Polscy lekarze na prochach. Liczba uzależnionych szybko rośnie

Żeby zdobyć lekarstwa, okradają szpitalne szafki. Biorą tyle, że zapominają o dyżurach i operacjach. I za nic nie przyznają się do uzależnienia.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Ewelina Lis
Newsweek Polska

Odsłony

1342

Żeby zdobyć lekarstwa, okradają szpitalne szafki. Biorą tyle, że zapominają o dyżurach i operacjach. I za nic nie przyznają się do uzależnienia.

– W Polsce lekarz może kraść leki aż do śmierci – zauważa sentencjonalnie dr P., anestezjolog ze szpitala na południu kraju. Na jego oddziale w ostatnich latach trzech młodych lekarzy zostało przyłapanych na kradzieży i zażywaniu fentanylu – leku używanego w czasie znieczulenia, sto razy silniejszego niż morfina.

Anestezjolog P.: – Tego używa się całe cysterny. Dawkuje się w zależności od rodzaju zabiegu, wagi pacjenta. Jeden dostaje więcej, inny mniej. To stwarza pokusę. Kłopoty zaczynają się wtedy, kiedy kradnie się tyle, że nie ma już jak tego rozpisać.

Wszyscy lekarze działali tak samo: pacjentowi podawali mniej ampułek niż było rozpisanych w karcie, a resztę zabierali dla siebie. Wszyscy trzej już nie żyją.

Najszybciej uzależnił się D., w kilkanaście miesięcy zmienił się nie do poznania. Nagle przestał rozmawiać z ludźmi, nic go nie interesowało, zapominał, że miał pójść zbadać pacjenta. Znaleziono go martwego, poparzył się pod prysznicem.

O H., drugim z uzależnionych anestezjologów, mówiło się, że nie poradził sobie z prowadzeniem oddziału. Po jego śmierci okazało się, że za kradzieże został wcześniej wyrzucony z innego szpitala. Ale dyrektor nie chcąc psuć mu kariery, nie wspomniał w papierach o znikających ampułkach. H. zmarł na udar. M., trzeci z tych lekarzy, przed śmiercią zwierzył się koledze, że nie daje rady. Dragi to jedyny guzik, który wyłącza u niego stres.

Skalę problemu trudno oszacować. Niemieccy i amerykańscy badacze uważają, że w najtrudniejszych specjalizacjach problem może mieć już co piąty lekarz.

Niedawno Niemcy odkryli, że w ciągu ostatnich lat liczba zwolnień lekarskich dla medyków z powodu zatrucia psychotropami wzrosła aż o 17 procent. W Polsce nowych badań na ten temat nie ma. Dwie dekady temu naukowcy ze Śląskiej Akademii Medycznej przeanalizowali problemy pacjentów klinik psychiatrycznych. Już wtedy z pewnym zdumieniem odkryli, że wśród uzależnionych lekarzy, którzy już trafili na leczenie, tylko 30 proc. ma problem z alkoholem, a prawie 70 proc. szprycuje się lekami.

– Gdy zaczęło być nagle głośno o pijanych medykach na dyżurach, spora część z nich odstawiła wódkę i przerzuciła się na inne substancje. Wygodniejsze, pozornie bezpieczne. W końcu leków tak nie czuć i dlatego trudniej je wyłapać – tłumaczy Robert Rejniak, specjalista terapii uzależnień z Bydgoszczy. Do jego gabinetu trafiają lekarze różnych specjalizacji, ale najczęściej chirurdzy. 35–55 lat. Młodsi pobudzają się kokainą. Starsi wyciszają lekami. To ci senni. Ci, co nie kontrolują czasu. Mówią, że będą za pięć minut na bloku operacyjnym, a przychodzą za półtorej godziny. Zdarza się, że zapominają o dyżurach.

– Często leki to domowy sposób na wychodzenie z alkoholizmu. Lekarze uprawiają takie samoleczenie latami. Do nas na oddział trafiają już najczęściej po długotrwałym serwowaniu sobie koktajlu z tabletek lub kuracji dożylnych. Niektórzy twierdzą, że leki nasenne nie uzależniają, ich poziom wiedzy jest fatalny, żenujący. Niektórzy mają tak zniszczone żyły, że nie ma już miejsca na wkłucie. Majaczą, nie odróżniają dnia od nocy – opowiada psychiatra dr Bogusław Habrat, kierownik Zespołu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Prof. Piotr Gałecki z UM w Łodzi, konsultant krajowy ds. psychiatrii, zauważa, że często uzależniają się wybitni lekarze. Ci, którzy osiągnęli sukces i czują, że są niezastąpieni. Przede wszystkim anestezjolodzy, neurochirurdzy, chirurdzy, onkolodzy, kardiochirurdzy i transplantolodzy. – Ciągle muszą być w gotowości, nie mogą pozwolić sobie na odpoczynek, muszą być jak maszyny.

Oceń treść:

Average: 9.2 (5 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Amfetamina
  • Retrospekcja

Nic specjalnego, zwykły dzień. Trip W domu, godziny nocne od ok 20:00.

W ramach świadomości czytelnika napomnę że to mój pierwszy trip-raport w życiu.
Tego tripa nie nazwał bym badtripem, choć to co opiszę nie było przyjemne. Miewałem kilka razy już podobny stan umysłu (w moim odczuciu nie trwały jakoś długo bo ok. 40 min. Max) zawsze był on po amfetaminie, raczej po 3-4 kreskach.

To Był zwykły dzień (piątek) w którym nic specjalnego się nie wydarzyło, rano wyspany wstałem do pracy i po 8h wróciłem na chatę. Nie byłem jakoś specjalnie zmęczony.

  • Bad trip
  • Marihuana
  • Marihuana

ostatnio wiele śmierci w moim otoczeniu, desperacka próba ucieczki przed rzeczywistością. Po prostu kolejne wiadro, kolejny dzień, znowu samemu w pokoju

To był kolejny dzień nudy podczas kwarantanny, ze względu na wręcz nieskończony czas całkowicie zajęłem się muzyką, codziennie po kilka godzin z tego powodu szybko dopadła mnie dysocjacja. 

 

Wczorajsze wiadro wydało mi się niezbyt sycące więc postanowiłem zmielić zielone przed wpakowaniem do lufy. Okazało się że skruszone mieści 3x bardziej  więc tyle też nabiłem. 

 

Wszystko spaliło się nim woda wylała się do połowy, i wtedy walnęłem wszystko na raz. 

  • Bromo-DragonFLY
  • Marihuana

Set & Setting- dobre nastawienie, nie brzydka pogoda, zaufani towarzyszący podróżnicy, godz.13 centrum miasta

Dawka- 1 papierek Bromo-DragonFly + marijuana kilka godzin później +pół piwa też kilka godzin później

Wiek- 18lat

Doświadczenie- Alkohol, Marihuana, Kodeina, Pseudoefedryna, DXM, Benzydamina, 4-HO-Met, Extasy, Mieszanki ziołowe, Bromo-DragonFly, Grzyby cubensis b+

  • Ketamina
  • Pierwszy raz

Kolejna randka z moja ukochaną, chcieliśmy uczcić ją czymś szczególnym, gdy cały apartament mieliśmy dla siebie. Bardzo dużo szczęścia i ekscytacji wokoło.

Wybiegamy z budynku, trzymając się za ręce. Chwila, czy mam na sobie spodnie? Uff, tak, dobrze, nie zapomniałem i ubrałem nawet majtki, choć nie moje, a mojej dziewczyny, i na lewą stronę, ale to już nieważne. Przecież nikt nie zobaczy. Pewnym krokiem wkraczamy na dworzec i oblewają nas światła wychodzące z każdej strony. Witryny sklepików są najjaśniejsze na świecie, tłum ludzi jest tak różnorodny i głośny, a przecież mijają nas tylko garstki osób. Nie zanotowałem która godzina, ale zdaje mi się, że czas zupełnie przestał istnieć.