Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)

Tagi

Źródło

Wolne Konopie | Jakub Gajewski

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie i polecamy gorąco Wolne Konopie!

Odsłony

2

Historia kryminalizacji marihuany w Stanach Zjednoczonych nie zaczęła się od troski o zdrowie publiczne ani od badań naukowych. Zaczęła się od polityki strachu, interesów ekonomicznych i rasizmu, które wspólnie stworzyły jedną z najbardziej trwałych mistyfikacji XX wieku.

W latach 30. twarzą amerykańskiej krucjaty antynarkotykowej stał się Harry J. Anslinger, pierwszy szef Federalnego Biura ds. Narkotyków. Człowiek ten od początku budował swoją pozycję nie na danych, lecz na sensacyjnych opowieściach o tym, jak marihuana rzekomo zamienia ludzi w brutalnych degeneratów. W swoich wystąpieniach i raportach otwarcie łączył używanie konopi z Afroamerykanami i Meksykanami, sugerując, że pod wpływem tej rośliny stają się agresywni, niebezpieczni i seksualnie „zdeprawowani”. Taki przekaz nie był przypadkowy. Trafiał dokładnie w rasistowskie lęki białej części społeczeństwa i pozwalał politykom sprzedawać represje jako rzekomą obronę porządku publicznego.

W 1937 roku wprowadzono Marijuana Tax Act – ustawę, która formalnie nie zakazywała marihuany, lecz nakładała na jej posiadanie i obrót absurdalnie skonstruowany system podatkowy i rejestracyjny. Problem polegał na tym, że legalne uzyskanie wymaganych formularzy było w praktyce niemożliwe. Prawo działało więc jak pułapka: każdy, kto posiadał marihuanę, automatycznie łamał przepisy. Państwo stworzyło iluzję regulacji, która w rzeczywistości była pełnym zakazem.

Mechanizm był prosty i brutalnie skuteczny. Policjant lub agent prowokował transakcję albo znajdował przy kimś niewielką ilość suszu. Następnie stawiano zarzut nie „posiadania narkotyku”, lecz uchylania się od podatku federalnego. Sąd nie musiał rozstrzygać, czy marihuana jest groźna. Wystarczyło stwierdzić brak dokumentów i uznać oskarżonego winnym.

Symbolem tego systemu stała się sprawa Samuela Caldwella, bezrobotnego mechanika z Denver, jednego z pierwszych skazanych na podstawie nowej ustawy. Za formalnie „legalne” w świetle ustawy posiadanie kilku skrętów oraz sprzedaż jednego papierosa agentowi pod przykrywką skazano go na cztery lata ciężkiego więzienia (zaostrzony rygor) oraz na niezwykle wysoką jak na tamte czasy grzywnę w wysokości 4000 dolarów – co w przeliczeniu na dzisiejszą siłę nabywczą odpowiada około 90 000 dolarów.

Tak wyglądała praktyka „walki z marihuaną” w wydaniu państwa – tworzenie prawa, które samo w sobie było narzędziem represji.

Najważniejsze jest jednak to, kogo ta machina uderzała najczęściej. Statystyki i relacje z epoki jasno pokazują, że kontrole, naloty i prowokacje koncentrowały się w dzielnicach zamieszkanych przez osoby czarnoskóre, latynoskie i najbiedniejsze warstwy społeczne. Kluby jazzowe, osiedla robotnicze, migranckie społeczności – to tam szukano „zagrożenia”. Biali, zamożni użytkownicy byli ścigani znacznie rzadziej albo wcale.

Oznacza to, że od samego początku kryminalizacja marihuany nie była neutralna, tylko selektywna. Była klasowa i rasowa.

Gdy zestawi się to z faktami naukowymi dostępnymi już wtedy – raportami rządowymi i medycznymi wskazującymi, że marihuana nie powoduje agresji ani masowych zaburzeń – trudno mówić o pomyłce. To był świadomy wybór polityczny.

W istocie nie chodziło o roślinę. Chodziło o kontrolę społeczną. O stworzenie narzędzia pozwalającego zamykać „niewygodne” grupy pod pozorem walki z zagrożeniem. Chodziło także o ochronę interesów przemysłów konkurujących z konopiami: papierniczego, chemicznego i farmaceutycznego.

Dlatego argumenty, według których prohibicja marihuany powstała z troski o ludzi, nie wytrzymują konfrontacji z historią. Jej fundamentem nie była medycyna, tylko strach, rasizm i pieniądze.

I właśnie z tym dziedzictwem mierzymy się do dziś.

Historia kryminalizacji w punktach 1) Konopie = „marihuana” (w sensie politycznym) oraz rok 1937: Marijuana Tax Act — de facto zakaz przez „podatek i rejestr”.

W Stanach Zjednoczonych aż do początku XX wieku cannabis figurowało w farmakopei i było normalnie stosowane w praktyce medycznej, a włókno konopne stanowiło powszechny surowiec przemysłowy. Zmiana narracji nastąpiła dopiero wtedy, gdy zaczęto politycznie akcentować rekreacyjne palenie marihuany i łączyć je z „obcymi” grupami społecznymi – przede wszystkim w kontekście nastrojów antymeksykańskich oraz rasowych.

Jest to wyraźnie widoczne w analizach dotyczących genezy ustawy z 1937 roku. Federalny zakaz nie przyjął formy prostego przepisu „to jest nielegalne”, lecz został wprowadzony poprzez system podatkowo-rejestrowy, który w praktyce zdusił legalny obrót. Historycy prawa wskazują, że był to w dużej mierze efekt presji aparatu egzekucyjnego oraz ówczesnego klimatu politycznego, a nie konsekwencja rzetelnych dowodów naukowych.

Po uchwaleniu Marijuana Tax Act (1937) nastąpiło prawne i administracyjne zrównanie pojęć:

W praktyce oznaczało to, że:

  • konopie włókniste
  • marihuana rekreacyjna
  • konopie medyczne

zaczęto traktować jako ten sam „problem prawny”, mimo że wcześniej funkcjonowały w zupełnie innych kategoriach. Wszystkie formy cannabis (niezależnie od zawartości THC i przeznaczenia) zostały objęte tym samym reżimem podatkowo-karnym.

Co istotne. W samej ustawie prawie nie używano słowa „hemp” (konopie). Używano głównie terminu „marijuana”, który społeczeństwo kojarzyło z narkotykiem, przestępczością i „obcymi”. Dzięki temu społeczeństwo nie zorientowało się, że regulacja uderza również w przemysłowe i medyczne konopie. Konopie z przestrzeni publicznej „zniknęły bokiem”, bez otwartej debaty.

Dopiero wiele dekad później (w USA realnie od 2014–2018) prawo zaczęło ponownie rozdzielać „hemp” od „marijuana” na podstawie zawartości THC

Źródła:

3) 1944: raport LaGuardii — pierwsze duże „odczarowanie”, zderzenie z polityką

Nowojorski raport LaGuardia Committee podważał wiele tez o „marihuanie” wytaczanych przez Anslingera, takich jak rzekome wywoływanie agresji, masowa demoralizacja czy związek z przestępczością. Raport jasno wskazywał, że używanie marihuany nie prowadzi do wzrostu przemocy ani rozpadu społecznego. Mimo to ustalenia te nie przełożyły się na zmianę federalnej linii – starcie nauki z instytucjonalnym interesem aparatu kontroli było wówczas całkowicie jednostronne.

Co więcej, po publikacji raportu rozpoczęła się kampania wymierzona bezpośrednio w środowiska naukowe. Anslinger publicznie atakował autorów raportu, oskarżając ich o naiwność, brak patriotyzmu, a nawet sprzyjanie przestępczości. Federalne Biuro Narkotykowe blokowało finansowanie badań nad marihuaną, utrudniało dostęp do materiału badawczego oraz groziło naukowcom konsekwencjami administracyjnymi. W praktyce oznaczało to, że prowadzenie niezależnych badań stawało się niemal niemożliwe.

Przykładowo, lekarze przepisujący preparaty z cannabis na podstawie wcześniejszych standardów medycznych byli ścigani za naruszenia przepisów podatkowych i rejestracyjnych, co skutecznie zniechęcało środowisko medyczne do jakiegokolwiek zainteresowania tą rośliną. W kolejnych latach amerykańskie uczelnie wielokrotnie otrzymywały odmowy zgód na badania, a projekty naukowe były zamrażane na etapie biurokratycznym.

W efekcie badania nad marihuaną w USA praktycznie zamarły na dekady, mimo że wcześniej była ona składnikiem setek leków i figurowała w oficjalnej farmakopei. Nie był to więc naturalny „konsensus naukowy”, lecz rezultat systemowego tłumienia niewygodnej wiedzy.

Źródła:

4) II wojna światowa: „Hemp for Victory” – pragmatyzm państwa

W czasie II wojny światowej państwo amerykańskie potrafiło nagle uznać konopie za surowiec strategiczny i aktywnie promowało ich uprawę jako źródło włókna do produkcji lin, sznurów, płócien, mundurów i elementów wyposażenia wojskowego. Rząd stworzył program „Hemp for Victory”, produkował filmy instruktażowe dla rolników, rozdawał nasiona, udostępniał maszyny i oferował kontrakty gwarantujące odbiór plonów. Rolnikom płacono za uprawę konopi i zachęcano do zwiększania areałów.

Ten fakt obnaża fundamentalną hipokryzję systemu: zaledwie kilka lat po uchwaleniu ustawy, która de facto zdusiła konopie jako „niebezpieczny narkotyk”, ta sama roślina została uznana za niezbędną dla bezpieczeństwa narodowego. Nagle zniknęła narracja o „diabelskim zielu”, a pojawiła się narracja o patriotycznym obowiązku.

Co istotne, w tym okresie nikt nie miał problemu z odróżnieniem konopi przemysłowych od marihuany. Państwo doskonale wiedziało, czym jest hemp, jak wygląda jego chemia i do czego służy. Rozróżnienie „hemp vs. marijuana” istniało więc w praktyce – tylko wtedy, gdy było to wygodne.

Po zakończeniu wojny konopie natychmiast przestały być potrzebne. Programy wsparcia zlikwidowano, plantacje zamknięto, a prawo wróciło do represyjnej interpretacji. Ta sama roślina, która dzień wcześniej była surowcem strategicznym, ponownie stała się „zagrożeniem społecznym”.

To pokazuje jasno, że nie chodziło o zdrowie publiczne, bezpieczeństwo ani rzetelną ocenę ryzyka. Chodziło o interesy, kontrolę i bieżące potrzeby państwa. Gdy konopie były użyteczne to były legalne. Gdy przestały być potrzebne to znów stały się zakazane.

5) 1961–1970: umiędzynarodowienie prohibicji + CSA

Etapem cementującym globalną prohibicję były międzynarodowe konwencje narkotykowe ONZ, które stworzyły formalne ramy prawne dla ograniczeń na poziomie światowym. Stany Zjednoczone odegrały w ich kształtowaniu rolę wiodącą, eksportując własną filozofię „wojny z narkotykami” do systemu międzynarodowego. Kulminacją na poziomie krajowym był amerykański Controlled Substances Act z 1970 roku, który wprowadził nowoczesny system klasyfikacji substancji (tzw. schedule) i umieścił marihuanę w Schedule I – tej samej kategorii co heroina – jako substancję rzekomo pozbawioną wartości medycznej i o wysokim potencjale szkodliwości i nadużywania.

To posunięcie miało konsekwencje wykraczające daleko poza granice USA. Amerykańska klasyfikacja stała się punktem odniesienia dla ONZ, a następnie dla ustawodawstw dziesiątek państw. W praktyce oznaczało to, że kraje, które chciały utrzymywać dobre relacje polityczne i gospodarcze z USA, były poddawane presji, by dostosować swoje prawo do amerykańskich standardów prohibicyjnych. Nie chodziło wyłącznie o rekomendacje, lecz często o realne naciski dyplomatyczne, warunkowanie pomocy finansowej oraz współpracy międzynarodowej (tak też było w Polsce, ktora musiała wprowadzić prohibicję aby móc handlować z USA)

W ten sposób lokalna decyzja polityczna jednego państwa została przekształcona w globalny dogmat prawny. Prohibicja konopi została „zabetonowana” na poziomie międzynarodowym, niezależnie od tego, że już w momencie jej utrwalania istniały badania kwestionujące jej sensowność oraz wskazujące na potencjał medyczny rośliny. Od tego momentu każde państwo, które chciało liberalizować prawo, musiało zmagać się nie tylko z własną polityką wewnętrzną, lecz także z systemem traktatów międzynarodowych zaprojektowanych w duchu amerykańskiej wojny z narkotykami.

Innymi słowy: prohibicja przestała być wyłącznie wewnętrzną sprawą USA. Została wbudowana w globalny porządek prawny i narzucona światu jako obowiązująca norma.

Źródła:

6) 1972: Shafer Commission — państwowa komisja mówi „nie róbmy z tego tragedii”

W 1972 roku nastąpiło pierwsze poważne instytucjonalne pęknięcie w monolicie prohibicji. Federalnie powołana przez rząd USA Shafer Commission (National Commission on Marihuana and Drug Abuse) opublikowała raport zatytułowany „Marihuana: A Signal of Misunderstanding”, który w wielu punktach podważał obowiązującą narrację.

Komisja, opierając się na dostępnych danych naukowych, stwierdziła, że używanie marihuany nie stanowi takiego zagrożenia społecznego, jakie przez dekady przedstawiano opinii publicznej. Zakwestjonowano m.in. uproszczoną teorię „gateway drug” rozumianą jako automatyczny mechanizm prowadzący od marihuany do twardych narkotyków, wskazując, że korelacja nie oznacza związku przyczynowego. Podkreślono także, że karanie użytkowników przynosi więcej szkód społecznych niż same skutki używania substancji.

Raport rekomendował odejście od karania za posiadanie niewielkich ilości oraz przyjęcie bardziej zdrowotnego i edukacyjnego podejścia. Innymi słowy: państwowa komisja oficjalnie przyznała, że problem został źle zdiagnozowany.

I to był moment przełomowy.

Po raz pierwszy na szczeblu federalnym powiedziano wprost, że marihuana nie jest katastrofą, którą przedstawiano społeczeństwu od lat 30. XX wieku.

Jednocześnie był to moment, w którym ponownie widać wyraźny rozdźwięk między nauką a polityką. Mimo że raport został zamówiony przez rząd, jego wnioski zostały praktycznie zignorowane. Administracja prezydenta Nixona odrzuciła rekomendacje komisji, a marihuana pozostała w najbardziej restrykcyjnej kategorii prawnej.

To wydarzenie można uznać za pierwsze poważne tąpnięcie w fundamentach prohibicji – pęknięcie, którego nie załatano argumentami naukowymi, lecz decyzją czysto polityczną. Od tego momentu system trwał już nie dlatego, że był spójny z wiedzą naukową, ale dlatego, że stał się elementem aparatu kontroli i ideologii „wojny z narkotykami”.

Od 1972 roku państwo amerykańskie wiedziało oficjalnie, że narracja prohibicyjna jest błędna. Mimo to zdecydowało się ją podtrzymywać.

Dlaczego więc, mimo oficjalnego raportu federalnej komisji, nic się nie zmieniło?

Ponieważ do początku lat 70. prohibicja nie była już wyłącznie „błędem politycznym”. Stała się rozbudowanym systemem interesów.

Przez dekady wokół zakazu marihuany wyrosła cała infrastruktura: agencje federalne, wydziały policji, jednostki narkotykowe, prokuratury, system sądowy, a w kolejnych latach także sektor prywatnych więzień. Dziesiątki tysięcy miejsc pracy, budżetów i karier zawodowych zaczęło zależeć od istnienia „problemu narkotykowego”. Likwidacja lub istotne ograniczenie prohibicji oznaczałaby konieczność przyznania, że przez lata ścigano ludzi bez racjonalnych podstaw, a na to aparat państwowy nie był gotowy.

Istniał również wymiar kontroli społecznej. Tak jak wcześniej wspominałem marihuana od początku była silnie powiązana w propagandzie z określonymi grupami: mniejszościami rasowymi, środowiskami biedniejszymi oraz ruchem kontrkulturowym. Utrzymanie jej nielegalności umożliwiało selektywne egzekwowanie prawa, masowe zatrzymania i wywieranie presji na te grupy bez konieczności otwartego odwoływania się do rasizmu. Był to rasizm ubrany w język „walki z narkotykami”.

Do tego dochodził aspekt polityczny. Administracja Nixona otwarcie budowała narrację „law and order”, w której twarde podejście do narkotyków miało wzmacniać wizerunek państwa jako silnego i bezkompromisowego. Przyjęcie wniosków komisji Shafera oznaczałoby podważenie fundamentów tej strategii.

W praktyce więc raport z 1972 roku nie przegrał z lepszymi argumentami. Przegrał z systemem, który zdążył już wrosnąć w struktury państwa.

To właśnie dlatego Shafer Commission stanowi pierwszy wielki moment, w którym nauka wyraźnie wygrała spór, ale polityka postanowiła tej wygranej nie uznać.

Raport momisji Shaffera – marihuanowe nieporozumienie.

Raport komisji Shaffera O Shaughnessy

7) Współczesność: nauka oddziela mity od dowodów

W ostatnich dekadach nastąpił jakościowy przełom. Zamiast pojedynczych badań pojawiły się duże, systematyczne syntezy evidence-based, które porządkują wiedzę o konopiach i oddzielają fakty od mitów. Przykładem jest raport National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine z 2017 roku, który w sposób uporządkowany wskazuje, w jakich obszarach istnieją solidne dowody skuteczności medycznej, gdzie dane są umiarkowane, a gdzie niewystarczające.

To ważne, ponieważ przez dziesięciolecia historia marihuany była kształtowana głównie przez emocje, propagandę i politykę, a nie przez rzetelną analizę naukową. Nowoczesne przeglądy badań pokazują, że marihuana nie jest ani „cudownym lekiem na wszystko”, ani demoniczną substancją niszczącą społeczeństwa. Jest środkiem o określonych potencjalnych korzyściach, realnych ryzykach i szerokim spektrum zastosowań, które można racjonalnie regulować.

Równolegle nastąpił rozwój wiedzy o układzie endokannabinoidowym – fundamentalnym systemie regulacyjnym obecnym w ludzkim organizmie, odpowiedzialnym m.in. za modulację bólu, apetytu, snu, nastroju i reakcji immunologicznych. Sam fakt istnienia tego systemu podważa dawną tezę, że konopie są „obcą” substancją bez biologicznego uzasadnienia.

Presja społeczna również odegrała kluczową rolę. Setki tysięcy pacjentów zaczęły publicznie mówić o korzyściach terapeutycznych, których doświadczali mimo zakazu. Lekarze i naukowcy coraz częściej kwestionowali sens utrzymywania marihuany w najbardziej restrykcyjnych kategoriach prawnych.

Efektem jest stopniowa zmiana prawa: legalizacja medycznej marihuany w dziesiątkach państw, dekryminalizacja posiadania w wielu jurysdykcjach oraz pełna legalizacja rekreacyjna w części krajów i stanów USA. System, który przez dekady wydawał się monolitem, zaczął pękać pod ciężarem własnej niespójności.

Nie oznacza to końca sporów. Oznacza jednak, że po raz pierwszy od niemal stu lat globalna polityka wobec konopi zaczyna coraz bardziej opierać się na danych, a coraz mniej na strachu.

Pozostaje więc pytanie: kiedy przyjdzie czas na Polskę? Jeśli historycznie byliśmy w Europie raczej wśród późniejszych państw, które wprowadzały twardą prohibicję, to czy naprawdę musimy być również wśród ostatnich, które odważą się ją zrewidować? Historia pokazuje, że zakazy oparte na strachu i polityce prędzej czy później pękają. Różnica polega tylko na tym, ile niepotrzebnych lat i ilu ludzi po drodze zostanie zmarnowanych.

Źródło:

National Academies The Health Effects of Cannabis and Cannabinoids – Syntetyczny przegląd dowodów

Inne źródła:

Indian Hemp Drugs Commission (1894) – ogromny raport kolonialny

America Koncern Over Marijuan a in the 1930’s – opracowanie o klimacie politycznym, instytucjach, narracjach lat 20

The Race/Ethnicity Disparity in Misdemeanor Marijuana Arrest in New York City – ciągłość mechanizmu selektywnego egzekwowania

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Set & Setting: Z dobrym nastawieniem z grupką znajomych ugadaliśmy się na jaranie w m mieszkaniu pewnych koleżanek.

Dawka: 2g na czterech

Wiek i doświadczenie: 17 lat, Tytoń, Alkohol, Marihuana, Znak zapytania (Smile Shop), Bob sense, Sensimila.

Więc tak, nie będę szczegółowo odpisał jak odbywało się kupno.

Postanowiliśmy, że będziemy palić z butli. Pomysłu nie popierałem, ale cóż, jednak się zgodziłem.

  • Dekstrometorfan

  • DOC
  • Katastrofa
  • Klonazepam
  • N2O (gaz rozweselający)

Humor dobry, gotowy na pierwsze od 7 miesięcy doświadczenie z psychodelikami, jednak trochę zmęczony podróżą i głodny. | Impreza typu psytrance w Gdańsku.

Po kilku miesiącach uprawiania sajkoszamanizmu, postanowiłem dać sobie spokój. Zauważyłem, że to nie jedyna dobra ścieżka w życiu oraz, że pod pretekstem niszczenia swojego ego, budowałem je coraz to większe. Mimo to, po siedmiu miesiącach od ostatnich grzybów, postanowiłem spróbować DOCa - substancji, która obrosła w legendy.

T+0

  • Marihuana

:] 2 Stycznia 2oo4 [:



Nazwa substancji : Extasy (sztuk 2 : D&G, TP (zolte)



Poziom Doświadczenia : Mj, Haszysz, LSD, Ecstasy, Grzybki, Amfetamina, Tussipex



Sposób zażycia : Połknięte



Set & Setting : wynajęta chata, super klimat, świetni ludzie





Zaczynamy :