Mówią, że życie może istnieć tylko dzięki miłości...
Może i bez niej. Jest wtedy jednak bardziej napełnione pustką, aniżeli życie człowieka, który kogoś mocno kocha.
W latach 80. Polska miała jedną z najbardziej liberalnych ustaw o przeciwdziałaniu narkomanii. Dzięki temu nasi narkomani nie stopili się z subkulturą przestępczą, nie bali się szukać pomocy w placówkach leczniczych, szybko udało się opanować wśród nich epidemię HIV. Czy więc dziś mamy - na przekór całej Europie - zapełniać więzienia ludźmi uzależnionymi?
W latach 80. Polska miała jedną z najbardziej liberalnych ustaw o przeciwdziałaniu narkomanii. Dzięki temu nasi narkomani nie stopili się z subkulturą przestępczą, nie bali się szukać pomocy w placówkach leczniczych, szybko udało się opanować wśród nich epidemię HIV. Czy więc dziś mamy - na przekór całej Europie - zapełniać więzienia ludźmi uzależnionymi?
Minister zdrowia zainicjował debatę publiczną na temat zmian w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. Proponuje, by nie karać za posiadanie niewielkich ilości narkotyków na własny użytek. W tej debacie ważne będzie stanowisko opinii społecznej. Otóż, jak wynika z najnowszych badań, ponad 80 proc. Polaków opowiada się za karaniem narkomanów.
Te odpowiedzi odzwierciedlają naszą reakcję na zjawiska, wobec których stajemy bezradni. Z poczucia bezradności jesteśmy skłonni stosować kary cielesne wobec dzieci, bić współmałżonka, domagać się coraz surowszych kar dla przestępców, z karą śmierci włącznie. Postawy represyjne nasilają się w społeczeństwach totalitarnych, ale także w społeczeństwach w dobie transformacji. We wspólnotach ludzi zagubionych, nierozumiejących przyczyn zła, które ich otacza.
Na szczęście zaledwie co dziesiąty Polak uważa, że właściwą karą za posiadanie narkotyków jest więzienie. Znakomita większość chciałaby karać
przymusowym leczeniem, podejmowaniem prac społecznych, uczestnictwem w programach edukacyjnych.
Ten rozkład odpowiedzi jest zdumiewająco podobny do badań, jakie prowadzono kilkakrotnie w latach poprzednich. Wtedy też tylko około 10 proc. respondentów okazywało się zwolennikami więzień dla narkomanów. Ponad 80 proc. uważało, że najlepszą odpowiedzią jest leczenie, a około 10 proc. twierdziło, że państwo nie powinno ingerować w życie narkomana.
Konfrontacja tych wyników pokazuje, że badania ankietowe - zwłaszcza te prowadzone na doraźne zapotrzebowanie polityczne - nie powinny kierować naszymi decyzjami w zakresie polityki społecznej. Ważniejsza bowiem od emocji społecznych jest odpowiedź na pytanie: jakie skutki przyniesie dana decyzja?
Kary za posiadanie narkotyków wprowadzono w Polsce w 1997 r., a penalizację posiadania nawet niewielkich ilości narkotyków - w 2000 r. Celem tych regulacji miało być z jednej strony ograniczenie dostępności narkotyków, z drugiej zaś zniechęcenie młodych ludzi do ich brania.
Nowe regulacje odbiły się natychmiast na statystykach przestępczości. W 1998 r. liczba przestępstw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zwiększyła się dwukrotnie - z ok. 7,5 tys. do blisko 16 tys. Kolejne zaostrzenie przepisów pociągnęło za sobą lawinowy wzrost z niecałych 20 tys. w 2000 r. do blisko 50 tys. w trzy lata później. Jeszcze szybciej rosły liczby skazanych na karę pozbawienia wolności (ok. 500 osób w 1997 r.; ponad 5 tys. w 2002 r.), w tym na bezwzględne pozbawienie wolności (z ok. 200 do –0).
W zeszłym roku przez więzienia i areszty śledcze przewinęło się ponad 6 tys. osób, w większości młodych, skazanych za przestępstwa związane z narkotykami. Ich liczba będzie wzrastać, bowiem coraz częściej przed sądami stają ludzie z zawieszonym wcześniej wyrokiem pozbawienia wolności.
Za tymi liczbami kryją się nie tylko tysiące tragedii ludzkich, ale także olbrzymie obciążenie aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Działalność tych instytucji pochłania 93 proc. środków, jakie Polska przeznacza na przeciwdziałanie narkomanii. Nie dysponuję dokładnymi danymi na temat kosztów pracy policji w naszym kraju, z szacunków brytyjskich wiem jednak, że ściganie samych tylko przestępstw związanych z marihuaną pochłania u nas co roku 177 tys. roboczodniówek, co przekłada się na 500 pełnych etatów policyjnych.
Czy ten wielki wysiłek odpowiednich służb i ogromne koszty wykluczenia społecznego dziesiątków tysięcy młodych ludzi ograniczyły dostępność narkotyków i zasięg ich używania?
Prowadzone co cztery lata badania w ramach European School Project on Alcohol and Drugs (ESPAD) nie rejestrują spadku tempa rozpowszechnienia narkotyków. Wśród młodych Polaków (17-18 lat) odsetek deklarujących używanie marihuany lub haszyszu wzrósł z 17 proc. w 1995 r. do 22 proc. w 1999 r. i do 37 proc. w 2003 r.
W całej Europie widać wyraźnie postępującą homogenizację kultury młodzieżowej, w tym wzorów konsumpcji środków psychoaktywnych. Ten właśnie trend, a nie mniej czy bardziej surowa legislacja, decyduje o upowszechnianiu się narkomanii. Kraje, w których na początku lat 90. narkotyki były względnie mało popularne, dziś doganiają te, w których już wówczas konsumpcja narkotyków była stosunkowo wysoka. Polska dociąga
do średniej europejskiej i w najbliższych latach można oczekiwać spadku tempa, a kto wie, czy nie stabilizacji, nawet jeśli przyjmiemy bardziej liberalne rozwiązania.
Badania ESPAD pytały również o ocenę dostępności narkotyków. W latach 1999-2003 odsetek uczniów uważających, że nielegalne substancje psychoaktywne można zdobyć łatwo, wzrósł trzykrotnie. Najsilniej wzrosła dostępność ekstazy (z 2,5 do 12 proc.), amfetaminy (z 6,5 do 17,5 proc.) i haszyszu (z 10 do 23 proc.).
Te oceny młodzieży znajdują potwierdzenie w cenach narkotyków. Gdyby ich podaż uległa ograniczeniu, to zgodnie z prawami rynku cena powinna wzrosnąć. Z badań wynika jednak, że cena większości narkotyków spadła w latach 1999-2003: amfetaminy z 80 do 40 zł, heroiny z 200 do 180 zł, haszyszu z 40 do 30 zł za działkę.
Przytoczone tu dane dowodzą, że zaostrzenie kar za posiadanie narkotyków nie przyniosło oczekiwanych efektów. Mimo dużych kosztów społecznych i znacznego wysiłku aparatu ścigania, który da się przeliczyć na pieniądze, rozpowszechnienie narkotyków nadal rośnie, a ich dostępność jest coraz większa.
Kosztów tych można było uniknąć, ucząc się na doświadczeniach krajów europejskich, które po latach stosowania represji od mniej więcej dziesięciu lat liberalizują swą politykę wobec narkomanii. Dla wielu z nich inspiracją była polska ustawa o zapobieganiu narkomanii z 1985 r., która depenalizowała posiadanie narkotyków.
Przeciwnicy tej ustawy - najbardziej racjonalnej w Europie - przewidywali gwałtowny wzrost narkomanii. Stało się inaczej. W latach 1985-89 rozpowszechnienie narkomanii w Polsce uległo stabilizacji. Wzrost odnotowano dopiero na początku lat 90. pod wpływem przyspieszonej transmisji wzorów, jakie wytwarza europejska kultura młodzieżowa. Swoją rolę odegrała też wymienialność złotówki, która wprowadziła Polskę na europejski czarny rynek narkotyków.
Depenalizacja posiadania narkotyków w 1985 r. zapobiegła wykluczeniu społecznemu tysięcy młodych ludzi. W polskich zakładach karnych w latach 80. przebywało nie więcej niż 500-600 osób uzależnionych. Stanowili oni ułamek procentu wszystkich więźniów, podczas gdy w krajach, w których dominowało podejście represyjne, 40-70 proc. wszystkich więźniów stanowili konsumenci narkotyków lub osoby od nich uzależnione. Najbardziej jaskrawym przykładem klęski "wojny z narkotykami" są Stany Zjednoczone, gdzie za narkotyki siedzi ponad półtora miliona obywateli.
W tamtych latach narkomani nie zeszli u nas do podziemia, nie nastąpiło stopienie subkultury przestępczej z subkulturą narkotyków. Narkomani nie bali się szukać pomocy w placówkach leczniczych i rehabilitacyjnych. Można było do nich dotrzeć z informacją, edukacją, propozycją leczenia. To głównie dzięki temu na przełomie lat 80. i 90. w Polsce udało się względnie szybko opanować epidemię HIV wśród osób biorących narkotyki w zastrzykach. Po półtora roku wzrostu liczba zakażeń spadła do 250-400 rocznie i do dziś pozostaje na tym poziomie. Wskaźniki zachorowań na HIV są w Polsce kilkakrotnie niższe w porównaniu nie tylko z Białorusią i Ukrainą, ale także z Estonią, Łotwą i większością krajów starej
Unii Europejskiej.
Wbrew tym doświadczeniom, zaostrzając represje, szliśmy w drugiej połowie lat 90. w stronę przeciwną niż kraje Europy Zachodniej. Oni byli coraz bardziej liberalni, my - coraz bardziej twardzi. Dziś Unia Europejska kieruje do nas przesłanie: Byliście twardzi - bądźcie inteligentni
. Szkoda byłoby odpowiedzieć, że inteligentni to już byliśmy.
*Dr Jacek Moskalewicz - kierownik Zakładu Badań nad Alkoholizmem i Toksykomaniami w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, członek panelu ekspertów WHO, członek redakcji European Addiction Research
U ziomka na chacie, humor bardzo dobry
Mówią, że życie może istnieć tylko dzięki miłości...
Może i bez niej. Jest wtedy jednak bardziej napełnione pustką, aniżeli życie człowieka, który kogoś mocno kocha.
Grudniowy wieczór, światła lamp - pozytywne nastawienie (powracałem do haszu po dłuugim czasie bo nie można go było nigdzie dostać)
Moja przygoda z haszyszem zaczęła się już rok wcześniej przed opisywanym tripem, paliłem to w miarę często bo i było dobrze dostępne, kopało i ogólnie dostarczało masę pozytywnych wrażeń, przynajmniej wtedy gdyż od tamtego czasu zacząłem bawić się w chemole regularnie. Mieszanki ziołowe, syntetyki wszelkie oraz benzo zmieniły mój sposób postrzegania świata, odkąd dowiedziałem się o derealizacji zacząłem się o nią bać, bałem się tego że zacząłem dostrzegać u siebie objawy zaburzeń schizotypowych - to bardzo ważne w kontekście opisywanego tutaj tripa.
Po bardzo pozytywnych efektach pierwszego grzybienia, które miało miejsce 8 dni wcześniej (!), pragnienie poznania się jeszcze bliżej z działaniem grzybów wzięło górę nad rozsądkiem, który nakazywał siedzieć spokojnie na dupie. Podróż odbywała się jak zwykle w zaciszu własnego, zamkniętego na klucz pokoju, samotnie. Przesłanki o możliwych niedogodnościach (hałasy z zewnątrz, jak również brzydka pogoda, która zawsze źle na mnie wpływa) zostały całkowicie zignorowane. Miejscówka ogarnięta, porządeczek, herbatka pod ręką i muzyczka na każdą okazję gotowa na kompie. Wolny dzień, brak zobowiązań względem pracy itp.
Jak wspomniałam wyżej, moje pierwsze grzybienie miało miejsce 8 dni wcześniej i to nie jego ma dotyczyć ten raport jednak dla całościowego spojrzenia na sprawę, czuję się w obowiązku przytoczyć w skrócie pewne kwestie. Jednak, żeby wszystko trzymało się kupy, muszę cofnąć się jeszcze bardziej.
Set & Setting: 25 Styczeń 2010. Wieczór, godzina około 20.00, nastrój pozytywny, nieco zmęczony i senny.
Dawka/Metoda 6 tabletek doustnie jakiegoś Angielskiego specyfiku na katar, każda po 60mg czyli łącznie 360mg, 1 tabletka Zirtek
Wiek i doświadczenie:19 lat (180cm, 83kg). Alkohol (dużo), Kodeina (dużo), Gałka Muszkatołowa 2x
Czas trwania: 3-4h
Czas wchodzenia - 1h
Komentarze
sama prawda... a polska dalej brnie w głupotę
z 40 na 30?
jakis zart. za brazowe?
20 to duzo
btw. ktos gdzies ostatnio widzial czarnego afgana w 3m? (zeby nie bylo: nie chce kupic;) )
straszna szkoda, ze nasze spoleczenstwo, nasz kraj musi byc taki uparty i glupi... zamiast uczyc sie na bledach... ech... szkoda slow
artykul fajny :)
Z tego kraju neurotycznych półgłówków, których jedyną pociechą jest, gdy komuś dzieje się gorzej. Na szczęście jest praca niedaleko, która zapewnia całkiem godziwe życie wśród może trochę chłodnych ludzi, ale przynajmniej pogodzonych z innymi i ze sobą bardziej niż w naszym kraju, którego zwykle się wstydzę.
Niech oni siebie tutaj nawzajem powybijają, niech się pozamykają, niech sobie wymyślają kary i niech im to sprawia radochę. Nie powinno to nas martwić. Powinniśmy wyjechać i zostawić ich, niech sobie zgniją na tym swoim placu zabaw. Z uśmiechem na twarzy trzeba powiedzieć Polsce nara i zostawić to za sobą. I wtedy większość takich problemów zniknie.
Nie ma co zbytnio politykować, zgadzać się lub nie, stawać w obronie, bo przypomina to uczenie stada świń matematyki i w tych warunkach po prostu nie działa. Jak to mówią: When you live in a sick society, just about everything you do is wrong.