REKLAMA




O ludzkim mózgu, wizjach, duchowości i umieraniu - wywiad z Rickiem Strassmanem, ekspertem od DMT

Od Redakcji [h]: niniejszy bardzo ciekawy wywiad z Rickiem Strassmanem publikujemy nieznacznie okrojony o pytania, w których dość rozwlekłe zagajenia pytającego spotykały się z odpowiedziami w rodzaju "nie znam się na tym".

Tagi

Źródło

reset.me
JC

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Końcowy morał jest zatem prosty - uważajcie, ile sypiecie do swojej Machiny, bo trip to kwestia minut, ale tłumaczenie Biblii może Wam zająć pół życia.

 

;)

Odsłony

3017

Od Redakcji [h]: niniejszy wywiad z Rickiem Strassmanem publikujemy nieznacznie okrojony o pytania, w których dość rozwlekłe zagajenia pytającego spotykały się z odpowiedziami w rodzaju  "nie znam się na tym". 

 

JC: Minęło już 15 lat od opublikowania Twojej książki "DMT: Molekuła Duszy". Obejmuje ona takie aspekty badań jak perypetie z różnymi wydziałami administracyjnymi rządu, z którymi trzeba było wspólpracować, aby badania zostały zatwierdzone. Dokumentuje poszukiwania odpowiedniego dawkowania w celu optymalizacji doświadczenia pacjenta, dokumentowanie tych doświadczeń, a także wyniki i reperkusje Twojej pracy. Czy zmieniłbyś coś w tym doświadczeniach, jeśli byłoby to możliwe?

Dr. Strassman: Nie zmieniłbym nic w założeniach pierwszego badania nad DMT. Musiało być ono starannie zaprojektowane i prowadzone raczej w ramach schematu dawka-relacja, niż psychoterapeutycznego. Faza obserwacji, badania rozwijania tolerancji przy powtarzanych w kótkich odstępach czasu wielokrotnych iniekcjach DMT była niezwykle interesująca. Byłem jednak coraz bardziej ograniczany przez ten model, w miarę jak moje badania posuwały się naprzód. Zdawałem sobie sprawę, że muszę zacząć próby określenia specyficznych mechanizmów receptorów pośredniczących w tworzeniu efektu DMT, a to wymagało blokady poszczególnych aspektów doświadczenia. Te ostatnie badania były trudne już na etapie rekrutacji i frustrujące zarówno dla ochotników, jak i dla mnie, z uwagi na nacisk na osłabianie efektów DMT. Brak wspólpracowników biegłych w innych dyscyplinach, jak psychoterapia lub leczenie uzależnień, także ograniczał w pewnym momencie moje możliwości.

Z perspektywy czasu myślę, że powinienem mieć wokól siebie lepszy zespół - zarówno w wydziale psychiatrii jak i w centrum badawczym. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do bycia głosem wołającego na pustkowiu, że kiedyś moje badania rzeczywiście zaczęły przynosic wynikił, trudno mi było poprosić o pomoc i wsparcie, w oczywisty sposób potrzebne gdy bierze się na barki odpowiedzialność za tak złożony projekt.

JC: Jaki był w tamtym czasie ogólny odźwięk ze strony opinii publicznej, społeczności naukowej i specjalistów od duchowości?

Dr Strassman: Opinia publiczna była bardzo entuzjastycznie nastawiona do prac nad DMT. Pierwsza książka o DMT - "DMT: molekuła duszy" - sprzedała się 150.000 egzemplarzy i z każdym rokiem sprzedaje się jej więcej. Film dokumentalny o DMT, który powstał na podstawie mojej pracy, zatytułowany tak samo jak książka, było bardzo popularny i również odniósł spory sukces.

Moja praca zastała społeczność naukową nieprzygotowaną na jej przyjęcie, ponieważ pojawiła się pozornie znikąd, po 20 letniej przerwie w takich badaniach na terenie USA. Jako wskaźnik tego niech posłuży fakt, że dopiero dziesięć lat po zakończenia moich badań prace Johna Hopkinsa na temat psylocybiny zaczęły być publikowane. Gdy przedstawiłem moje dane w początku lat 90., były przyjmowane z pewnym rozbawieniem, głównie przez starsze pokolenie badaczy, lub z konsternacją przez moich rówieśników, jednak bez wrogości.

Zgodnie z tym co opisuję w książce, moja wspólnota Zen nie przyjęła dobrze moich badań, ani tego, co o nich pisałem, ale ostatecznie wyszło mi to na dobre, ponieważ uwolniło mnie i skłoniło do powrotu do własnych korzeni duchowych, gdzie znalazłem bardziej przekonujący model efektów DMT. Model, który opisuję w mojej nowej książce, w której porównuję stany osiągane dzięki DMT z doświadczeniami proroków opisanymi w Biblii hebrajskiej. Ksiażka ta nosi tytuł "DMT i dusza proroctwa".

JC: Jedna z Twoich teorii głosi, że DMT jest uwalniane w mózgu i / lub błyskawicznie syntetyzowane w szyszynce z chwilą śmierci. Czy rozwinąłeś tę teorię, aby nawiązać do własnych przekonań co do "duchowości" i tego dlaczego istnieje ludzkość i stworzenie w ogóle?

Dr Strassman: Wiemy od prawie 60 lat, że płuca wytwarzają DMT. W swojej książce przedstawiłem wiele poszlak, dotyczących roli szyszynki w syntezowaniu DMT. Nadal nie wiadomo, czy aktywność DMT zwiększa się gdy umieramy. Jednak ekstrapolując fakt, że subiektywne cechy doświadczenia z DMT i procesu umierania w pewnej mierze się pokrywają, wydaje się sensowne, że endogenne DMT może tu odgrywać jakąś rolę.

Myślę, że wszechświat, w tym ludzie, istnieje dzięki wspaniałomyślości Boga, który stworzywszy nas chciałby, żebyśmy Go znali kochali, do tego stopnia, w jakim tylko te słowa/pojęcia mogą uchwycić istotę relacji "pragnienia". W ramach mojej nowej teorii, teoneurologii, sugeruję, że mózg jest tak skonstruowany, byśmy byli w stanie komunikować się z Bogiem, a endogenne DMT może być środkiem pośredniczącym w przetwarzaniu na fenomeny - wizje, głosy, emocje, etc. - treści, które są nam przekazywane w religjnym doświadczeniu interakcji z Bogiem.

JC: Wiele osób ze środowisk naukowych unika uwzględniania czegokolwiek poza tym, co mierzalne, istniejące w naszym świecie fizycznie. Ty z kolei zawarłeś w niektórych teoriach dotyczących DMT odniesienia do spraw takich jak doświadczenia przebywania poza ciałem, śmierć kliniczna czy uprowadzenia przez obcych. Wydaje się, że istnieją zbieżności w relacjach osób, które doświadczyły stanów po podaniu DMT i tych, które opisują występowanie niektóre z tych zjawisk bez użycia DMT. Czy to zbieżności tych niepotwierdzonych raportów i statystyk z Twoimi doswiadczeniami doprowadziły do opracowania Twojej teorii, czy coś zupełnie innego?

Dr Strassman: Moim pierwotnym impulsem do pracy nad DMT było spostrzeżenie, jak bardzo skutki zażycia substancji psychodelicznych przypominają opisy efektów niektórych wschodnich praktyk (medytacji) religijnych i doświadczeń śmierci klinicznej. Wydawało się, że musi być jakiś wspólny biologiczny mianownik. Chcę przez to powiedzieć, że być może psychodeliki i techniki medytacyjne aktywują tę samą część mózgu, w zakresie, w którym te dwa kompleksy doswiadczeń sa do siebie podobne. Jedynie powiązanie pomiędzy stanami po DMT, a opisami doświadczeń uprowadzenia przez obcych uświadomiłem sobie dopiero po zakończeniu badań.

JC: Czy na polu badań z użyciem EEG, które mogłyby rzucić światło na funkcjonowanie mózgu i rodzaje fal mózgowych wystepujących po przyjęciu DMT, spotkałeś się z czymś, co Cię zaskoczyło, zbieżnościami, które warto odnotować? Pytam, ponieważ różne stany fal mózgowych wydają się korelować z różnymi poziomami hormonów, produkowanych przez mózg

Dr Strassman: Zrobiliśmy trochę badań EEG pracując z DMT, ale te dane nie były szczególnie przydatne z powodu trudności technicznych - drżenie drobnofaliste niweczyło naszą zdolność do oddzielania artefaktów, pochodzących z pracy mięśni, od zmian fal mózgowych. Wiem, że istnieją obrazowania pracy mózgu i zapisy EEG osób pod wpływem ayahuaski, dane pochodzą z laboratorium Jordi Riba w Barcelonie.

JC: Wiem, że przeprowadziłeś obszerne badania na temat melatoniny i jej wpływu na organizm. Czy po ustaleniu, że melatonina nie ma właściwości psychoaktywnych, badałeś relacje między tym związkiem a DMT? W naszej poprzedniej dyskusji, mówiłem Ci o moim przekonaniu, że melatonina może być przekształcona w DMT przez wywołanie zasadowicy. Jakieś przemyślenia na ten temat?

Dr Strassman: Przeprowadziłem badania nad melatoniną od 1985 do 1987 roku, głównym psychologicznym efektem wysokich dawek było raczej uspokojenie zamiast efektów o charakterze bardziej psychodelicznym, pomimo wcześniejszych przesłanek, że te ostatnie stany mogą być przez nią wywoływane. Zdołaliśmy określić pierwszą poznaną funkcję endogennej melatoniny u ludzi, którą było regulowanie minimalnej temperatury ciała w nocy (w czasie snu).

Omówiliśmy hipotetyczną transformację melatoniny w DMT przez zasadowicę ... Nie jestem jednak bliżej zaznajomiony z tą drogą przekształcenia. Dave Nichols z Karoliny Północnej może mieć coś do powiedzenia na temat tego ewentualnego procesu, podobnie jak Stephen Barker w LSU.

JC: W swojej teorii teoneurologii sugerujesz, że mózg jest przeznaczony do komunikacji z Bogiem. Czy sugerujesz, że mózg działa jak antena? Jeśli tak, czy miałoby z tego wynikać, że nasze mózgi z natury mają zdolność odbierania informacji w "telepatyczny" sposób?

Dr Strassman: Moja teoria teoneurologii sugeruje, że Bóg zaprojektował mózg tak, abyśmy byli w stanie komunikować się z Nim i Jego pośrednikami / aniołami. Myślę, że to coś bardziej skomplikowanego od anteny; być może lepszą analogią byłby telewizor, który jest w stanie wyświetlić informacje otrzymane ze źródła zewnętrznego z wykorzystaniem wielu różnych sposobów. W przypadku mózgu, obejmowałoby to wszystkie elementy subiektywnego doświadczenia, w tym percepcję poznawczą, emocje, i tak dalej.

JC: Na podstawie swoich badań i raportów udokumentowanych w książce, wielu uczestników eksperymentu DMT zadeklarowało inne spojrzenie na umieranie po przejściu przez pełne doświadczenie z DMT. Wydaje się, że niektórzy z nich w pełni przezwyciężyli strach przed śmiercią. Czy możesz wyjaśnić, dlaczego tak jest? Jakie są Twoje własne przemyślenia na temat procesu umierania? Czy wierzysz w koncepcję reinkarnacji?

Dr Strassman: Kiedy wszystko było już gotowe, dałem moim ochotnikom tylko dwie przygotowujące wskazówki dotyczących tego, jak radzić sobie z doświadczeniem po przyjęciu wysokiej dawki DMT: że wszystko stanie się badzo szybko i że mogą uwierzyć, że nie żyją. Jeśli chodzi o tę drugą wskazówkę, zaproponowałem dwa sposoby radzenia sobie z tym: poddanie się panice i walkę do końca lub zachowanie trzeźwości umysłu i zwracanie bacznej uwagi na to gdzie się jest i co się dzieje.

To okazało się być dobrą radą, bo przy wyższych dawkach DMT prawie wszyscy ochotnicy doświadczyli oddzielenia świadomości od ciała, a tylko niewielka ich część doświadczyła początkowej paniki podczas przejścia do stanu w pełni ogarniającego. To uczucie oddzielania się umysłu od ciała pokazało im, że świadomość jest w stanie istnieć w płaszczyźnie nie-fizycznej oraz stanowiło dla wielu przekonywujący dowód, że po śmierci ciała ich świadomość będzie żyć nadal.

Ponadto spekuluję (choć nie mam razie na poparcie tego żadnych obiektywnych danych), że DMT może być uwalniane, gdy człowiek umiera. Zebrałem w mojej pierwszej książce "DMT: molekuła duszy" wiele przesłanek przemawiających za tym. Jeśli okaże się to prawdą, wówczas przyjmowanie wysokich dawek DMT, można uznać za swoisty sposób "przećwiczenia" procesu umierania. Wchodzi się w stan, mający wiele punktów zbieżnych z tym, co ma miejsce podczas rzeczywistego procesu umierania. To właśnie na poziomie intuicyjnym przemówiło do wielu wolontariuszy, którzy po przejściu przez ten stan odcieleśnionego istnienia z zachowaną świadomością wierzyli, że są teraz lepiej przygotowani do umierania.

JC: Pojęcie "poza ciałem" jest obce ludziom ze środowisk naukowych głównego nurtu... Są jednak organizacje takie jak Instytut Monroe czy Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości , które specjalizują się w badaniu tego zjwiska. Jakie są twoje przemyślenia na temat raportowanych doświadczeń pozacielesnych? Czy wierzysz, że w pewnym momencie tego rodzaju doświadczenia zostaną zweryfikowane w warunkach klinicznych jako coś więcej, niż halucynacje?

Dr Strassman: Wiele relacji na temat OOBE dotyczy zjawiska rzeczywistej podróży odcieleśnionej świadomości do innych miejsc. To nie jest dokładnie to, co dzieje się podczas silnego doświadczenia z DMT, w takich przypadkach nikomu nie zdarzyło się latać nad Albuquerque, lub odwiedzać krewnych w Toledo. Choć ze strony wielu ochotników pojawiły się doniesienia o wrażeniu bycia "gdzie indziej", to "gdzie indziej" oznaczało raczej równoległy, normalnie niedostępny poziom rzeczywistości, niż eksplorację innego obszaru codziennej rzeczywistości.

Realność typowego OOBE może być w prosty sposób testowana za pomocą informacji pochodzących od asystenta, przebywającego w lokalizacji, którą czyjaś indywidualna świadomość miała odwiedzić. Z drugiej strony, kiedy ktoś twierdzi, że przebił się na drugą strone i lustrował zawartość równoległych poziomów rzeczywistości, zbadanie obiektywnego charakteru takiej wyprawy wymagać będzie znacznie bardziej wyrafinowanych procedur kontrolnych. Być może np. w toku badań nad ciemną materią powstanie specjalna kamera, aparat przechwytujuący obrazy zmian w ciemnej materii, które następnie będzie można porównać z raportami ochotników biorących udział w badaniach nad DMT.

JC: Nie ukrywasz się specjalnie ze swoim poglądem, jakoby wiele odnotowanych w tekstach religijnych, w szczególności w Biblii, "wizji" i doświadczeń mistycznych związane było z endogennym DMT. Znaczący jest równiez cytat pochodzący od z jednego z Twoich ochotników w badaniu DMT, brzmiacy "Można być ateistą... aż do 0,4" (liczba odnosząca się do najwyższych przyjmowanych dawek DMT). Czy wierzysz, że zejście się religii / duchowości i nauki stanie się faktem w ciągu najbliższych 20 lat? Jeśli tak, czy wierzysz, że właśnie DMT będzie jednym z punktów połączeń między oboma systemami wierzeń?

Dr Strassman: Przed Kartezjuszem i Spinozą, religia i nauka były dość ściśle powiązane w ramach średniowiecznej metafizyki. Można opisywać zjawiska naturalne, wyjaśnić ich mechanizmy, a jednocześnie postulować wyższy porządek abstrakcji i organizacji ustanowiony przez Boga i Jego pośredników. Jednym z celów, które przyświecały mi, gdy proponowałem swój teoneurologiczny model doświadczenia religijnego, było zachęcenie ludzi do rozważenia, że budując w ramach rygorystycznej metodologii naukowej, możemy jednocześnie mieć na uwadze szersze pole ujęcia moralnego, etycznego i teologicznego. Tym niemniej myślę, że potrzeba będzie setek lat, nim będziemy mogli mówić o skutecznym zrealizowaniu takiego pojednania, tak jak trzeba było setek lat, by nastąpiło pełne rozdzielenie.

Rosnące ostatnio zainteresowanie biologicznym podłożem doświadczenia duchowego stanowi doskonały punkt wyjścia do tego typu dyskusji. A o tyle, o ile DMT pośredniczy między światem duchowym i fizycznym, na pewno bedzie miało znaczącą rolę do odegrania w kształtowaniu się współczesnej metafizyki

JC: Wspomniałeś, że Jim Fadiman prowadził badania dotyczące wpływu niskich dawek DMT na ludzi. Zakładam, że w gruncie rzeczy wyklucza to działanie halucynogenne i doświadczenia przebywania poza ciałem. Wiadomo Ci coś o odnotowaniu pożytków ze stosowania tak niskich dawek?

Dr Strassman: Jim studiuje przede wszystkim niskie dawki LSD. Możesz się z nim skontaktować, aby przekonać się, jak przebiegają jego badania. Pewnego razu przy herbacie Albert Hofmann podzielił się z nami swoją opinia o tym, co uważał za błogosławiony efekt codziennego stosowania niskich dawek LSD, powiedzmy 10 ug. Uważał, że spełniają wówczas ważną funkcję "tonizującą" – powodują wzrost koncentracji, sprawności umysłowej, kreatywności, podniesienie nastroju itp

JC: Wracając do technik medytacyjnych i DMT; artykuł w Proceedings of National Academy of Sciences z marca 2014 opisuje ludzkie zdolności świadomego i aktywnego kontrolowania autonomicznego układu nerwowego i układu odpornościego. Technika, której dotyczyło badanie, został opisana jako "medytacja trzeciego oka" połączona z praktykami głębokiego oddechania. Najwyraźniej jest to pierwszy przypadek w historii, gdy społeczność naukowa mierzy i dokumentuje te wrodzone ludzkie zdolności. Opierając się na swoim dorobku naukowym i osobistych doświadczeniach - czy wierzysz, że DMT bierze w tym udział? A jeśli tak, to jakie byłyby tego konsekwencje dla naszych potencjalnych wrodzonych zdolności samoleczenia?

Dr Strassman: Jeśli praktyki medytacyjne dają efekty podobne do doświadczeń w następstwie podania DMT, to może to sugerować, że endogenne DMT odgrywa tu jakaś rolę. Nawet jeśli efekty tych praktyk nie miałyby charakteru ścisle psychodleicnzego, to i tak DMT może być w to zaangażowane, niemneij w tym wyapdku trudniej byłoby to uargumentować. Naturalnie kluczową przesłanką byłoby w tym wypadku zbadanie, że takim praktykom medytacyjnym towarzyszy zwiększony poziom endogennego DMT. Ze względu na trudności techniczne, związane z pomiaru takich małych ilości tego związku, nie jest jeszcze możliwe.

Jeśli jednak wcześniej poda się inhibitor MAO, metabolizm DMT zostanie przekierunkowany do produkcji bardziej specyficznego metabolitu niż ten, który występuje zazwyczaj. W sytuacji, gdy MAO nie jest blokowane, DMT jest metabolizowane do związku (indol kwasu octowego), który powstaje również jako produkt rozkładu kilku innych endogennych substancji. Jednakże, przynajmniej u osób, które przyjęły ayahuaskę, który zawiera DMT i inhibitor MAO, DMT jest metabolizowane do N-tlenku DMT, który może pochodzić wyłącznie z DMT. Trwają badania mające ustalić, czy osoby, którym podano inhibitor MAO (a które jednocześnie nie przyjmowały DMT) będą produkować mierzalne ilości tego N-tlenku. Jeżeli tak, to ów N-tlenek można będzie stosować do pomiaru zmian w aktywności DMT, w warunkach takich jak opisane w artykule, do którego się odnosimy.

JC: Jak sądzisz, jaki wpływ wywiera internet na ludzkie zainteresowanie duchowymi aspektami życia i ich zrozumienie ?

Dr: Strassman: Podobnie jak w przypadku niemal wszystkiego innego, Internet sprawił, że informacje są szerzej dostepne, ale zarazem jak zwykle trudno jest oddzielić ziarno od plew. Przykładem może być to, że wiele teorii, które były przedmiotem spekulowacji w mojej książce o DMT przyjęto za fakt, pomimo wielkorotnych ujęć w nawias i zastrzeżeń, które zastosowałem dla odróżnienia ich od obiektywnych danych. Kiedy w internecie, tej ogromnej sieci, pojawiają się tylko fragmenty mojej pracy i czyjeś wrażenia po przeczytaniu książki, wyważone rozeznanie staje się niemożliwe. Jednocześnie jednak ludzie stykają się z pomysłami i tematami, w które mogliby nigdy nie zostać wprowadzeni w inny sposób, a jeżeli będzie to dla nich inspiracją do poświęcenia się bardziej wymagającej i rzetelniejszej eksploracji tych kwestii - ostatecznie wyjdzie im to na dobre.

JC: Lubisz powtarzać refren dr Freedmana - " A jeśli tak jest, cóż z tego wynika? - w odniesieniu do badań nad psychodelicznymi narkotykami. Większość ludzi lubi zakładać, że natura jest nieodmiennie efektywna i zawsze znajdujemy się w drodze ku coraz większej optymalizacji ... Przetrwają najsilniejsi, jeśli wolisz. Ponieważ różne poziomy DMT znajdują się w dosłownie każdym żywym organizmie na ziemi, czy to w roślinach, czy w stworzeniach morskich i lądowych, jest mało prawdopodobne, by był to fakt pozbawiony znaczenia. Czy masz jakieś sprecyzowane przekonanie tłumaczące dlaczego ten związek, formalnie sklasyfikowane jako srodak psychodeliczny, nosi w sobie każda istota żywa?

Dr Strassman: Wiemy, że DMT jest obecne w organizmie każdego przebadnego ssaka i w setkach roślin. Nie powiedziałbym, że stwierdzono jego obecnosć w każdym żywym organizmie na ziemi. Niemniej jednak, jest niezwykle wszechobecne. Jedną z moich ulubionych teorii jest to, że DMT może działać jako rodzaj międzygatunkowego esperanto, umożliwiajac komunikację między wszelkimi organizmami, które je posiadają.

JC: Dopiero co dostalem Twoją najnowszą książkę "DMT i dusza proroctwa" , który wydaje się zawierać wnikliwy przegląd ewolucji Twoich przekonań. Jakie dokonania ludzkości w kwestii zrozumienia tego, co nazywamy "życiem", chciałbyś zobaczyć w ciągu najbliższych 10, 20, 100 lat?

Dr Strassman: W pewnym sensie chciałbym być świadkiem powrotu do światopoglądu sformułowanego przez żydowskich średniowiecznych filozofów. To była bardzo skomplikowana metafizyka, w której wyrafinowana teologia płynnie stapiała się nauką. Filozofowie ci posiadali bardzo wyrafinowane zrozumienie relacji między Bogiem i wszechświatem, w tym tych dotyczących stworzenia i odmian życia. Szczególnie mocno angażowali się w dyskusje o tym, dlaczego jest akurat tak, jak jest, a nie inaczej.

Po Kartezjusze, a zwłaszcza Spinozie, "średniowieczna" metafizyka się zatrzymała. Stało się tak jednak raczej za sprawą odrzucenia przez tych tych filozofów autorytetu władzy kościelnej na arenie politycznej i gospodarczej, niż ze względu na bardziej konkretne tarcia doktryn metafizycznych tamtego czasu. Jednakże odrzucajac autorytet Kościoła, musieli zdemontować cokół, na którym opierała się władza duchownych - a był nim objawiony charakter Pisma Świętego. Dokonanie tego było kresem dalszej ewolucji modeli metafizycznych, które były tak owocne w innych obszarach.

Naukowe badania duchowości wydają się być idealnym centrum, wokół których można budować lub odbudowywać szersze spojrzenie na egzystencję, uwzględniające zarówno religijne, jak i naukowe metody, standardy etyczne i teorie. Można tego dokonać w spsob równie wyrafinowany i z analogicznym powodzeniem, jak uczyniono to w ramach tamtego systemu.

JC: Jestem wdzięczny za Twój czas i odpowiedzi Rick. Jeśli są jakieś podsumowujące myśli, lub komentarze dla czytelników, o których sądzisz, że powinny zostać wypowiedziane – nie krępuj się.

Dr: Strassman: Chcę podkreślić znaczenie zachodnich tradycji religijnych, zwłaszcza jednej fundamentalnej, żydowskiej, dla zrozumienia psychodelicznego działania DMT, a zwłaszcza duchowych implikacji tych stanów. Uważam, że niedobrze jest wylewać dziecko z kąpielą. Oznacza to, że nawet jeśli zachodnie tradycje biblijne były przyczyną wielu aktów zła, oryginalne teksty i komentarze do nich mogą rzucić światło na te tematy w wymiarze reznującym kulturowo, a może nawet biologicznie, w sposób niedostępny przy użyciu modeli zaczerpniętych z religii Wschodu czy szamańskich praktyk Ameryki Łacińskiej.

Te idee inspirują mnie dwukierunkowo. Jednym z nich jest wydobycie na światło życia Abrahama, pierwszego monoteistycznego etyka. Jego życie by ściśle podporządkowane proroctwu, doświadczeniu proroczemu, intymności komunikacji i relacji z Bogiem i jego aniołami. Pamiętajmy, że żył przed objawieniem Mojżeszowi normatywnego prawa żydowskiego. Jest zatem doskonałym archetypem "kierowanego naturalnym proroctwem", nie "podległego objawionemu prawu" modelu życia etycznego w ramach religii monoteistycznej. To właśnie może być zaproszeniem dla osób wychowanych w ramach kultury świeckiej, nastawionych negatywnie do zachodniej tradycji religijnej, do uczestnictwa w tworzeniu własnej tradycji religijnej, opartej o stany prorocze, nie prawo.

Drugim kierunkiem jest coś, co przychodzi mi na myśl gdy czytam e-maile od czytelników związane z moją nową książką. Chodzi o to, że nie istnieje jak dotąd angielskie tłumaczenie Biblii hebrajskiej, który byłoby przystępne, niedogmatyczne, niesekciarskie, i mniej lub bardziej przyjazne dla użytkownika. Być może po zakończeniu lektury wszystkich zachowanych angielskich przekładów i klasycznych komentarzy, zdecyduję się zająć właśnie tym.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

"W ramach mojej nowej teorii, teoneurologii, sugeruję, że mózg jest tak skonstruowany, byśmy byli w stanie komunikować się z Bogiem".

 

Jest coś takiego jak brzytwa Ockhama, która mówi, że nie należy mnożyć bytów niepotrzebnie. Za każdym razem jak ktoś mówi o "Bogu", przypominam mu o tym. Trzymajmy się faktów a nie wymyślonych bajeczek naszych praojców, co niewiele wiedzieli o faktycznym świecie. Mózg powstał w wyniku interakcji z Wszechświatem a nie z Bogiem, chyba że ktoś się upiera żeby słowo Wszechświat zamieniać na Bóg, bo mu się w jego wyobraźni napędzanej psychedelikami ułożyło, że istnieje on jako osobowa istota, co do niego przemawia. Cóż dzieci mają niewidzialnych przyjaciół a dorosły dojrzały mózg ma mówiącego do niego Boga. Doświadczyłem tego nieraz ale TAKI głupi nie jestem, żeby twierdzić, że istnieje to poza moim mózgiem - aczkolwiek jak najbardziej istnieje wtedy we mnie i jest zaiste wytworem moim i wszechświata, zrodzonym z ponownej syntezy jednego i drugiego za pomocą zmysłów i neuronów. Równie dobrze mogą to być skrzaty, elfy, demony, anioły i co tam jeszcze krąży w kulturze ludzkiej - i chciałoby się nazwać. Ale przede wszystkim to jestem ja sam i mój świat ;) Obiektywny Bóg istnieć może w mojej wyobraźni. Jeśli sobie tego zażyczę. A nie odwrotnie (bo póki co, to jeszcze swój rozum mam). Strassman jak dla mnie to pseudonaukowiec niestety z tymi wszystkimi niepotwierdzonymi w żaden sposób ale najwyraźniej urojonymi przypuszczeniami. Niemniej książkę warto przeczytać :PP