REKLAMA




Na hajowym biegu

Po polskich drogach jeżdżą tysiące odurzonych narkotykami piratów

Anonim

Kategorie

Źródło

Przegląd
Marcin Ogdowski

Odsłony

3846
Narkotyki i środki odurzające powodują odmienne reakcje. Każda z nich jednak - jeśli zażywającym jest kierowca - może spowodować tragiczne konsekwencje.

Był wczesny majowy wieczór. 22-letniego Mariusza G. zatrzymano w centrum Człuchowa, niewielkiej miejscowości w Pomorskiem. A właściwie chłopak sam się zatrzymał. Na latarni, po uprzednim zaliczeniu kilku innych lamp. Policyjny patrol z trudem wyciągnął mężczyznę z rozbitego auta. Gdy ten znalazł się na zewnątrz, policjanci nie kryli zdumienia - młodzieniec nie odniósł nawet najmniejszych obrażeń. Jednak w większą konsternację wprawił funkcjonariuszy wynik badania na alkoteście - żadnych, choćby śladowych ilości alkoholu.

Dopiero badanie krwi wyjaśniło przyczyny zachowania kierowcy. Mariusz G., nim usiadł za kółkiem, zażył znaczną dawkę amfetaminy. Wyrokiem sądu stracił prawo jazdy i tylko dzięki dobrej opinii nie trafił do więzienia.

Ślina, mocz i krew

Pod koniec lipca br. weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia "w sprawie wykazu środków działających podobnie do alkoholu oraz sposobu przeprowadzania badań na ich obecność". Jego przygotowanie zajęło resortowi sześć lat, niekompletne - właśnie z braku wspomnianego rozporządzenia - prawo o ruchu drogowym funkcjonuje już od 1997 r.

Zdaniem policjantów, był to jeden z najbardziej wyczekiwanych przepisów. Dzięki niemu łatwiej o przewidziane w kodeksach karnym i wykroczeń jednakowe traktowanie kierowców jeżdżących pod wpływem alkoholu i narkotyków. Dotychczas bowiem brakowało jednoznacznej definicji narkotyków(!). Dziś już wiadomo, iż za takie uważa się m.in. opiaty, amfetaminę, marihuanę, haszysz, kokainę oraz środki nasenne zawierające cyklobarbital. Do tej pory policjanci zmuszeni byli od razu zabierać podejrzanego o jazdę pod wpływem narkotyków na badanie krwi. W myśl nowych przepisów, zatrzymany kierowca musi poddać się badaniu na testerze śliny. Badania moczu i krwi mają być stosowane w dalszej kolejności, przy niejednoznacznych wynikach pierwszego testu.

Uszczelnienie przepisów to krok naprzód, jednak czy rzeczywiście zagrożenie ze strony odurzonych narkotykami kierowców jest na naszych drogach duże?

Powozy królów poboczy

- W niektórych landach niemieckich dwie trzecie wszystkich zatrzymanych prowadzących pod wpływem niedozwolonych środków to kierowcy, którzy wcześniej zażyli narkotyki - mówi komisarz Marcin Flieger z Zarządu Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. - W naszych statystykach nie ma rozróżnienia na prowadzących pod wpływem alkoholu i pod wpływem narkotyków. Ale gdyby przyjąć niemieckie standardy, oznaczałoby to co najmniej kilkadziesiąt tysięcy kierowców rocznie jeżdżących na haju. A mówimy tu wyłącznie o tych ujawnianych w trakcie policyjnych kontroli.

Zdaniem policjantów z Komendy Stołecznej Policji, zjawisko jazdy na haju nie jest u nas tak powszechne jak za zachodnią granicą. Jednak narastająca wśród młodzieży moda na branie narkotyków siłą rzeczy wpływa również na sytuację na ulicach. Zwłaszcza w dużych aglomeracjach.

Ale i na prowincji kierowcy coraz częściej sięgają po mocniejsze używki, czego najlepszym przykładem jest historia z Człuchowa.

Włos się jeży

Anna Radomska z Komitetu ds. Przeciwdziałania Narkomanii przyznaje, że odurzeni kierowcy to w naszym kraju spory problem. Na dowód przytacza dane - dużo bardziej precyzyjne niż te, którymi dysponuje policja. - Zjawisko jazdy po zażyciu narkotyków, najczęściej marihuany, dotyczy 1,2% wszystkich kierowców w Polsce - mówi. - W przybliżeniu daje to 175 tys. niezwykle niebezpiecznych piratów drogowych.

Policjanci uważają, że nowe przepisy, choć potrzebne, są dalekie od doskonałości, nie określają bowiem dopuszczalnych norm zawartości substancji narkotycznych w organizmie. Jednak nie jest to bynajmniej wina autora rozporządzenia. W przeciwieństwie do alkoholu w przypadku narkotyków - kilku mocno zróżnicowanych odmian - nie sposób ustalić jednoznacznych i standaryzowanych granic akceptowanego wpływu. Jak zatem przy braku wyrazistych norm radzą sobie policjanci?

- Samo wykrycie obecności narkotyków w organizmie kierowcy traktowane jest jak wykroczenie - tak jak przekroczenie 0,2 promila w przypadku alkoholu - tłumaczy Marcin Flieger. - Jeżeli dodatkowo biegli stwierdzą, iż zażycie narkotyku miało wpływ na sposób prowadzenia pojazdu, wówczas mówimy już o przestępstwie.

Brzmi to dość rozsądnie, lecz na razie policjantom... brakuje testerów śliny.

- Mamy rok na ich zakup - usłyszałem w logistyce KGP. - W tej chwili szukamy odpowiedniego modelu i dostawcy.

Zatem policjantom z drogówki pozostaje obecnie tylko ocena zatrzymanego kierowcy na oko. I w razie wątpliwości dowiezienie go na pobranie krwi. Pociesza jedynie, że w odróżnieniu od sytuacji sprzed kilku lat, a nawet miesięcy wspomniane oko jest dziś dużo sprawniejsze.

Wysoka skuteczność

- Jeszcze przed wydaniem odpowiedniego rozporządzenia, jesienią zeszłego roku, rozpoczęliśmy szkolenia dla drogówki - mówi Marcin Flieger. - W Centrum Policji w Legionowie pracownicy ośrodków zajmujących się zwalczaniem narkomanii uczyli policjantów rozpoznawać zachowania charakterystyczne dla odurzonych narkotykami. Również w takim zakresie, by już po sposobie prowadzenia auta mogli trafnie ocenić, czy kierowca coś brał. W tej chwili w mniejszych województwach większość funkcjonariuszy ma już takie przeszkolenie za sobą. We wrześniu ruszą kolejne kursy, na których przeszkolonych zostanie kilkuset funkcjonariuszy, głównie z większych województw.

W niemieckim Zagłębiu Saary, gdzie problemem odurzonych narkotykami kierowców lokalne władze zainteresowały się przed 10 laty, policjanci doszli już do sporej wprawy. Na 100 zatrzymań podejrzanie poruszających się aut 98 okazuje się uzasadnionych. Oby i nasi policjanci jak najszybciej zaczęli wykazywać taką samą skuteczność. Na pewno nie będzie łatwo - poza testerami śliny ich niemieccy koledzy mają do dyspozycji przenośne testery moczu. A w razie potrzeby nie muszą wieźć kierowcy do najbliższego szpitala, by pobrać mu krew. Specjalne ruchome ambulatorium samo podjeżdża do stojącego przy szosie radiowozu.



Kierowca pod wpływem Narkotyki i środki odurzające powodują odmienne reakcje. Każda z nich jednak - jeśli zażywającym jest kierowca - może spowodować tragiczne konsekwencje.

Marihuana - zewnętrznymi objawami jej zażywania są: gadatliwość, wesołkowatość, ogólne podniecenie oraz zaczerwienienie białek oczu. Popularna maryśka tuż po przypaleniu powoduje nadczynność psychoruchową, co w przypadku kierowcy może rodzić chęć jak najszybszej jazdy. Przy tym, niestety, mało skoordynowanej (efekt rozbieganych myśli i niemożności koncentracji), mającej niewiele wspólnego z zasadami ruchu drogowego.

Amfetamina - wywołuje łatwo dostrzegalną nerwowość. Fizyczne dowody jej zażycia to przede wszystkim rozszerzone źrenice, w nikłym tylko stopniu reagujące na światło. Narkotyki z grupy amfetamin dają zażywającemu nadmierne poczucie pewności siebie, innym razem powodują ataki nieuzasadnionego lęku. Tymczasem zarówno pędzący na złamanie karku wariat za kierownicą, jak i reagujący panicznie na najdrobniejsze incydenty na drodze kierowca stanowią jednakowe zagrożenie.

Opiaty (morfina, heroina, kodeina, metadon) - zażywającego demaskują: płytki oddech, nadmierna potliwość, drapanie na skutek swędzenia skóry oraz szpileczkowate źrenice i opadające powieki. W przypadku kierowcy najniebezpieczniejszą konsekwencją zażycia opiatów jest trudna do opanowania senność oraz towarzyszące jej objawy - spóźniony refleks i zbyt wolno następująca ocena sytuacji.

Ecstasy - pigułka zawierająca silnie stężony narkotyk wywołuje wyjątkowo silne pobudzenie utrzymujące się przez kilka godzin. Czasem jednak efektem jej zażycia jest brak koordynacji ruchowej. Amatora ecstasy można poznać po rozszerzonych źrenicach. Jeśli jest kierowcą, droga staje się dla niego swoistym torem przeszkód, który - bez względu na utrudnienia (czytaj: innych uczestników ruchu) - należy pokonać...

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Daft (niezweryfikowany)
&quot;Popularna maryśka tuż po przypaleniu powoduje nadczynność psychoruchową, co w przypadku kierowcy może rodzić chęć jak najszybszej jazdy. &quot; <br> <br>Hmmm.....to co ja do tej pory paliłem ? <br>Wg mnie jeździ się o wiele bezpieczniej, bo po co przekraczać 60km/h, skoro tak też jest fajnie ? ;-) <br>Same reakcje zupełnie w normie, a nawet nieco bardziej skupiony jestem, tak na wszelki wypadek (co za zwrot :P). <br>W moim przypadku powinni zabronić jazdy na trzeźwo hehe <br>Są trasy, na których po trawce jadę nie więcej niż 60, a na trzeźwo 140 to norma.
macthc (niezweryfikowany)
no tak zapomniałem powiedziec.....zjaranym jeździć na rowerze to taka wspaniała zajawa ze az nie wiem jak to opisac słowami (proponuje po mieście i las) nie pożałujecie
Misiek (niezweryfikowany)
U mnie tak samo - poza tym na trzeźwo nigdy nie zatrzymuję się do kontroli jeśli jadę za szybkooooo :) Po trawie się boję uciekać...
fAtUM (niezweryfikowany)
tyle razy jeździłm ze zjaranymi kupmlami za kółkiem i jakos nie zauwazyłem wtedy u nich zadnych tendencji do przekraczania dozwolonej prędkości..raczej tak jak zjaranym pasażerom wkrecała im sie ta jazda i dodatkowo muzyka w aucie ze jechali spokojnie i uważnie......jak zwykle ktos pisze głupoty....mam pytanie czy słyszeliscie zeby ktos po zajebaniu se w kabel hery prowadził samochód??
Skoczek (niezweryfikowany)
Zgadzam się w 100 %. Jak jade zjarany to wole uważać. Wydaje mi się że bardziej odczuwam prędkość i konsekwence mojej jazdy. Na trzeźwo to hulaj dusza piekła nie ma im szybciej tym lepiej, adrenalinka dostarcza więcej przyjemnych emocji.
Andrzej Lepper (niezweryfikowany)
nie bierzta tych chłoernych dragów! Bójta sie Boga! Nie bierzta ich! Ino mnie wszytko dejta...
.chudy. (niezweryfikowany)
a ja jeszcze prawka nie mam :( więc po trawie auta nie prowadziłem, ale rower to już co innego :-)
fAtUM (niezweryfikowany)
no tak zapomniałem powiedziec.....zjaranym jeździć na rowerze to taka wspaniała zajawa ze az nie wiem jak to opisac słowami (proponuje po mieście i las) nie pożałujecie
osa (niezweryfikowany)
&quot;Wariat &quot;, &quot;Niezwykle niebezpieczny pirat drogowy &quot; Nawet nie bede tego komentowal..
behind (niezweryfikowany)
fajnie, tylko ze THC itp utrzymuje sie we krwi sporo czasu, jak panowie dowiada ze akurat cpalem cos przed jazda
jhjkklkl (niezweryfikowany)
Nie musze chyba nikomu pisac ze po ganji stany pobudzenia wystepuja raczej zadko. Choc akurat dziwnym zrzadzeniem losu ostatnio palilem takiego skuna ktory wlasnie pobudza(no, ale wyjatek potwierdza regule). To jest to pierwsza taka ganja a spalilem setki dziekci. Moge wic powiedziec bez sprzecznosci, ze po paleniu czlowiek sie raczej uspokaja. A predkosc z jaka sie jedzie wydaje sie duzo wieksza niz w rzeczywistosci. Mi sie zawsze wprost wydaje ze popierdalam jak szalony a jak popatrze na licznik to az sam sie sobie dziwie ze sie tak wloke. Palenie wg mnie nie wplywa negatywnie na prowadzenie. Moze jak sie ktos przepali. Ale tylko 2 razy mialem tak zebym nie byl w stanie prowadzic po paleniu. I to po spaleniu naprawde duzej ilosci. To raz. Dwa to to ze powiem szczerze ze jakos nie pamietam jak maja inni, ale ja po amfie mam oczka malutkie jak glowka od szpilki. Owszem po siupie nie jest trudno o przecenianie swoich mozliwosci. Ja np. mialem jechac do zakopca ale sie tak spalilem ze nie bylbym w stanie to sobie siupnolem zeby sie otrzezwic. Jednak po tym jak scigajac sie z innym autem ucieklem na centymetry przed koncem drogi wjezdzajac na jego pas i przejechalem z pichami caly most po 20 cm miedzy rusztowaniem a tramwajem 2 kumpli zrezygnowalo z dalszej podrozy. Z jednej strony pewnie nie zaczol bym sie tak zaparczywie scigac na trzezwo. Ale z drugiej jak bym juz zaczol to na trzezwo na stowe nie wykonal bym tak precyzyjnie i szybko wszystkich manewrow. A napewno nie utrzymalbym auta jadacego poslizgiem pomiedzy tramwajem a rysztowaniem bo na trzezwo nawet sie tam nigdy nie wpychalem bo uznawalem ze sie moge nie zmiescic :) <br>Wszystko ma wiec swoje zalety i wady. No po pigulach sa troche reakcje opoznione. Koordynacja nie ta. I jezdzi sie od lewej do prawej bez swiadomosci tegoze sie co chwila zjezdza kolami na pobocze, ale da sie jezdzic bez trudu. Za to podziwiam ludzi ktorzy wsiadaja do auta po dobrym kwasie bo ja bym kiklku kilometrow nie ujechal. I nie mam zamiaru nigdy probowac. A poza tym to najciezej sie jezdzi wq mnie zalanym. Moze nie najciezej ale napewno najmniej bezpiecznie. Ostatecznie nie bedziecie mieli nigdy tylu testow ile jest narkotykow. A jesli to wyjda odmiany przez nie nie wykrywane. Wiec po co sie meczyc z tym testami. Dajcie sobie na wstrzymanie. Lepiej zadbajcie o to zeby ludzie poprowili swoje umiejetnosci kierowcze. Bo nawet zajebany dobry kierowca stwarza mniejsze zagrozenie na drodze niz ledwowidzacy 80 staruszek, czy jakas kobietka ktora blokuje drogi bo sie boi wyjechac z ulicy podporzadkowanej, podczas kiedy kazdy by juz 10 x wyjechal. A nie musze chyba pisac jak jest wkurzajace jak ktos sie wlecze 40 na godzine w dodatku lewym pasem obok nie gorszego z prawej. A ty masz pusta droge przed soba a jestes juz spozniony do pracy. Wtedy nie ciezko o zdenerwowanie i popelnienie jakiejs gafy prubujac ominac frajerow. To tyle o dragach. Ale nic chyba nie sprawia takiego niebezpieczenstwa na drodze jak kierowcy po kilku nieprzespanych nocach. Co im mozna zrobic?? Macie testy na zmeczenie??? <br>Sam jechalem tak spory kawalek i wiele z tej drogi nie pamietam, ale wiem ze zdecydowanie bezpieczniej bym jechal gdybym sobie rzachnal amfy przed droga.
yupiter (niezweryfikowany)
Jezdzilem sobie dziesiatki razy zacpany w 4 dupy(max byl po paru pixach- nie pamietam ilu, paru browarach i jednoczesnie caly czas panac ganje,)I najgorsza rzecza jaka mi sie przytrafila bylo wgniecenie miski na przejezdzie kolejowym :) Ale to nie moja wina, ze na polskich drogach sa takie wertepy. A wpieprzyl mi sie na czolowe koles jadacy po paru browarach 1.5 promila mial. Wiec duzo zalezy od tego czy czlowiek umie sie kontrolowac. Nie potrzeba dragow zeby kogos zabic a przeciez nikt nie mysli o delegalizacji alkocholu. Mozna jechac w naprawde zlym stanie rownie dobrze co na trzezwo tylko trzeba zachowa odpowiednie sirodki ostroznosci. Jak ktos tego nie potrafi to stwarza zagrozenie i na trzezwo! A skoro sa alkomaty to lepiej jest sie nacpac i siasc za kierownica niz po piwie. To jest chore, ale sami do tego doprowadzacie. Moim zdaniem bylo by o wiele mniej cpunow na drogach jak i pijakow gdyby mozna bylo sobie jechac na legali po 3 piwach. A jak po piwie nie mozna to jak sie juz napijesz to co za roznica czy wypiles piwo czy flaszke. Kara taka sama. A powiedz dziecku ze nie wolno to wlasnie to zrobi.Nie musisz rozumiec ostatniego zdania. Nie wszyscy sa w koncu geniuszami:)
yupiter (niezweryfikowany)
Nie musze chyba nikomu pisac ze po ganji stany pobudzenia wystepuja raczej zadko. Choc akurat dziwnym zrzadzeniem losu ostatnio palilem takiego skuna ktory wlasnie pobudza(no, ale wyjatek potwierdza regule). To jest to pierwsza taka ganja a spalilem setki dziekci. Moge wic powiedziec bez sprzecznosci, ze po paleniu czlowiek sie raczej uspokaja. A predkosc z jaka sie jedzie wydaje sie duzo wieksza niz w rzeczywistosci. Mi sie zawsze wprost wydaje ze popierdalam jak szalony a jak popatrze na licznik to az sam sie sobie dziwie ze sie tak wloke. Palenie wg mnie nie wplywa negatywnie na prowadzenie. Moze jak sie ktos przepali. Ale tylko 2 razy mialem tak zebym nie byl w stanie prowadzic po paleniu. I to po spaleniu naprawde duzej ilosci. To raz. Dwa to to ze powiem szczerze ze jakos nie pamietam jak maja inni, ale ja po amfie mam oczka malutkie jak glowka od szpilki. Owszem po siupie nie jest trudno o przecenianie swoich mozliwosci. Ja np. mialem jechac do zakopca ale sie tak spalilem ze nie bylbym w stanie to sobie siupnolem zeby sie otrzezwic. Jednak po tym jak scigajac sie z innym autem ucieklem na centymetry przed koncem drogi wjezdzajac na jego pas i przejechalem z pichami caly most po 20 cm miedzy rusztowaniem a tramwajem 2 kumpli zrezygnowalo z dalszej podrozy. Z jednej strony pewnie nie zaczol bym sie tak zaparczywie scigac na trzezwo. Ale z drugiej jak bym juz zaczol to na trzezwo na stowe nie wykonal bym tak precyzyjnie i szybko wszystkich manewrow. A napewno nie utrzymalbym auta jadacego poslizgiem pomiedzy tramwajem a rysztowaniem bo na trzezwo nawet sie tam nigdy nie wpychalem bo uznawalem ze sie moge nie zmiescic :) <br>Wszystko ma wiec swoje zalety i wady. No po pigulach sa troche reakcje opoznione. Koordynacja nie ta. I jezdzi sie od lewej do prawej bez swiadomosci tegoze sie co chwila zjezdza kolami na pobocze, ale da sie jezdzic bez trudu. Za to podziwiam ludzi ktorzy wsiadaja do auta po dobrym kwasie bo ja bym kiklku kilometrow nie ujechal. I nie mam zamiaru nigdy probowac. A poza tym to najciezej sie jezdzi wq mnie zalanym. Moze nie najciezej ale napewno najmniej bezpiecznie. Ostatecznie nie bedziecie mieli nigdy tylu testow ile jest narkotykow. A jesli to wyjda odmiany przez nie nie wykrywane. Wiec po co sie meczyc z tym testami. Dajcie sobie na wstrzymanie. Lepiej zadbajcie o to zeby ludzie poprowili swoje umiejetnosci kierowcze. Bo nawet zajebany dobry kierowca stwarza mniejsze zagrozenie na drodze niz ledwowidzacy 80 staruszek, czy jakas kobietka ktora blokuje drogi bo sie boi wyjechac z ulicy podporzadkowanej, podczas kiedy kazdy by juz 10 x wyjechal. A nie musze chyba pisac jak jest wkurzajace jak ktos sie wlecze 40 na godzine w dodatku lewym pasem obok nie gorszego z prawej. A ty masz pusta droge przed soba a jestes juz spozniony do pracy. Wtedy nie ciezko o zdenerwowanie i popelnienie jakiejs gafy prubujac ominac frajerow. To tyle o dragach. Ale nic chyba nie sprawia takiego niebezpieczenstwa na drodze jak kierowcy po kilku nieprzespanych nocach. Co im mozna zrobic?? Macie testy na zmeczenie??? <br>Sam jechalem tak spory kawalek i wiele z tej drogi nie pamietam, ale wiem ze zdecydowanie bezpieczniej bym jechal gdybym sobie rzachnal amfy przed droga.
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne
  • Marihuana

Już nie pamiętam kiedy się zaczęło, jedyne co udaje mi się przypomnieć to wiatr, który zrywał czapki z głów. Halny. Niedziela była ciepła ale mglista. Zjadłem mango żeby coś się działo i dzieje się. Otwieram oczy i czuję jakbym obudził się z długiego snu. Odkładam fajkę. Pień drzewa, pod którym usiadłem oraz mój kręgosłup zlewają się w jedno. Podłączyłem się do systemu nerwowego ziemi. Czuję mądrość ale nie w wymiarze ludzkim - zrozumienie raczej.

  • Benzydamina

duzo czytalem o tej substancji i wkoncu postanowilem sproobowac,

zjadlem [wypilem :P] jedna saszetke Tantum Rosa [2,6 zl] czyli 0,5

benzydaminy/65kg
, smak okropny.. [jak woda z sola] ale jakos przeszlo,

ponad godzine czekalem na wejscie [bylem po sniadaniu, kumpel bral na

pusty sholadek, weszlo mu znacznie wczesniej bez shadnych niemilych

efektow :]

  • Marihuana

... a działo się to we wrześniu 2002 roku w malowniczej wsi położonej gdzieś na przedgórzu świętkorzyskim. Miesiąc wcześniej odkryłem hyperreal.info i od tamtej pory stale odwiedzałem tę witrynę skacząc od psychodelika do psychodelika. Większość mojej uwagi przykuły psilocybe semilanceata ponieważ zaczął się sezon i chęć znalezienia tego "taniego" :P i według opisów jakże spektakularnego specyfiku stała się nieodparta.

  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)
  • Pierwszy raz

Bardzo wysoki poziom ekscytacji związany z pierwszą próbą, lekko zdenerwowana. Pełna pozytywnego nastawienia i gotowa na przeżycie.Towarzystwo bardzo bliskiej osoby, Di. Miejsce - mój pokój. Lekkie obawy o zmarnowanie potencjału pigułki w związku z przebywaniem w pokoju.

Ekstazy - jak sama nazwa sugeruje - dostarcza niesamowitych wrażeń. Dobrej jakości, czysty towar zapewnia naprawdę euforyczną, nieoczekiwaną i niespodziewaną podróż w głąb siebie. W głąb czystej przyjemności duchowo fizycznej. A to wszystko za cudownym połączeniem amfetaminy i syntetycznej meskaliny, razem tworzących niesamowicie zgrany duet.

Miejsce akcji - mój pokój

Czas akcji - noc z soboty na niedzielę (5-6.07)

Czas trwania - około 4-5 godzin

Osoby towarzyszące - Di

Sposób zażycia i wielkość dawki - doustnie, 125 mg (pół tabletki).

randomness