- Zamiast dyskutować o legalizacji, czy delegalizacji, lepiej niech swe siły spożytkują na rozmowy o zwiększeniu dotacji na prawdziwą profilaktykę - mówi Beata Kotus
Beata Walocha: - Co Pani sądzi o zniesieniu kar dla posiadaczy narkotyków?
Beata Kotus, kierownik Oddziału Terapii Uzależnień od Środków Psychoaktywnych i Detoksykacji w Ciborzu: - Nie jest tak, jak pokazują media, że karze się za każdą ilość posiadanego narkotyku i ofiary nałogu trafiają do więzień lub poprawczaków. Przecież do każdej sprawy powoływani są biegli psychologowie i psychiatrzy, którzy opiniują, czy oskarżony tylko eksperymentował, czy jest już uzależniony. Na tej podstawie sąd nakazuje leczenie w ośrodku, przydziela kuratora sądowego albo nakazuje uczestniczyć w spotkaniach profilaktycznych. Większość wpada przez przypadek, bo chciało spróbować, bo kolega dał na imprezie. W mojej już ponad 20 - letniej praktyce doradcy sądowego, nie zdarzyło się, żeby osoba eksperymentująca trafiła za kratki. Jest bardzo wiele innych sposobów działania w takich przypadkach, a przecież tym osobom trzeba pomóc i edukować, a nie karać.
Opinia jest taka, że narkomani zabierają miejsca i tak już w przepełnionych więzieniach?
- Z niepokojem słucham osób, które tylko na podstawie swoich wyobrażeń o karaniu, snują takie wnioski. Oczywiście są uzależnieni, którzy jednocześnie są przestępcami. Handlują narkotykami, kradną, przemycają i tacy powinni bezwzględnie znaleźć się w więzieniu. Sama mam takich pacjentów.
Czy według pani, legalizacja tzw. miękkich narkotyków coś by zmieniła?
- Jestem terapeutą trochę starej daty i nie mogę się przekonać do legalizacji. Wczoraj byłam na spotkaniu z młodzieżą i rodzicami w małej wsi pod Sulechowem. Nieduża grupa ludzi, a wśród nich kilka osób pod wpływem środków odurzających. Gdyby było to legalne, pewnie podczas przerwy wyciągnęliby skręty i sobie zapalili. Taka już nasza mentalność. Jeśli pijemy, to do upadłego. Bo można. Gdyby marihuana była legalna, to podobnie upalalibyśmy się na całego. I mimo że próbowanie narkotyku wcale nie jest jednoznaczne z przyszłym uzależnieniem, to legalizację uznaję za niebezpieczną.
Po co więc ta dyskusja?
- Zamiast pustych dyskusji, niech się w rządzie zastanowią, ile pieniędzy więcej mogą dać na profilaktykę antynarkotykową. Tego problemu nie da się rozwiązać jakimś cudownym pstryknięciem palcami. Ja stawiam na porządną profilaktykę.
Komentarze