REKLAMA




Marihuana w NBA: od niechęci do cichego przyzwolenia

Medyczna marihuana jest legalna w 38 z 52 stanów USA. Najbardziej zielony jest Oregon, ojczyzna muzyki grunge, ale na liberalnych terenach mieści się 18 amerykańskich klubów NBA, plus jeszcze kanadyjscy Raptors. Były komisarz, David Stern, jeden z głównych architektów obowiązującego od 1983 roku programu antynarkotykowego NBA, przyznaje, że percepcja uległa zmianie.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

gwiazdybasketu.pl

Odsłony

89

Medyczna marihuana jest legalna w 38 z 52 stanów USA. Najbardziej zielony jest Oregon, ojczyzna muzyki grunge, ale na liberalnych terenach mieści się 18 amerykańskich klubów NBA, plus jeszcze kanadyjscy Raptors. Były komisarz, David Stern, jeden z głównych architektów obowiązującego od 1983 roku programu antynarkotykowego NBA, przyznaje, że percepcja uległa zmianie.

Według komentowanych przez niego dzisiejszych trendów, gandzia nie jest już pierwszym krokiem do narkotykowego piekła, a jej medyczna wersja powinna być propagowana. Nie przeszkadza ex-komisarzowi nawet to, że marihuana jest na liście zakazanych substancji WADA, ale tym świstkiem gracze i działacze NBA jakoś nigdy specjalnie się nie przejmowali. Były koszykarz, Al Harrington, zajmuje się uprawą konopii indyjskiej na skalę przemysłową. Mówi o sobie „businessman” i prowadzi zakrojoną na szeroko „ewangelizację elit” w kwestii palenia. Czy NBA może wkrótce stać się oficjalnie „Zieloną Ligą”?

#Odjeżdża pociąg z toradolem

Renton, jeden z bohaterów kultowego Trainspotting, opisywał niegdyś procedurę wyjścia z nałogu narkotykowego. Żeby przetrwać syndrom odstawienia potrzebne mu były m.in. telewizor, pornosy, materac, kilka puszek zupy pomidorowej, a także buteleczka valium podwędzona matce, o której mawiał, że „na swój domowy, społecznie akceptowalny sposób, też jest ćpunką”. Przy takim postawieniu sprawy narkusami są również współcześni sportowcy, gladiatorzy dzisiejszego świata.

Kulturyści, pływacy, trójboiści, koszykarze, futboliści amerykańscy… wielu z nich ma tyłki jak rzeszoto. Zanim jednak otworzysz przeglądarkę, by sprawdzić czym owo rzeszoto jest, mam tu dla Ciebie druga zagadkę. Słyszałeś/słyszałaś o czymś takim jak T-Train? Były ofensywny liniowy NFL, Eugene Monroe, już śpieszy z wyjaśnieniem:

W dzień meczowy w szatni NFL zaobserwować można ciekawe zjawisko. Rząd wielkich kolesi, naprawdę solidnie napakowanych sukinsynów, stojących jeden za drugim ze spuszczonymi spodniami. Każdy czeka na swój strzał z toradolu. Nazywamy to T-Train.

Wiem, próbowałem

Toradol to przyjmowany domięśniowo lub doustnie lek przeciwbólowy i przeciwzapalny. Powodować może skutki uboczne takie jak zawał, krwawienie jelitowe czy wstrząs anafilaktyczny, ale gracze NFL stosują go masowo od lat. Rozumie ich Steve Kerr, który sam przyznał się do zakończenia kariery, gdy nie był już w stanie rozegrać meczu bez blistra Vioxxa. Obecnie jest zwolennikiem marihuany:

Być może nie powinienem tego mówić, może będę miał kłopoty, ale w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy próbowałem tego dwukrotnie zmagając się z chronicznym bólem. Nie wiem, może nie przeszedłbym testów na obecność narkotyków, nawet nie wiem, czy podlegam takim testom w NBA, ale tak, spróbowałem tego i nie pomogło. Ale było warto, bo szukam lekarstwa na te dolegliwości. Próbowałem już różnych rzeczy i było różnie (…). Vicodin jest szkodliwy, dużo bardziej niż trawka (…). Myślę, że to tylko kwestia czasu, zanim NBA, NFL, a może nawet MLB dopuszczą takie rozwiązanie. Szczególnie chłopcy z futbolu by na tym skorzystali, jako że na boisku w zasadzie uczestniczą w wypadku samochodowym co niedziela, a czasem jeszcze w czwartki.

Ktoś tak szanowany jak coach Kerr to ważny głos w debacie, aczkolwiek nie jedyny. LeBron James został niedawno poproszony o wsparcie reform legalizacyjnych w rodzinnym Ohio. To swoisty znak czasów, bo jeszcze niedawno gwiazdy NBA (przynajmniej oficjalnie) nigdy nie zdecydowałyby się na coś takiego. Dla porównania pedagogiczny klasyk w wykonaniu Magica Johnsona:

Skąd taka zmiana percepcji? Jeśli wierzyć komisarzowi Sternowi, łakomy kąsek w marihuanie zwęszyły koncerny farmaceutyczne. Trudno się dziwić, skoro jarają nawet głowy państwa. Bill Clinton zasłynął stwierdzeniem, jakoby „palił, ale się nie zaciągał”, natomiast prawdziwy grunt pod falę legalizacji zrobił Obama, stwierdzając:

Zaciągałem się, często. No przecież o to w tym chodzi!

Innym razem, już u schyłku swej drugiej kadencji, w wywiadzie dla New Yorkera, Obama stwierdził, że nie uważa, by marihuana była bardziej szkodliwa niż alkohol. Ponieważ debata publiczna w tym względzie zatacza coraz szersze kręgi, postanowiłem przyjrzeć się zjawisku palenia/przyjmowania medycznej marihuany w kontekście NBA.

Nuggets, Warriors, Blazers, Lakers, Clippers, Kings i Celtics to kluby osiadłe w miejscach, gdzie trawka jest legalna. Medyczna marihuana dostępna jest natomiast jeszcze dla kibiców Suns, Wolves, Bulls, Cavs, Pistons, Heat, Magic, Knicks, Nets, Sixers, Wizards i Raptors.

Pali około 75-80% ligi. Głównie gracze, ale nie tylko oni [Jay Williams]

Gość wie, co gada. Znacie Jaya Williamsa (nie mylić z Jasonem ani Jaysonem Williamsem)? To drugi numer draftu 2002 (z jedynką poszedł Yao Ming). Zapowiadał się całkiem-całkiem, zresztą popatrzcie sami:

Niestety, jego karierę przerwał… wypadek na motocyklu (Yamaha R6). Bez kasku i bez uprawnień, wbrew kontraktowi z Chicago. Przydzwoniwszy w latarnię zgruchotał sobie miednicę, zerwał główne nerwy w nodze, pożegnał 3 więzadła w kolanie. Lekarze mieli już rozpisany plan na amputację jego nogi. Cudem do tego nie doszło. W walce z bólem wspomagał się trawką, mówi tak:

Łatwo lekarzom przepisywać inne środki. Od kilku byłem uzależniony. Brałeś kiedyś Percocet? Trzepie mocniej niż najgorszy skun, ale to marychę się demonizuje. Ludzie wytykają cię palcami „o, znowu ten zjarus!”- to najczęstsza reakcja. Powiem jednak, że mi marihuana pomogła uporać się z bólem kolan, zapaleniem stawów i lękami. Nie mówię, że każdy dzieciak powinien mieć blanta w plecaku, ale najwyższy czas, żeby ligi takie jak NFL czy NBA zrewidowały swój pogląd w tej kwestii.

#Szanowni palacze

Nie tylko Steve Kerr i Jay Williams lubią ściągnąć chmurę. Znany starszym kibicom Clifford Robinson stworzył pierwszą markę trawy dedykowaną sportowcom (sic!) pod nazwą Uncle Cliffy.

Do używania medycznej marihuany przyznaje się też Blake Griffin i Karl Anthony Towns. Nie stronił od niej również Phil Jackson (ten to się nawet do LSD w latach 70’tych przyznawał!), ani Bill Walton, dla którego butelczyna Wild Turkey pod pachą i joint za uchem były atrybutami każdej udanej imprezy.

Inny były zawodnik, Al Harrington, stał się w ostatnich miesiącach twarzą kampanii pro-cannabis w zawodowym sporcie. W odróżnieniu od „aficionados”, czyli miłośników, on jest prawdziwym narko-baronem. Jego uprawy możecie podejrzeć tutaj:

#Wróg numer 1

Zażywanie narkotyków to w USA wróg publiczny numer jeden!- grzmiał w kongresie prezydent Reagan, wypowiadając wojnę narkotykom w 1981. Było to zdanie nie tylko jego, ale większości opinii publicznej. Po radosnym czasie eksperymentów z rozmaitymi substancjami, jaki miał miejsce w latach sześćdziesiątych i pierwszej połowie siedemdziesiątych, nadszedł czas odwilży. Wielu uważa, że War on Drugs była przede wszystkim wojną z narkotykowymi kartelami z Ameryki Południowej, ale nie tylko.

To o marihuanie Reagan mówił, że „jest najniebezpieczniejszym narkotykiem na amerykańskich ulicach”, a po tym jak u 30 tys. żołnierzy z Wietnamu okazało się uzależnionymi od heroiny (w samym tylko 1971, gdy to zbadano), armia wprowadziła testy. Z trawką zaś, walczono nawet na niwie akademickiej. Już gabinet Nixona, urzędującego w latach 1969-1974, zakazał uczelniom badań nad medycznym zastosowaniem cannabinoidów. NBA nie mogła ryzykować, zwłaszcza, że w swojej szafie też miała kilka śmierdzących trupów. To tylko figura retoryczna, ale śmierć Lena Biasa jest jednym z przypadków, które mam na myśli.

Historię Lena Biasa opisywałem już kilkakrotnie, jednak nie przypominam sobie, bym uwzględniał w starszych artykułach kontekst polityczny. Prezydent Nixon wysłał rodzinie Bias odręcznie napisany list. W przemówieniu dla kongresu, w którym przyznano 1.7 miliarda dolarów na walkę z narkotykami (Anti Drug Abuse Act), nazwisko Len Bias padło 11 razy.

Innym jaskrawym przypadkiem był Sugar Ray Richardson, również uzależniony od kokainy. Jego wyrzucenie z ligi zbiegło się ze śmiercią Biasa. Było pokłosiem regulacji antynarkotykowych wprowadzonych w 1983. Stern wspomina, że trzeba było coś zrobić, bo dostawał sygnały, że gracze przychodzą najarani na mecze. Mimo to, twardy zakaz palenia nastał dopiero w roku 1999, wcześniej patrzono trochę przez palce (sytuacja trochę podobna do tej z HGH, czyli hormonem wzrostu- zakazany od dawna, ale testy na obecność prowadzi się dopiero od dwóch lat). Wpadki graczom zdarzały się głównie na lotniskach, bo tam kontrole są najbardziej drobiazgowe, a latanie wpisane jest w zawodniczą codzienność. Również dziś kwestia przemieszczania się jest podstawowym argumentem Adama Silvera przeciw legalizacji trawy.

#Zielone liście na czarnej liście

MKOl zakazał gandzi w 1998. NBA była więc druga ze swoimi regulacjami. W 2004 doszusowała WADA. W 2017 NBA, w nowej umowie CBA, ponownie potępiła palenie trawy (wpisując ją jednak w innym miejscu niż wymienione niżej substancje), ale w dokumencie pojawił się szereg płynnych zapisów, pozostawiających możliwość interpretacji, a także chroniących dobre imię i prywatność zawodników.

Zawieszenie następuje dopiero po trzeciej wpadce, ale klubu nie informuje się o wynikach, więc dowiedzą się dopiero po trzecim razie, że ktoś miał coś na sumieniu, gdy dostaną info, że należy delikwenta zawiesić. Nie dowiedzą się też za co (a nawet jeśli oni tak, to opinia publiczna- nie). Opublikowana notka zdradzi jedynie, że do zawieszenia doszło może z powodu PED (performance enhancing drugs, czyli koks) lub Substance of Abuse (używka). Lista tych drugich jest całkiem okazała:

Wpisanie jej w odrębnym paragrafie to krok w dobrą, zdaniem zwolenników legalizacji, stronę. Przeciwnikom wytrąca z ręki pytanie „to co będzie następne?”, a także czyni bezużytecznymi jaskrawe przypadki narkotykowych śmierci, takich jak kazus Lena Biasa. Powoduje, że palaczy nie wrzuca się też do jednego wora z alkoholikami (pamiętacie Vina Bakera? jego karierę skończyła wóda, również Ron Artest przyznawał się do popijania w przerwach meczu) przez co nie da się im już dłużej przyprawiać gęby patusów i sprawców wypadków. W zasadzie jedynym istotnym argumentem przeciw, pozostaje kwestia regulacji federalnych, w związku z przemieszczaniem się graczy podczas sezonu. Lecz to, tak naprawdę, żaden argument. To co, po małym buszku, panie i panowie?

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Metoksetamina
  • Przeżycie mistyczne

Nastawienie dobre, to już n-ty raz z mxe. Wszystko odbywa się w moim mieszkaniu wraz ze współlokatorami, także pod wpływem. Nie odgrywają oni jednak roli.

Pozwoliłem sobie zaniedbać standardowe cechy tripraporu. Czasu i tak nie czułem. Opowiadanie.

 

  • 2C-P
  • Tripraport

Byłem zmęczony i sztucznie się stymulowałem amfetaminą od 24h. Nastrój ogólnie pzytywny, wręcz nieadekwatnie do sytuacji. Warszawa złote tarasy. Chęć przerzycia łagodnego stanu psychodelicznego który pozwoliłby mi na wyciągnięcie wniosków z aktualnej sytuacji.

Otóż po pewnej nieciekawej sytuacji z sąsiadami nie miałem gdzie się udać przez parę dni. Jako że był maj roku pańskiego 2014, a noce nie aż tak zimne spędziłem ten czas w plenerze. Gdy już nie starczało mi naturalnych sił, by kontynuować są wojaż, raczyliśmy się z dziewczyną amfetaminą. Następnego dnia w godzinach popołudniowych wpadliśmy na pomysł, by odwiedzić nam już dobrze znaną i niezmiernie przyjazną (przynajmniej dla mnie) krainę psychodelii. Do dilera nie był daleko dwie stacje metrem.

  • 2C-B

2C-B występuje w postaci pigułek przyjmowanych doustnie. Należy do grupy fenyloetyloamin.



Jak i z wieloma innymi substancjami psychedelicznymi opisane niżej efekty nie są takie same dla wszystkich, są badzo indywidualne i bazują na opisach osób, które brały środek, tak więc nie należy się nimi sugerować, że tak będzie na pewno. Może być zupełnie inaczej.

  • Katastrofa
  • Kodeina

Przypadkiem, w piątek, po pracy.

Witam,

Piątek. Z pracy mam do domu około 1800 metrów. Muszę to przejść bo nie mam czym dojechać. Wlokę noga za nogą zmęczony głupotą ludzi, palę papierosa i zastanawiam się co dziś mam ze sobą zrobić. Wpada mi do głowy DXM. DXM? Eeee, nie za bardzo. Ostatnio nie było dobrze. może koda? Fajnie sie po niej śpi następnego dnia. Ponieważ miałem ostatnio problemy ze snem, wybrałem kodę. W aptece kupiłem Thiocodin. Ku mojemu zdziwieniu sprzedają to tylko po 10 tabletek (po 15 mg + jakieś gówno co rozwala żołądek). Mało. Ale ok, może mi wystarczy.