Zachodniopomorskie: policja wytropiła narkobiznes

35 oskarżonych o handel narkotykami.

Anonim

Kategorie

Źródło

wp.pl/PAP

Odsłony

1905
Wprowadzenie do obrotu ponad 6,3 kg amfetaminy, 4,3 kg marihuany, 1,5 kg haszyszu, 300 gramów kokainy, ponad 1,6 tys. tabletek ekstazy zarzuca prokuratura 6 mieszkańcom Zachodniopomorskiego.
Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Szczecinie skierowała w środę do tamtejszego Sądu Okręgowego.
Na ławie oskarżonych zasiąść ma także 27 osób z Zachodniopomorskiego, stojących pod zarzutem rozprowadzania narkotyków oraz dwie kobiety także z tego regionu. Jednej z nich prokurator zarzuca utrudnianie śledztwa, wyrzucenie narkotyków w chwili przeszukania mieszkania konkubenta, a drugiej współudział w rozprowadzaniu środków odurzających.
Oskarżeni, którzy rozprowadzali narkotyki w latach 1999-2000 stworzyli zorganizowaną grupę ze ścisłym podziałem zadań. Na jej czele stał 33-letni ślusarz Piotr B., który współdziałał z pięcioma mężczyznami. Oni zajmowali się pozyskiwaniem narkotyków i ich przekazywaniem dealerom.
Niektórym z członków grupy prokuratura postawiła także zarzut nielegalnego posiadania materiałów wybuchowych, amunicji.
29 członków grupy przebywa w areszcie. Sześciu znajduje się na wolności pod dozorem policji oraz za poręczeniem majątkowym.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Kto: ja z dwoma kolegami


Gdzie: moje mieszkanie


Kiedy: 26 stycznia 2003

  • 4-ACO-DMT
  • Retrospekcja

Czerwiec 2012. Stara, zrujnowana cegielnia. Na zewnątrz burza. Wewnątrz: niepewność i chęć zgłębienia nieznanych dotąd obszarów doświadczenia psychodelicznego.

Siedzieliśmy na starych oponach, przy bladym świetle migocących świeczek. Na zewnątrz zawodził wiatr niosący zacinające krople letniej ulewy. Zbliżała się burza...

  • LSD-25
  • Tripraport

Przeklinam matkę moją, Słońce

Myślę, że spora większość z nas odbyła chociaż jeden trip, który można określić jako 'Skrajnie Nieodpowiedzialny'. Zapraszam więc do zapoznania się z moim.

Siedziałem u mojego dobrego kolegi, choć w tamtych czasach właściwie przyjaciela. Jego mały domek otoczony polami i lasami był naszą bazą matką w okresie największej degeneracji. Wpadliśmy tam raz na jakiś czas, między spaniem na pustostanach i graniem małych koncertów żeby zażyć kąpieli albo zjeść coś bardziej tresciwego niż kolejna piguła albo frytki.