Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 150 z 362
  • 70 / 10 / 0
mietowy3 pisze:
...
Straszył panią swoim przećpanym wzrokiem i wyjątkowym nieogarem. Sam gdybym nie był w temacie wystraszyłbym się kogoś tak wyglądającego :cheesy: lekko blady po całej nocy, z poszerzonymi źrenicami i mylącego się o parę dni w tygodniu. :-)
Uwaga! Użytkownik Dysozwierz nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2652 / 385 / 0
Dysozwierz pisze:
'jaką szkołą przecież jest sobota'. Babka widać że przerażona, że jakieś ućpane bestie jej weszły do sklepu kasuje nam te piwa. Ja patrzę się w kierunku ziomka spod byka ze wzrokiem co Ty człowieku odpierdalasz. Na co ten chyba ogarnął, że źle powiedział i radośnie mówi "a nie kurwa przecież jest niedziela'. Na co zabrakło mi już słów i musiałem zacząć się śmiać.
Jakoś tak śmiechłam z tego. Nie było tekstu w stylu "Panowie aby na pewno są trzeźwi?" ? Pewnie wasze amorficzne pyski zainicjowały u niej ostry pizding. Ścisnęła zwieracz i dała, czego chcieli.
Retrowirus pisze:
Albo zopiklon (zopiclone) albo zolpidem. Nie ma czegoś takiego jak zolpicon ;]
Ja pierdolę, to pierwsze. Zrozum człowieku, że klawiatura nie zawsze robi to, czego oczekuje właściciel. Dobroson to się nazywa, czujesz? Że niby taki dobry jest.
Uwaga! Użytkownik Blue_Berry jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 37 / 1 / 0
Blue_Berry pisze:
Zarozumiałe ścierwa nie zdają sobie sprawy, że mocne zabezpieczenie farmakologiczne i spore doświadczenie nie uchronią ich przed nieprzewidywalnymi objawami zespołu abstynencyjnego, który, nawet najrozsądniej opanowywany, potrafi dojebać.
święta prawda koleżanko, święta prawda :old: ja jak w '88 odstawiałem heroinum to w ostatnim momencie zadzwoniłem na pogotowie i mnie z podłogi zbierali a też całkiem pewny siebie się za tę odstawkę zabierałem i nawet pyralginę miałem :old: teraz takie czasy że żadne ketonale żele nawet nie pomagają ! powiem pani że nawet ja stary wojownik się nie spodziewałem że wyląduje w brudnym hospitalu i będę w pieluchę srał bo przecież żem tyle razy odstawiał po domowemu z kolegami i w samotności i zawsze się udawało to cholerstwo z siebie wypocić :old:
  • 3959 / 149 / 0
Ignis pisze:
ŚMIESZNE
WIĘCEJ TAKICH
okolice 4 rano, siedze z zacytowanym uzytkownikiem w pojezdzie, palimy marihuanen, stwierdzamy, ze pojdziemy przywitac wschod jarajac na laweczce, opuszczamy pojazd, zacytowany uzytkownik stwierdza, ze zatrzasnal kluczyki w pojezdzie #facepalm
zjarana rozkmina, od strony pasazera uchylone okno - sprobuje moimi zgrabnymi raczkami otworzyc drzwi przez niedomkniete okno, uzeram sie, walcze, ni chuja. zbieramy jakies patyki, ktore posluza za potencjalny hak, uzeramy sie, walczymy, ni chuja.
zacytowany uzytkownik stwierdza, ze ruszy sprowadzic jakas pomoc, idzie, ja w akcie rozpaczy obchodze pojazd dookola probujac moim nastukanym umyslem wymyslic jakies wyjscie z sytuacji, staje przy drzwiach od strony kierwocy - wolam uzytkownika, ktory juz zdazyl sie oddalic, znalazlem rozwiazanie - okno od strony kierowcy przez caly czas bylo otwarte na full, otwieramy pojazd cieszac sie jak dzieci.

#heheszki
niedojebanie genetyczne
  • 1794 / 124 / 0
No i chuj, skończyłem karierę na budowie po 2 dniach %-D.

Byłem w środę na komisji lekarskiej, dostałem urlop zdrowotny, czyli od października powtarzam rok, więc do tego czasu przydałoby się trochę zarobić. Pracę w miarę dobrą mam w okolicach swojego miasteczka, ale a) nie po to mam mieszkanie w Szczecinie, żeby pracować w innym mieście; b) do tamtej roboty i tak muszę, kurwa, dojeżdżać codziennie rano prawie godzinę rowerem, bo to wiocha na wypizdowiu. Zatem po udanej komisji poszedłem ochoczo szukać roboty. Codziennie w drodze do mieszkanka mijałem pewną budowę (IDEALNIE naprzeciwko mojego psychiatryka :cheesy: ), więc stwierdziłem - czemu nie? Po krótkiej gadce byłem zatrudniony.

Jest czwartek. W poprzedni dzień wieczorkiem poszło 900 deksa, żeby rano pełen serotoniny i pozytywnego nastawienia do czekającej mnie łopaty - ruszyć w bój. Na początek przywitał mnie kierownik budowy, dał łopatę i kazał zapierdalać. Wśród zapierdalających znalazły się osoby w podobnym przedziale wiekowym co ja. Usłyszałem od nich, że kierownik to kutas; nikt go nie lubi; jest popierdolony i mam się go nie słuchać. Oburzyłem się, że jak to można tak człowieka nie szanować, tylko dlatego, że stoi w hierarchii wyżej i w ogóle to ja będę dla niego miły. Zeszliśmy na przerwę. Jeden z łopatologów wyciąga lufę i mi nabija :cheesy: . Drugi opowiada, że ostatnio kupili gram kryształu za 150 i naćpali pół budowy. Po chwili wpadł jakiś naszurany Ukrainiec i zaczął przybijać ze mną piony. Wtedy poczułem, że lepiej trafić nie mogłem %-D . Chwilę potem wpadł Prezes, czyli osoba, która mnie zatrudnia, płaci mi i ogólnie to ma oprócz tej jeszcze 4 budowy. Człowiek niezwykle kulturalny, miły i dał mi od razu stówę do łapy, powiedział, że kiedyśtam to jakoś odliczy. No to ja ucieszony ruszyłem do kierownika i mówię, że nie jestem przyzwyczajony do pracy fizycznej, nie chcę zakatować mięśni, trzeba je rozwijać piramidowo, bo jak dziś pierdolnę 10 godzin, to jutro nawet z łóżka nie wstanę (wszak na siłkę już prawie 2 lata nie chodziłem) i muszę już się zwijać w celu regeneracji muskulatury (i tak 8 godzina dobijała). Okej. Robota skończona, kasa jest. Czym by się tu zakurwić. Pomyślałem, że może na początek owocnej współpracy i w ramach integracji wpadnę do chłopaków z budowy z jakimiś browarami. Kupiłem każdemu po jednym (na sam alkohol wyjebałem 30zł) i po cichaczu rozdałem. Dodatkowo złożyłem się z jednym na zioło, miał przynieść nazajutrz. Naprawdę, czułem się jak wśród jednej wielkiej rodziny ;).

Dalej czwartek, wracam do domu. Odcięli nam internet, bo kumpel nie zapłacił (zapomniał, to klasyczny przykład szkodliwości kannabinoidów na pamięć, nie znam osoby, która potrafi zapomnieć o czymś, o czym mówiła 5 minut temu). Fajnie. Niepotrzebnie piłem to piwo. Złapałem wenę! Poleciałem do osiedlowego marketu w poszukiwaniu tanich win. Osobiście preferuję bardzo Amarenę i Czarną Porzeczkę. Znalazłem tę drugą wśród sióstr - Wiśnii i Lipy z miodem. Z obiema nie romansowałem nigdy. Z miłości do eksploracji nieznanych mi obszarów życia - zakupiłem te ostatnie dwie. Zakupiłem również syrop Acodinu wiedząc, że bez tego to ja na kacu nawet nie wstanę.

Piątek. Budzę się o 9 %-D . Pierwsze co robię to odkręcam Acodin, zeruję i kładę się dalej. Dochodzi 10, piękny humorek zaczął mnie nachodzić, więc ambitnie zrobiłem jajecznicę z kiełbasą i przyprawami - to jest serio ambitne, bo zazwyczaj moje kulinarne ekscesy kończą się na zagryzieniu bułką kiełbasy. Pozmywałem naczynia. Posprzątałem w pokoju. W końcu nie miałem już co robić, więc stwierdziłem, że w sumie to miałem dziś nie iść do pracy (postanowiłem to kończąc drugie wino), ale chuj, może być śmiesznie. PLUS (doznawszy olśnienia aż wstałem z łóżka) przecież czeka tam na mnie zioło :). W 10 minut byłem na miejscu. 11.15 zacząłem robotę. W pierwszej wolnej chwili wyhaczyłem mego znajomka i zaszliśmy do kanciapy, gdzie czekało na mnie nabite bongo. Zeszliśmy znów do pracy, w trójkę. Praca polegała na przesypaniu kosmicznie dużej góry piachu przez okno. Robota na dni, tygodnie, i to dla kilku osób. Wtedy nadszedł on. KIEROWNIK. Osoba korpulentna to mało powiedziane. 200kg żywej wagi. Nie robił nic, poza chodzeniem i wkurwianiem ludzi. Wybrał mnie na cel. Przeszliśmy (ja i on) do drugiego pomieszczenia. Kazał zasypać sześcian pod schody. Ogromny. We trójkę z chłopakami skończylibyśmy szybko, ale nie, oni dalej muszą przerzucać piach, którego przerzucanie zajmie tygodnie, za to ja sam mam zapełnić ten sześcian dzisiaj, ba, na za pół godziny (hahaha). Błoto brać z drugiego pomieszczenia. Podjechałem więc pod próg (no prawie do kolan, może ciut mniej) z taczką. I w tym momencie wjechało mi tamte bongo. Zastanawiając się o chuj mu chodzi i pobieżnie nad fizyką kwantową - wziąłem taczkę w swoje ręce (specjalnie słaby nie jestem), podniosłem do góry i przeszedłem z nią do drugiego pomieszczenia %-D. Załadowałem ją do połowy, gdy wrócił kiero i zaczął się drzeć na mnie, że co ja odpierdalam; i że jestem POZBAWIONY WYOBRAŹNI (najbardziej kulturalne TY DEBILU jakie słyszałem). Stwierdziłem, że nie będę przecież jej rozładowywał i czas marnował - przeniosłem ją z powrotem z zawartością :-D . Gość się załamał i powiedział, żebym pokazał mu jak przerzucam błotko do tego sześcianu, bo on we mnie nie wierzy. Wtedy jakiś wrodzony buntownik się we mnie obudził i stwierdziłem, że zrobię mu na złość. Wyrzuciłem grudę piachu idealnie przed ścianą sześcianu - prosto na ziemię. Kiero przestał się patyczkować : KURWA, JAKI TY PRZYJEBANY JESTEŚ TO JA NIE WIERZĘ itp. itd. Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać. On cośtam burknął i sobie poszedł. Wtedy przeszedłem do pracy i - muszę uczciwie przyznać - zapierdalałem stałym tempem praktycznie bez przerwy. Po jakiejś godzinie zjawił się kierownik i zaczął się pruć, że jeszcze niezrobione.
- Czy ty przyszedłeś tu sobie żarty stroić, czy do pracy!?
- Żarty stroić.
- CO!?
- PRIMA APRILLIS HAHAHAHAHAHA.
I nie słuchając co mówi, dalej robiłem swoje, mając w pamięci radę starszych kolegów, by mieć go w dupie. I nagle rozumiejąc w 100% dlaczego nikt go nie lubi.
Oburzyłem się, że jak to można tak człowieka nie szanować, tylko dlatego, że stoi w hierarchii wyżej i w ogóle to ja będę dla niego miły.
Długo nie wytrzymałem :/. A miałem takie szczere chęci. No nic, po następnej pół godzinie przychodzi znowu i zaczyna pierdolenie :
- Ja w twoim wieku to 16 godzin dziennie robiłem! Całowałem szefa po rękach, że mnie przyjął! [wtedy się wyłączyłem, ale dalej w tym stylu]
- Proszę. - Wręczyłem mu łopatę do ręki.
- Słucham?
- Niech pan zaprezentuje umiejętności.
- CO ZA BRAK SZACUNKU DO STARSZYCH...!
- Na szacunek trzeba sobie zapracować, a samo przeżycie XX lat, to nic klasyfikującego pana jako osobę poważania publicznego. Poza tym ja zwyczajnie nie daję się panu zmobbingować.
I znów wróciłem do pracy nie słuchając go. Wpadł po godzinie.
- JESZCZE NIE ZROBIONE!? Może zwyczajnie się nie nadajesz!
Przyszedł syn prezesa, ale w sumie taka pierdoła co tylko stoi i się patrzy. Kierownik do niego :
- Jak on mnie denerwuje, przez niego musiałem używać przekleństw!
Na co stwierdziłem, że chyba powinienem, ale nie mogę się powstrzymać, by skomentować defektów jego umysłu.
- Jest pan strasznie egocentryczny; czerpie prywatną satysfakcję z wykorzystywania innych i poniżania ich za pomocą uprawnień przysługujących z piastowanego stanowiska; przekłada pan prywatne problemy na nienawiść w miejscu pracy. No i jak sam pan właśnie przyznał - ma pan prawdopodobnie nerwicę. Z tym wywalaniem mnie, niech pan chociaż poczeka aż skończę tę psychologię, to chętnie przeprowadzę panu terapię antystresową. Za darmo, w ramach tych 10zł/godzinę. Najwyższa pora.

No i mnie wypierdolił :-(.

PS : Jeszcze czeka mnie rozmowa z prezesem, który jest bardzo porządnym człowiekiem i suma sumarum - jego słowo się tam liczy. Zobaczymy :S.
Któż nam powróci te lata stracone
bez wiosennego w wiośnie życia nieba?...
Wołają na nas, że w złą idziem stronę,
precz o świat troskę rzucając powinną,
a czy pytają się nas, co nam trzeba
i czyśmy mogli obrać drogę inną?
  • 483 / 69 / 0
Chciałem to wkleić w dział "kannabinoidy", ale tam wszyscy to wiedzą, że my... MY – Kannabinoidziarze, też mamy problem z wypróżnieniem.
Przestroga.
vol.1
Obudziłem się rano i poczułem, jak, kurwa mocno, chce mi się srać. Bolało, prawie się lało, strach było zrobić jakiś ruch. Kibel tak daleko...
Spiąłem się ile mogłem, szybko zrzuciłem kołderkę i biegnę za potrzebą. Zajęłoby mi to mniej niż przyjebanie w płuco (to trochę pomaga), gdyby nie pewien problem: łazienka była zajęta. Był w niej tata. Nie, żebym się krępował srać przy nim, w końcu to rodzina, ale byłem bez majtek – wszystkie mi się skończyły, a z chujem na wierzchu, nie chiałem się pokazywać. Zresztą – nie było na to czasu. Musiałem się wycofać i to szybko – w każdej chwili mogłem zasrać wykładzinę. Lęcę na balkon, ostatnia nadzieja... ledwo przekroczyłem próg – tak, wreszcie się zaczęło! Przesunąłem, tylko, zadek, pod samiuśki rożek – skoro już sram, to nie będę tego robić w przejściu, jak jakiś zwykły pies.
Dni mijały, w worku było jeszcze dużo, a na dworze – słońca żar. Mieliśmy lato. Stało się najgorsze – gówno przyschnęło na amen. Nigdy nie miałem szczęścia. Tak było i tym razem – balkon, został wykafelkowany chropowatymi płytkami– skrobało się tak ciężko, że... że, no, kurwa, szok! Nie szło tego oderwać! Zrobiłem najgorsze, co zrobić mogłem, czyli nic.
Mama szybko odkryła znalezisko. Znalazła mój, gówniany, placek. Znalazły go, też, larwy. Jak ja żaluję, że nie lałem ich domestosem... Matka nie wytrzymała tego zoo. Zrobiła foty i, w późniejszym czasie, użyła tego jako – jednego z wielu – argumentów na moją niekorzyść w sądzie.
Od tego czasu nauczyłem się, że gówno należy sprzątać – możliwie jak najszybciej.
Jednak, z drugiej strony, larwy są niezwykle pożyteczne w biodegradacji środowiska, a dzięki mnie, mogły wydać na świat potomstwo.
Zawsze dobre zakończenie.
możecie mnie z(a)b(i)ć
Przez przypadki?
Szpondzicie?
Szpońcicie
Szpondździcie
Szpondzijcię
szeszele
Szpoń ć i dziel(l) :heart:
demiurgia
posuń się Iwan
J/O(n)?
MiCHoł
m.i.on
energia, praca, materia, czas
tylko dobre rzeczy, misia, Odyseuszu, o mi?
  • 447 / 45 / 1
przygody z 5 f adb:
oczywiście buch i gleba na ulicy. Ktos dzwoni po karetke, budze sie na szczęście szybko i spierdalam, akcja powtarza sie x razy. Pewnego razu nie mam tyle szczęścia i budze sie przy karetce i slysze: " to ten co zawsze ucieka jak karetka ma przyjechac" i jebs szpital.
Tydzien temu również buch 5 f adb, budza mnie ratownicy medyczni na klatce kumpla i za szmaty do karetki. ja bez dokumentow, ide do okienka na sorze podac dane i slysze " ten pan to juz regularny konsument dopalaczy i ciagle tu trafia"
taa ciagle az 2 razy kurwa
Rozmyte kolory kończę, sorry...

Spoiler:
  • 98 / 48 / 0
Przypadki PRL-owskiego ćpuna cz.1

W czasach PRL-u obowiązywał nakaz pracy i nawet ćpuny musiały zapychać do roboty. Dwóch takich ancymonków pracowało w miejskim kombinacie. Jeden siedział w kantorku na utrzymaniu ruchu,a drugi, jego kompan, robił w sekcji transportowej. W transporcie robił również jeden małorolny,który był zaopatrzeniowcem i „zaopatrywał”w susz wspomnianych kolesi i ich kompanów z miasta. Wory szły na metę na miasto,ale jeden woreczek zawsze zostawał w kantorku i koledzy gotowali sobie podczas przerw zupkę na maszynce. Jeden z chłopaków, to był taki „chomik, co mu się wszystko przyda”,więc przytargał z kuchni zakładowej baniak,wsadził go do piwniczki pod kantorkiem i wrzucał do niego zagotowane główki. Zbierało się,zbierało,a że w piwniczce było chłodno,więc nie gniło to za bardzo i nie za bardzo również śmierdziało. Nadszedł czas posuchy-gruchnęła wieść,że susz na mieście się skończył,więc trzeba było coś wymyślić. Ćpuny i myślenie?Dość karkołomny związek frazeologiczny ale…. nad czym tu myśleć ?!Transportowiec podjechał pod piwniczkę wózkiem akumulatorowym,załadowali baniak na platformę i dawaj,jazda na bramę kombinatu! Strażnik popatrzył,poskrobał się po głowie i machnąwszy ręką powiedział:”Jedźta”. Cieć stwierdził,że chłopaki wiozą zupkę regeneracyjną dla roboli na odziały poza zakładem. I tak, chłopcy popylali wózkiem, centralnie ulicami miasta z baniakiem niedogotowanych makówek na pace,wprost na metę,gdzie koledzy mieli zrobić awaryjną produkcję dla wygłodniałej sfory miejskich ćpunów. Gdyby tak to się miało skończyć, byłoby fantastycznie,ale wiadomo-głodnemu zawsze wiatr w oczy. W połowie drogi, na samym środku skrzyżowania wózek zdechł. Chłopaki zepchnęli pojazd na chodnik,złapali za uszy ważący „swoje”gar i przez następne półtora kilometra, w upierdolonych smarem i olejami drelichach ,drałowali na piechotkę, rozpychając baniakiem przechodniów na boki. Ledwo doczłapali pod klatkę mety. Zwalili się ciężko na ławkę, dysząc, kaszląc i licząc każdy haust powietrza,stwierdzili,że na czwarte piętro to oni już nie wejdą,ni chuja!Całą sytuację obserwowali ich kolesie z rzeczonego czwartego pietra,a było ich z dziesięciu. W każdym z dwóch okien po pięć łbów darło ryja na pół osiedla:”Dawaj Stolec!(taką miał ksywę kierowca)Dawaj to gówno na górę!Bacy zawory popuszczały i zamknął się w kiblu,a Kolek i Rynio rzygają przez balkon!Kasza już doszła,wrzątek nastawiony, Kisiel przyłatwił mocny amon ….tylko octu na końcówkę brakło ale chuj….dawaj,Stolec,dawaj!”-Tak mniej więcej brzmiała pokrótce relacja z zastanej sytuacji na mecie. Jedna osiedlowa matrona,która wraz z psiapsiółkami przysłuchiwała się tym krzykom,zebrała się na odwagę i zapytała Stolca:”Co wy tam gotujecie chłopcy,żeście się tak potruli?”Stolec zmęczony i wkurwiony jak sto nieszczęść,zmierzył babinę wzrokiem i palną-” Słyszała pani,gówno z kaszą,a na deser amoniaczki w octowej polewie!!!”Złapał baniak za uszy i zmotywowany przez kolegów i wkurwiony na wścibską babę ruszył na czwarte piętro,zapominając,że po drodze są...schody i wypierdolił się z tym baniakiem wysypując całą jego zawartość na posadzkę klatki. Co było dalej?Dalej byli kolejno :sąsiedzi,milicja i „delegacja' ze spółdzielni mieszkaniowej i ogólny syf,rozpierdol i afera. Normalnie,jak to w PRL-u.
CDN.
Uwaga! Użytkownik fado nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 98 / 48 / 0
Przypadki PRL-owskiego ćpuna cz.2

Jak już wspomniałem,afera zrobiła się na miarę „osiedlowej Iran-contras”. Sąsiedzi wezwali milicję,bo mieli serdecznie dość ciągłego latania po klatce,krzyków,gwizdów i nawoływań o trzeciej w nocy,a po ostatniej eskapadzie Bacy,który w samej pidżamce i boso, stał pod oknem mety i darł się,”że go starzy zamknęli i ledwo udało mu się uciec(zszedł po rynnie z trzeciego pietra)i musi coś przywalić,bo nie grzał dwa dni i chuj go zaraz strzeli, itp.”,to ludzie na osiedlu mieli prawo do niepokoju,bo coś się działo,ale nikt do końca nie wiedział co. Stąd wezwana milicja. Przyjechali i brodząc na klatce w rozmokłych makowinach skierowali się wprost na czwarte piętro. Weszli na metę. Wylegitymowali towarzystwo,zajrzeli do szaf,do tapczanu do obsranego przez Bace kibla i stwierdziwszy, że nikt więcej się nie ukrywa,zebrali się do wyjścia. W kuchni stały gary,po szafkach upchane odczynniki ,śmierdziało odparłem jak u małp na wybiegu,a milicjanci skwitowali sytuację w dość lakoniczny sposób:”Nas to nie obchodzi. Niech wojewódzka się martwi.” I wyszli. Następna pielgrzymka do miejsca świętego (mety)była z ramienia spółdzielni mieszkaniowej,a patronował jej sam prezes. Zaczął łazić po mieszkaniach,pisać protokoły,skargi,wysłuchiwać narzekań o zepsutych ławkach,huśtawkach, o dziurawych chodnikach i mając serdecznie dość jęczących niczym potępieńcy, lokatorów ,na koniec wskazał palcem na chłopaków i rzekł-”Ja nie wiem co wy tam robicie,ale radzę wam ,następnym razem będzie wniosek do kolegium .” Jeszcze długo po tych wizytach, pod blokiem stały grupy gorączkowo rozprawiających o aferze gapiów ,którzy plotkując i snując najczarniejsze domysły,nijak nie mogli dojść, o co tu naprawdę chodzi. A towarzystwo z czwartego piętra?Ledwo milicja odjechała,sprawnie zgarnęli makowiny szufelką i nie oglądając się na nic,dokończyli niecnego dzieła odpału.
Nasi dwaj pracusie,Stolec i jego kompan,nagrzani jak nieboskie stworzenia,doczłapali w końcu do pozostawionego wózka i pchając go na przemian,dotarli do kombinatu. Co prawda, dotarli równo z początkiem trzeciej zmiany,ale kto by się tym poprzejmował?Po odbiciu karty na ich konto doszły nadgodziny i chłopaki załapali się na premię. Normalnie, jak to w PRL-u.
Uwaga! Użytkownik fado nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2008 / 496 / 0
My friend made my day. Przyjaciel ze studiów opowiedział mi co go spotkało w szpitalu jak stracił przytomność po baclofenie.
Leże na sali i na innym łóżku jakaś inna dziewczyna. Cała zagrzebana w prześcieradło tak, że wystawała jej tylko, całkowicie wydepilowana noga z pomalowanymi na czarno paznokciami. Noga była szczuplutka więc byłem przekonany, że to jakaś atrakcyjna małolata, która zjechała z klubu a okazało się, że to ŻUL. Z pościeranymi włosami i czarnymi od przepicia paluchami.
:heart: :heart: :heart:
Jestem pewien, że baklofenowa seksualność i baklofenowy optymizm miały duży wpływ na to wyobrażenie. Aż mnie chęć naszła na ta 25 miligramowe maleństwa.
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 150 z 362
Artykuły
Newsy
[img]
Produkowali tyle amfetaminy, że narkotyki musieli wozić taczką

Ponad 64 kilogramy amfetaminy, nielegalna linia produkcyjna i dwie osoby zatrzymane – to efekt działań specjalnego wydziału antynarkotykowego łódzkiej policji. Ilości narkotyków były tak duże, że do ich transportu sprawcy wykorzystywali… taczkę.

[img]
Trump uznał fentanyl za broń masowego rażenia. „Używają go, by zabijać Amerykanów”

Prezydent USA Donald Trump podpisał w poniedziałek rozporządzenie uznające fentanyl za broń masowego rażenia. W uzasadnieniu stwierdził, że „wrogowie USA używają go, by zabijać Amerykanów”. Oświadczył zarazem, że rozważa złagodzenie federalnych restrykcji obejmujących marihuanę.

[img]
Intensywne używanie marihuany wzmacnia związki kobiet, ale osłabia relacje mężczyzn

Nowe badanie wyjaśnia, dlaczego.