Siema!
Standardowo, dzięki za wybranie tego raportu. A teraz do rzeczy!
WSTĘP
Ampułki z ich zawartością schowane były m.in. w legowisku psa, pluszowym misiu oraz doniczce. Podejrzana o kradzież trafiła do policyjnego aresztu, a teraz o jej dalszym losie zdecyduje sąd.
Policjanci z Wrocławia w związku z informacją o kradzieży morfiny z jednej placówek medycznych w wyniku podjętych działań ustalili podejrzaną w tej sprawie kobietę. W wyniku przeszukania jej mieszkania zabezpieczono utracone leki. Ampułki z ich zawartością schowane były m.in. w legowisku psa, pluszowym misiu oraz doniczce. Podejrzana o kradzież trafiła do policyjnego aresztu, a teraz o jej dalszym losie zdecyduje sąd.
Zdarzenie miało miejsce w jednej z placówek zdrowia na terenie dzielnicy Psie Pole. Jak ustalili policjanci pracujący nad tą sprawą, kobieta - była pracownica placówki - by nie zostać rozpoznaną, zaparkowała swój samochód w oddali i do budynku placówki podeszła pieszo. Upewniła się, że personel jej nie zauważył i mając wiedzę, gdzie znajduje się klucz do sejfu z morfiną, zabrała go,a następnie ukradła 140 ampułek medykamentu. Budynek opuściła tylnym wyjściem, a jadąc do domu pozbyła się opakowań.
Skuteczne policyjne działania operacyjne pozwoliły na ustalenie osoby podejrzanej o ten czyn. Jej zatrzymanie nastąpiło w miejscu zamieszkania kilka dni po zdarzeniu. Gdy funkcjonariusze pionu kryminalnego komisariatu Wrocław - Psie Pole weszli do mieszkania kobiety, nie kryła zdziwienia. Zaskoczona oświadczyła, że ampułek z morfiną nie posiada. Mimo to policjanci przystąpili do sprawdzenia jej miejsca zamieszkania. Widząc co się dzieje, kobieta po chwili wyciągnęła z szafy folię, w którą zawinięte było kilkanaście sztuk leku. Jednocześnie poinformowała funkcjonariuszy, że więcej nie posiada. Policjanci jednak kontynuowali sprawdzanie mieszkania, w wyniku czego znaleźli ampułki z morfiną. Schowane były m.in. w legowisku psa i pluszowym misiu oraz doniczce. Ujawniono też inne leki morfinopochodne.
O dalszym losie podejrzanej zdecyduje teraz sąd. Za kradzież z włamaniem grozić jej może kara do 10 lat pozbawienia wolności, natomiast za samo bezprawne posiadanie środków odurzających kara ta może wynieść do lat 3.
nastawienie całkiem pozytywne, zaufani ludzie, wolna znajoma chata
Siema!
Standardowo, dzięki za wybranie tego raportu. A teraz do rzeczy!
WSTĘP
Setting: Mój pokój, wiosenny słoneczny dzień. Ale przy szałwii nie ma to znaczenia. Set: Nastrój podekscytowany i nieco niepewny.
Czytałem kiedyś opis działania szałwii, zaczynał się słowami „it was not long after my first time with acid, and I felt like I did LSD, so I can do everything”. Byłem w podobnej sytuacji, co autor tripraportu; to, że szałwia go zaskoczyła mocą, ostatecznie przekonało mnie do spróbowania boskiej rośliny.
Set - natłok myśli, duża ilość emocji, które były zarówno euforią, melancholią i zdenerwowaniem - nie potrafiłam rozpoznać, o co chodzi mojemu organizmowi. Nie oczekiwałam niczego, trip był dla mnie niespodzianką. Liczyłam na to, że może 2c-p da mi choć maleńką fazę z powodu pramolanu i zjazdu na dxm, ale nie spodziewałam się takich cudów. Setting - mój pokój, noc, mama spała w drugim pokoju, tata w Anglii.
Przez dwa lata bezskutecznie poszukiwałam tzw. „spontanicznego oświecenia”. W końcu przybyło ono do mnie w najmniej oczekiwany sposób.
Dzikie, rozkopane pole nad rzeczką, gdzieniegdzie wielkie, betonowe studnie nazywane mariobrosami, wszechogarniający sceptycyzm z nutką wewnętrznego podjarania, sam na sam z kumpelą.
20:15 zjadłyśmy po 15 tabletek. Po upływie pół godziny zaczęła mnie swędzieć głowa, nogi miękły. Wrażenie wchłaniania się w ziemię. Lekko przerażona wdrapałam się na 1.5 metrową studzienkę. Zajebiście kołysało. Przeszyła mnie fala gorąca, zrzuciłam szalik, kurtkę i sweter. Słońce paliło mi skórę. Wypłynęłam w rejs. Ja na pokładzie statku, wraz ze mną całkiem spora załoga (miałam wrażenie, że otacza mnie grupa bardzo bliskich mi osób, chociaż w rzeczywistości byłam sam na sam z A.). Od tego kołysania zaczęło mnie mdlić. Choroba morska?