REKLAMA




Monar potrzebuje nowego lokalu, bo brakuje miejsca na terapię

Sytuacja jest żenująca — mówi załamana Anna Sikorska, kierownik Monaru w Olsztynie, która od czterech lat bezskutecznie zabiega o nowy lokal.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

olsztyn.wm.pl
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

325

Sytuacja jest żenująca — mówi załamana Anna Sikorska, kierownik Monaru w Olsztynie, która od czterech lat bezskutecznie zabiega o nowy lokal.

W tej chwili w budynku Monaru znajduje się jeden przejściowy pokój, jedna salka i jedno biuro, które wykorzystywane są w trakcie terapii indywidualnej. Pacjenci i pracownicy mają do dyspozycji tylko jedną wspólną toaletę. Brakuje pomieszczenia gospodarczego czy socjalnego. Okna z drewnianymi futrynami są stare i nieszczelne. Jak przyznaje kierownik placówki, najgorzej jest jesienią i zimą. — Jest tak zimno, że podłogę musimy wykładać kartonami i skracać spotkania z pacjentami.

Jak powinien wyglądać nowy lokal? Przede wszystkim musi być większy, jaśniejszy i cieplejszy. Powinien mieć także dwie łazienki, pomieszczenie socjalne, podjazdy dla osób niepełnosprawnych i przynajmniej trzy sale do terapii indywidualnej.

— Zgłasza się do nas bardzo dużo osób z uzależnieniami. Ale w związku z tą sytuacją jesteśmy zmuszeni odsyłać ich na ul. Metalową lub na Puszkina. Nie jesteśmy w stanie ich wszystkich przyjąć. Tak na siłę w ciągu godziny możemy przyjąć tylko dwóch pacjentów, a chętnych jest kilkudziesięciu — opowiada.

Anna Sikorska pukała o pomoc do wszystkich drzwi w Olsztynie. Wspierali ją w tym dyrektor zarządu głównego oraz pracownik zarządu. Bezskutecznie. — Jeżeli chodzi o lokal to nic się nie zmieniło. Ciągle jesteśmy w tym samym miejscu, w tym samym punkcie. Jedyne, co się zmieni, to okna, które wymienią nam w tym roku — mówi. — Ciągle jestem odsyłana od jednego do drugiego miejsca. Prezydent nawet się ze mną nie spotkał.

W ubiegłym roku otrzymała propozycję nowego lokalu od Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych. — Byłam u dyrektora Karpowicza, aby go obejrzeć. Niestety musiałam wyjść i podziękować, ponieważ kompletnie nie nadawał się do użytku. Był w jeszcze gorszym stanie niż obecny. Całe szczęście, że pan Karpowicz zaproponował wymianę okien. Mam wrażenie, że w naszym mieście osoby uzależnione od narkotyków są traktowane po macoszemu i nikomu na nich nie zależy — komentuje kierownik Monaru.

Oceń treść:

Brak głosów
randomness