Gandziolatki

Amfetamina zastąpiła alkohol w roli pożywki literackiej mitologii - Artykuł Marty Sawickiej z Tygodnika "Wprost".

Anonim

Kategorie

Źródło

Wprost, nr 1092 (02 listopada 2003)
Marta Sawicka

Odsłony

3713

Hłasko, Stachura, Himilsbach, Grochowiak, Iredyński czy Pilch pili na umór, a potem dowodzili, że bez picia nie ma dobrej literatury. Teraz w roli pożywki okołoliterackiej mitologii występują narkotyki. Bohaterowie najnowszej prozy piją zdecydowanie mniej: jeśli już, to sięgają po tani browar, krajowe wino lub modną tequilę. Najbardziej kręci naszych literatów amfetamina, trochę mniej braun, czyli heroina do palenia, oraz poczciwa marihuana. Witkacy, na którego się powołują, wyliczał nazwy narkotyków wykorzystanych podczas tworzenia portretów czy opisywał skutki ich zażywania w książeczce "Nikotyna, alkohol, kokaina, peyotl, morfina, eter. Appendix". Nie zawdzięczał on jednak swoich sukcesów narkotykom, lecz temu, że był tytanem pracy, o czym młodzi literaci, któ

rzy piszą powieść w ciągu miesiąca, zdają się nie pamiętać.

"Między rymem a rymem zaciągnę się dymem, patrzę na kalendarz, dzisiaj jest wtorek, naszła mnie ochota na mały zielony worek, bo my jaramy blanty w szkolnej ubikacji, dużo, dużo dymu, mało wentylacji" - rapuje Olgierd z powieści "Osiem cztery" (to rok urodzenia autora) Mirosława Nahacza. Bohater "Masali" Maxa Cegielskiego dopiero w indyjskiej scenerii jest w stanie uwolnić się od narkotycznego uzależnienia. Z nałogiem walczy też Tomek w autobiograficznej "Heroinie" Tomasza Piątka. Przez mniej uważnych czytelników ta książka mogła zostać uznana za manifest hedonisty. Nad akcją powieści Mirosławy Sędzikowskiej "Gandziolatki" kłębi się dym z konopi indyjskich. Z kolei "Wojna polsko-ruska" Doroty Masłowskiej, która doczekała się właśnie trzeciego wydania, toczy się nie tyle pod flagą biało-czerwoną, ile pod sztandarem amfetaminy ("amfa to nie zgrzewka panadolu, herbatka melisa i dwa dni w śpiączce. To dalszy ciąg zabawy"). Zaś Mirosław Nahacz jako pierwszy postanowił zarobić na opisie uroków zażywania polskich grzybków halucynogennych.

Dealer Zagłoba

Już starożytna poetka Safona w jednym z ocalałych poematów pisała o mitycznym narkotyku o nazwie ambrosis. Narkotyczne odurzenia znajdziemy w tle przygód Odyseusza - to Kirke zaprawiała narkotykami pite przezeń wino. W czasach nam bliższych Jean Cocteau, autor m.in. "Opium", był wielkim amatorem tego specyfiku, podobnie jak Edgar Allan Poe. Wielu ekscesów Baudelaire'a czy Rimbauda nie sposób zrozumieć, jeśli się nie wie, że dopuszczali się ich po zażyciu marihuany lub haszyszu. Najlepsze swoje rzeczy napisali oni jednak, kiedy nie byli pod wpływem narkotyków. Podobnie jak nie stroniący od kokainy Robert L. Stevenson (autor "Dziwnej historii dra Jekylla i Mra Hyde'a") czy sir Arthur Conan Doyle (twórca "Sherlocka Holmesa"), który również był kokainistą. W epoce dzieci-kwiatów literacką wyobraźnię kreowało przede wszystkim LSD, po które sięgali m.in. Jack Kerouac (apostoł amerykańskiej kontrkultury) czy autor "Nagiego lunchu" William Burroughs. Narkotykowa legenda towarzyszyła Aldousowi Huxleyowi (autorowi m.in. "Nowego wspaniałego świata"). Tak naprawdę jedynym uzależnionym pisarzem był amfetaminista Philip K. Dick, co zresztą wpłynęło na jakość niektórych jego powieści i opowiadań, na przykład bełkotliwych "Bożej inwazji" i "Transmigracji Timothy'ego Archera".

W literaturze polskiej fachowe opisy skutków zażywania konopi można znaleźć w III części "Dziadów" i VI księdze "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza. Inny romantyk, Zygmunt Krasiński, upodobał sobie eter, o którego działaniu rozpisywał się w swej bogatej korespondencji. W "Potopie" Henryka Sienkiewicza imć Zagłoba mówił: "Radziłem mu [...], iżby siemię konopne w kieszeni nosił i po trochu spożywał. [...] Od tej pory tak mu się dowcip zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają". O narkotykach pisała Eliza Orzeszkowa - uznawała je jednak za wynalazek zdeprawowanego Zachodu. Futurysta Bruno Jasieński w jednym ze swych wierszy upajał się wonią anemicznych palców kochanki, które "pachną jak opium".

Drugi skok Leszka

Na Zachodzie boom na narkotykową mitologię literacką skończył się kilkanaście lat temu. Polscy autorzy narkoliteratury piszą ją obecnie raczej z wyrachowania - korzystają z chwilowej mody. Przesadzają więc krytycy, gdy w tej literaturze widzą przejawy degrengolady - w końcu w większości to wykalkulowana fikcja. Nie jest to dobra literatura, ale ratuje ją ironia: Jan Sobczak wspomina o ziołach czystej mocy niczym Czarna Madonna, Dorota Masłowska pisze o "bogu królu wszechamfetaminy".

Temat tzw. dragów nie jest już traktowany przez młodych literatów jak coś z subkulturowych podziemi. "Odlotowa" pisanina lansowana jest w mediach, nominowana do wszelakich nagród, a jej autorzy brylują na pierwszych stronach gazet. Pomijając literaturę wspominkową, w większości utworów temat narkotyków wzięty jest w nawias ironii. Widać to choćby w powieści "Chłopaki nie płaczą" Krzysztofa Vargi czy w "Dryfie" Jana Sobczaka. Nieustający odjazd to zazwyczaj jedynie pretekst do literackiej zabawy czy towarzyskich lub politycznych aluzji. We wspomnianym "Dryfie" pojawia się na przykład Leszek Wałęsik, który usiłuje przeskoczyć przez płot, aby... uszczknąć nieco z konopnego krzaka.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

pio-k (niezweryfikowany)

poeci i ci inni artysci, wszyscy uzywali..... myslicie ze dlaczego tak krotko zyli ..... kazdy dobry poeta zyl przecietnie 40lat potem przewaznie samogujstwo popelnil albo z wycieczenia padal..... a to dlatego ze walili se ostro, i nie zalowali..... wezmy naprzyklad tych wszystkich dekadentow np Schopenchauer, gosciu mial takiego dola, normalnie takiego jak ja gdy se czegos nie walnie...... brak checi zycia
Kajot (niezweryfikowany)

poeci i ci inni artysci, wszyscy uzywali..... myslicie ze dlaczego tak krotko zyli ..... kazdy dobry poeta zyl przecietnie 40lat potem przewaznie samogujstwo popelnil albo z wycieczenia padal..... a to dlatego ze walili se ostro, i nie zalowali..... wezmy naprzyklad tych wszystkich dekadentow np Schopenchauer, gosciu mial takiego dola, normalnie takiego jak ja gdy se czegos nie walnie...... brak checi zycia
tchuszszsz-uszu... (niezweryfikowany)

przecież narkotyki były zawsze od początku ludzkości (może oprucz epoki kamienia).
pio-k (niezweryfikowany)

przecież narkotyki były zawsze od początku ludzkości (może oprucz epoki kamienia).
.chudy. (niezweryfikowany)

przecież narkotyki były zawsze od początku ludzkości (może oprucz epoki kamienia).
xil (niezweryfikowany)

przecież narkotyki były zawsze od początku ludzkości (może oprucz epoki kamienia).
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Marihuana
  • Tripraport

Dobre nastawienie na spontana

 

        Z powodu ładnej pogody, kilku znajomych organizuje ognisko z kiełbaskami nad rzeką. Piszę do swojego ziomka, żeby wpadał na ośke na grande, pyta się mnie o plany, na co mu odpowiadam, że mam dzisiaj ochote się zgrandzić, wpierdolić do pociągu i pojechać gdzieś w chuj, najchętniej za granice. Jako, że to jest typ lubiący grande na hardcorze to od razu zostaje zachęcony takim planem i mówi, że jak tylko będzie mógł to dołączy do nas na ognisku.  W dalszej części opisu będę nazywał go H.

  • MDMA (Ecstasy)

Pierwszy drops nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, podobne to do

tramalu, tyle że droższe i krócej trwa dziwny stan. potem kilka razy

było całkiem przyjemnie na jakichś chorych acid-techno-party na które

normalnie nigdy bym nie poszła, ale było cool. wszyscy wiemy jak :)

  • 1P-LSD
  • Pierwszy raz

Wstaję o godzinie 9:45. Rozciągam się po czym idę do salonu pogadać z kumplem P. Nie jem nic.

 

10:10

Wrzucam pół białego, bezsmakowego blottera.

10:17

Chyba czuję pierwsze efekty, idę się wykąpać. Podczas kąpieli wydaje mi się, że mam podwyższony nastrój ale to może placebo, podnieta. Bo w sumie dawno nic nie ładowałem. Czuję specyficzny ucisk w czole i delikatną ciężkość ciała.

10:30 

Widoczna poprawa humoru. Śmieję się z pokruszonej, wymagającej operacji kostki znajomego. 

10:35

  • Amfetamina
  • Pierwszy raz

Domówka, chęć wyluzowania, miła atmosfera

Zacznijmy od tego że jest to mój pierwszy TR. Czytałem sporo tekstów na forum, podczas fazowania po ziółku bardzo lubię poczytać sobie i ogarnąć opisane fazy.

W towarzystwie jestem uważany za "rzadziaka" jest to nasze określenie na osobę, która ma słabą głowę do fazowania. Moim zdaniem znajomki nie potrafią zrozumieć co ja robię i czasami pośmieją się ze mnie. Myślę że starsze towarzystwo wie o co mi chodzi. Jestem osobą, która od zawsze chciała spróbować wziąć coś więcej ale z głową, jakkolwiek by to nie brzmiało.