Herbata na sposób polski

Pochodzący ze starożytnych Chin napój, zaparzany z suszonych liści krzewu Camelia sinensis, stał się znany w Europie na początku XVII wieku

Tagi

Źródło

Kordian Tarasiewicz
Mówią Wieki

Odsłony

10248
Jako pierwsi skosztowali go w 1610 roku Holendrzy, gdy w Amsterdamie wyładowano pierwszy transport suszu. Kilkanaście lat później zainteresowali się nim Francuzi, a następnie Anglicy. Herbata stała się rychło najpopularniejszą używką w Europie. W pierwszej połowie XIX stulecia w Wielkiej Brytanii nastąpił wzrost konsumpcji o 40 tys. proc.! A że angielski styl życia naśladowano w wielu częściach Starego Kontynentu, wkrótce herbata rozpoczęła swój triumfalny pochód także przez ziemie polskie.

Najstarsze polskie wzmianki o herbacie pochodzą z drugiej połowy XVII wieku W 1662 roku Jan Kazimierz Waza prosił w liście swą małżonkę Marię Ludwikę, by zechciała napisać do Francji z pytaniem "ile należy wziąć herbaty i ile cukru dla tych, co chcą jej używać". Wiadomo, że osobisty sekretarz królowej Pierre des Noyers, miłośnik innych używek - kawy i czekolady, zwykł był pijać po obiedzie herbatę słodzoną, wprawiając się tym w dobry nastrój. Współczesny mu poeta Wespazjan Kochowski, omawiając znane w Polsce zioła, pisał: "Przeważa duszka dość z słodkiej drzewiny; Cenę jej czyniąc, że to towar z Chiny; Cóż może być ciężej; Gdy mię tem ciemięży". W 1703 roku rektor Akademii Zamoyskiej ks. T. Ormiński wywodził w Kalendarzu Polskim i Ruskim: "A liście Thee co sprawują? Z Japońskich i Chińskich krajów te ziele do nas przywiezione te ma mieć przymioty: wapory [zamroczenia], przytłumienia i sen odejmują tak, iż kto go używa, może kilka dni i nocy bez snu wytrwać. Przeto kupcy włoscy i niderlandzcy, gdy mają wiele pisać listów [...] zioła Thee używają i tak przez wiele nocy pijąc pracować mogą, bez fatygi. Żołądkowi słabemu pomaga i od letargu broni. Przeciw podagrze i kamieniu służy. Można to ziele utrzeć na proch i tak w kieliszku wody ciepłej zawarzywszy pić, albo we wrzącą wodę listki wrzucić i potem cukrowawszy ciepło, gdy przestygnie, pić". Dobroczynny wpływ herbaty na schorzenia przewodu pokarmowego podnosiły też podręczniki medyczne. Dowodzi tego polska nazwa używki, urobiona od łacińskiego słowa herba - ziele, zioło.

Napój, lekarstwo czy trucizna

Od połowy XVIII stulecia liczba wzmianek na temat nowych napojów, w tym herbaty, narasta lawinowo. W słynnych Nowych Atenach albo Akademii wszelkiej sciencji pełnej... (1755) ks. Benedykt Chmielowski głosił: "The, którą u nas Herba The zowią, jest Drzewo Japońskie, Chińskie [...]. Posadziwszy go, aż do lat 3 wypuszcza z siebie listki, które w Maju i Kwietniu zbierają, kiedy najbardziej soczyste i żółte. [...] Skutki tego ziela: że głowy letkość sprawuje, grube humory tłumi, żołądek posila, od kamienia prezerwuje i nań leczy, głowy ból uśmierza, torsje uspokaja i ociężałość oddala, krew zastanawia, na wrzody leczy". Z kolei Marcin Matuszewicz zanotował w tymże roku w diariuszu: "Przed sejmikiem wszyscy urzędnicy województwa do stancji mojej [przyszli] dla zabawienia nas, gdzie jedni wódkę gdańską, a drudzy herbatę pili. Na ową zamienność zwracał uwagę autor anonimowego listu do redakcji krzewiącego oświeceniowe mody "Monitora" w 1774 roku: Na toć Monitor mocno piórem wali; Byśmy w opilstwie bardzo nie wierzgali; Ale się wzięli do kawy, do czaje; Jeśli mieć chcemy dobre obyczaje".

Lecz z drugiej strony pisarz i szambelan Stanisława Augusta Poniatowskiego Stanisław Trembecki zaliczał herbatę do produktów bardzo podejrzanych obok... krwi bydlęcej, kawioru, ikry, łososi, sera, zsiadłego mleka, słodkich jabłek, żab, węży, ślimaków i wina! Nie był w tym odosobniony. Znakomity botanik ks. Krzysztof Kluk w Dykcjonarzu roślinnym (1786) stwierdził: "gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przesłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą. Może to być, że w jakim przypadku jest użyteczna, ale częste użycie owej ciepłej wody osłabia nerwy i naczynia do strawienia służące". Konkludował zaś: "Dzieciom i młodym osobom zawsze szkodliwa". Były to przejawy charakterystycznej dla ówczesnych Polaków nieufności względem chińskiego napoju, traktowanego głównie jako zioło lub zgoła lekarstwo.

W tej sytuacji herbata przegrywała z kawą wyścig do łask konsumentów. Jak wspominał Jędrzej Kitowicz: "herbatę, jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, wcale zarzucono: policzono ją w liczbę lekarstw przeciw gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach [wymiotach], mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących". Koresponduje z tym wyznanie księcia poetów bp. Ignacego Krasickiego, zresztą tłumacza chińskiego traktatu o herbacie cesarza Kien-Longa: "W południe się budzę, cięży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę [mam nudności], jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący".

Opinia ta utrzymywała się jeszcze niekiedy w następnym stuleciu. Henryk Rzewuski w Listopadzie (1848) pisał o zażywaniu herbaty "tak tęgiej, że ją można było zrazu wziąć za wino królewskie [...] tylko po wielkim przepiciu i to dwie szczypty z szafranem zmieszanej, rozgotowane w trzech kwartach [ok. 3 l] wody".

Szambelan ostatniego króla Jan Duklan Ochocki odnotował, że choć w stolicy "podówczas już były herbaty tańcujące [przyjęcia taneczne] i dawano ten napój na wieczorach, na prowincji ledwie tego ziółka w chorobach zażywano. Zaś u prymasa Michała Poniatowskiego na tak zwanych Cosette [pogawędkach] co piątek od godziny dziewiątej do jedenastej trwających, na które mnóstwo osób, osobliwie dam się zjeżdżało [...] oprócz herbaty dawano lody, cukry i wina, które więcej miały amatorów od chińskiego napoju". Wydaje się że był to w dużej mierze efekt nieumiejętności przyrządzania smacznego napoju oraz dominacji herbaty zielonej, pijanej powszechnie na Wyspach Brytyjskich, lecz u nas do dziś znacznie mniej popularnej. Import herbaty utrzymywał się na niewielkim poziomie, np. w latach 1751-1789 jej przywóz do Gdańska spadł o 30 proc., do 40 tys. funtów rocznie. W tym czasie import kawy przez ten port wzrósł trzy-czterokrotnie. Jednym z powodów owego stanu była znacznie większa popularność w Prusach tego drugiego napitku.

Papuniu, kup samowar!

Sytuacja zaczęła się zmieniać z początkiem XIX wieku. Ponieważ większość terytorium Rzeczypospolitej dostała się pod panowanie Rosji, także stamtąd zaczęły docierać nad Wisłę wzorce kulinarne. Krzewili je urzędnicy, wojskowi i rodziny zaborców. W dworach i pałacach na wystawnych przyjęciach pojawiły się bufety z "herbatą i cukrami". Lecz jeszcze w latach dwudziestych do Królestwa Polskiego wwożono przypuszczalnie około dziesięciokrotnie mniej herbaty (zapewne przy nieco wyższej cenie) niż jej konkurentki kawy. Podejmowanie gości herbatkami odbierane było przy tym nieraz jako przejaw skąpstwa. Mimo to herbata pojawiała się i na poczęstunkach ślubnych, u mniej zamożnych zastępując węgrzyna i szampana. W 1830 roku w warszawskim pałacu Stanisława Kostki Zamoyskiego herbata wydana na sto osób kosztowała 740 zł i 8 gr. Obiad kosztowałby cztery razy więcej.

Nastanie nowej, porozbiorowej rzeczywistości spowodowało zmianę tras importu herbaty. O ile do tej pory sprowadzano ją przede wszystkim morzem z Indii via Anglia i Holandia, o tyle od początku zaborów coraz większe znaczenie zaczął zyskiwać import z Chin - często lądowy, właśnie przez terytorium Rosji, od czego pochodziła nazwa "herbata karawanowa". Proces ten zaznaczył się zwłaszcza od lat trzydziestych XIX stulecia. Wilnianin Stanisław Jundziłł zapisał w poradniku Botanika stosowana, czyli wiadomości o właściwościach i życiu roślin (1799): "handel rosyjski dostarczy nam herbaty chińskiej lądem, która niepomiernie lepsza jest od tej, co na okrętach przychodzi". Wynikało to z nieodpowiednich warunków transportu morskiego, powodujących zawilgocenie cennego ładunku, a także czasu podróży do Polski. Radykalną zmianę przyniosło dopiero ukończenie w 1869 roku budowy Kanału Sueskiego, co wydatnie skróciło szlaki przewozowe i pozwoliło firmom z Londynu, Amsterdamu, Rotterdamu i Hamburga nawiązać skuteczną rywalizację z kupcami rosyjskimi. Galicja zaopatrywała się przez porty niemieckie, a od 1882 roku głównie przez austriackie.

Zmiana nastawienia do herbaty znalazła odbicie w literaturze. Duchowny, urzędnik i literat z Nowogródczyzny Placyd Jankowski w dziełku Chaos (1843) stwierdził: "Herbata wyraża najlepiej myśl naszego wieku. Jest coś omdlałego, blado-żółto-zielonkawego [chodzi o herbatę zieloną]; półsłodkiego, eterycznego! [...] jest to jednym słowem poezja nowoczesna! Ileż wyższości od nudnej, klasycznej kawy! Z kolei w Ogólnym rysie Encyklopedii dla płci żeńskiej Karola Milewskiego (1840) czytamy: Ileż w nowych czasach nie powstawano przeciwko używaniu herbaty, jednakże herbata zniewoliła do milczenia swoich przeciwników a wielbiciele przygotowali jej triumf we wszystkich salonach, tak dalece, że dziś żadne porządniejsze zgromadzenie bez niej obejść się nie może". W Obrazach litewskich Ignacego Chodźki (1855) znajdziemy nowelę Samowar, w której padają słowa: "Ach, samowary, papuniu, samowar, czaj, wszak to wszędzie piją herbatę z rana i wieczorem nawet, a my tylko jedni lipowym kwiatem i dziewanną dusić się musimy; papa, dalibóg musisz kupić samowar!"

Napój ultratowarzyski

Pojawienie się reklam herbaty było objawem zakorzenienia się około połowy wieku nawyku jej picia. W tym czasie weszło w zwyczaj podawanie herbaty gościom, przeważnie zaraz po ich przybyciu. Wedle szacunków Tadeusza Sobczaka w latach 1875-1911 na ziemiach Królestwa Polskiego jej spożycie na mieszkańca wzrosło z 40 do 160 g rocznie, tj. o 300 proc. W tym samym czasie konsumpcja w Rosji była dwa razy, a w Holandii aż cztery razy większa. Wzrostu spożycia trudno nie skojarzyć ze znaczącym potanieniem cukru wraz z upowszechnieniem się jego produkcji z buraków cukrowych.

W drugiej połowie XIX wieku tanie dotąd herbatki wybiły się na samodzielny rodzaj przyjęć. W poradnikach bon-tonu zalecano organizować je w określone dni, jeśli możliwe - za pisemnymi zaproszeniami. Obowiązywał strój obiadowy lub koncertowy. W Galicji wypadało przyjść między siódmą a ósmą, a na ziemiach Kongresówki o wpół do dziesiątej. Przyjęcie kończyło się przed północą. Wydana w 1903 roku w Krakowie książeczka Zwyczaje towarzyskie głosiła: "Herbatę podaje się między dziesiątą i jedenastą na rozmaite sposoby [...]. W ścisłym jednak - zachodnim, czyli francuskim - znaczeniu tego wyrazu, herbatę powinno się podawać w salonie, wtedy bowiem sprawia najmniej utrudnienia i kłopotu, staje się pożywieniem ultratowarzyskim, nie zmusza do poruszania się z miejsca [...]. W Polsce samą herbatę z sucharkami i ciastami podaje się bardzo rzadko, chyba w domach, w których po dziś dzień utrzymuje się zwyczaj podwieczorku [...]. Najczęściej, wraz z chińskim napojem [...] ukazują się na stołach zimne mięsa, wędliny, drób, pasztety, sery itp."

Herbata stała się w tym czasie także napitkiem warstw niższych. Podczas ostrych zim organizacje dobroczynne rozdawały ubogim darmową gorącą herbatę z rumem i kawałkiem chleba. W trudnym wojennym roku 1917 w 21 warszawskich herbaciarniach wydano np. potrzebującym aż 41 mln porcji słodzonej herbaty, tj. ponad 112 tys. dziennie.

Na początku XX wieku na ziemiach polskich herbata zdobyła znaczną przewagę nad kawą. Sprzedawana w paczkach lub na wagę, nadawała się do natychmiastowego użytku. Tymczasem jej rywalka wymagała wielu zabiegów, bowiem do początku lat osiemdziesiątych sprzedawano ją u nas w postaci surowej. Trzeba więc było palić ją w domu, co nastręczało kłopotów, lub po prostu iść do kawiarni. Wynika z tego charakterystyczna dla naszego kraju rzadkość występowania herbaciarni w porównaniu z kawiarniami. Herbaty można się było napić częściej w cukierniach czy - w zaborze rosyjskim - traktierniach. Efektem rywalizacji obu używek okazało się także zawłaszczenie przez kawę nazwy przybytku, w którym można się napić herbaty.

Wpływ rosyjskiego rytu kultury herbacianej widoczny był też w zmianie sposobu spożycia. Prawdopodobnie dlatego niemal wyłącznie dotychczas konsumowana herbata zielona została stopniowo wyparta przez rozmaite odmiany herbaty czarnej (fermentowanej). W Rosji herbatę czarną pito mocno słodzoną, dodając do niej z czasem plasterek cytryny. Moda owa przeniknęła stopniowo na ziemie polskie i ugruntowała się, obejmując w wyniku przesiedleń po drugiej wojnie światowej cały kraj. Praktycznie zanikł natomiast zwyczaj wzmacniania herbaty rumem czy, niemal dziś niespotykanym, arakiem. Stosunkowo rzadko pije się też herbatę z mlekiem, zwaną w XIX wieku angielską, a w bliższych nam czasach bawarką, serwowaną niegdyś dzieciom w przedszkolach. Herbacianą ofensywę ze Wschodu przetrwała jednak polska nazwa napitku, utrzymując się też na Litwie (arbata), lecz już nie na Łotwie czy w Estonii. We wszystkich innych językach słowiańskich herbatę określa słowo czaj. Tymczasem wedle przepisu z lat międzywojennych czaj miał być... lekką herbatą z arakiem z dodatkiem cząstki pomarańczy.

Przejmowanie rosyjskich zwyczajów zaowocowało też zmianą akcesoriów używanych do picia herbaty. Obok filiżanek z porcelany i fajansu napój zaczęto serwować w szklankach, często umieszczanych w metalowych (czasem srebrnych) uchwytach, by uniknąć poparzenia palców. Do herbaty podawano też konfitury

albo - wśród niższych warstw społecznych - pito ją, trzymając w ustach kawałek cukru, co Rosjanie zwali "pit\' na prikusku". Dlatego też na stole nakrytym do herbaty pojawiły się cukiernice, szczypce do brył cukru oraz łyżeczki.

Osobny rozdział stanowiły samowary. Te ekspresy do herbaty opalane węglem drzewnym zagościły na ziemiach polskich pod koniec pierwszej połowy XIX wieku, czyli kilkanaście lat po narodzinach. Najsłynniejsze wytwórnie samowarów znajdowały się w Tule i w Moskwie. Urządzenia te upowszechniły się na tzw. ziemiach zabranych i w Królestwie Polskim.

Często spotykano je także w polskich domach, lecz na Pomorzu, w Wielkopolsce czy w Galicji występowały znacznie rzadziej. Pod panowaniem pruskim i austriackim herbatę parzono bowiem przeważnie jak dawniej - w imbrykach. Epokę samowarów, trwającą w naszym kraju jeszcze w latach Drugiej Rzeczypospolitej, przerwała druga wojna światowa.

Herbatę na ziemie polskie sprowadzali początkowo kupcy, którzy obracali także innymi towarami: artykułami żelaznymi, chemicznymi, cementem czy meblami. Z czasem jednak polski rynek zdominowały firmy specjalizujące się w handlu herbatą. Od 1857 roku rozpoczęła się ekspansja firm rosyjskich, spośród których najbardziejznane było przedsiębiorstwo Nikołaja Szumilina. Polskie firmy pojawiły się nieco później.

Wiek srebrny i powojenna siermiężność

Pierwsza wojna światowa, przesunięcia frontów, niedobory towarów kolonialnych w skutych okowami blokady Niemczech i Austro-Węgrzech uderzyły w rynek herbaciany. Niewielkie ilości herbaty, jakie pozostały w składach, objęto reglamentacją. Towarzyszyła temu wielka zwyżka cen. Handlowcy zawiesili lub zredukowali działalność, przechodząc częściowo na obrót namiastkami, jakimi stały się rozmaite zioła. Istotną rolę w nim odgrywały sklepy organizowane przez władze lokalne czy spółdzielnie pracownicze tworzone w fabrykach.

W Drugiej Rzeczypospolitej stawka potentatów zmieniła się. Z rynku wypadły firmy rosyjskie, które w 1915 roku ewakuowały się z ziem polskich, a po przejęciu władzy przez bolszewików zostały w większości zlikwidowane. Te, które ocalały i działały na emigracji, utworzyły przyczółki w Wolnym Mieście Gdańsku lub spolonizowały się.

Zapoczątkowany jesienią 1929 roku wielki kryzys gospodarczy dał o sobie znać także w branży herbacianej. Na pogorszenie koniunktury wpłynęły pokryzysowe utrudnienia w handlu światowym. Przejawiły się one np. w dążeniu władz państwowych do ograniczania importu, wobec braku dewiz i utrzymującego się w obrotach z wieloma krajami deficytu handlowego i płatniczego. Pewne znaczenie miało też znaczne obniżenie poziomu życia konsumentów w niebogatym przecież kraju. By wspólnie stawić czoło nowym warunkom, przedsiębiorstwa handlujące herbatą powołały specjalne instytucje: Zrzeszenie Importerów Kawy i Herbaty RP oraz Kompanię Handlu Zamorskiego.

Wychodziło to naprzeciw postulatom rządu. W marcu 1939 roku międzyresortowa Rada Handlu Zagranicznego zwołała tzw. konferencję importową. W jej trakcie, obok problemu zakupu surowców, nieco miejsca poświęcono importowi używek. Przyjęto wtedy m.in. zasadę dokonywania zakupów w większych partiach, z ominięciem pośrednictwa giełd i kupców zachodnioeuropejskich, tj. wprost w krajach eksportujących herbatę. Pozwalało to oczekiwać niebagatelnych, rzędu kilkunastu procent, oszczędności. Dodatkowo władze liczyły na nawiązanie w ten sposób nowych kontaktów handlowych i ulokowanie na egzotycznych rynkach polskich wyrobów przemysłowych.

Okres międzywojenny stanowił wiek srebrny kultury herbacianej na ziemiach polskich. Mimo trudnych pierwszych lat niepodległości oraz wielkiego kryzysu branża osiągnęła stabilizację. Jakość handlu, estetyka opakowań, sklepów i herbaciarni, a także stosunki pracownicze stały na wysokim poziomie. W dużej mierze było to zasługą współpracy w projektowaniu opakowań i reklam znakomitych plastyków. Miała też herbata swoich wpływowych admiratorów. Jak wiadomo, do namiętnych jej wielbicieli należał marszałek Józef Piłsudski spożywający codziennie wiele filiżanek mocnego naparu. Jego żona Jadwiga często organizowała w Belwederze dla współpracowników Komendanta skromne herbatki. Teinistyczne eksperymenty prowadził Stanisław Ignacy Witkiewicz. W Narkotykach (1931) pisał: "Herbata [...] ma jeszcze [...] olejki lotne, które działają specyficznie. Daje ona więcej "natchnienia" i w pracy umysłowej, i w rysunku, gdzie powoduje też większą koordynację oka z ręką".

Wrzesień 1939 roku oraz okupacja Polski przez Niemcy i ZSRR zadały branży herbacianej dotkliwy cios. Obok zniszczeń towarów, utraty składów i sklepów przyniosły one niekorzystne zmiany organizacyjno-własnościowe. Na terenach zajętych przez Związek Radziecki stopniowo upaństwowiono zasoby, punkty sprzedaży i gastronomię. Z kolei Niemcy już po kilku tygodniach okupacji objęli sekwestrem zapasy herbaty, kawy i kakao, wprowadzając ich reglamentację po cenach urzędowych. W tych warunkach, wobec blokady handlowej Trzeciej Rzeszy, herbaty zaczęło wkrótce brakować. Próbowano ją zastąpić rozmaitymi namiastkami, np. herbatami ziołowymi i owocowymi.

Do nielegalnego obrotu trafiały także znajdujące się w prywatnych rękach niewielkie zasoby oryginalnej używki. Podczas okupacji herbaciarnie, kawiarnie i cukiernie stawały się miejscem zarobku ludzi, którzy utracili możliwości wykonywania swych zawodów (np. aktorów, sportowców). Lokale gastronomiczne były ważnymi ośrodkami działalności konspiracyjnej - punktami kontaktowymi polityków i żołnierzy państwa podziemnego, miejscami przechowywania i kolportażu nielegalnej prasy itp.

W Polsce Ludowej władze początkowo tolerowały istnienie prywatnych firm, które zdołały odrodzić się po wojennej pożodze, zniszczeniach materialnych i przesiedleniach ludności. Przez pewien czas działały też mieszczące się nieraz w ruinach herbaciarnie. Jednak już w 1947 roku wraz z przyjęciem kursu na upaństwowienie całości gospodarki rozpoczęła się tzw. bitwa o handel, która zniszczyła też prywatny obrót herbatą. Od tej pory import przejęły przedsiębiorstwa państwowe. Zakupy zagraniczne prowadziły centrale handlu zagranicznego Dalspo, Rolimpex i Agros. Dystrybucja leżała w gestii monopolistów: Przedsiębiorstwa Obrotu Surowcami i Towarami Importowanymi (POSTI) oraz Przedsiębiorstwa Hurtu Spożywczego. Na mniejszą skalę sprzedaż herbaty prowadziły tzw. przedsiębiorstwa eksportu wewnętrznego, jak Pekao, Pewex i Baltona, które za dewizy i bony towarowe oferowały produkty zagraniczne.

Wejście Polski w skład bloku komunistycznego spowodowało reorientację więzi handlowych, lecz dla branży herbacianej nie miało to zbyt wielkiego znaczenia. Stało się tak, ponieważ główni eksporterzy herbaty - Chiny oraz Indie - zajmowali stanowisko przychylne PRL. Zresztą i sam Związek Radziecki dysponował plantacjami herbaty (Kaukaz!). Dlatego prócz okresów nasilania się niedoborów - jak np. kryzysowe dla aprowizacji lata 1981-1983 - podaż była na ogół wystarczająca. Wiele do życzenia pozostawiała natomiast jakość. Brakowało herbat gatunków lepszych i luksusowych, a estetyka opakowań zwykle grzeszyła siermiężnością.

Dziś możemy obserwować powolny renesans szlachetnej używki. Powstają sklepy i hurtownie specjalizujące się w obrocie herbatą, można wybierać w przedmiotach służących do jej picia. Chciałoby się też częściej spotykać zaciszne lokale, gdzie moźna wypić filiżankę orientalnego napoju.

Artykuł Kordiana Tarasiewicza, ukazał się w magazynie historycznym "Mówią wieki".
Źródło: http://kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1095904&KAT=244

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

M. (niezweryfikowany)

Najlepsza jest "Herbatka Góralska " ( choc ja sam wole zdecydowanie grzybową ), ale taka 1/2 gorącej esencji na 1/2 czystego spirytu, podpala sie to to , za chwile zdmuchuje ogień i sru w przełyk; kiedyś pewien typ po takich trzech półlitrowych zaliczył glebę przy ognisku i nie poczuł jak mu się zjarały trampki ( miał je na kuśkitach ), ech, co kraj to obyczaj.

Towarzysz X (niezweryfikowany)

Słyszałem, ze mozna calkiem legalnie polatac na zwyklej herbatce. z tego co wiem to trzeba wrzucic max. torebek z herbata do niewielkiego kubka i zostawic na 3-4 dni w cieplym miejscu. Jeszcze tego nie probowalem, ale mam zamiar, jesli jednak ktos cos juz wie to mogłby mi cokolwiek powiedziec na ten temat, w ogole interesuja mnie calkiem legalne jazdy (galka muszkatalowa itd.)
Z gory dziaki za kazde info

scr (niezweryfikowany)

Słyszałem, ze mozna calkiem legalnie polatac na zwyklej herbatce. z tego co wiem to trzeba wrzucic max. torebek z herbata do niewielkiego kubka i zostawic na 3-4 dni w cieplym miejscu. Jeszcze tego nie probowalem, ale mam zamiar, jesli jednak ktos cos juz wie to mogłby mi cokolwiek powiedziec na ten temat, w ogole interesuja mnie calkiem legalne jazdy (galka muszkatalowa itd.)
Z gory dziaki za kazde info

Towarzysz X (niezweryfikowany)

Słyszałem, ze mozna calkiem legalnie polatac na zwyklej herbatce. z tego co wiem to trzeba wrzucic max. torebek z herbata do niewielkiego kubka i zostawic na 3-4 dni w cieplym miejscu. Jeszcze tego nie probowalem, ale mam zamiar, jesli jednak ktos cos juz wie to mogłby mi cokolwiek powiedziec na ten temat, w ogole interesuja mnie calkiem legalne jazdy (galka muszkatalowa itd.)
Z gory dziaki za kazde info

madziek (niezweryfikowany)

Polecam!!!!!!!!!!
4 cale galki lub dwie torebki proszku.
Jazda podobna do ekstazy.
Milej zabawy.
PS: zalecam laczyc z wodka.

sat_baal (niezweryfikowany)

Polecam!!!!!!!!!!
4 cale galki lub dwie torebki proszku.
Jazda podobna do ekstazy.
Milej zabawy.
PS: zalecam laczyc z wodka.

vinyl (niezweryfikowany)

Polecam!!!!!!!!!!
4 cale galki lub dwie torebki proszku.
Jazda podobna do ekstazy.
Milej zabawy.
PS: zalecam laczyc z wodka.

!!! (niezweryfikowany)

galka jest do dupy!!zna ktos jakies latwe i dostepne sposoby na .....

Zajawki z NeuroGroove

DMT

  • Ayahuasca
  • DMT
  • Tripraport

Zamieszczony tekst pochodzi od znajomego, jest długi, ale może Was zainteresować, całe info w samym tekście.

 

Zdecydowałem się - z przyczyn, których nie czuję potrzeby tutaj wyjawiać - zataić dokładne nazwy przyjętych przeze mnie substancji; jednak były to analogi składników ayahuaski.

Relacja jest dość chaotyczna, jednak wychodzę z założenia, że ma ona mieć cel dokumentalny - podarowałem sobie wysiłki w kierunku języka literackiego.

 

  • Dekstrometorfan
  • Miks

Hej, może na wstępie napiszę coś o sobie. Mam na imię Adam i od razu dziękuję tobie że poświęcasz swój czas na przeczytanie tego, chciałem tylko zostawić tutaj cząstkę siebie, moich przeżyć i tego co czuję. 

 

  • golden teacher
  • mieszkanie
  • Pierwszy raz

Nieco pośpiech, oczekiwania na rozwiązanie problemów osobistych, spokój, muzyka do podróży, położyłam się w opasce na oczy, grzyby wychodowane przeze mnie

Początek to było niezwykle silne emocjonujące dla mnie doświadcznie. Ja leżałam na łóżku, ciemno, z racji że to początki i nie miałam opiekuna, zdecydowałam że będzie to mała dawka ok 0.5g. Grzyb przyszedł do mnie, czułam go jako męską energię, usiadł koło mnie i poczułam jego ogrom, niesamowicie potężna postać/siłę, taka moc z niego biła, wziął mnie za rękę i tylko usiadł, jakby sie przyszedł przywitać, ja się strasznie rozkleiłam, w tym że wziął mnie za rękę było tyle miłości, opieki, czułości, spokoju, uczucia tak silne dotykające nagłębiej. Jestem w najpiękniejszej podróży.

randomness