REKLAMA




Opioidy zabijają Amerykę

Tzw. „kryzys opioidowy”, który w zeszłym roku zabił 64 tysiące Amerykanów (90 osób dziennie) przebija wszystkie poprzednie epidemie narkotykowe w USA. Ale o rodzinie, która na nim zarabia, do niedawna nie mówiło się prawie nic.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Krytyka Polityczna
Anna Popęda

Odsłony

854

Tzw. „kryzys opioidowy”, który w zeszłym roku zabił 64 tysiące Amerykanów (90 osób dziennie) przebija wszystkie poprzednie epidemie narkotykowe w USA. Ale o rodzinie, która na nim zarabia, do niedawna nie mówiło się prawie nic.

Ten kryzys narastał od lat 90., ale prasa wzięła się za niego dopiero parę lat temu. Początkowo trudno to było ludziom ogarnąć i zrozumieć, bo amerykańska wojna z narkotykami miała dotychczas zupełnie inne oblicze – czarne i naćpane crackiem. Jej nieodłącznymi elementami była przemoc, która usprawiedliwiała wieloletnie więzienie; to dlatego amerykańskie więzienia są napakowane Afroamerykanami. Tym razem ofiarami są przede wszystkim biali, zwykle mieszkańcy mniejszych miast i wsi, niewykształceni i bezrobotni, byli pracownicy fabryk i kopalni. Wiadomo, białych się w Ameryce w więzieniu nie zamyka. Poza tym opioidy mają działanie uspokajające, więc nie prowadzą do przemocy i rozbojów. Ludzie po prostu spokojnie umierają sobie tysiącami w domach. Albo w samochodach. Albo pod płotem. Najważniejsze ogniska to tzw. Appalachia, Nowa Anglia i południowy zachód kraju.

Zaczęło się od masowego przepisywania środków przeciwbólowych opartych na opioidach, które należą do najbardziej uzależniających substancji znanych człowiekowi.

Miały przynosić (i faktycznie przynosiły) natychmiastową ulgę, problem w tym, że prowadziły do błyskawicznych uzależnień. Spora część pacjentów faktycznie ich potrzebowała, ale firmy farmaceutyczne robiły, co mogły, żeby zachęcać lekarzy do przepisywania jak największej ilości recept. Armia „medycznych” przedstawicieli handlowych (rzecz jasna, bez medycznego wykształcenia) przekonywała lekarzy, powtarzając cwane formułki obmyślone przez PR firm. Robili, co mogli, żeby minimalizować i tuszować „pojedyncze” tragiczne przypadki uzależnień i przedawkowań.

W samym centrum obecnego kryzysu znajduje się OxyContin (silny opioidowy lek przeciwbólowy, pochodna kodeiny) wypuszczony na rynek przez firmę Perdue Pharma. Skalę jego konsumpcji pokazuje choćby suma, którą Perdue Pharma zarobiła na jego sprzedaży – 31 miliardów dolarów, bagatelizując jego siłę i celowo wprowadzając w błąd lekarzy i konsumentów. Po serii wielu publicznych pozwów, w 2007 roku firma wreszcie przyznała się do winy i zapłaciła 600 milionów dolarów kary. Pozbyła się przy tym kilku dyrektorów, którym postawiono zarzuty kryminalne. Lek zmienił formę (żeby trudniej go było rozkruszać), ale oprócz formy nie zmieniło się właściwie nic. Business as usual. W efekcie całe wsie i miasta w Pensylwanii i Zachodniej Wirginii są uzależnione lub handlują lekami opiodowymi, a w momencie, gdy uzależnionym kończy się kasa, jedynym wyjściem jest heroina. W biznes zaangażowane są całe rodziny – ojcowie, matki, babcie, które kursują od lekarza do lekarza (czasami do innego stanu), a potem odsprzedają opioidy dalej. Zazwyczaj sami są uzależnieni. Ci, którzy nie dają rady finansowo, przerzucają się na heroinę, która jest tańsza i przeżywa wielki renesans w Ameryce. Problem jest tak poważny, że pod koniec października tego roku Trump ogłosił stan pogotowia – ostatecznie lwia część tych ludzi to jego wyborcy. Appalachia to kraj Trumpa.

Perdue Pharma jest firmą prywatną, należy do jednej rodziny. Mało kto o tym wie, bo rodzina Sacklerów nie afiszuje się ze swoim produktem. Na stronie internetowej trzeba trochę pokopać, żeby doszukać się nazwiska. Sacklerowie (część siedzi w Nowym Jorku, a część w Londynie) nie udzielają wywiadów. Śmietanka towarzyska zna ich jako kolekcjonerów sztuki. Ich nazwisko widnieje na skrzydłach, atriach i pokojach Luwru, Metropolitan Museum i muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, a także wielu prestiżowych uniwersytetów takich jak Yale, Cornell czy Columbia. Na temat kryzysu, który jest jednym z najważniejszych problemów współczesnej Ameryki, nie mają do powiedzenia absolutnie nic.

Senior rodu był facetem, który właściwie wprowadził reklamę do świata medycznego; wcześniej łączenie tych dwóch światów było nie do pomyślenia. To on jest odpowiedzialny za promocję i wielką karierę Valium w USA. Dzięki lobbingowi wielkich amerykańskich firm farmaceutycznych, lekarze wprowadzili tzw. skalę bólu od 0 do 10, gdzie dąży się do całkowitej eliminacji bólu. Jeśli coś cię boli, przepiszą ci OxyContin i po sprawie. Witaj w krainie tęczy, możesz z niej już nie wrócić. Nota bene, pierwszym lekiem, na którym Sacklerowi zrobili miliony był MS-Contint, silny lek przeciwbólowy podawany pacjentom hospicjum umierającym na raka. Lek był zajebisty, bo działał jak marzenie. Problem polegał na tym, że kończył się na niego patent, więc trzeba było wymyślić coś nowego… Największa pomyłka przy obmyślaniu OxyContin to przeoczenie problemu uzależnienia, które nie miało znaczenia dla umierających w hospicjum. Innym „genialnym” produktem firmy jest Fentanyl, syntetyczny opioid, sto razy silniejszy niż morfina. Fentanyl robi furorę na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych…

Najgorsze jest to, że nie można tak po prostu odciąć ludzi od opioidów. Wtedy zostanie im tylko heroina. Jedynym wyjściem są kuracje odwykowe, na które oczywiście nie ma pieniędzy. Mimo deklarowanego „stanu pogotowia”, administracja Trumpa póki co nie przeznaczyła żadnych funduszy na leczenie uzależnionych. Zamiast tego próbuje zabrać ludziom ubezpieczenie zdrowotne (Obamacare), które mogłoby im pomóc w znalezieniu pomocy. W międzyczasie w Waszyngtonie przygotowuje się wielką ustawę podatkową, która ma zmniejszyć podatki dla bogatych i koncernów.

Oceń treść:

Average: 5.8 (5 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Pozytywne przeżycie
  • Trichocereus Pachanoi (San Pedro)
  • Tytoń

całonocna ceremonia z szamanem- około 25 osób w jednej sali

Jakiś tydzień temu byłem właśnie w ważnym okresie przejściowym i medytowałem sobie na trawce "co dalej"...

Zadzwonił kolega- "za 3 dni szaman z Chille robi ceremonię"...

Pomyślałem : "to może być OK" i szybko sprawdziłem w internecie kto to taki...

Wygladało  sympatycznie, więc zgłosiłem swój udział.

Poczułem energię i pojechałem wcześniej na miejsce ceremonii by pomóc w przygotowaniach.

  • Marihuana

Pewnego pieknego wieczoru w ostatni dzien szkoly zaraz przed feriami

(godzina okolo 16, bylo ciemno) z kolegami postanowilismy troche

poswietowac. Troche sie balem bo bylem ostatnio mocno chory, antybiotyk

skonczylem brac 3 dni przed (nie pamietam co to bylo) i slyszalem ze

mieszanka antybiotyk + alkohol (najczesciej ) = nie wydolnosc serca,

lub tez brak przytomnosci.


Mimo to poszlismy w nasze ulubione miejsce, opuszczony dom dzialkowy ,

  • Marihuana

Był to piątek, ostatni dzień przed świętami. dawno nie paliłem a przez święta nie było by mi dane zapalić, więc postanowiliśmy z kumplami spalić się w ten dzień. POmine co było na początku (ni opowiem m.in. o pijanym koledze na polskim :)) Przejde do opisuj mojej paranoi :)





Paliłem wtedy dwa towary.... Jeden taki sprasowany, doskonały, świetnie się paliło i świetnie fazowało :)). Potem taki pył marihuanowy, ale to była mj na bank. Kumple ten pył palili więc materiał był sprawdzony.....



randomness