Nie będę bawić się tutaj w szczegóły dotyczące pochodzenia, czy występowania,
gdyż "tussipect-owców" (nie wiem czy to właściwe sformułowanie) interesuje
działanie, efekty i skutki uboczne.
A więc:
Skutki panującej od wielu miesięcy pandemii odczuwalne są dla społeczeństwa na wielu płaszczyznach. Wielu przedsiębiorców musiało zakończyć działalność, niektórzy bezpowrotnie stracili pracę, a inni – dostęp do przepisanego przez lekarza leku.
Skutki panującej od wielu miesięcy pandemii odczuwalne są dla społeczeństwa na wielu płaszczyznach. Wielu przedsiębiorców musiało zakończyć działalność, niektórzy bezpowrotnie stracili pracę, a inni – dostęp do przepisanego przez lekarza leku. Tak było w przypadku pana Macieja ze Słupska, który leczył niepełnosprawnego syna medyczną marihuaną. Do czasu, gdy suszu zabrakło w aptekach i zaczął uprawiać marihuanę na własną rękę. Szczęśliwie, jego sprawa została umorzona.
Dostępność medycznej marihuany i jej wysoka cena to można by rzec – niekończąca się opowieść, a dla wielu pacjentów poważny problem, który wielokrotnie poruszaliśmy na łamach naszego portalu. Pandemia koronawirusa dodatkowo ograniczyła pacjentom możliwość zakupu medycznej marihuany.
Pan Maciej ze Słupska jest ojcem niepełnosprawnego nastolatka, cierpiącego na dziecięce porażenie mózgowe, któremu przepisano medyczną marihuanę. W pewnym momencie, przez pandemię, konopie w aptekach przestały być dostępne, więc pan Maciej musiał jakoś radzić sobie sam.
Na okiennym parapecie zaczął uprawiać marihuanę. Było to 5 krzaków. Jak sam zapewnia robił to po to, aby zapewnić godny byt choremu synowi. Mężczyzna nie ukrywa jednak, że zgodnie z zaleceniami lekarzy, sam również często korzystał z konopi, ponieważ cierpiał z powodu bólu kręgosłupa.
Nie wiadomo skąd policja miała informacje o tym, że pan Maciej uprawia marihuanę. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach – lokalna prokuratura wszczęła postępowanie. Dodatkowo przeprowadzony został wywiad środowiskowy.
Stwierdzono, że pan Maciej, chociaż tym razem złamał prawo – nigdy wcześniej nie był karany sądownie, a przeciw niemu nigdy nie prowadzono postępowania o czyn z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Potwierdzono także, że 19 – letni syn pana Macieja wymaga całodobowej opieki. Uprawa marihuany przez pana Macieja to złamanie prawa, ale w grudniu 2020 r. sprawa została umorzona
Prokurator Lech Budnik napisał w uzasadnieniu, że wina sprawcy nie budzi wątpliwości, a sam podejrzany miał sporą wiedzę o konopiach i doskonale zdawał sobie sprawę, co grozi za ich uprawę w Polsce bez stosownego zezwolenia i jest to przestępstwo. Podkreślił jednak, że okoliczności popełnienia tego przestępstwa mają niską szkodliwość społeczną czynu.
„Podejrzany jest osobą, która posiada legalny dostęp do marihuany, którą przyjmuje zarówno on, jak i jego niepełnosprawny syn. Zażywają ją jako lek, nie zaś jako rekreacyjną używkę. Co więcej, u podejrzanego ujawniono jedynie pięć niewielkich krzaków, a zatem nie ulega wątpliwości, iż posiadał on je na własny użytek. Mając także na względzie sytuację pandemiczną oraz finansową podejrzanego, nie można kategorycznie kwestionować prawdziwości wyjaśnień, iż miał on bardzo ograniczony dostęp do medycznej marihuany, oraz że pochłania ona dużą część jego budżetu domowego.” – wyjaśnił prokurator Lech Budnik z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.
Pan Maciej nie kryje radości z tego, że sprawa została umorzona i jest bardzo wdzięczny zarówno policji, prokuraturze, jak i pani kurator za zwykłe ludzkie podejście.
„Na żadnym etapie nie czuliśmy się traktowani jak przestępcy czy kryminaliści. Wobec tego, jakie czasem głosy słychać na temat podobnych spraw, byłem i jestem pozytywnie zaskoczony podejściem poszczególnych osób. Dzięki takim ludziom i traktowaniu zachowuję wiarę, że mieszkam w normalnym kraju, w którym można żyć jak człowiek.” – podsumowuje swoją historię pan Maciej.
Nie będę bawić się tutaj w szczegóły dotyczące pochodzenia, czy występowania,
gdyż "tussipect-owców" (nie wiem czy to właściwe sformułowanie) interesuje
działanie, efekty i skutki uboczne.
A więc:
W domu, zmęczona, chcąca "ogarnąć się" przed przyjściem znajomych; niezadowolenie chłopaka z pomysłu na branie czegoś´.
Całą tą historie powinno zacząć się „za siedmioma górami, za siedmioma dolinami…” i opowiadać dzieciaczkom przed snem. Bajka to jednak nie jest, a i początek aż tak bajkowy nie był.
Wróciłam z chłopakiem (T) z uczelni. Byliśmy zmęczeni, zbliżało się wiele kolokwiów, a 2 ostatnie noce prawie nie spaliśmy – nauka plus do tego jakieś prochy. Nie bardzo mieliśmy siłę na cokolwiek, a wieczorem mieli przyjść do nas znajomi pograć na naszym nowym komputerze.
Za pozwoleniem autora wrzucam po delikatnej korekcie opis ostatnich wydarzeń:
Postaram się tu opisać w kolejności zdarzenia, o których po wytrzeźwieniu wiem, że to już była psychoza. Wcześniej były halucynacje itd. ale tylko po injekcji stima.
Impreza na dworzu chłodną nocą na głębokiej wsi. Przypadkowe zażycie.
Bralem udział w imprezie na "działce" kolegi na głębokiej wsi. Kilku w miarę bliskich znajomych. Jako że to był już drugi dzień imprezy postanowiłem powstrzymać się od konsumpcji alkoholu. Nieco później na przyjęciu pojawili się znajomi gospodarza (moi tylko z widzenia) którzy byli dużo bardziej doświadczeni w konsumpcji środków psychoaktywnych (wręcz solidnie uzaleznieni). Już od dłuższego czasu chciałem ponownie spróbować marihuany, mając z nią dobre doświadczenia, więc bez oporów przystałem na ich propozycję zrobienia wiadra.