REKLAMA




Sposób użycia

Spożycie używek faluje w rytm mód; kolejne generacje znajdują własny styl i sposób używania, a rynek ten legalny i nielegalny zaspokoi każdą zachciankę

Anonim

Kategorie

Źródło

Raport Polityki, nr 02/2004

Odsłony

31828

Rząd i organizacje społeczne wydają miliony, aby przekonać, że używki to zło. Z definicji w Słowniku Języka Polskiego dowiadujemy się, że używka to produkt spożywczy pozbawiony wartości odżywczej, pobudzający system nerwowy, w większej ilości działający szkodliwie. Alkohol może powodować marskość wątroby, palenie raka, a środki anaboliczne bezpłodność.

Co mogą nam zrobić napoje energetyzujące, jeszcze do końca nie wiadomo, ale można przypuszczać, że coś złego. Wszystkie te informacje puszczane są raczej mimo uszu: Alarmistyczne ostrzeżenia nie przekonują, bo negatywne skutki są albo odroczone w czasie, albo niepewne tłumaczy Janusz Sierosławski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. W bliżej nieokreślonej przyszłości możemy ciężko zachorować albo trafić za kratki za posiadanie narkotyków, ale uważamy to za mało prawdopodobne. Przyjemność natomiast odczuwamy na pewno i to od razu.

Poza tym istnieją przecież budujące przykłady, jak choćby Keith Richards z zespołu The Rolling Stones, uchodzący za żywą reklamę alkoholu, papierosów i narkotyków, których jest legendarnym amatorem od wczesnej młodości. I co? Mimo sześćdziesiątki na karku, wciąż potrafi wystąpić na kilkugodzinnym koncercie, czego nie wytrzymałoby wielu jego przykładnie i zdrowo żyjących rówieśników.

10 lat temu jako naród osiągnęliśmy sukces - zeszliśmy do 6,5 l czystego spirytusu na głowę. I choć przez kolejne lata wskaźnik spożycia ani drgnął, można się było pocieszać, że staliśmy się bardziej wysublimowani, bo częściej zamiast wódki wybieramy piwo. W ubiegłym roku spożycie wyrobów spirytusowych wzrosło o 25 proc. Zapewne miało w tym swój udział obniżenie akcyzy na alkohole wysokoprocentowe oraz związane z tym przesunięcie zakupów z nieobjętego statystyką czarnego rynku na oficjalny. Niemniej Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych bije na alarm.

Zdaniem psycholog Ewy Woydyłło tolerancja wobec wszystkiego, co wiąże się z alkoholem, bierze się stąd, że Polak uważa się za człowieka z fantazją. A fantazja kojarzy mu się z pijaństwem: - Jak się nie popije, to się nie śpiewa, nie ma wesela, wycieczki szkolnej. Ale w rzeczywistości jesteśmy narodem smutasów, dlatego alkohol jest nam strasznie potrzebny - tłumaczy.

Wściekły pies z sokiem malinowym

-Boguś, co ty wiesz o Karmi? - mówi zdegustowanym głosem do Bogusława Lindy aktorka w reklamie piwa przeznaczonego specjalnie dla kobiet. Popularność Karmi też coś mówi o Polakach: lubimy eksperymentować. Według badań Claritas Polska po kilku miesiącach promocji Karmi kupuje już 13 proc. Polaków (Polek?) pijących procentowy napój z pianką.

Piwo lubimy najbardziej, wybiera je aż 86 proc. mieszkańców Polski. Portret polskiego piwosza, jaki wyłania się z badań Claritasu, nie wygląda jednak zachęcająco: to mężczyzna w wieku od 20 do 24 lat, z wykształceniem zawodowym, palacz papierosów, który wolny czas najchętniej spędza przed telewizorem.

Ale od początku lat 90. browary wychowały już sobie innego klienta: studenta, inteligenta, biznesmena ze średnim portfelem, który po pracy idzie do pubu z kolegami. W modnych klubach, takich jak warszawska Piekarnia, młodzi piją Millera, płacą 10 zł i stać ich na to, by nie upominać się o resztę. Ale wśród mieszkańców wielkich miast króluje Żywiec, wybiera go 43 proc. piwoszy. Prowincja ma swoje preferencje - głównie cenowe. Wybiera browar tani, związany z regionem. W Lublinie i okolicach młodzież pije Perłę Chmielową za 3 zł. Noc zabawy to zwykle 5-6 butelek. Napowietrzne wspólnoty alkoholowe, czyli grupy stojące w większości miast na strategicznych rogach ulic, nadal spożywają jabole - mówi kulturoznawca prof. Roch Sulima. Polskie wina: Arizony i ich klony w butelkach 0,75 l, w cenie taniego piwa, są naszą specyfiką. W gustach alkoholowych coraz bardziej upodabniamy się jednak do krajów zachodnich. Hit ostatniego lata to lekkie drinki na bazie znanych gatunków wódki. Napojami Smirnoff Ice, Bols Fusion, Eristoff Ice zachłystuje się zwłaszcza chętna do eksperymentów młodzież. Ale wraca też do łask poczciwa czysta. Pita jest teraz w maleńkich kieliszkach w stylu bankietowym: stawia się wszystkie w jednym miejscu, uzupełnia i bierze pierwszy wolny. W takiej postaci wódka może awansować wręcz do kategorii trunków eleganckich. Na salonach pija się Finlandię i Absoluta.

Natomiast jeśli wino, to czerwone. To jedyny procentowy napój, którym toasty wznoszą "prawie" abstynenci. Markowe, limitowane "appelation controlée" oswoiliśmy już jak papaję, kolendrę czy rukolę. I pijemy coraz bardziej świadomie - w odpowiedniej temperaturze, w cienkim szkle. Mniej ekskluzywne wina coraz częściej przelewa się z butelki do karafki, jak w greckich czy włoskich knajpkach. To przenikanie się tych oficjalnych i tych bardziej domowych stylów picia jest cechą charakterystyczną dzisiejszego spożywania alkoholu. Chcemy mieć we własnych czterech ścianach trochę klubu, trochę restauracji, a trochę eleganckiego bankietu.

W klasie średniej znajomość kultury picia to bilet do dobrego towarzystwa. Używki stają się fragmentem starannie wyreżyserowanych scenariuszy towarzyskich, często nawet fotografowanych i filmowanych. Na imprezie u przykładnego urzędnika państwowego co godzinę na tle przybywających pustych butelek robi sobie zdjęcia coraz bardziej napite towarzystwo. Oglądanie zdjęć i wspominanie faz upojenia staje się pretekstem do kolejnego spotkania. Dla urzędnika jest świadectwem wyjścia z konwencji, odrobiny szaleństwa.

Zwykły Polak pije głównie to, co jedzie do kas w supermarketach w piątkowe i sobotnie wieczory - Sophię, wina musujące Dorato i Cin-Cin. Przed weekendem sprzedaż rośnie o 30 proc. Na wyjazdach, szkoleniach, wśród kompanów z pracy oprócz piwa chętnie sięgamy po whisky i koktajle.

W drink-barze hotelu Jaskółka w Ustroniu, który często gości kursantów, kobiety piją likiery, Campari, mężczyźni żurawinową wódkę mieszaną z Red Bullem i drinki, które w modnych miejskich klubach już nie mają wzięcia. Narodowy specjał to ?wściekły pies? serwowany obcokrajowcom także pod nazwą Teraz Polska, bo sok malinowy, czysta wódka (plus odrobina tabasco) przypominają barwy narodowe. Wciąż na fali jest tequila, a także latynoskie drinki jak bardzo modne mojito.

Zwraca uwagę, że coraz częściej upijając się na imprezie w widoczny sposób, popełniamy faux pas. Modne jest picie ?na trzeźwo?. Kultura clubbingu, zakładająca ciągłe przemieszczanie się z klubu do klubu, życie bankietowe, gdzie zataczanie się jest czymś skandalicznym, powodują, że alkohol w pewnych środowiskach mocno się cywilizuje, jest środkiem do zabawy, ale nie do kompletnego ogłuszania się. Uchlanie kojarzone jest ze staczaniem się, a tego w czasach priorytetu kariery się nie wybacza.

Dymek towarzyski

Z karierą, zwłaszcza biznesową, kiepsko komponuje się też uzależnienie od tytoniu. Pracownicy międzynarodowych koncernów, jeśli już muszą puścić dymka, są skazani na upokarzające sterczenie przed biurowcami. Ale papierosy wracają do łask. Są traktowane jako narzędzie buntu wobec kolegów, którzy wpadli już w sidła korporacyjnej poprawności, gdzie jeśli szef nie lubi palenia, to się je rzuca, aby szefa ucieszyć.

Z badań Ipsos Demoskop wynika, że w połowie lat 90. liczba palaczy rzeczywiście spadła, ale od przełomu dekad utrzymuje się na poziomie trzydziestu kilku procent. W chwili, gdy jeden palacz zrywa z nałogiem, po pierwszego peta sięga jego następca. Wierność papierosom jest też przejawem przywiązania do towarzyskiej funkcji wspólnego dymka: "Gdy ktoś mnie częstuje papierosem i mówię, że nie palę, pada pytanie, kiedy rzuciłam. Ludzie są przekonani, że musiałam palić, bo mam dużo znajomych i jestem fajna. A zaczyna się palić, żeby za kogoś takiego uchodzić " opowiada 25-letnia Ika, niepaląca. Od Gdańska po Zakopane w klubach, pubach i wiejskich dyskotekach unoszą się kłęby dymu. Warszawska restauratorka Agnieszka Kręglicka przyznaje, że w swoich lokalach stara się wydzielać dla niepalących jak najmniej stolików, bo bezdymne getta najczęściej świecą pustkami.

W dużych miastach palacze zaciągają się Marlboro, L&M, Lucky Strike'ami. Kiedy papierosy wielu znanych marek zachodnich są już robione w Polsce, szpan polega na pokazywaniu się ze szlugami niedostępnymi w kraju, np. Benson&Hedges, Silk Cut czy Gitanes. Ważne, by ekskluzywne papierosy mieć na stanie ciągle, wówczas jest jasne, że ma się stałego dostawcę, na przykład z ambasady, albo samemu jeździ się często za granicę. Dobrze widziane są też miękkie opakowania. Niektóre marki w tej wersji można kupić tylko w dobrych klubach. Działa tu środowiskowy kod: pokaż, co palisz, a będzie wiadomo, gdzie chodzisz.

Obawę przed szkodliwością palenia pacyfikujemy, sięgając po cienkie papierosy (choć zawartością substancji smolistych i nikotyny nie różnią się od standardowych w wersji light). Vogue i im podobne popalają także mężczyzni.

Nikotyna pociąga nas nie tylko w dostępnej od lat wersji. Z każdym rokiem więcej Polaków funduje sobie tytoniowy atrybut wyższych sfer ? cygaro. Sprzedaż rośnie o 30/50 proc. rocznie. "Najpopularniejsze są cygaretki, odpowiadają również paniom, zwłaszcza te aromatyzowane. Popalają je też rzucający papierosy albo ci, którzy nie zaczęli jeszcze palić cygar "- mówi Andrzej Dobosz, od lat związany z branżą cygar i cygaretek. Cygaretki to nieduży koszt (od 90 gr za sztukę) kupno można więc zaryzykować. Cygara częściej pali się w pojedynkę, by delektować się smakiem, lub w małych gronach bliskich znajomych. Jeden z liderów Platformy Obywatelskiej Paweł Piskorski po cygaro sięga rzadko, ale wybiera najlepsze Cohiby lub Romeo i Julię: " Mniej więcej raz na tydzień zdarza mi się zapalić w pracy razem z Donaldem Tuskiem lub Andrzejem Olechowskim. To ułatwia zebranie myśli."

Cygara stają się też wśród przedstawicieli klasy średniej modnym upominkiem wręczanym np. z okazji ślubu. Rzadziej kupuje się w prezencie fajki i akcesoria fajkowe. Rasowy fajczarz ma ściśle określone preferencje i zakupy robi sam, ewentualnie za pośrednictwem szczegółowo poinstruowanej żony. W warszawskim sklepie Fajka przy Kruczej najlepiej schodzą fajki w średnich cenach: do 250 zł. Koszt tytoniu to 10-30 zł. Przywiązani do aromatycznego dymu są ludzie dojrzali, żyjący ze swobodą czasową. Rytuał palenia zajmuje ok. 20 minut. Naukowcy, artyści, politycy, by wymienić Bronisława Geremka, tworzą elitę tego klanu. Pykają też czasem ludzie młodzi, choć dla nich to raczej sposób ekscentrycznego wyróżnienia się na tle przeciętnych palaczy papierosów.

Czym innym jest moda na fajkę wodną, sziszę, której konstrukcja sprawia, że substancje smoliste zawarte w dymie, zamiast w płucach palacza zatrzymują się w wodzie. Przywieźli ją do Polski wracający z wakacji w Tunezji czy Egipcie. Od mniej więcej dwóch lat popularność fajki ugruntowują przybysze z Bliskiego Wschodu, oferujący degustację tytoniu w swoich restauracjach i barach z kebabami. W warszawskiej Saharze na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej za fajkę na 2-3 osoby płaci się 25 zł. Co wieczór są chętni.

Grzesznie kojarzą się coraz popularniejsze skręty. Kiedyś obowiązkowo doprawiano je czymś mocniejszym, teraz stają się metodą "niewinnego" palenia - zwłaszcza wśród studentów. To m.in. kalkulacja ekonomiczna. Cena 50 g, z których zrobi się do 50 papierosów, wynosi 6-16 zł.

Tabaka, trawka, grzybki

Fakt, że niezawodnym sposobem spopularyzowania używki jest zakaz jej stosowania, potwierdza historia tabaki. Boom na nią przypadł na 1996 r., gdy w ustawie antynikotynowej zabroniono produkcji i sprzedaży tytoniu bezdymnego. Teraz jednak, po powtórnej legalizacji, tabakiery znów wyjmuje się przede wszystkim w trakcie ceremonii święcenia sztandarów Ochotniczej Straży Pożarnej w nadmorskich wioskach lub na weselach. Czasem sięgają po nie jeszcze poszukiwacze wrażeń.

Na rynku używek nielegalnych od lat rządzi marihuana (pisaliśmy o niej w Raporcie POLITYKA 46/03), jednak wśród otwartych na eksperymenty trzydziestolatków funkcję wyznacznika elity zaczyna pełnić kokaina. Wyjątkowość użytkowników wyznacza cena narkotyku ? do 200 zł za gram.

Po kokainie wzrasta samoocena i poziom energii, a przy tym nie wygaduje się bzdur jak po alkoholu. Wymarzony efekt dla dbających o swój wizerunek, choć intensywne pocenie się może być zgrzytem. Spore jest za to ryzyko uzależnienia. Po amfetaminie (25-30 zł/g) samopoczucie nie jest aż tak dobre jak po kokainie, a powrót do rzeczywistości ? cięższy. Może dlatego, podobnie jak jej pochodne, wśród nich ecstasy (30 zł/tabletka), wychodzi z łask. " Biorą to jeszcze ludzie w klubach, skejci, a głównie dresiarze i studenciaki do nauki" - mówi Daria, która pracuje w księgowości dużej firmy. Amfetamina czasem daje moc, jednocześnie osłabiając chęć do pracy: "Gdy wzięłam przed kolokwium, nawet nie zerknęłam do książek. Chciałam rozmawiać, malować i tak spędziłam noc. Na zajęciach miałam zejście. Zdegustowało mnie, że pytania są poniżej mojego poziomu, więc nie odpowiedziałam na żadne. Jako jedyna nie zaliczyłam" - opowiada niedawna studentka. Spada też liczba amatorów LSD. Wizje po kwasach bywają bardzo nieprzyjemne.

Specyfikiem trudnym do kupienia są grzyby halucynogenne. Kto chce spróbować, musi sam zebrać. Na grzybobranie jeździ się najczęściej w góry. "Śmiesznie wygląda, jak owce schodzą z hal, a za nimi snują się faceci w powyciąganych swetrach" - przyznaje śląski grzybiarz. Poszukiwacze nowych miejsc z reguły konsultują się u ludności lokalnej.

Poszukiwacze zakazanych wrażeń lubią też sprawdzać działanie niewinnych z pozoru roślin albo na własną rękę syntetyzować nowe substancje.

Świadomość igrania z ogniem czasem paradoksalnie podnosi atrakcyjność niebezpiecznych środków. Dla bohatera powieści Tomasza Piątka "Heroina" iluzoryczne przeświadczenie, że zażywa najniebezpieczniejszy narkotyk i nie uzależnia się, było ważną składową zadowolenia z siebie. Jego historia dobrze sygnalizuje istotę niebezpieczeństwa związanego z naszym podejściem do środków poprawiających samopoczucie. Testując kolejne propozycje legalnego i nielegalnego rynku nie wyczuwamy różnicy między tym, co może kiedyś zaszkodzić naszemu zdrowiu, a tym, co może w krótkim czasie pozbawić nas życia.

Psychologowie oceniają, że nie ma jednego typu osobowości, z którym wiązałoby się szczególnie chętne sięganie po używki. Zdaniem prof. Czesława Czabały, psychologa zajmującego się uzależnieniami, z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ci, którzy je stosują, mają duże "pogotowie lęku" - zmniejszone poczucie własnej wartości, przeświadczenie, że coś może nie pójść po ich myśli. To samo poczucie lęku, które pcha po narkotyk, inaczej manifestuje się w przesadnej dbałości o tężyznę ciała. Mięśnie, które rosną po łykaniu anabolików, mają działać odstraszająco, podnosić poczucie własnej wartości.

Mięsień musi kosztować

Kultura konsumpcyjna do swojej oferty włączyła używki, ale też paraleki. Anabolik zadomowił się w siłowniach, jak kiedyś alkohol na polowaniach. W siłowniach-mordowniach przy pawilonach sklepowych, w osiedlach z wielkiej płyty pakują ludzie "z miasta". Tu każdy wie, że trening niszczy mięśnie, choć aby nabrać ciała, oczywiście ćwiczyć trzeba. Siłownie to głównie miejsce zakupu tego co nielegalne, ale do wyglądu niezbędne ? hormonów, anabolików i sterydów. Wzrost masy mięśnia jest wprost proporcjonalny do wszprycowanej do organizmu chemii. Cóż z tego, że po sterydach zanika płodność, cierpi na marskość wątroba, trzęsą się ręce, nie można spać, wysiada serce, skoro po królu Metanabolu biceps puchnie w oczach. Anabol jest sprzedawany po 5 mg, polski i rosyjski, przemycany. Takie samo działanie ma Somatotropina, hormon wzrostu produkowany z przysadki mózgowej człowieka w cenie 20-25 zł za 4 jednostki lub syntetyk: 36 jednostek za 700 zł.

Paweł, kulturysta, który jest instruktorem w siłowni na warszawskim Gocławiu, opowiada, że po hormon wzrostu wpadają do niego biznesmeni, głównie po 40, którzy na co dzień ćwiczą w renomowanych siłowniach, kiedy orientują się, że odżywki to zwyczajne placebo.

? Kupują hormon, który sprawia, że czują się młodsi, mają siłę do życia.

Kulturysta wstrzykuje sobie dziennie pod skórę brzucha od 4 do 36 jednostek. "To drogi sport. Dobry jakościowy mięsień kosztuje" - tłumaczy Paweł. Do tego trzeba dodać Triacanę -hormon tarczycy wspomagający przemianę węglowodanów, Winstrol, wodniste mleczko, które spala tłuszcz przy mięśniu. Wstrzykuje się go w bark, pośladek czy udo od dwóch do dwunastu dawek dziennie. Przy czym każdy dzień przerwy to spadek tego co urosło. Z testosteronów najpopularniejszy jest Omnadren. Nawadnia mięśnie, ale odkształca kobiety. Kulturystki, które go zażywają, można rozpoznać po męskich rysach, zaroście, obniżonym głosie. Po całej kuracji przed zawodami trzeba się wypłukać -najlepiej piwem, wtedy nie widać nic w moczu. Po krwiobiegu Omnadren kursuje jeszcze przez pół roku.

Od trzech lat coraz więcej Polek i Polaków, również takich, którzy nie marzą o posturze Terminatora, ucieka się do farmakologicznej pomocy. Na grzecznych siłowniach, w klubach sportowych, hotelach, wyciska pot i łyka wspomagacze klasa średnia: biznesmeni, pracownicy biur. Wszystko po to, by brzuch był zrobiony na kaloryfer, płaski z zaznaczonymi mięśniami. Kobiety kochają L-Karnitynę, która tkankę tłuszczową zamienia w energię. Pomaga schudnąć, byle - uważają -zażywać ją mądrze. Joanna, 23-letnia studentka, do osiedlowego klubu fitness wpada rano jeszcze przed zajęciami. Jej torba do ćwiczeń przypomina apteczkę lekomana. Pełno w niej różnokolorowych fiolek na każdą okazję, średnio po 50-100 zł za każdą. Łykanie pastylek i picie odżywek zamienia się w pełną obrzędów religię. Przed ćwiczeniami należy zażyć Gajnery - 4 węglowodany wsypane do szklanki soku kosztują ok. 3 zł.

Po wysiłku można zjeść baton białkowo-węglowodanowy ? kosztuje od 4 do 20 zł w zależności od producenta. Potem należy uzupełnić witaminy, popularne ZMA - cynk, magnez i witamina B6, fiolka za 89 zł.

Odżywki białkowe stosują ci, którzy już mają masę i chcą ją wyrzeźbić. Miesięczna kuracja HMB, najdroższym preparatem na rynku, kosztuje 180 zł.

Nie ma badań, ile osób w modelowaniu sylwetki pomaga sobie preparatami syntetycznymi. Jednak o tym, że z roku na rok jest ich coraz więcej, świadczą wyrastające jak grzyby po deszczu w większych miastach apteki sportowe, a przy siłowniach sportowe bary, w których sprzedaje się odżywki wspomagające pożądany wygląd.

Czego dodaje Red Bull

Współczesny świat rynku, mediów i reklamy zachęca do naruszania biologicznych granic organizmu człowieka. Jesteś zmęczony? Mamy na to sposób, nie możesz się skupić, i na to poradzimy. Pójście spać nie jest konieczne, sen nie jest dzisiaj trendy. "Nasze ciało staje się przedmiotem obrotu na rynku, od tego, co mu podamy, zależą nasze możliwości" -mówi prof. Sulima. Wspomagamy też umysł. Przede wszystkim mają na niego oddziaływać coraz popularniejsze, zwłaszcza wśród młodzieży, napoje energetyczne zawierające substancje psychoaktywne.

Specjaliści przestrzegają przed wypijaniem dziesiątków puszek głównie dlatego, że niebezpiecznie mogą wyciszyć sygnały organizmu o zmęczeniu. O ryzyku bezpośredniego uzależnienia na razie nie słychać. Potencjał w modzie na energię dostrzegli producenci soków Tymbark, akcentując w kampanii reklamowej swoich nowych produktów dodatek guarany. Choć amatorzy napojów energetycznych zapewniają, że traktują landrynkowe oranżadki z kofeiną, tauryną lub guaraną czysto użytkowo, jako zamiennik kawy, obserwatorzy trendów zgadzają się, że ich używanie współtworzy wizerunek osoby nowoczesnej, która żyje na pełnych obrotach - intensywnie pracuje, bawi się do rana i ma pieniądze. Puszka napoju kosztuje średnio dwa razy więcej niż piwo. " Używka jako produkt kultury konsumpcyjnej dużo kosztuje, dzięki czemu ustala miejsce w hierarchii społecznej. Kiedyś pozycję w niej dziedziczyło się, np. po rodzicach. Teraz każdy może walczyć o nią sam. Rodzaj używki bywa jej wyznacznikiem" - tłumaczy prof. Sulima.

Tlen? Nie, dziękujemy!

Rok temu Polska zachłysnęła się tlenem. Moda na bary tlenowe, które miały wspomóc nasze mózgi lepiej niż powietrze przeżarte spalinami, sprawiła, że lokale pojawiały się w miastach praktycznie na każdym większym osiedlu. Za pomocą rurki przez 10-15 minut łyka się powietrze z kilkakrotnie większą ilością tlenu.

Jednak po miażdżącej krytyce lekarzy i w świetle braku konkretnych efektów w barach pozostała tylko najwierniejsza klientela - panie w wieku 45?65 lat, które przychodzą po pracy w biurze.

Przykład barów tlenowych potwierdza, że nie dajemy się nabrać. Rozliczamy używki z efektów. Chcemy mieć pewność, że pomogą nam zwalczyć zmęczenie, stres, strach, napięcie związane z rywalizacją i niepokojem o przyszłość: "Polacy mają zwyczaj zwalać swoje kłopoty na czynniki zewnętrzne i konsekwentnie sięgają po zewnętrzne środki, żeby sobie z tymi kłopotami poradzić" - zauważa Ewa Woydyłło. Łatwiej znaleźć uspokojenie zapalając papierosa, niż pracując nad sobą. Psychologowie uspokajają jednak, że nie można mówić o katastrofie.

Ludzie, w zdecydowanej przewadze, mają dobrze działający instynkt samozachowawczy, nie schodzą po równi pochyłej bez walki. Jeśli zatem piwo, to po grze w kosza, jeśli papieros, to potem jazda na rowerze. O ile propaganda antyużywkowa jest raczej nieskuteczna, o tyle coraz bardziej przemawia propaganda czynnego zdrowia, czyli nieodmawiania sobie czegoś, ale dodawania nowych wrażeń. Płacimy haracz papierosom, alkoholowi, dragom, ale odrabiamy zdrowie gdzie indziej, nie zastanawiając się zbytnio, czy ten rachunek się bilansuje.

Nadzieją jest rosnąca wciąż liczba osób wykształconych, które narzucają nowe trendy. A te nakazują dobrze się odżywiać, radzić sobie ze stresem i dbać o właściwe relacje emocjonalne ze światem. Wtedy, jak zapewniają eksperci, od czasu do czasu można zapalić papierosa czy cygaro, wypić lampkę wina. Prawdziwym problemem nie jest używanie, tylko nadużywanie. Zawsze jednak pozostaje trudne pytanie, gdzie przebiega granica.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

triple_og (niezweryfikowany)
bez kitu
bruce (niezweryfikowany)
no calkiem ciekawy calkiem :)
upSideDown (niezweryfikowany)
zajebiscie ciekawy art:))
Pompernikel kla... (niezweryfikowany)
Spił się ad hoc narzygał na płot, a to był dopiero początku imprezy czas, taki to właśnie zaistniał faux pas. Dla mnie artykuł niedo końca ciekawy, może dlatego, że nie zaliczam się do tych grup, albo że są zbyt sztywno opisane. Młodzież pali goldeny, lm i marlboro, sobiechy(Alex - ty na pewno Sobiechy jarasz!), ale palą niezależnie od pozycji czy czego tam. <br>Młodzi spijają się ostro i browarami i vódzioną, niekoniecznie ekskluzywnie. Cygara? Bla, bla, bla. Artykuł nawet dobrze napisany, ale tak jakby autorka nie siedziała bezpośrednio w kwestii tylko zbierała jakieś dane ilościowe, satystyczne
.chudy. (niezweryfikowany)
dla mnie artykuł jest taki sobie, jest napisany jak by miał być wyznacznikem na jakiej jesteś pozycji w społeczeńswtie. Jeżeli bierzesz koks, palisz cygara za 150 zł, pijesz wciekłe to jesteś na bardzo wysokiej, jeżeli bierzez co innego to jesteś na takiej pozycjii, bla, bla, bla ....
Armageddon (niezweryfikowany)
dla mnie artykuł jest taki sobie, jest napisany jak by miał być wyznacznikem na jakiej jesteś pozycji w społeczeńswtie. Jeżeli bierzesz koks, palisz cygara za 150 zł, pijesz wciekłe to jesteś na bardzo wysokiej, jeżeli bierzez co innego to jesteś na takiej pozycjii, bla, bla, bla ....
Armageddon (niezweryfikowany)
dla mnie artykuł jest taki sobie, jest napisany jak by miał być wyznacznikem na jakiej jesteś pozycji w społeczeńswtie. Jeżeli bierzesz koks, palisz cygara za 150 zł, pijesz wciekłe to jesteś na bardzo wysokiej, jeżeli bierzez co innego to jesteś na takiej pozycjii, bla, bla, bla ....
artjaz (niezweryfikowany)
Od paru miesięcy codziennie zajadam czyste ziarno guarany dosypując je do napojów mleka lub jogurtów. Nigdy wcześniej tak dobrze się nie czułem. Jeśli trzeba, mam super power przez 20godz na dobę, bardzo szybko się uczę, mam lepszą koncentrację i chęć do wszystkiego o czym pomyśle. Obecnie nie wyobrażam sobie życia bez guarany. Guaranę kupuję w Brazylii w czystej postaci, jeśli ktoś chce spróbować cudownej rośliny to proszę o mail guarana.com.pl@interia.pl. Nr GG: 3729610, chętnie prześlę materiały informacyjne.
Anonim (niezweryfikowany)
Co za stek bzdur, aż szkoda czytać. Po co zabiera się do pisania ktoś bez pojęcia o temacie?
zecer (niezweryfikowany)
<p>Dziennikarz i pojęcie o temacie to sprzeczność. Zawsze:D</p>