REKLAMA




Pacjenci po dopalaczach ''wypalają'' siebie i system ochrony zdrowia

Niezależnie od statystyki, eksperci jednoznacznie wskazują, że dla systemu ochrony zdrowia, który boryka się m.in. z niedofinansowaniem i brakami kadrowymi, pacjent po dopalaczach jest pacjentem trudnym, angażującym...

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rynek Zdrowia
Jacek Wykowski
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

446

Z jednej strony każdy pacjent z zagrożeniem zdrowia i życia jest dla ratowników medycznych i lekarzy tak samo ważny. Z drugiej ci, którzy są ratowani i leczeni po zażyciu dopalaczy, potrafią sprawić sporo problemów. I nie chodzi tylko o agresję czy brak wiedzy, co dany pacjent zażył...

Niebawem minie okrągły rok od wprowadzenia noweli ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, co spowodowało, że dopalacze zaczęły być traktowane jak narkotyki. Gdy ogłoszono zmiany, eksperci o pomyśle wypowiadali się z optymizmem, ale nie brakowało też głosów, że chodziło o populizm penalny, a nie szczerą chęć rozwiązania problemu.

Dane na razie nie wskazują jednoznacznie, czy spełniły się nadzieje optymistów. Według GIS w 2017 r. odnotowano 4324 zatruć ''nowymi narkotykami'' oraz 27 zgonów, natomiast w 2018 r. - 4257 zatrucia oraz 65 zgonów. Z kolei w pierwszym kwartale 2018 r. odnotowano 900 zatruć, a w pierwszym kwartale 2019 r. - 589 zatruć oraz 6 zgonów.

Niezależnie od statystyki, eksperci jednoznacznie wskazują, że dla systemu ochrony zdrowia, który boryka się m.in. z niedofinansowaniem i brakami kadrowymi, pacjent po dopalaczach jest pacjentem trudnym, angażującym.

Mają czterokrotnie więcej siły, niż normalnie

O problemy z ratowaniem pacjentów po dopalaczach zapytaliśmy m.in. Ireneusza Szafrańca, prezesa elekta zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych i czynnego ratownika medycznego.

- W pierwszej fazie często trudno jest podać leki takiemu pacjentami. Objawy ''po zażyciu'' związane są m.in. z tachykardią, wysokim ciśnieniem, szerokimi źrenicami, pobudzeniem psychoruchowym. Takie osoby mają często czterokrotnie więcej siły, niż normalnie. Bywa, że turlają się po ziemi, mają jakieś wizje, uderzają głową o chodnik, atakują ratowników. Nierzadko trudno przewidzieć kolejny ruch - w danym momencie pacjent może być spokojny, a za chwilę rzucić się na nas z pięściami - opowiada.

Szafraniec tłumaczy, że postępowanie ratownika medycznego w warunkach pozaszpitalnych przede wszystkim ukierunkowane jest na leczenie objawowe.

Dr Piotr Burda, konsultant krajowy w dziedzinie toksykologii klinicznej, w poradniku ''Standardy postępowania wobec osób używających nowych substancji psychoaktywnych'' pod red. Marcina Wojnara pisze, że już ocena stanu świadomości pacjenta może być problematyczna, bo ''w ciągu kilku minut mogą występować okresy skrajnego pobudzenia oraz głębokiej śpiączki bez reakcji na bodźce bólowe''. Potwierdza też, że czasem pełna ocena parametrów życiowych nie jest możliwa przed rozpoczęciem leczenia, co spowodowane jest skrajną agresją pacjenta.

''W takich przypadkach uzasadnione jest zastosowanie sedacji jeszcze przed przeprowadzeniem pełnego badania przedmiotowego. (…) Zaleca się stosowanie benzodiazepin w stopniowo zwiększanych dawkach'' - czytamy.

Szafraniec przyznaje, że czasem trzeba wezwać policję lub drugi zespół ratunkowy, bo jeden nie daje sobie rady.

Kolejny problem: nie wiadomo, co pacjent zażył

Dr Burda pisze, że w zdecydowanej większości sytuacji nie jest możliwe uzyskanie informacji o nazwie użytej substancji psychoaktywnej lub o produkcie dopalaczowym, a jedynie w niecałych 20 proc. przypadków takie dane są przekazywane przez pacjenta podczas wywiadów lekarskich. Mogą to być jednak informacje nieprawdziwe, wynikające z obawy przed konsekwencjami prawnymi.

- Często także świadkowie zdarzenia nie zdają sobie sprawy, co się dzieje z pacjentem. Jeden z moich ostatnich wyjazdów miał dotyczyć rzekomego ataku padaczki. Okazało się, że pacjent turlał się po boisku sportowym, ale osoby obok nie domyśliły się, że mógł coś zażyć. Wśród znajomych - nawet jeśli znają przyczynę dziwnego zachowania kolegi czy koleżanki - panuje nierzadko zmowa milczenia, a to na pewno nie ułatwia zadania ratownikom - mówi Szafraniec.

Problem niewiedzy, co dana osoba zażyła, bierze się również z innych przyczyn. Przede wszystkim producenci ścigają się z legislacją tak, by ominąć zakaz handlu daną substancją. Dlatego cały czas w dopalaczach modyfikowany jest skład.

- Jeżeli ten wyścig będzie trwał, nigdy nie będziemy wiedzieli, co dokładnie pacjent zażył. Ponadto nie wiemy, co pod handlową, fantazyjną nazwą danego środka się kryje, bo nikt tego nie kontroluje, nie podaje składu - zauważa dr Leszek Borkowski, były prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Piotr Burda zwraca uwagę, że wiedza dotycząca rodzaju użytej substancji nie ma w zasadzie praktycznego znaczenia w podjęciu leczenia - jest to zawsze leczenie objawowe zarówno w fazie zaburzeń psychicznych, jak i w późniejszym okresie zaburzeń somatycznych i ewentualnych uszkodzeń wielonarządowych.

- Leczenie przyczynowe polegałoby na tym, że jeżeli bym wiedział, co przyjął chory, mógłbym jako farmakolog próbować iść drogą równoległą, podać coś w rodzaju antidotum. Ale w tym przypadku tak się nie da - podsumowuje Borkowski

Zagrażają samym sobie, czasem to sceny jak z horroru

O specyfikę ratowania pacjentów po dopalaczach zapytaliśmy też dr. Jacka Górnego, prezesa Porozumienia Lekarzy Medycyny Ratunkowej i szefa SOR w Wielospecjalistycznym Szpitalu Miejskim im. J. Strusia w Poznaniu.

- Agresja nie kończy się w karetce, często ma również miejsce na SOR-ach. Nawet słabi na co dzień mężczyźni po zażyciu dopalaczy potrafią np. giąć metalowe elementy wyposażenia - opowiada.

Dodaje, że tego typu pacjent jest zagrożeniem dla samego siebie, dla obecnych na SOR innych chorych, więc trzeba go zabezpieczyć - nierzadko wezwać policję, zaangażować więcej osób wśród personelu. - Inni wtedy czekają - przyznaje Górny.

Zapytany, czy zapadły mu w pamięci jakieś śmieszne sytuacje związane z tego typu osobami, odpowiada: - Nie śmiejemy się. I przypomina sytuację z woj. łódzkiego, opisywaną szeroko przez media w wakacje w 2018 r. Mówi, że wywołała szok nawet wśród ratowników lekarzy.

Jej bohater nie żyje, bo przed przyjazdem karetki dokonał tzw. samowytrzewienia. Myśląc, że w brzuchu ma wiewiórkę, wbił sobie nożyczki w okolice wzgórza łonowego i ciął skórę, aż natrafił na żebra. Wyciągnął na zewnątrz jelita, wyrwał też nerki, które znaleziono potem przy jego nogach.

Górny dodaje, że częste używanie dopalaczy może spowodować trwałe uszkodzenie mózgu; bywa też, że amatorzy takich używek są stałymi bywalcami oddziałów psychiatrycznych czy nawet więzień - nie potrafią funkcjonować w społeczeństwie, popadają w konflikty z prawem.

- Dopalacze szczególnie pustoszą układ nerwowy i krążeniowy. Po którymś zażyciu serce może nie wytrzymać, można umrzeć na zawał mięśnia sercowego. Dla młodej osoby, która zwykle nie uprawia sportu, tętno 220 to już ogromny wysiłek. Bardzo wysokie ciśnienie może też doprowadzić do udaru krwotocznego - tłumaczy Ireneusz Szafraniec.

Potrzebne kolejne zmiany

Eksperci zgodnie wskazują, że walka z dopalaczami cały czas trwa i wymaga jeszcze wielu zmian. Pomysły są różne - od modyfikacji organizacyjnych w karetkach, SOR-ach, po zmiany systemowe.

- W ambulansach powinny być zespoły trzyosobowe. Trzecia osoba to większe bezpieczeństwo całego personelu podczas jazdy. Obecnie, gdy kierowca prowadzi ambulans, z tyłu z chorym zostaje tylko jeden ratownik - wskazuje Szafraniec.

- Muszą być większe nakłady na SOR-y, a na oddziale być na stałe lekarz - specjalista medycyny ratunkowej. Osoba po podejrzeniu zażycia dopalaczy wymaga kompetentnej opieki - nigdy przecież nie wiemy, co powoduje np. agresję. Żaden TOPSOR tutaj nie pomoże - zaznacza z kolei Górny.

Leszek Borkowski szansę na poprawę sytuacji upatruje w zmianach prawa i w edukacji. Proponuje, by dodatkowo penalizować, np. poprzez bardzo wysokie kary pieniężne, brak etykiety ze składem chemicznym na opakowaniach sprzedawanych dopalaczach.

- Wprowadziłbym też kontrole, np. za pomocą chromatografii cienkowarstwowej, czy deklarowany skład jest zgodny z faktycznym - mówi.

Podkreśla, że najpilniejszą regulacją powinno być ''złapanie za gardło'' producentów dopalaczy - ale tak, by ich działalność przestała się opłacać.

- Nawet w swoich nielegalnych postępowaniach człowiek jest racjonalny. Jeśli jest duże ryzyko, rezygnuje z nich lub zajmuje się czymś innym - twierdzi.

Podpowiada też, by młodych ludzi edukować, ale nie językiem fachowym, który stosuje się w przypadku lekarzy czy farmaceutów, bo ten zwyczajnie się nie sprawdza.

- Można na portalach społecznościowych sączyć informacje, że branie dopalaczy jest passe. Młodzież jest niezwykle wrażliwa na wyśmiewanie ich postaw, zachowań. Podobną metodę przyjęto w walce z paleniem papierosów - zauważa Borkowski.

Konstatuje, że największym problemem w walce z dopalaczami jest niemrawość ustawodawców, którzy ''bardzo dużo opowiadają, ale nic nie konkretnego nie robią''. - Od tego pacjentów na SOR-ach, także po dopalaczach, nie ubywa - kończy.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

marsjaninzmarsa (niezweryfikowany)
> - Wprowadziłbym też kontrole, np. za pomocą chromatografii cienkowarstwowej, czy deklarowany skład jest zgodny z faktycznym - mówi. . Dostępne dla każdego chętnego za darmo w każdym większym mieście, bez przypału, na model bodajże Szwecki czy Holenderski.
randomness