Wyprawa na dworzec w Oslo od początku jawi się w moim umyśle jako coś abstrakcyjnego. Z pewnym niepokojem wyczekuję momentu, w którym poznam K – naszego kwasowego towarzysza. Dość dotkliwie odczuwam to, że jestem w całkowicie nieznanym miejscu, otoczona masą ludzi spieszącą się nie wiadomo dokąd i po co, podświadomie wyłapuję niezrozumiałe strzępki norweskich rozmów. Czekam na K razem z P, jednocześnie przecierając oczy i usiłując wyplenić z nich resztki zaspania będące skutkiem zerwania się z łóżka o nieludzkiej wręcz godzinie.


Komentarze
Spoko texcik. Fajnie sobie uswiadomic, ilu jest na swiecie ludzi, myslacych tak samo jak my. Teraz nasza w tym glowa zeby przeczytalo to jak najwiecej spolków... Don t give up! PEACE!!!
Spoko texcik. Fajnie sobie uswiadomic, ilu jest na swiecie ludzi, myslacych tak samo jak my. Teraz nasza w tym glowa zeby przeczytalo to jak najwiecej spolków... Don t give up! PEACE!!!
Sądząc po ilości komentarzy, to zainteresowanie tą wielką przecież sprawą jest delikatnie mówiąc niewielkie...
Hej na przód marsz...