Policja zatrzymała członków gangu, handlujących w szkole narkotykami

Szkolna sprzątaczka nie poczuła słodkiego zapachu marihuany, a tym bardziej nie znalazła w koszu strzykawki. A narkotyki w szkole są.

Anonim

Kategorie

Źródło

Rzeczpospolita 29.03.2001, BŁAŻEJ TORAŃSKI

Odsłony

3452
Janina Kowalska jest sprzątaczką w Zespole Szkół Budowlanych im. Narutowicza w Zgierzu od 18 lat, ale nigdy nie poczuła słodkawego zapachu marihuany, a tym bardziej nie znalazła w koszu strzykawki porzuconej przez szprycującego się narkomana. Zaskoczyło ją, jak usłyszała, że zgierska policja zatrzymała czterech członków młodocianego gangu podejrzanego o handel narkotykami.

Jej siedemnastoletnia córka Sylwia, uczennica tej samej szkoły, nie oglądała telewizji, bo odrabiała lekcje, ale kiedy tylko rozmawiają w domu o narkotykach śmieje się i mówi, że to głupie.

Pyzaty i piegowaty szesnastolatek z kolczykiem w uchu zaczepiony na korytarzu szkoły mówi to samo: - Ja nie biorę. Jego kolega dodaje, że z kupnem gandzi nie ma problemów nawet w szkole. Jedyna przeszkoda: pieniądze.

- Dyżurując, zaglądamy do ubikacji. Papierosy uczniowie palą, skręty marychy wyglądają jednak inaczej. Sądzę, że sporadycznie używają ich, ale nikogo nie udało nam się złapać za rękę - twierdzi wicedyrektor Wojciech Przytuła, historyk pracujący w Zespole Szkół Budowlanych 37 rok.

Do dyrekcji i do szkolnego pedagoga od dawna jednak docierają sygnały o uczniach, którzy eksperymentują. - Jedna z matek przyznała się, że podlewała roślinki, które jej syn hodował na balkonie. Podczas mrozów przeniosła nawet doniczkę do domu na lodówkę, żeby roślinka nie zmarzła. Inna matka nie wiedziała, dlaczego jej syn stale nosi w kieszeni krople do oczu - opowiada szkolny pedagog Ewa Stawińska.

Po lutowych feriach Grzegorz N., uczeń klasy ze specjalizacją malarz - murarz zwierzył się wychowawczyni Marii Zielińskiej, że został pobity.
- Po tym, jak go sprali, doszliśmy do wniosku, że może chodzić o rozliczenia za narkotyki. Resztą zajęła się policja - wspomina dyrektor Wojciech Przytuła.

Szefem gangu zdaniem policji jest 18-latek Łukasz Z. z trzeciej klasy, pseudonim Johnson. Przyznał się, że kupował marihuanę w Łodzi, w jednej z bram przy Piotrkowskiej. Płacił za porcję 18 zł, sprzedawał za 30. Na początku działał sam, szybko jednak namówił do wspólnego interesu kolegów z Osiedla 650-lecia w Zgierzu. Dwaj z nich - 19-letni Damian B., zwany Rekinem i 17-letni Michał S. ("Demsi") zaczęli rozprowadzać narkotyki w swojej szkole. Mieli na to sporo czasu. "Rekin" jest uczniem trzeciej, ostatniej klasy zawodówki i ma już tylko praktykę w firmie Adamet (blacharstwo pojazdowe). "Demsi" na koniec ostatniego semestru zaliczył cztery dwóje. Opuścił 138 lekcji, w tym 105 mają nieusprawiedliwionych. "Johnson" chodził do szkoły jeszcze rzadziej: nie pojawił się 210 razy.

Z materiałów zebranych przez policję wynika, że chłopcy sprzedali w "budowlance" i w okolicach szkoły podstawowej nr 12 około kilograma marihuany. Sąd zastosował wobec nich areszt tymczasowy. Grozi im od 3 do 15 lat więzienia. W najbliższych dniach policja zamierza zatrzymać kolejnych handlarzy.

MŁODZI I PRZESTĘPSTWA NARKOTYKOWE

Według danych Komendy Głównej Policji w zeszłym roku ponad pół tysiąca nieletnich 1871 razy przyłapano na częstowaniu kolegów środkami odurzającymi i psychotropowymi. Młodzież dzieli się narkotykami wszędzie, nawet w szkole. Podczas ostatnich akcji poszukiwania w szkołach środków odurzających policyjne psy kilka razy wykryły narkotyki. Młodzi ludzie nie tylko je zażywają, ale i produkują, rozprowadzają je i nimi handlują. W ubiegłym roku policja złapała 294 młodych ludzi, którzy 1243 razy sprzedawali narkotyki zarówno dorosłym, jak nieletnim. Policja przyłapano na wyrobie i posiadaniu przyrządów służących do wytwarzania lub przetwarzania narkotyków pięciu nieletnich. Trzech obwiniono produkowało narkotyki. Według statystyk liczba młodych ludzi, którzy popełnili przestępstwa narkotykowe, rośnie w zastraszającym tempie. H.K.

Ruch czystych serc

RZ: - Czy uczniowie rzeczywiście coraz częściej uczestniczą w narkotykowym biznesie?
MAREK KOTAŃSKI: - To prawda. I coraz częściej okazuje się, że represyjne metody zwalczania tego zjawiska nie pomagają. Wszystko, co się do tej pory robiło, jest mało warte, łącznie z psami, ochroniarzami i tak dalej. Ja proponuję co innego: "Ruch czystych serc". Traktuję go jak wielką przyszłość profilaktyki.

Co to za ruch?
Młodzież w tajnych wyborach wybiera nauczycieli, którym ufa, którym może powierzyć swoje tajemnice, nauczycieli umiejących się z nią porozumieć, niekoniecznie formalnie. Wokół nich tworzy się krąg ludzi, którzy mają tworzyć dobro w różnych postaciach. Może się to zaczynać od zbierania żywności dla potrzebujących albo od korepetycji dla słabszych uczniów, a ma na celu wciągnięcie młodzieży w pozytywne działania.

Ale młodzież powinna wiedzieć, co to są narkotyki.
Ośrodki monarowskie będą uczyć samodzielnego prowadzenia seminariów o narkomanii. Na młodzież znakomicie działa samodzielne przygotowywanie seminariów i dyskusji. Ale niedobrze, kiedy odczyt wygłasza psycholog albo neofita. To może inspirować do brania i wzbudzać zaciekawienie. Po co młodzież ma wiedzieć, jak narkotyk wygląda, pachnie i jak się go otrzymuje? Ma wiedzieć, że można robić dobro.

Wierzy pan w powodzenie ruchu?
Ta promocja dobra, sprawia, że młodzież sama eliminuje ze szkoły dilerów i narkotyki. Zachowuje czystość, ponieważ wie, że jeśli będą dilerzy, to nam nic nie wyjdzie. Tak jest w ośrodkach Monaru i to działa. Już szkolę nauczycieli jako terapeutów pierwszego kontaktu. Mają wzmocnić otwartość, empatię, umieć nawiązać kontakty z młodymi ludźmi. Miasto Koło stworzyło już właściwie sieć "Ruchu czystych serc". To przedsięwzięcie jest dużo poważniejsze od mojego Monaru, Markotu i wielu innych robionych przeze mnie. Cały zamysł to stworzenie czystych szkół. Szkół, w których będzie się nie tylko nauczało, ale również wychowywało. Nie można tworzyć samej profilaktyki antynarkotycznej, trzeba po prostu propagować dobro.

Rozmawiał Harald Kittel

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25


Kochać! Żyć! Kochać!

czyli kolejny LSD trip-report, o który prosiliście ;)



Zażyte substancje: 4 browary, 1 drops (wisienka) i oczywiście

1 papier (Campbells)

Miejsce: domek letniskowy kolegi

Czas: overnight


  • Grzyby halucynogenne

Wszystko, co zostanie napisane poniżej to wytwory mojej, będącej "pod wpływem" wyobraźni. Proszę o wyrozumiałość :-)

Zjadłem 20 grzybków. Może dla Was to mało, ale to moje pierwsze doświadczenie z halucunogenami. Jest po prostu zajebiście (boże, jakie to piękne słowo - zawsze oddaje całą głębię sprawy ;-) Jak sobie pomyślę, co by się stało, gdybym zjadł więcej... ech...

  • Pierwszy raz
  • Szałwia Wieszcza

Las...koniec lata, zwykły dzień, wycieczka rowerowa... Bardzo długo przygotowywałam się na to wydarzenie... Oczekiwań nie miałam żadnych, po prostu chciałam zobaczyć co "Ona" ma mi do pokazania .

Koniec lata, godzina 13, wraz z kolega postanowiliśmy udać się na przejażdżkę do oddalonego o 30 km lasu. Po namyśle stwierdziliśmy, ze oprócz rowerów weźmiemy ze sobą jeszcze nasza przyjaciółkę Salvię, która od kilku miesięcy leżała w szafie i nikt nigdy jej jeszcze nigdzie nie zabrał.

Na miejscu byliśmy około 15 i tam tez postanowiłam po raz pierwszy skosztować tej ambrozji.

  • MDMA (Ecstasy)
  • Powój hawajski
  • Pozytywne przeżycie

wieczór w polskim getcie

Była to moja pierwsza przygoda z powojem, nie pamiętam wszystkich szczegółów, ale postaram się opisać ją najdokładniej jak potrafię.