Narkotykowe zombie są też w Polsce. "Mieszkam na Dolnym Śląsku, tu królują trzy substancje"

Historie o narkotykowych epidemiach w Stanach Zjednoczonych czy na Wyspach co rusz pojawiają się w Polskich mediach. Czytamy o "fentanylowych zombie" i "narkotykach Frankensteina" jak o czymś strasznym, ale raczej egzotycznym. W Polsce przecież takie rzeczy się nie dzieją. Tylko czy na pewno? Do Medonetu przyszedł list od czytelnika, który ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Mieszka na terenach, gdzie "Czech", "Piko" i "Meta" są w każdej szkole, a na ulicach w biały dzień można spotkać "zombie".

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

medonet.pl

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

370

Historie o narkotykowych epidemiach w Stanach Zjednoczonych czy na Wyspach co rusz pojawiają się w Polskich mediach. Czytamy o "fentanylowych zombie" i "narkotykach Frankensteina" jak o czymś strasznym, ale raczej egzotycznym. W Polsce przecież takie rzeczy się nie dzieją. Tylko czy na pewno? Do Medonetu przyszedł list od czytelnika, który ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Mieszka na terenach, gdzie "Czech", "Piko" i "Meta" są w każdej szkole, a na ulicach w biały dzień można spotkać "zombie". /p>

"Łatwo to kupić i jest stosunkowo tanie. Mamy prosty dostęp z Czech"

Kiedy czytam wiadomości o tej apokalipsie fentanylowych zombie w USA, to wcale nie jest tak, jakbym miał do czynienia z jakimś science-fiction. Niestety dla mnie to literatura faktu, właściwie jak relacja wprost spod moich okien. Mam rodzinę we wschodniej i centralnej Polsce i tam faktycznie nie widać takich obrazków. Dla mieszkańców Małopolski czy Mazowsza naprawdę to może być jakaś abstrakcja. Takie doniesienia z dalekich stron, które ich w żaden sposób nie dotyczą. Chociaż w Warszawie chyba problem jest w agencjach reklamowych i night clubach, gdzie bogaci sięgają po kokainę. Przynajmniej tak mówią znajomi ze stolicy. Nie wiem, ja tego na oczy nie widziałem.

Za to na co dzień widuję inne trudne obrazki. Na Dolnym Śląsku problemem nie jest kokaina, fentanyl czy heroina. U nas sięga się po coś innego — łatwo to kupić i jest stosunkowo tanie. Mamy prosty dostęp z Czech. Zresztą, oni z kolei biorą od nas dostępną w aptekach pseudoefedrynę [znajduje się w farmaceutykach stosowanych przy przeziębieniu — przyp. red.], z której później produkują te same narkotyki, jakimi później odurzają się mieszkańcy Dolnego Śląska. U nas na ulicach te zombie są pod wpływem amfetaminy, metamfetaminy lub mefedronu. Czyli, w slangu młodzieży, "Czecha", "Mety" i "Piko".

"Diler jest chyba w każdej klasie"

Z narkotykami największy problem ma u nas młodzież. Starsi raczej upajają się ponad miarę alkoholem, ale dla nastolatków chyba bardziej atrakcyjny jest "haj". Najgorsze jest to, że ze zdobyciem narkotyków naprawdę nie ma problemu. Ze słów mojej córki, dziś już świeżo upieczonej absolwentki, wynika, że diler jest chyba w każdej klasie. A na pewno każdy, kto chce spróbować, bez problemów narkotyki zdobędzie.

Mieszkam w Jeleniej Górze, więc mogę opisać głównie to, co dzieje się u mnie, ale to nie jest tak, że problem mamy tylko my. Wcale nie, "Czech" i "Piko" rządzą też ulicami innych dolnośląskich miast. Do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu trafiają dzieciaki z Polkowic, ze Zgorzelca. U nas są dwa główne skupiska "zombie". Młodzi pod wpływem zbierają się na dworcu PKS (to właśnie moje okolice) lub w okolicach dworca PKP, gdzie działa jedyna w mieście dyskoteka. Miejsce, gdzie w piątkowe czy sobotnie wieczory lepiej się nie zapuszczać. Chyba że chce się nadziać na agresywnych młodych ludzi, którzy naprawdę średnio kontaktują, więc i nie mają żadnych hamulców. Łatwo o tragedię.

"Tańczą w biały dzień, gadają do siebie"

Mam znajome, które mówią wprost, że boją się chodzić po mieście. Wieczorem to raczej tylko z psem albo gazem pieprzowym, żeby mieć jakieś poczucie bezpieczeństwa. Ale w dzień wcale nie musi być lepiej. To nie jest tak, że narkomani są w podziemiu i się ich nie spotyka. Ja ich widuję i to wcale nie rzadko. Tańczą w biały dzień na ulicy, biegają bez koszulki, gadają do siebie. Kiedyś widziałem ledwo pełnoletniego łebka, który stanął na chodniku i po prostu się zawiesił. Stał, pochylając się do przodu i tępo patrzył w przestrzeń. Zupełnie jak te fentanylowe zombie. To naprawdę dzieje się też u nas.

Wśród moich znajomych są ludzie, których dzieci trafiły na odwyk. Niektóre do dziś mają problem z uzależnieniem lub mają nawroty nałogu. Normalne domy, normalni ludzie, a dzieci całkowicie się wykoleiły. Ja w tym nie widzę winy rodziców, choć najłatwiej by było właśnie tak powiedzieć. Kiedy wszyscy wokół ćpają, kiedy to jest norma, wcale nie jest trudno wpaść w taką sieć. Straszne jest to, co się dzieje. I dzieje się tuż obok was, a nie w dalekich Stanach. Nie ma co na to zamykać oczu — zwłaszcza że im szybciej zobaczycie u swoich dzieci objawy zażywania, tym większe szanse, że uda się je z tego wygrzebać. Zanim zostaną kolejnym straconym dla świata zombie.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Spaniały Polski... (niezweryfikowany)

Też mieszkam na Dolnym Śląsku i to co przeczytałem to dla mnie abstrakcja. Straszne bzdury. Może w dziurach typu Bogatynia, Bolesławiec , Wałbrzych,itp. coś takiego się dzieje, reszta dolnośląskiego jest wolna od takich zjawisk.
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Set: pozytywne nastawienie, ekscytacja i ciekawość nadchodzących doświadczeń. Setting: pokój akademika, znani od lat dobrzy towarzysze i przyjaciele.

Słowem wstępu, poniższy wpis, jest dwoma Trip Raportami. Pierwszy napisałem ja, autor tego bloga, drugi TR został spisany przez jednego z moich towarzyszy – Marka (imię zmyślone na potrzeby raportu). Razem zredagowaliśmy poniższy tekst, ponieważ dotyczy on jednego, wspólnego spotkania wraz z naszymi przyjaciółmi. Od razu wytłumaczę, skąd taka dokładność w opisywaniu doświadczeń w tekście mojego przyjaciela. Marek nagrywał całe nasze spotkanie na dyktafon, swój tekst pisał przesłuchując nagranie.

  • Inne
  • Pierwszy raz

Brak zajęć, których niewykonanie skutkowałoby jakimiś konsekwencjami. Miałem trochę wolnego czasu, który mogłem wykorzystać na relaks.

+23.00 wtorek.
Biorę 2,2 mg etizolamu w postaci blottera. Chwilkę go potrzymałem na języku aby sprawdzić czy ma jakikolwiek smak i po jakimś czasie okazał się wykazywać delikatną gorycz. Wtedy go połknąłem.

+23.30
Chyba coś zaczęło działać. Czuję rozluźnienie. Robię projekt na komputerze. Praca jest jakaś przyjemniejsza niż zwykle.
W ustach pojawiła się delikatna suchość. Czuje, że jak substancja zacznie działać to będzie bardzo przyjemna.

+

Forum->Magiczny Ogród->Ayahuasca->Sposób przyrządzenia

Autor: Wojcieszekn

Data publikacji: 21 sierpnia 2010 r.

Pomimo iż tekst nie ma wymaganych nagłówków, komisyjnie sam ze sobą stwierdziłem, że powinien tutaj zostać uwieczniony.

Treść: http://talk.hyperreal.info/viewtopic.php?f=175&t=14983&view=unread#p723100

  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

Podróż odbyłem sam w głównej mierze odbywała się ona w domu, jednak opisuję tutaj również doświadczenie po wyjściu na zewnątrz. W dniu brania grzybów byłem nieco zmęczony i senny, a mój humor był neutralny. Byłem jednak w stanie podniecenia faktem, że będę brał grzyby.

Moja podróż odbyła się raczej spontanicznie, gdyż tego dnia nie planowałem tripować i chciałem poczekac, aż grzyby się wysuszą. Ciekawość wzięła jednak górę. 

O godzinie (około) 20:30 zjadłem pierwsze (świeże) grzybki Psilocybe Cubensis "Colombian". Dokładnej gramatury nie znam, ponieważ nie miałem w domu wagi. Po upływie około 30 minut nie odczuwałem żadnych efektów, więc postanowiłem dorzucić jeszcze kilka. Efekty nie przychodziły. Podejrzewam, że to przez fakt, ze tego dnia zjadłem całkiem sporo jedzenia.