Rozmowy na temat działania psychoaktywnego kannabinowego konopii.
ODPOWIEDZ
Posty: 63 • Strona 7 z 7
  • 6 / / 0
1. Wiadro(zawsze zmiatało mnie z planszy, obecnie nawet nie próbuje walić wiadra bo miałbym chyba atak paniki)
2. Bongo - również potrafiło usmażyć niemiłosiernie, ale zależnie od tego ile sobie dozowałem - jednak większa kontrola niż wiadro
3. Joint - z racji tego, że buchów jest wiele to również potrafiło mnie dogiąć
4. Lufka - mój ulubiony sposób podania - można spalić ile się chce, a po wszystkim jeszcze opalić szkło + fajnie gryzie w gardło
5. Wszelkie formy jedzeniowe - mnie akurat to długo trzyma, ale faza zawsze jest raczej spokojna i określiłbym ją jako taką "do leżenia i oglądania" - rzadko kiedy czułem się przytłoczony, za to zawsze zrelaksowany
  • 742 / 127 / 0
1. Wiadro jak dla mnie chyba już zawsze będzie mocarzem. W akademiku miałam pokój jednoosobowy z łazienką więc w łazience lałam wodę do butelki z wypaloną dziurką na dole, wbijałam lufkę wbitą w zakrętkę i spuszczałam do umywalki, ściągałam cały dym z tej 1,5 litrowej butelki, i prosto z łazienki szłam do okna, żeby je otworzyć i wydmuchać dym na zewnątrz(prezerwatywa na czujce dymu była, ale nie chciałam żeby mi z pokoju było czuć %-D). I dnia pewnego dostałam takie zielsko, że po ściągnięciu bucha ja ledwo zdążyłam z tym dymem w płucach podejść do tego okna i próbować je otworzyć, i mnie poskładało. Obudziłam się nie wiem ile później, bo nie patrzyłam na zegarek, ale musiało minąć niedużo czasu waliło zielskiem w pokoju masakrycznie. Nie mogłam wstać na proste nogi, wstawałam z tej podłogi na raty. A pamiętam, że pizdę miałam taką, że chyba nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Wiadro to wiadro - patusiarskie, ale jednak %-D Teraz nie praktykuję w ogóle, ale aż się łezka w oku kręci jak sobie przypominam spuszczanie wody z butelki nad zlewem
2. Bongo - bonio to chyba moja taka ulubiona forma konsumpcji, razem z jointem myślę, że prawie na równi. Bongo też strasznie trzaska, ale podobnie jak po wiadrze, czasem jest taki temat, że aż się idzie porzygać bo tak człowiek kaszle. Muszę sobie kupić nowe, jakieś małe bo mi brakuje palenia z bonga. Ale bongo ma to do siebie, przynajmniej u mnie - że się średnio sprawdza, żeby gdzieś po nim iść np. Nie zapaliłabym z bonga przed pójściem na jakąś wycieczkę ze znajomymi. Mnie na tyle mocno grzeje bongo, że ja się wtedy nadaję do siedzenia i rozmowy, i do palenia szlugów jak coś. Dopiero stopniowo jak mi przechodzi to pozostałe funkcje wracają :D
3. Jointy - kocham jointy, często palę jointy, jointy to był mój pierwszy sposób konsumpcji. Wygodny, tylko trzeba się nauczyć kręcić. Lubię ten rytuał palenia jointa/lolka, że mogę sobie siedzieć przed kompem i palić sobie po trochu, a jak potrzebuję skuć beret to palę całego jak szluga, tylko że wolniej. Tylko mnie Mascoty ostatnio wkurwiają bo już drugi raz kupiłam bletki z filterkami które mają jakieś przestrzelone bletki które się nie chcą kleić.
4. Edibles - uwielbiam jedzenie z ziołem. Sama potrafię zrobić olej. Raz zrobiłam na tym kurczaka ze szpinakiem i serem fetą i się porobiłam na cały dzień. A w Holandii pan sprzedawca nam mówił, żeby zjeść pół ciasteczka, ale migotka wie lepiej więc zjadła całe. Coś mi się po 3h nie ładowało, mój ówczesny luby już leżał jak pianka w łóżku bo go rozłożyła ta połówka na części pierwsze, a ja stwierdziłam że jem drugie ciastko bo coś to chuja daje. Gdzieś nie wiem, za godzinę,może trochę więcej - ja już zirytowana bo luby się śmieje do tapety w telefonie i je szynkę z opakowania, mówię mu, że idę do Lidla(pieszo 10 minut z naszego mieszkania). Skończyło się tak, że obydwa ciastka wjechały mi jak płaciłam za zakupy. Walczyłam, żeby nie obrzygać miłej Pani kasjerki która do mnie mówiła po holendersku dopóki nie poprosiłam o angielski. Kolana jak z waty, pot na czole, ciężko w brzuchu. Ale bomba po jedzeniu specyfików jest super, ja lubię, a sytuacji z Holandii nie żałuję, pomimo, że po mnie stary musiał wyjść do połowy drogi bo ledwo szłam %-D
5. Lufka - lufka jak lufka. Jak nie mam bletek, albo mam mało tematu i mało kasy, albo chcę zapalić niedużą ilość to korzystam. Nie jestem fanką, ale też nie jest to mój ulubiony sposób. Kiedyś jak nie miałam kasy i ciągle paliłam przez te lufki, opalałam je itd, to w końcu mi raz w mordzie pękła %-D(taka chamska, czarna, z której było palone w sumie cholera wie ile zielska) po trj akcji mam awersję delikatną, ale to było lata temu. A lufki nowiutkie zawsze mam w pokoju skitrane.
6. Blant - mam na myśli tego zrobionego całkowicie z konopii. Mieszane uczucia, mało razy miałam okazję skosztować
Będzie dobrze, chłodzę głosy złe jak lód szampana
  • 12712 / 2460 / 0
Ja przez kilka lat chodziłem biegać po bongu - tak max godzinę po. Już dawno nie praktykuję - wolę wapo po bieganiu.
Paradoksalnie lepie się biegało - mięśnie pracują idealnie.
ODPOWIEDZ
Posty: 63 • Strona 7 z 7
Newsy
[img]
Wolne Konopie pukają do drzwi Prezydenta. Czy wykaże się większą odwagą niż Donald Tusk?

Walka o depenalizację posiadania marihuany wchodzi na najwyższy szczebel państwowy. Podczas gdy rząd Donalda Tuska konsekwentnie blokuje jakiekolwiek zmiany w polityce narkotykowej, zwracamy się bezpośrednio do Głowy Państwa. Czy prezydent Karol Nawrocki stanie po stronie wolności obywatelskich i zdrowego rozsądku?

[img]
Leki z Poznania jechały do Ukrainy. Tam produkowano z nich narkotyki

26 stycznia 2026 roku do Sądu Okręgowego w Poznaniu trafił akt oskarżenia przeciwko siedmiu osobom podejrzanym o udział w zorganizowanej grupie przestępczej działającej na terenie Polski i Ukrainy. Sprawę opisała Prokuratura Okręgowa w Poznaniu.

[img]
Irvin Rosenfeld: Człowiek, który wypalił 120 000 jointów od rządu USA

Wyobraź sobie, że co 25 dni listonosz puka do Twoich drzwi i wręcza Ci przesyłkę od rządu federalnego. W środku nie ma jednak pism z urzędu skarbowego, lecz metalowa puszka przypominająca opakowanie od kawy. Po jej otwarciu widzisz 300 starannie skręconych jointów.