Ja rano przychodzę po maczankę, a pułki puste.
Młoda sprzedawczyni mówiła mi, że w nocy był napad i nic nie mają.
Kiedyś pewien typ mi powiedział, że dwa tygodnie leżeli po trawnikach po tym napadzie.
Podłe skurwesyny.
Zawinęli mnie do psychiatryka. W tym czasie wynajmowałem pokój jednemu ziomkowi, a drugiemu który wrócił po latach z zagranicy i kupował DOM, na czas załatwiania spraw biurowych i deweloperskich udostępniłem kat.
Morda która wynajmowała u mnie pokój, że tak delikatnie powiem lubi się najebać. No i w pewny niedzielny wieczór, kiedy leżałem sobie wśród świrów, skończył mu się swój alkohol, a że dalej miał smaki zaczal grzebać po zamrażarce bo czasem tam miałem jakaś niedopita wodę lub coś takiego. Znalazł. Spirytus. Tyle że rozrobiony 1:1 z clonazolamem. Pierdolnął z tego drina (jego pierwszy raz z benzo, choć przy takiej ilości nie robiło to dużej różnicy). Po 20 minutach t.k.o i nyny. I tak spał do czwartku, z przerwami na lanie, kiedy wstawał tak zamieciony że gdy tylko drugi ziom był w chacie to go asekurował żeby nie wyjebał nigdzie lbem. W czwartek obudził się już w miarę świadomy i mówi temu drugiemu kumplowi że przejebane bo zaspał do roboty. Nie widziałem miny gdy w odpowiedzi usłyszał że spóźnił się o 4 dni bo jest czwartek, ale musiała być spektakularna
Otoczony wielkim murem w złym stanie, ale to nic. Wspinamy się, złapałem pierwszą cegłę i odpadła. Dostałem w czoło aż mi do dziś blizna została. Na szczęście dzięki znieczuleniu mogłem kontynuować wspinaczkę skalną. końcu zagotowaliśmy i podaliśmy sobie strzały na płycie nagrobkowej. Warto było bo towar przedni.
Na usprawiedliwienie dodam że byliśmy po klonach i wódzie (cut) - prowokacja, trolling
Nie bierzcie moich rad poważnie, konsultujcie to z bardziej obeznanymi osobami a najlepiej lekarzem. Słuchacie mnie na własną odpowiedzialność.
podbijam ten temat bo to jeden z niewielu nie-technicznych ktore warto czytac
Weszliśmy do takiego domku dla dzieci i tam z foli wapowaliśmy kanna.
Wiało strasznie, to co mieliśmy zrobić.
Tam też pusto, więc podejmujemy decyzje że chuj, jedziemy na wschód, jak się nic tam załatwi, to na następny dzień wrócimy do Palmy. Majorka na szczęście nie jest dużą wyspą.Wracając na parking widzę na rogu 'podejrzaną' grupkę , zostawiam wszystko mojej towariszce i z 40 ojro ruszam na spotkanie;). Jeden koleś od razu podbija - weed, coke?.weed. Zaprasza mnie do samochodu, wołam kobitę.. Wsiadamy, jestem przekonamy że podjedziemy gdzieś 'za róg' , szybka dilka i po sprawie. Po jakiś 10 minutach widzimy że mijamy lotnisko i wjeżdżamy na autostradę. WTF?
Gość praktycznie nie mówi po angielsku, w ogóle nie było gadki ile, za ile itp. W końcu pytam się ile jeszcze?.Zrozumiał, 10 minutes.O kurwa, gdzie on nas wiezie??Zjeżdżamy z autostrady, jedziemy jakimiś zadupiami i nagle wjeżdżamy do jakiś totalnych slamsów, wygląda to jak fawela Brazylii. Latające dzieci goniące koguta
Ogólnie, to nie powiem , dawno nie byłem tak posrany.Kobita moja, jak poszedłem z naszym kierowcą, zaczęła robić fotki(potem, okazało się że chuja na nich widać), wysyłać smsy że jakby coś się nam stało to jesteśmy...no właśnie, gdzie?
Piękna przygoda na sam start;). Tak zielsko i jak i hasz, okazał się zajebisty, żałuje że nie kupiłem tam koksu.Na takiej miejscówce miałbym najpewniej z pierwszej(europejskiej) ręki.
Tak było;)
myśl narkomanie, myśli. nagle eureka! przecież dziadek niedawno złamał nogę, znalazłem jego wypis, że szpitala i na sor po tramadol, DUŻO tramadolu, przeszło bez problemu.
Jeszcze ugadałem się z laska, że jak to nie pomoże to mam przyjść po DHC.
Wieczór wcześniej ta sama typiara wypisala mi alprazolam na ladne oczy, hyhy
26 lipca 2019CristianoTramaldo pisze: Jeszcze ugadałem się z laska, że jak to nie pomoże to mam przyjść po DHC.
Wieczór wcześniej ta sama typiara wypisala mi alprazolam na ladne oczy, hyhy
Jeszcze wyciągałem humalog bez recepty, latałem po aptekach spanikowany i ściemniałem że typ nie wziął ze sobą insy, cukier mu skoczył i leży na chodniku wezwałem już karetkę ale na gwałt potrzebuję insulinę bo może się przekręcić
Okazało się, ze szanowny małżonek rano stwierdził ze pojeździ na rowerze. Wyjechał 200 metrów i jebnął w murek!. Rower do kasacji. Małżonek pobijany.
-Szanowny sąsiedzie - przyjdzie Pan, sprawdzi czy nie trzeba lekarza bo wciąz leży na plecach i marudzi że go boli. Obrałem się, wziałem torbe pierwszej pomocy i jazda na dół.
Na miejscu tak jak mówila - sąsiad leży w korytarzu i marudzi. Noga zakrwawiona, ale już zastygła, ręka brudna i coś z niej białego wystaje! Nachylam się i widze - KOŚĆ!
Bielutka kość ramieniowa. O kurwa! Dopytuje co i jak. Podobno od godziny leży. Miał nawet siłę przytargać rower do domu. Kosmita. W takim szoku był.
Każę sąsiadce dzwonić na pogotowie. Sam sprawdzam co jeszcze ma rozjebane. Okazuje się, że kostka na pewno też pęknięta, bo napuchła konkretnie. Problem z obojczykiem takze by wskazywał na jakas formę pęknięcia. Ale chyba bez przemieszczenia.
W pogotowiu mówią, że za 30-45 minut. Wcześniej nie dojadą! Przyjeżdzac na SOR własnym sumptem - tak najszybciej.
Jak 90kg faceta w 2 osoby (w tym jedna baba) znieść z 1 pietra do samochodu.
Robie wywiad, czy choruje itd.Na jakie choroby. Można podać coś przeciwbólowego. Pada decyzja o podaniu morfiny i jednego psiknięcia donosowego 50ug fentanylu. Tak więc robię. Mija 3 minuty sąsiad siada na dupę. Oczka się śmieją. Próbuje wstać, ale noga nie pozwala, pomagamy. Siada na taborecie. Mówi, ze już jest zdrów i ze nie bezie nigdzie jechał - te konowały to go zabiją itd. Sprawdzam saturację, ciśnienie itd wszystko w normie. Ale sąsiad wyraźnie ujebany. Żartuje ze mnie i pyta ile za taka buteleczkę chcem?
Na szybko usztywniam rękę i obojczyk, zeby w drodze nie przemieścić za bardzo.
Na siłę sąsiadkę gonię żeby samochod podstawiła pod klatkę, powoli sąsiada sprwadzam i sadzamy go w samochodzie.
W aucie spiewa, krzyczy, bawi się przednio. Radyjko wg niego fajnie swieci, a muzyczka to miód na jego uszy!
Podjeżdżamy pod szpital, wołam sanitariusza żeby z wózkiem przyjechał, przesadzamy pacjenta i dawaj na triage. Dostaje pomarańczowy kolor i ląduje jako 4 w kolejce do ortopedy. Pytam sąsiadkę, czy jestem potrzebny, bo w końcu to niedziela i bym se pospał jak człowiek. Mówi, idz pan i dzekję bardzo. Ide do domu. Poszedłem spac dalej.
Około godziny 1430 znowu dzwonek do drzwi. Ta sam sąsiadka. Pytam co z mężem. Miał operacje? Czy jeszcze nie? Ona mówi, że przyjechał z powrotem ok 11 i lezy w łóżku. Bardzo go boli. Nie da rady wstać. Zbiegam na dół. a ten idiota bez zadnych gipsów nic! tak jak go wywieźliśmy, tak leży.
Pytam co się stało. Podobno go wogóle nie bolało. Więc mial dość siedzenia i kazał się zonie wieźć do domu. Nic m nie jest i tylko wkurwiają go chorzy którzy stękają w korytarzu.
Patrze - ręka dalej z kością na wierzchu.
Prosi tylko i ten kolejny zastrzyk i wszystko z nim będzie ok.
O kurwa NIE. Nie ma wała. Dzwonię po pogotowie i załatwiam kolejną karetkę, tym razem przyjeżdżają w 10 minut. Pakujemy sąsiada - już bez znieczulenia, w czasie czego drze mordę w niebogłosy. Adrenalina i leki odeszły. Musiało boleć. Jedziemy z sąsiadką do szpitala i robię rozróbę, że wypuścili go w takim stanie. Na co pielęgniarka mówi - ale pan jeszcze jest w kolejce! Jeszcze go lekarz ortopeda nie widział. Podobno zrobiłem takie oczy, że sąsiadka się przestraszyła, czy nie mam udaru akurat.
W ponad 5 godzin od przyjęcia nikt do niego nie zajrzał, ba nawet nie zorientowali się że go nie ma. W te pędy do lekarza biegnę, tłumaczę, ciagnę go do sasiada i pokazję rękę, nogę i obojczyk.
Lekarz zbladł Od razu na łózko i wiozą na radiologię robić rtg. W ciągu 2h był na stole operacyjnym.
Jako że to i mój szpital to pytam się co się kurwa stało! Ze pacjent z pomarańczowym ponad 5h czekał. Okazało się, że pacjent sie bal i zamienił się opaską z sąsiadem. Sąsiad miał niebieski kolor (także złamana ręka w nadgarstku). Tamtego wzięli w ciągu 20 minut, a ten czekał i czekał, az spierdolił do domu.
Po 4 tygodniach w szpitalu sąsiad wrócił do domu i dzwoni do mnie żebym wpadł to pogadamy.
Jego pierwsze pytanie... Sąsiedzie... A nie podrzuciłby mi sąsiad tych psikaczy do nosa? Ja zapłacę... tylko sąsiad podrzuci. Co to dla sąsiada. Jedną, dwie buteleczki.
Jak mu powiedziałem, że butla kosztuje 850zł z ogonkiem, to zbladł, wziąl telefon, zalogował się do aplikacji banku i po chwili mówi:
- chuj. I tak mało jem. Ale takiej fazy to w życiu nie miałem - opłaca się! Dawaj Pan.
Uśmiechnąłem się i po rozmowie z żoną zeby mu nigdy nic niezałatwiana poszedłem do domu.
Aha. Wiecie co było najśmieszniejsze? Sasiad powiedział na traumatologii że dostal taki to a taki psikacz i że super faza i że chce więcej. Skutkiem tego zamiast dac mu tramadoll, czy inne mocniejsze opio na bóle pooperacyjne - bali się że się uzależni, albo że już jest uzależniony i dostawał 100mg ketonalu. Na wypis do domu także diklofenac i ketonal. Boli go do tej pory, a to już 3 miesiące mija od powrotu do domu!
PS. któregoś razu przychodzi sąsiadka i prosi zeby go obejrzeć. Tak prosił, prosił i prosił, żeby mu dac jednego psika, że poszedłem do domu i przyniosłem lek na katar. Dostał dwa psiki i potem 2h miał "fazę życia" tak człowiek potrafi sobie wmówić!
narkomania to potęga!;)
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Legalizacja marihuany w Polsce: 15 g suszu i jedna roślina. Sejm zdecyduje
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Alarm w całej Polsce! To miał być mak do ciasta ;)
Główny Inspektorat Sanitarny wydał ostrzeżenie publiczne dotyczące partii maku niebieskiego, w której wykryto przekroczenie dopuszczalnego poziomu alkaloidów opium. Jak podkreślono, spożycie produktu może stanowić zagrożenie dla zdrowia konsumentów. To nie są „zwykłe nasiona” – skażony mak może działać na organizm jak opioidy, wywołując objawy podobne do zatrucia narkotykami.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
Nowy sposób rozprowadzania narkotyków w Berlinie. Rodzice muszą być szczególnie ostrożni
Policja w Berlinie wydała ostrzeżenie dotyczące nowego sposobu rozprowadzania narkotyków: kolorowe ulotki z danymi kontaktowymi dealerów wrzucane są bezpośrednio do skrzynek pocztowych razem z saszetką kokainy, haszyszu, ekstazy, marihuany lub innego narkotyku.
