REKLAMA




Na razie głównie bezradność

"Szkoła wolna od narkotyków" - czy akcja Barbary Labudy ma ręce i nogi?

Anonim

Kategorie

Źródło

Nowe Państwo

Odsłony

2881

Warszawskie liceum, jedno z gorszych. Uczeń drugiej klasy. Zdolny, ale wagaruje. Wiecznie się awanturuje. Z nauczycielami, z rówieśnikami. Nauczyciel biologii podejrzewa, że przyczyną są narkotyki. Próbuje rozmawiać z matką ucznia. - To niemożliwe - matka nie wierzy lub tylko broni syna. - On taki wrażliwy.

Wychowawca nie chce kłopotu. W środku roku wyrzuca ucznia ze szkoły. Biolog próbuje jeszcze ratować sytuację, sugeruje rozmowę, odwyk. Wychowawca nie chce słuchać. Uczeń wylatuje ze szkoły za... wagary

- Powinien był zareagować także pedagog szkolny - tłumaczy biolog - ale on lubi sobie popić, więc zajmuje się głównie sobą.

Ta szkoła ma jeszcze kilka historii związanych z narkotykami. Kiedyś uczennica po odwyku przyznała wychowawczyni: - I pani, i ja wiemy, co się działo..., starannie omijając słowo "narkotyk". Chodziła już wtedy do innej szkoły. O kłopotach kolejnego ucznia poinformował nauczyciela kolega. - Pani profesor, ten to ćpał... Za późno, uczeń już dawno porzucił szkołę.

- Narkotyki są problemem, i to właściwie w każdej szkole - przyznają nauczyciele. - Nie zawsze jednak dyrektor chce się do tego przyznać, wychowawca nie chce kłopotu, a kuratorium się cieszy, że szkoły mu podległe są tak doskonałe.

Rodzice, psychologowie, nauczyciele... wszyscy się zgadzają, że narkotyki są problemem dla młodzieży i trzeba coś z tym zrobić. Zorganizowana przez Barbarę Labudę, minister w kancelarii prezydenta, akcja Szkoła wolna od narkotyków podgrzała atmosferę dyskusji wokół tego, jak to zrobić.

Donos czy przysługa?

Jeśli wiesz, że ktoś używa narkotyków, powiadom dorosłą osobę, do której masz zaufanie i wiesz, że będzie wiedziała, co robić - czytamy w ulotce skierowanej przez minister Labudę do uczniów. Nie bierz na swoje sumienie zatajenia informacji, że ktoś bierze narkotyki. Dla dobra koleżanki lub kolegi, nawet wbrew jej woli, powiedz od razu rodzicom, zaufanemu nauczycielowi lub pedagogowi szkolnemu. Nie zwlekaj.

- To propozycja donosu - argumentują psychologie przeciwni programowi. - Przecież uczeń na ucznia nie doniesie - dziwią się nauczyciele. Uczniowie przyznają: nie ma zwyczaju przekazywania takich informacji dorosłym.

- Przesada - ripostuje dyrektor renomowanego warszawskiego liceum. - Gdyby nie uczniowie, nigdy bym się nie dowiedziała, że jest ktoś, komu trzeba pomóc.

- To przypadek, że informacja dotarła do dyrekcji - odpowiadają sceptycy. - Reguła temu przeczy.

Jeden za wszystkich

Jeśli mają rację ci ostatni, na pewno nie pomoże kolejne zdanie broszury: Pamiętaj, zażycie przez ucznia narkotyku nie musi oznaczać, że będzie on za to usunięty ze szkoły. Wychowawca może zaproponować mu umowę: zostajesz w szkole, ale zachowujesz abstynencję, uczysz się, nie wagarujesz i chodzisz do terapeuty.

- Donos nie musi oznaczać wyrzucenia ze szkoły, ale może. Taki jest sens tego zdania - tłumaczy Janusz Sierosławski, socjolog z Instytutu Psychiatrii i Neurologii od lat zajmujący się problemami narkomanii wśród młodzieży. - Jak wielka odpowiedzialność spada na ucznia, który ma poinformować nauczyciela o problemie kolegi.

- Doprowadzi do wyrzucenia jednego, ale uratuje dziesięciu - broni się koordynatorka programu w kancelarii prezydenta Beata Sędłak. - Oczywiście, jeśli do regulaminu szkoły wpisano taką sankcję, dyrektor może wyrzucić ucznia.

- Problem został źle postawiony - odpowiada Janusz Sierosławski. - Zamiast sygnału: źle robisz i poniesiesz za to karę, akcent powinniśmy położyć na: masz problem, chcemy ci pomóc. To są ludzie, którym trzeba pomóc, a nie stosować represje.

- W Szwecji to normalne, że uczeń informuje nauczyciela o narkotykowym problemie swojego kolegi. Przecież chce mu w ten sposób pomóc - broni się Beata Sędłak. - Oczywiście, potrzeba wiele czasu, zanim powielą to polskie szkoły. Nasza akcja to początek. Zdajemy sobie sprawę, że zmiana mentalności to proces i nie można liczyć na szybkie efekty.

Przeciwnicy programu odpowiadają: pomysł, żeby dzieci donosiły, prócz tego, że jest moralnie wątpliwy, powiększa przepaść między dziećmi i dorosłymi oraz rozbija wewnętrznie grupę.

Uważaj, to bezwzględni ludzie!

Kolejny postulat ulotki pomysłu kancelarii prezydenta głosi: Informacje o handlu i nakłanianiu do brania powinny dotrzeć do osoby dorosłej, której ufasz i która będzie wiedziała, jak dalej postąpić. [...] Zachowaj jednak ostrożność, nie nagłaśniaj tego, co powiedziałeś, uważaj, handlarze narkotyków są ludźmi bezwzględnymi.

- Oni boją się mówić o tym, że ktoś bierze. Trudno liczyć na informacje o handlarzach - podsumowuje nauczyciel z podrzędnego liceum.

- Udało mi się wyrzucić dilera tylko dlatego, że wskazał go uczeń - odpowiada dyrektor dobrej szkoły. - Nie wahałam się ani chwili. Wiedziałam, że w ten sposób ratuję dziesięciu innych.

- To kwestia świadomości i respektowania norm obyczajowych - przyznaje Sierosławski. - Tam, gdzie jest wysoka, łatwiej o dojrzałą postawę.

- Dlaczego młodzież nie chce poinformować nauczyciela? - dziwił się 6 września w telewizyjnym Rowerze Błażeja Andrzej Pągowski, jeden z inicjatorów akcji - skoro to takie samo przestępstwo, jak pobicie czy kradzież samochodu. W tym przypadku młodzież nie widzi niczego nagannego w poinformowaniu o tym nauczyciela czy rodzica.

Adwersarze odpowiadają: to demagogia. W przypadku kradzieży czy pobicia jest społeczna zgoda normy prawnej i obyczajowej. Jeśli za prawem nie idą normy obyczajowe, to prawo jest fikcją. Doskonałym przykładem jest norma prawna zakazująca sprzedaży alkoholu nieletnim. Powszechnie łamana.

Wolno palić

Badania wskazują, że młodzież zdaje sobie sprawę z konsekwencji nadużywania narkotyków. Dlaczego więc tak trudno dorosłym przebić się z pomocą? Opublikowany przez Instytut Spraw Publicznych raport Uczniowie i nauczyciele o stylach życia młodzieży i narkotykach nie pozostawia wątpliwości: postawa młodzieży niechętna dorosłym to już nie młodzieńczy bunt.

To przebywanie w zupełnie innych światach, nie mających ze sobą styczności. Generalnie w postrzeganiu narkotyków przez młodzież obecne są zawsze dwa elementy - czytamy w raporcie - pozytywny (przyjemność, lepsze samopoczucie, nowe wrażenia), decydujący o ich atrakcyjności, i negatywny - w postaci zagrożeń konsekwencjami, głównie zdrowotnymi.

Nikomu z młodych narkotyk nie kojarzył się z substancją nielegalną. Byli za to zgodni co do tego, że alkohol, papierosy i narkotyki mogą być równie szkodliwe, niezależnie od ich statusu prawnego.

Inaczej dorośli: Dla większości narkotyki z jednej strony i alkohol oraz tytoń - z drugiej - to jakościowo różne sprawy - czytamy w raporcie. - Wprawdzie zarówno picie alkoholu, jak i palenie tytoniu jest w przypadku niepełnoletnich niedopuszczalne, to jednak łamanie tej normy oznacza tylko trochę wcześniejsze wykroczenie w świat zachowań aprobowanych społecznie. Sięganie po narkotyk jest zaś zachowaniem, na które nigdy nie będzie przyzwolenia. Paradoksalnie, zagrożenie narkotykami powoduje atmosferę przyzwolenia ze strony części wychowawców do picia przez ich podopiecznych.

Patologia czy banał?

Kolejne nieporozumienie pokoleniowe: dorośli są przekonani, że branie narkotyków zawsze jest skutkiem patologii. Poszukują oni przyczyn nadzwyczajnych, nie są w stanie pojąć, że narkotyki w świecie młodych są czymś normalnym, a dla ich spróbowania nie są potrzebne ani nadzwyczajne uzasadnienia, ani szczególne okoliczności. Wychowawcom nie starcza wyobraźni, by pojąć, że normalny, dobry uczeń o prawidłowych relacjach z rodzicami bez żadnego nadzwyczajnego powodu, ot, tak dla zabawy, mógłby sięgnąć po narkotyk.

Dorośli akcentują związek narkotyków z subkulturami. Młodzież szeroko otwiera oczy. - Oczywiście, że tak może być, ale nie jest to żaden wyznacznik.

Efektem takiego postrzegania przez dorosłych problemu brania narkotyków jest przekonanie, że każdy, kto spróbował, to narkoman.

- Nie mogę się przyznać mamie, że przypaliłem parę razy skuna, bo by mnie wysłała na odwyk - tłumaczy jeden z uczniów. - Taka etykietyzacja jest niebezpieczna - tłumaczą psychologowie. - Wrzucanie do jednego worka tych, którzy eksperymentują, nadużywają i już uzależnionych.

Pogadanka, czyli śmiech na sali

Kolejna propozycja programu Labudy i kolejna kontrowersja. Czy ma sens organizowanie w klasie pogadanek na temat szkodliwości narkotyków

- Oczywiście, że ma - twierdzą zwolennicy programu. - To jedna z wielu możliwości informowania o problemie, a my jesteśmy na etapie uświadamiania wszystkim, że taki problem w ogóle istnieje.

- Czas takich pogadanek już minął - ripostują przeciwnicy. - W klasie są tacy, dla których narkotyki to codzienność, tacy, którzy kiedyś eksperymentowali, i tacy, którzy jedynie o tym słyszeli. Trudno w taki sposób dotrzeć do tych, którzy potrzebują pomocy. Dla jednych taka pogadanka to dziecinada, dla innych być może instruktaż.

Podstawowe zastrzeżenia formułowane przez młodzież w wywiadach to brak szczerej dyskusji na temat narkotyków w atmosferze partnerstwa oraz powierzchowność przekazywanej wiedzy - podsumował problem raport Instytutu Spraw Publicznych.

Autorzy programu Szkoła wolna od narkotyków argumentują: dużym sukcesem jest już fakt, że udało się zwrócić uwagę na problem. Dwa lata temu było z tym znacznie gorzej. Prośba o informowanie nauczycieli czy pogadanki w klasie to jedynie jedna z wielu propozycji. Zdajemy sobie sprawę z dwóch rzeczy: wiele zależy od dyrektora szkoły i dużo potrzeba czasu, zanim program przyniesie efekty.

Krytycy odpowiadają: do młodzieży trzeba podejść z wyciągniętą ręką i chęcią pomocy, a nie świętą krucjatą. W programie brakuje szacunku dla młodych ludzi. Jest propozycja działania w myśl zasady: my, dorośli wiemy lepiej. Tymczasem młodzież czuje, że dorośli zakazują różnych rzeczy, a nie wiedzą, o co chodzi. Bez zrozumienia problemu nie poradzimy sobie z nim, bo nie dotrzemy do młodych. Ogólne hasło walki z nałogiem jest nie do wygrania. Kancelaria prezydenta, jeśli chce pomóc, powinna najpierw starać się zrozumieć.

Psychoterapeuci przyznają, że w Polsce jest już całkiem rozwinięta sieć pomocy uzależnionym czy też poważnie nadużywającym. Z profilaktyką też jest coraz lepiej. Najgorzej z dotarciem do tych, którzy eksperymentują.

— Tymczasem oni też potrzebują pomocy - przekonuje Janusz Sierosławski. - Wpadanie w nałóg to proces, na etapie eksperymentów waży się, czy ktoś jeszcze będzie sięgał po narkotyk, czy już nie.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne


specyfik: pół opakowania suszonych meksykańskich psylocybków

exp: powój, dxm, benzydamina, san pedro, salvia i inni.

miejsce i czas: Amsterdam, cały trip w okolicach Dam.

dramatis personae: ja, R., jego dziewczyna i jej siostra A.




  • 4-HO-MET

Nastrój świetny, piękna pogoda, natura, przyroda, spokojne miejsce,. Idealny moment na psychodeliki.

To moje drugie podejście do 4-HO-MET i do pisania tripraportu o tej substancji. Nie byłam szczególnie zachwycona pierwszym zażyciem, było to 25 mg, ale sytuację zapamiętam jako rzecz przyjemną i miłą. Tyle, że nie tak głęboką jak po LSD.  Bardzo dużo radości, śmiechu, jak po gandzi, ale troszkę bardziej duchowo-energetyczne doznanie.

To było w marcu. Od tamtej pory prócz marihuany i raz amfetaminy nie było nic, aż znalazł się dostęp do 4-HO-MET. Zakupiłam od razu 250 mg, na pół z współlokatorką. Konsystenacja mąki, tak zwany fumaran, czyli biały, drobny pyłek/proszek. 

  • Benzydamina

[tekst ten jest publikowany w takiej formie, jakiej go otrzymaliśmy, żadne błędy nie zostały poprawione. Chcemy pokazać jak ten środek wpływa na zdolności manualne - red. neurogroove]