a jeśli chodzi o temat to dla mnie najlepszą "pigułką" i niezawodną metodą na ogarnięcie się jest wytępienie złych nawyków i organizacja czasu
dopiero niedawno zdałem sobie sprawę ile czasu poświęcałem na zgłębianie się w środki do poprawienia komfortu życia których de facto spróbowałem trochę i teraz wiem, że żadna substancja nie pomoże na przełamanie stagnacji życiowej bez określenia sobie celu czymkolwiek on jest :)
Ludzie, którzy mocno się rozwinęli i którzy korzystali kiedyś z psychodelików, żeby "otworzyć się duchowo" teraz tego odradzają nie bez powodu.
Psychodeliki faszerują twój umysł fałszywymi bodźcami i informacją, a to jest bardzo szkodliwe w dalszym życiu. Po prostu uszkadzają twoją percepcję albo powodują wdrożenie nieprawidłowych przekonań.
Odnośnie tego co napisałeś wcześniej o zmianach w mózgu - w pełni się zgadzam. Moim zdaniem zdecydowana większość jest źle diagnozowana, i jeszcze gorzej leczona. Nie neguję farmakoterapii w przypadku prawdziwych i widocznych chorób, ale to co zapisują lekarze na przykład w przypadku załamania nerowowego, depresji, bezsenności itd. woła dosłownie o pomstę do nieba. Nie dość że organizm oraz psychika są już i tak bardzo przeciążone to jeszcze dodatkowo faszeruje się chemią. To po pierwsze - rozregulowuje cały organizm, układ nerowowy, po drugie - może prowadzić do uzależnień. Tu mam na myśli szczególnie, benzodiazepiny, tak chętnie zapisywane przez niedouczonych (czy jak to nazwać?) lekarzy. Dzisiaj jedna tabletka da mi złudzenie idealnego świata i harmonii, jutro opakowanie się skończy. I co dalej? To przecież był taki niezawodny sposób na radzenie sobie z przeciwnościami w moim życiu, a teraz bez tego nie potrafię już nawet podlać kwiatów.
Bez rozpisywania się, dodam jeszcze że dużo osób myśli, że na przykład taka "tabletka na spanie" włącza w jakiś cudowny sposób jakiś jeden guzik w naszym mózgu, że zasypiamy. Cały mechanizm działania opiera się na dziesiątkach czy setkach różnych procesów, którymi dosłownie rozwalamy sobie komórki nerwowe. Dzisiaj zaśniemy, ale to wcale nie wyleczy naszej bezsenności, tylko jeszcze bardziej ją pogłębi, kiedy przyjdzie nam odstawić tabletki.
Jestem przekonana, że jesteśmy w stanie w pełni się zregenerować, psychicznie i fizycznie. Nie stanie się to jednak z dnia na dzień, nie stanie się to, jeżeli niczego nie zmienimy w swoim życiu. Wierzę z całego serca, że przyjdzie czas, kiedy znowu będę czuła się tak jak kilka lat temu. Na dzień dzisiejszy moja sytuacja szczególnie psychiczna kwalifikuje się jak najbardziej pod leczenie, jednak nie chcę tego. Nie chcę spaść z deszczu pod rynnę (choć może bardziej pasuje - z kałuży do bagna). Wiem, że jeśli wytrzymam dzisiaj, jutro, następny tydzień, następny miesiąc... i nie zdecyduję się na jakąkolwiek farmako"terapię", to będzie lepiej. Będzie ciężej, ale będzie warto. Jestem dopiero kilka dni "na czysto", i nie mam nawet pojęcia co zrobię za chwilę, ale teraz mam już tylko ochotę żeby to wszystko za przeproszniem jebnąć, odpuścić sobie, zostawić to wszystko co mnie doprowadziło do takiego stanu, mieć to wszystko głęboko w dupie, robić to co czuję i to co mówi mi rozsądek, a nie truć się i dawać zarobek koncernom farmaceutycznym ;).
Inna sprawa, jeśli chodzi o podświadomość - wierzyłam w to bardzo, czytałam książki, poradniki i tak dalej. Niby było lepiej jakiś czas pod względem psychicznym, ale są pewne rzeczy na które nie mamy zupełnie wpływu, które dosłownie spadają na nas, a my nic nie możemy zrobić. Mniejsza z tym, w każdym razie, jak zawsze powtarzam - trzeba mieć nadzieję.
[quote]Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno przyszłych poświęceń w duszy bohatera.
Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową, co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową nie da się zepchnąć z swego stanowiska.
Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża.
Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić!
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, mężom przystoi w milczeniu się zbroić.
Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje i przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję, by z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.[/quote]
I że dziś są uświęceni, którzy chcieli za nią ginąć.
Jest tak wiele powodów do życia z heroiną,
Ale żaden nie prowadzi nas do upojenia chwilą."
Kamise pisze:Tyler, psychodeliki to coś co może zmienić życie w zaledwie chwilę (...) jak powiedziałeś jako narzędzie, narzędzie do poznania siebie.
W moim przypadku oprócz wielu pomniejszych decyzji jakie podjąłem pod wpływem tych sub (...) Trudno to ubrać w słowa, ale wcześniej żyłem jakby tym, trening którego nie można opuścić, dieta, spanie, tylko "dobre żarcie", takie podejście rujnowało mi życie, wkładało schemat do niego, schemat od którego w innych przypadkach chciałem uciec (szkoła, praca, dziewczyna itp), gdy zmieniłem się jest dużo łatwiej i dalej ćwiczę, odżywiam się zdrowo, ale nie ma presji, nie ma wymagań, została sama przyjemność.
I właśnie gdyby nie psychodeliki, nigdy bym się do tego nie przyznał, nawet sam przed sobą
Większość osób dochodzi do odpowiednich wniosków w odpowiednim czasie, psychodeliki to nie żadna "lepsza" droga ani alternatywa.
Po prostu doznałeś "oświecenia" (pewnie jednego z wielu jakie każdy z nas przeżywa podczas swojego życia) po psychodelikach i przypisujesz im zasługę za coś, co nastąpiłoby naturalnie, a żeby poczuć się komfortowo, oszukujesz sam siebie mówiąc, że inaczej byś tego nie osiągnął. (komfortowo w sensie, że tłumaczysz sobie wzięcie psychodelików jako dobra rzecz)
Na logikę, skoro takie "oświecenie" było możliwe po psychodelikach, to normalnie też było możliwe. Skoro poderwałem i wydymałem jakąś laskę po alkoholu albo GBL nie oznacza, że bez tego nie byłbym w stanie tego zrobić.
Rozumiem, że udało ci się doznać czegoś wspaniałego itd. ale nie wmawiaj tutaj nikomu, że potrzebuje psychodelików żeby zrozumieć siebie bo to gówno prawda.
Poza tym nie powinieneś polecać nikomu próbowania niczego, jeśli nie jesteś pewny czy taka osoba zna temat i sobie poradzi. Weź trochę odpowiedzialności za to co piszesz.
Wspominasz też o psyche - doskonale wiem czym różni się psyche od psychiki, tyle że w tym temacie byłaby to za duża komplikacja.
Tutaj masz coś ciekawego: http://bioresonant.com/dl/download.htm?name=misja.pdf
Jak przeczytasz całość od początku do końca (krótka książka) to będziesz wiedział dlaczego psychodeliki są szkodliwe dla twojej psyche, mimo że tego nie zauważasz.
marek1234 pisze: Jeśli interesuje Cie duży wyrzut hormonów, testosteronu etc. to polecam picie carbo podczas treningu (były badania na ten temat, lepsze spalanie tkanki tłuszczowej, większy wzrost masy mięśniowej no i więcej testosteronu). Jak chcesz to mogę podesłać Ci linka.
jedynie jaki hormon wydziela się po wypiciu carbo to insulina, z tej racji raczej bym unikał carbo w trakcie treningu na rzecz potreningowego shake'a
Zresztą odpowiadając na kolejne twoje pytania to ja mało używam chemii, w zasadzie tylko serwatka białkowa (Prostar albo Trec na przykład) i kreatyna. W zasadzie obie rzeczy to przetworzona natura, ale i tak uważam to, że nie jest kompletnie naturalne, więc mozna uznać jako "chemia" (haha).
Mam wyliczone kalorie i białko codziennie, wrzucam 4 posiłki odpowiednio złożone z węgli, tłuszczów i białka, z czego bezpośrednio po treningu jem płatki owsiane z serwatką tylko, np. 4 miarki płatków (miarki z Treca po 50 ml) i 4 miarki serwatki (4 x 50 ml miarki Treca). Kreatyna w trakcie treningu i bezpośrednio po nim, a tak to różne posiłki z mięsa, jajek, ryżu, makaronu, owoców, warzyw itp. z odpowiednio wyliczonymi proporcjami.
Gotuję sobie wszystko przez godzinę z rana, w międzyczasie jem śniadanie (np. jajka i banany) i potem już mam gotowe posiłki w pojemnikach żeby się z tym nie pierdolić każdorazowo jak jestem głodny.
Jakie odżywki bierzesz/polecasz? Oprócz kreatyny, kiedyś pisałeś coś wiem, że to dobry doping i ciałą, i mózgu.
Zazdroszczę mocno siłowni w domu. Uprawiasz jakiś inny sport oprócz siłowego?
Co do innych sportów to owszem, uprawiam ich wiele, żadnego profesjonalnie - wszystko dla własnej przyjemności. Chętnie sprawdzam nowe sporty, a także sporty ekstremalne (w niektórych jestem całkiem niezły).
victim pisze:a jeśli chodzi o temat to dla mnie najlepszą "pigułką" i niezawodną metodą na ogarnięcie się jest wytępienie złych nawyków i organizacja czasu
dopiero niedawno zdałem sobie sprawę ile czasu poświęcałem na zgłębianie się w środki do poprawienia komfortu życia których de facto spróbowałem trochę i teraz wiem, że żadna substancja nie pomoże na przełamanie stagnacji życiowej bez określenia sobie celu czymkolwiek on jest :)
Tylko wtedy pozostaje dyskomfort psychiczny, że tak naprawdę nie wiesz gdzie zmierzasz (przerabiałem to wielokrotnie, bo wiele razy zmieniałem kiedyś swoje życiowe cele). Tyle, że to jest dostateczny sygnał potrzeby zmian. Wtedy warto zmienić otoczenie, robić różne rzeczy, poznać nowych ludzi, a cel przyjdzie nam do głowy szybciej niż myślimy.
Czasami trudno postawić sobie cel żyjąc w dobrze znanej rutynie i w tych samych 4 ścianach. Życie wydaje się bez perspektyw, a te pokazują się jak tylko wyjdziemy, przeprowadzimy się albo poznamy nowych ludzi z własnymi pasjami - to zaraża.
Limitbreaker pisze: Tyler, a co powiesz o microdosingu? ;)
uu, gratuluję podejścia, ogólnie świetnie napisany post i także wierzę, że uda ci się osiągnać swój cel. Jesteś bardzo wytrwała.
Zobacz tylko to:
uu pisze:Inna sprawa, jeśli chodzi o podświadomość - wierzyłam w to bardzo, czytałam książki, poradniki i tak dalej. Niby było lepiej jakiś czas pod względem psychicznym, ale są pewne rzeczy na które nie mamy zupełnie wpływu, które dosłownie spadają na nas, a my nic nie możemy zrobić. Mniejsza z tym, w każdym razie, jak zawsze powtarzam - trzeba mieć nadzieję.
Każdy jest samodzielną jednostką, ale za swoje emocje, samopoczucie i problemy odpowiadasz tylko i wyłącznie ty sama. Także za problemy powstałe od urodzenia, np. choroby, patologiczna rodzina itp. Żebyś mnie dobrze zrozumiała: kiedy znajdujesz się w danej sytuacji, odpowiadasz za siebie. Sytuacji powstałej nie zmienisz, jeśli już w niej jesteś, ale masz nieograniczoną liczbę możliwości wyjścia z niej LUB przeżycia jej (jako cierpienie, przygodę, lekcję itp.). Kiedy ktoś przykłada ci broń do głowy możesz mieć to w dupie i czekać na strzał, możesz oddać oszczędności, możesz zdekoncentrować przeciwnika i odebrać pistolet itd.
Możliwości są zawsze, ale NIKT nie zabierze ci tego co masz w głowie - to jest zawsze tylko twoje, nie pozwól żeby ktokolwiek albo cokolwiek kierowało twoim umysłem i jego stanem. Nie oddawaj swojego samopoczucia w ręce innych osób.
Jeśli czujesz się źle - fake it to make it, pisałem o tym wcześniej - organizm reaguje nawet na "kłamstwa" (pozorne) jakie sobie mówimy w głowie i możemy siebie pozytywnie "okłamywać" aż stanie się to prawdą. Na poziomie podświadomym nie ma czegoś takiego jak prawda lub fałsz. Dominująca myśl, na której się koncentrujesz, staje się prawdą.
Jak to się mówi nadzieja matką głupich (i z tym się zgadzam). Czy nie lepsze od nadzieji i marzeń są plany? Czy wtedy twoje myśli nie są bardziej rzeczywiste? Może czas wziąć los ponownie w swoje ręce? Trzymać lejce i kierować? Czy chcesz dryfować i mieć nadzieję, że trafisz na Hawaje mimo silnego wiatru w drugą stronę, czy chcesz wiosłować z całych sił żeby mimo tego wiatru tam się dostać? Czy jesteś gotowa odpuścić nadzieję i wziąć odpowiedzialność?
Nawet jeśli zdarzają się rzeczy, na które nie masz wpływu, np. ktoś bliski umiera albo zdradza cię, to dlaczego pozwalasz aby miało to negatywny wpływ na ciebie? Ty masz zawsze wpływ na WSZYSTKO co ciebie dotyczy, bo czy to co masz w głowie i twój stan umysłu nie jest wszystkim co posiadasz zawsze? W biedzie lub bogactwie, na końcu świata w celi? Zawsze masz siebie. Nie pozwól, by sytuacje innych osób albo inne zdarzenia miały wpływ na ciebie - to jest to co w tej chwili robisz.
Zastanawialiście się kiedyś nad tym dlaczego jest tak, że na tę samą wiadomość jedne osoby reagują neutralnie, inne płaczą ze smutku, a jeszcze inne cieszą się i skaczą z radości? Dlaczego ta sama informacja wywoluje różne emocje u różnych osób? Odpowiedź jest oczywista: to my decydujemy o tym jak przyjmiemy dane informacje i jesteśmy w pełni odpowiedzialni za swoje emocje i reakcje oraz samopoczucie.
Pamiętajcie: nie musicie robić nic. Możecie chcieć. Natomiast każda akcja ma swoje konsekwencje, za każdy błąd się płaci czy od razu, czy po 10 latach...
Jak wyżej + do tego wapń po treningu i przed spaniem, a w międzyczasie witaminy + minerały (magnez, potas, krzem przede wszystkim).
To sobie zrób, nic trudnego. Ja ławkę i drążek zrobiłem sobie sam, tylko ciężary mam kupione, ale też mógłbym ćwiczyć np. butlami wody, albo ciężarem swojego ciała. Dla chcącego nic trudnego.
Mam wyliczone kalorie i białko codziennie, wrzucam 4 posiłki odpowiednio złożone z węgli, tłuszczów i białka, z czego bezpośrednio po treningu jem płatki owsiane z serwatką tylko, np. 4 miarki płatków (miarki z Treca po 50 ml) i 4 miarki serwatki (4 x 50 ml miarki Treca).
Ogólnie lubie konfrontować wiedze na ten temat z różnymi osobami - Ty masz ciekawe podejście i dlatego też się o różne rzeczy pytam, nie mysl, że jetsem jakims szpigiem
Tyler se w zyciu pewnie jakos poradzil, tylko ze najpierw zaczynal od stimsow, napierdalania roznych eksperymentow z JohnymHa - niektore byly nawet niebezpiecznie - i ogolnym dobrym stanem psychicznym. Ciekawe, czy doszedlby do takich samych efektow gdyby zaczal od swoich rad w pierwszym poscie. Pewnie upieralby sie ze tak, ale ja mysle ze nie. Gdyby nie cpanie, nie zauwazylby tylu rzeczy o ktorych wlasnie pisze w tym watku.
Tajlerku, nie mam nic do ciebie, bo znamy sie juz bardzo dlugo, czy to z forum, czy tam czasem z maili, ale serio, zastanow sie czy te posty ktore tutaj piszesz trafia do wiekszosci publicznosci. Mysle ze nie. Spojrz na tematyke forum. Myslisz, ze jak ktos sobie zachwieje uklady opioidowe, wynagradzajace, dopaminowe, serotoninowe czy inne systemy hormonalne, i spowoduje depresje, to te rady mu ot tak pomoga? "Wez sie za cwiczenia i zdrowe jedzenie, ustal sobie cel w glowie a samo wszsystko przyjdzie, bo ty masz taka sile w glowie!". To brzmi absurdalnie dla osob skrzywdzonych narkotykami.
Te rady sa spoko dla osob ktore nigdy nie cpaly, lub cpia tylko trawke, i nie maja rozjebanych 'neuronow'. Serio, swietne motywacjonalne speeche piszesz, ale to chyba nie na to forum. ;)
Nie ma jednej właściwej drogi, która z nich jest najbardziej efektywna zależy od sytuacji, w której się znajdujemy, naszego charakteru i wzajemnie oddziaływujących na siebie czynników. Depresja ma różne podłoże, więc i rózne sposoby mogą zostać wykorzystane w walce z nią - dlatego potrzeba jak najwięcej spostrzeżeń i rad od róznorakich typów ludzi, bo a nóż któraś z nich da komuś do myślenia i podsunie pomysł spróbowania czegoś nowego, podejścia do tematu w nowy sposób.
Nie skreślam psychodelików, ale też nie spodziewałbym sie po nich zbyt wiele, a już na pewno wykazałbym ostrożność, by nie zagalopowac się zbyt głęboko w ich świecie. Czasem jednak trzeba jakiegoś wyzwalacza, by człowiek zebrał się w sobie i zastosował się do rad dotyczących zdrowego trybu życia, które w ostatecznym rozrachunku dadzą więcej niż jakikolwiek trip. To jest inwestycja na lata, która procentuje i efekty nie są widoczne od razu, jak bywa z psychodelikami. Warto więc się zastanowić nad różnymi "obozami" myślenia.
Jak ktoś ma depresję/dołka spowodowanego zażywaniem/odstawianiem substancji psychoaktywnych, to jedyne co mogę powiedzieć na ten temat: najlepiej zamknąć się na jakiś czas i to przetrzymać. Chociażby po to, żeby swoimi nienaturalnymi zachowaniami nie skrzywdzić innych. Wiem, co mówię, bo sama teraz przechodzę depresję i spłycenie emocjonalne od odstawiania benzosów. Najgorsze, co wtedy człowiek może zrobić, to wylewać swoje uzależnienie na innych i wyżywać się na ludziach za własne błędy.
uu pisze:Tu mam na myśli szczególnie, benzodiazepiny, tak chętnie zapisywane przez niedouczonych (czy jak to nazwać?) lekarzy. Dzisiaj jedna tabletka da mi złudzenie idealnego świata i harmonii, jutro opakowanie się skończy. I co dalej? To przecież był taki niezawodny sposób na radzenie sobie z przeciwnościami w moim życiu, a teraz bez tego nie potrafię już nawet podlać kwiatów.
Bez rozpisywania się, dodam jeszcze że dużo osób myśli, że na przykład taka "tabletka na spanie" włącza w jakiś cudowny sposób jakiś jeden guzik w naszym mózgu, że zasypiamy. Cały mechanizm działania opiera się na dziesiątkach czy setkach różnych procesów, którymi dosłownie rozwalamy sobie komórki nerwowe. Dzisiaj zaśniemy, ale to wcale nie wyleczy naszej bezsenności, tylko jeszcze bardziej ją pogłębi, kiedy przyjdzie nam odstawić tabletki.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
Zdefiniuj jeszcze co to jest "dobrze prowadzona terapia psychodeliczna" bo jakoś ciężko o naukowe materiały. Już tu tacy byli co widzieli w psychodelikach zbawienie i oprócz postępującego odklejenia które odrzucali gdy im się pisało że przekazują dziwne treści nie widać było innych efektów.
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
Co do dobrze prowadzonej terapii psychodelicznej i naukowych materiałów powiem tyle, że każdy, kto w dzisiejszych czasach jest uważany za wybitnego naukowca, który zrewolucjonizował jakąś dziedzinę nauki, w swoich czasach był uważany za wariata i odklejeńca. Większość pisarzy, malarzy i muzyków żyła i umierała w biedzie, a ich dzieł nikt nie znał, podczas gdy w XXI wieku nie znać ich jest wstydem.
Co do tych, co 'widzieli w psychodelikach zbawienie' jakoś przychodzą następni i następni, którzy twierdzą to samo, a że nie trąbią o nich w wiadomościach i nie piszą na pierwszych stronach gazet? Może mało inteligentnie się wyrażę, ale: pff. Jakoś o takich ludziach, jak Albert Hoffman, Timothy Leary czy Terence McKenna pamiętają wszyscy psychodeliczni XXI wieku, a to że 'rewolucja hipisowska' po latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku cofnęła się do ścisłego undergroundu, to nie znaczy, że kiedyś może z niego stopniowo nie wyjść.
Chociażby w takiej Szwajcarii LSD jest wykorzystywane jako środek terapeutyczny dla ludzi chorych na raka, żeby mogli pogodzić się ze śmiercią. A to już jest terapia psychodeliczna.
Jeszcze 'uzależnienie od psychodelików' muszę skomentować kolejnym mało inteligentnym: pff.
:cheesy:
Może najlepiej napisz po prostu 'Halluciluna, nie lubię cię' i dajmy sobie spokój.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
Polacy a marihuana w 2025 roku: Co mówią najnowsze badania?
Mąż polskiej noblistki myślał, że "popadł w szaleństwo". Badania nad psychodelikami w PRL
7 petycji przeciw reklamom i promocjom alkoholu, które mogą zmienić polskie prawo
Trump uznał fentanyl za broń masowego rażenia. „Używają go, by zabijać Amerykanów”
Prezydent USA Donald Trump podpisał w poniedziałek rozporządzenie uznające fentanyl za broń masowego rażenia. W uzasadnieniu stwierdził, że „wrogowie USA używają go, by zabijać Amerykanów”. Oświadczył zarazem, że rozważa złagodzenie federalnych restrykcji obejmujących marihuanę.
USA: Donald Trump usunie marihuanę z listy najcięższych narkotyków?
Stało się to, o czym spekulowano od miesięcy. Donald Trump, mimo oporu konserwatywnego skrzydła własnej partii, ma sfinalizować proces reklasyfikacji marihuany. Konopie mają trafić z surowego Wykazu I (gdzie są traktowane na równi z heroiną) do łagodniejszego Wykazu III substancji kontrolowanych.
Czescy lekarze będą mogli przepisywać pacjentom grzyby halucynogenne
Mieszkańcy Czech cierpiący na depresję i inne choroby, na które nie pomagają tradycyjne metody leczenia, będą mogli korzystać z leczniczych grzybów halucynogennych już od przyszłego roku, informuje polski portal informacyjny TVP World.
