetach" mówi, że osoba, która usiadła w pociągu, by przeczytać gazetę, nie jest tą samą osobą, która do tego pociągu wsiadła z peronu. Tak też wy, którzy tu siedzicie, nie jesteście tymi samymi ludźmi, którzy weszli tu przez drzwi - stany te są oddzielone, każdy w swoim własnym miejscu. Była "osoba wchodząca drzwiami", lecz teraz jest tylko "osoba siedząca tu i teraz". Osoba siedząca tu i teraz nie jest osobą, która umrze, gdyż wszyscy jesteśmy w ciągłym przepływie. Ciągłość osoby z przeszłości poprzez teraźniejszość do przyszłości jest złudzeniem. Kiedy wrzucisz kamyk do wody, co wywołuje koncentryczne okręgi fal, pojawia się złudzenie, że to woda płynie na zewnątrz, lecz żadna woda tak nie płynie. Woda porusza się jedynie w górę i w dół. To, co wydaje poruszać się na zewnątrz, to fala, a nie woda. Podobnie filozoficzna teza stanowi, że nasze wrażenie istnienia w czasie tak naprawdę nie ma miejsca.

Buddyści twierdzą, że cierpienie istnieje, ale nikt, kto by cierpiał. Uczynki istnieją, ale nie ma ich sprawców. Jest ścieżka, ale nie ma nikogo, kto by nią podążał. Jest też nirwana, ale nikt, kto by ją osiągał. W ten sposób patrzą oni na ciągłość życia jak na złudzenie tego samego rodzaju, gdy weźmie się papierosa i zakręci nim w ciemności, robiąc wrażenie okręgu, podczas gdy jest to tylko jeden punkt ognia. Teza jest więc taka, że tak długo jak jesteś w teraźniejszości, nie ma żadnych problemów. Problemy istnieją tylko wtedy, gdy pozwolisz chwilom obecnym na złączenie się. Jest dość ciekawy sposób na ujęcie tego po chińsku Mają oni bardzo interesujący znak wymawiany "nin" (po japońsku "nen"). Jego górna część znaczy "teraz", a dolna "serce-umysł" - shin. Tak więc jest to jak gdyby "nagłość myśli". W Chinach używa się tego znaku jako odpowiednika sanskryckiego słowa "inana". Jeśli podwoisz ten znak i napiszesz dwa lub trzy razy - nin, nin, nin - to znaczyć to będzie: "Myśl za myślą, za myślą". Mistrz zen, Joshu, został raz spytany: "Jaki jest umysł dziecka?", na co odparł: "Piłka w górskim potoku". Spytano go więc: "Co masz na myśli poprzez piłkę w górskim potoku?". Joshu odpowiedział: "Myśl za myślą, za myślą, bez przeszkód". Przez umysł dziecka miał na myśli oczywiście niewinny umysł osoby oświeconej. Jedna myśl następuje po kolejnej bez wahania. Myśl ta powstaje bez czekania na powstanie. Gdy klaśniesz dłońmi, wydają one dźwięk bez wahania. Gdy uderzasz w krzemień, wydobywa się iskra, która nie czeka na wydobycie się. To właśnie oznacza to, że nie ma przeszkód.

A więc "myśl, myśl, myśl" - nin, nin, nin - opisuje to, co my nazywamy strumieniem świadomości. Blokowanie polega na
pozwoleniu, by ten strumień połączył się, związał w taki sposób, że gdy pojawia się myśl teraźniejsza, wydaje się ona ciągnąć swoją przeszłość lub stawiać opór swej przyszłości, mówiąc: "Nie chcę iść". Kiedy połączenie, czyli ciągnięcie się tych myśli, zostaje przerwane, łańcuch karmy pęka. Jest to bardzo ciekawe, gdy porówna się to do pewnych problemów w muzyce, gdyż słuchając jej, słyszymy melodię tylko dlatego, że pamiętamy sekwencję. Słyszymy przerwy pomiędzy tonami, lecz co więcej pamiętamy tony, które prowadziły do tonu słyszanego w tej chwili. Jesteśmy nauczeni, by w muzyce oczekiwać pewnego następstwa, i do stopnia, w którym to następstwo rozumiemy, oczekujemy go, czujemy, że rozumiemy muzykę. Ale do stopnia, w którym twórca nie trzyma się reguł - i przedstawia nam nieoczekiwane następstwo - czujemy, że nie rozumiemy muzyki. Gdy przedstawia on nam harmonijne związki, których nie jesteśmy nauczeni akceptować lub oczekiwać, mówimy: "Ten człowiek tworzy szajs". Jasne wydaje się to, że odbiór muzyki oraz zdolność usłyszenia melodii zależą od związku pomiędzy przeszłymi, teraźniejszymi i przyszłymi dźwiękami. Możecie powiedzieć: "Mówisz o sposobie życia, która odpowiada słuchaniu muzyki przez kogoś na nią głuchego, co eliminuje melodię, pozostawiając jedynie hałas. Żyjąc na sposób tao, wyzbywasz się całego sensu i zostają ci tylko bezsensowne teraźniejsze chwile". W pewnym sensie jest to prawdą, jest to to, co buddyści mają na myśli poprzez widzenie rzeczy w ich takości.

Co jest takiego złego w umieraniu, na przykład? To naprawdę żaden problem. Kiedy umierasz, to po prostu padasz trupem i to wszystko. Lecz co czyni to problemem, to to, że ciągniesz przeszłość Te wszystkie rzeczy, które zrobiłeś, te wszystkie dokonane osiągnięcia, oraz te wszystkie związki i ludzie, których zgromadziłeś jako przyjaciół, muszą odejść Nie ma tu tego teraz. Kilku przyjaciół może być wokół ciebie, lecz cała przeszłość, która stanowi o tym, kim jesteś (co jest zwykłym wspomnieniem), musi odejść i czujemy, że to okropne. Gdybyśmy tak nie czuli, gdybyśmy umierali tak po prostu, śmierć nie byłaby problemem. Podobnie trudy codziennego życia stają się nieznośne, kiedy wszystko - cała przeszłość i przyszłość - zacieśnia się i czujesz, że ciągniesz to ze sobą każdego dnia. Przypuśćmy, że budzisz się pewnego cudownego poranka. Weźmy dzień dzisiejszy, tu i teraz - jesteśmy w tym cudownym miejscu i niektórzy z nas muszą iść do pracy w poniedziałek. Czy to jest problem? Dla wielu ludzi jest, gdyż psuje smak tego, co dzieje się teraz. Gdy budzimy się w poniedziałek rano i myślimy o różnych przeszkodach, którym musimy stawić czoła, od razu czujemy się smutni, znudzeni i udręczeni. Podczas gdy faktycznie tylko leżymy w łóżku.

Tak więc taoista podchodzi do tego prosto: "Żyj teraz, a nie będzie żadnych problemów". To jest sens powiedzenia zen: "Kiedy jesteś głodny, jedz. Kiedy jesteś zmęczony, śpij. Kiedy chodzisz, chodź. Kiedy siedzisz, siedź". Rinzai, wielki mistrz z czasów dynastii Tung, powiedział: "W praktyce buddyzmu nie ma miejsca na wysiłek. Śpij, gdy jesteś zmęczony, jedz, gdy jesteś głodny i wypróżniaj się - to wszystko. Ignorant wyśmieje mnie, lecz mądry zrozumie". Sens cudownego powiedzenia zen: "Każdy dzień to dobry dzień" jest taki, że dni przychodzą jeden po drugim, ale jest tylko ten jeden. Nie łączysz ich. To, jak dałem do zrozumienia, wydaje się być atomizacją życia. Rzeczy robią to, co robią. Kwiat zostaje zdmuchnięty, a ludzie idą w tą lub tamtą stronę i właśnie to się dzieje. Nie ma tu sensu, przeznaczenia, ani wartości. Tak to po prostu jest. Gdy to widzisz, czujesz wielką ulgę. To wszystko, co jest. Wtedy też, gdy jesteś mocno osadzony w takości, w tej chwili, możesz znowu zacząć grad ze związkami, tyle że przejrzałeś je na wylot. Teraz już cię nie prześladują, ponieważ wiesz, że nie ma żadnego ciągłego "ja", biegnącego od chwili do chwili, które powstało kiedyś w przeszłości i które umrze kiedyś w przyszłości. Wszystko to znikło. Możesz więc mieć przeogromną zabawę, oczekując przyszłości, pamiętając przeszłość i grając w przeróżne ciągłości. To jest sens tego słynnego powiedzenia zen o górach:
"Dla człowieka naiwnego góry są górami, a rzeki są rzekami. Dla zaawansowanego ucznia góry nie są już górami, ani rzeki nie są już rzekami". Innymi słowy, rozpuściły się one w chwili obecnej, tsbana. "Lecz dla doskonale spełnionego ucznia góry są ponownie górami, a rzeki są ponownie rzekami".

 

Oceń treść:

Average: 9 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby Psylocybinowe
  • Pierwszy raz

Puste mieszkanie, słoneczne, jesienne popołudnie

 

Chciałbym Wam opowiedzieć o tripie, który zmienił moje życie.

 

Faza 1 - Desperackie poszukiwanie pomocy

 

Nie wchodząc w szczegóły, od około 15 roku życia miałem problemy z emocjami, a kilka lat później przestałem je czuć, co przekształciło mój umysł w stu procentowy racjonalizm, a następnie doprowadzając do głębokiej depresji i problemów z uzależnieniami. Poprzez pomoc mam na myśli pomoc w odstawieniu używek i podniesienie jakości mojego życia.

 

Faza 2 - Przygotowania i zdobywanie wiedzy

 

  • Retrospekcja
  • Szałwia Wieszcza

2008r. Różne S&S. Niezbyt właściwe i komfortowe warunki.

Teraz Ty pójdziesz w moje ślady. Zanim odejdę zostawię Ci niezbędne instrukcje przedstawione w tym raporcie, który raportem nie jest, jednakże wątpię, że przygotują Cię one - chociażby w minimalnym stopniu - na to co się wydarzy...

Obok traum były to najsilniejsze doświadczenia w całym moim życiu. Zostałam dosłownie zmiażdżona, zmielona i wypluta przez coś zupełnie różnego od klasycznej wersji rzeczywistości, nawet od rzeczywistości dość mocno zmienionej psychodelikami. Nie doznałam czegoś podobnego nigdy wcześniej, nic nie przygotowało mnie na przejście.

  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

Dom, długo wyczekiwany trip. Przygotowane farbki, kocyki, muza, zajebioszka.

Tęskniłem. 

Chciałbym czuć to już zawsze.

Własnie skończyłem jeden z najmocniejszych tripów w życiu.

Ale od początku.

 

Jakiś czas temu pisałem, że czas na trip, muszą być grzyby itp. ale zdecydowałem się na trufle. Jako, że daaaaaaaaaaawno nie tripowałem to zakupiłem najsłabsze - mexican, ledwie dwa i pół na pięć w skali mocy. A tutaj psikus był niemały, bo zmiotły mnie jak ŻADNE wcześniej.

  • LSD-25
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Lekkie nakreślenie sytuacji, śmiało pomijać.

---

Dwa lata temu na popularnym portalu społecznościowym ułatwiającym poznawanie ludzi z różnych stron świata napisał do mnie Marcin, 20-latek, ironicznie, z Warszawy.

randomness