REKLAMA




Imigrancie: marihuana albo obywatelstwo!

US Citizenship and Immigration Services (USCIS) odrzuca wnioski o obywatelstwo od imigrantów, którzy pracują w biznesie związanym z marihuaną albo przyznali się do zażywania tej substancji.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

dziennikzwiazkowy.com
Jolanta Telega
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

164

US Citizenship and Immigration Services (USCIS) odrzuca wnioski o obywatelstwo od imigrantów, którzy pracują w biznesie związanym z marihuaną albo przyznali się do zażywania tej substancji. I to nawet w stanach, gdzie pozwalają na to lokalne przepisy. Według prawników imigracyjnych to kolejny rozdział imigracyjnego dokręcania śruby. Ale zgodnie z literą federalnego ustawodawstwa służby imigracyjne mają jednak konkretne argumenty prawne.

Wydawałoby się, że w przypadku imigranta mieszkającego legalnie w Stanach, znającego angielski, płacącego podatki i nie wchodzącego w konflikt z lokalnym prawem, uzyskanie obywatelstwa USA nie powinno być problemem. Po upływie ustalonego czasu (zwykle pięć, rzadziej trzy lata legalnego zamieszkiwania w USA z zieloną kartą) wystarczy wypełnić odpowiednie formularze, uiścić niemałą skądinąd opłatę (725 dol.) i udać się na wyznaczone przez USCIS spotkanie. Potem pozostaje już tylko złożenie przysięgi obywatelskiej i wystąpienie o paszport USA.

Jak się jednak okazuje, to nie takie proste. To, co legalne w świetle prawa stanowego, nie zawsze jest zgodnie z prawem federalnym. Tak jest od lat w przypadku tzw. miękkich narkotyków. Marihuana według prawa federalnego nie przestała być nielegalną i niebezpieczną substancją, podczas gdy aż 33 stany USA oraz Dystrykt Kolumbii dopuszczają jej użycie w celach medycznych i/lub rekreacyjnych.

Legalna, czyli… nielegalna

O tej prawnej schizofrenii między prawodawstwem federalnym a stanowym pisałam już na łamach „Dziennika Związkowego” wielokrotnie. W poszczególnych stanach mieszkańcy decydowali (lub nie) w referendach o możliwości legalizacji marihuany w celach medycznych i rekreacyjnych. Tam gdzie decyzja była pozytywna, powstały legalne plantacje i punkty dystrybucji. A państwo federalne specjalnie w tym nie przeszkadzało, zakazując jedynie sprzedaży na kontrolowanych przez siebie terenach parków i lasów narodowych.

USCIS mówi „nie”

Kwestia legalności „trawki” od lat jest kością niezgody w sporach między rządem federalnym a poszczególnymi stanami. Z różnych powodów politycznych nikomu do tej pory nie zależało na definitywnym rozstrzygnięciu sporu. Tym razem jednak USCIS postanowiło (a raczej otrzymało taką instrukcję z góry) zastosować dosłowną interpretację obowiązującego prawa federalnego przy naturalizacji. W jednostronicowym biuletynie USCIS stwierdza, że korzystanie z marihuany może być powodem odrzucenia wniosku o obywatelstwo. Tak się już zresztą zaczęło dziać. Według Kathy Brady z kalifornijskiej organizacji Immigrant Legal Resource Center, najwięcej odmów naturalizacji z powodu korzystania z niedozwolonych substancji odnotowano w stanach Kolorado i Waszyngton, czyli tam, gdzie dopuszczono korzystanie z marihuany w celach rekreacyjnych. „To część planu administracji prezydenta Donalda Trumpa rugowania lub blokowania tak wielu imigrantów, jak to tylko możliwe” – oskarża Brady. Wtórują mu politycy. „To kolejny przykład haniebnej antyimigracyjnej polityki administracji Trumpa” – oponuje demokratyczny gubernator Nevady Steve Sisolak, deklarując pomoc dla poszkodowanych mieszkańców swojego stanu.

Służby prasowe USCIS odpierają ten argument. Według administracji zapisy w biuletynie są zgodne z prawem federalnym, które traktuje marihuanę jako niebezpieczny narkotyk na równi z LSD czy ekstazą.

Egzamin z moralności

Problem w tym, że osoby ubiegające się o obywatelstwo USA muszą wykazać się „nienaganną postawą moralną” (ang. good moral character). Podobny wymóg obowiązuje przy staraniu się o zieloną kartę. Wszyscy prawnicy imigracyjni zgodnie podkreślają, że jest to zawiłe, skomplikowane i bardzo pojemne sformułowanie prawa imigracyjnego. W przypadku wypełniania wniosku o naturalizację trzeba wziąć pod uwagę, czy ewentualny konflikt z prawem z przeszłości nie dyskwalifikuje kandydata do otrzymania amerykańskiego obywatelstwa. W tym momencie – według interpretacji USCIS – używanie marihuany jest czynnikiem dyskwalifikującym przy ubieganiu się o naturalizację. Biada także tym, którzy podadzą w formularzach naturalizacyjnych lub urzędnikowi federalnemu podczas rozmowy kwalifikacyjnej nieprawdziwe informacje dotyczące (nie)używania marihuany. W takim przypadku, złożenie fałszywego oświadczenia może być dowodem braku nienagannej postawy moralnej kandydata, a tym samym stanowić podstawę do odmowy przyznania obywatelstwa.

Skąd USCIS może się dowiedzieć o zażywaniu narkotyków? Podczas rozmów z urzędnikami federalnymi – obojętnie czy to w sprawie przyznania zielonej karty, czy też w sprawie naturalizacji – pada pytanie, czy imigrant zażywał narkotyki, lub złamał prawo. Wystarczy, aby kandydat do otrzymania stałego pobytu przyznał się, że po zalegalizowaniu w jego stanie marihuany próbował okazjonalnie „trawki”, aby urzędnik uznał go za permanentnie niekwalifikującego się do legalizacji statusu (ang. permanently inadmissible), odrzucając wniosek o zieloną kartę.

Korzystanie z narkotyków może zostać także ujawnione podczas badań medycznych, jakie muszą przejść kandydaci do przyznania stałego pobytu. Lekarze mogą zarządzić dodatkowe testy na podstawie wielu przesłanek, począwszy od zaobserwowania symptomów uzależnienia fizjologicznego i psychologicznego, po dłuższe przerwy w zatrudnieniu czy w edukacji.

Odmowa dla plantatorów

Powodem do oddalenia wniosku może być także zatrudnienie w firmach związanych z legalną produkcją i dystrybucją marihuany. Nawet księgowy, czy sekretarka może w oczach rządu federalnego współuczestniczyć w „przemycie kontrolowanej substancji”. Według prawników z Kolorado i Waszyngtonu takich decyzji odmownych jest coraz więcej. USCIS potrafi odrzucać także wnioski współmałżonków pracowników, twierdząc że z technicznego punktu widzenia korzystali oni z procederu sprzedaży narkotyków. Kiedy dwóch legalnych imigrantów mieszkających od ponad 20 lat w Denver otrzymało odmowy przyznania obywatelstwa z powodu – także legalnego – zatrudnienia przy marihuanie, zareagował burmistrz miasta Michael B. Hancock, interweniując u prokuratora generalnego USA Williama Barra. „Widzimy trudne do zaakceptowania efekty, jakie federalne prawo wywiera na naszych mieszkańców” – napisał w oświadczeniu gospodarz Denver. Za imigrantami ujął się także republikański senator z Kolorado Cory Gardner. „Legalni imigranci, podkreślam: legalni imigranci nie otrzymują obywatelstwa z powodu podjętej pracy. To musi się skończyć” – uważa senator. A prawnicy przyznają, że wiele osób zapalających kupionego legalnie „skręta” nie zdaje sobie sprawy, że nadal łamie prawo federalne.

Po prostu przeczekać?

Organizacje broniące imigrantów doradzają, aby osoby nieposiadające amerykańskiego obywatelstwa nie nosiły przy sobie marihuany, ani przedmiotów wskazujących na jej konsumpcję, nawet tam, gdzie jest to całkowicie legalne. Należy także wyrzucić z mediów społecznościowych jakiekolwiek wzmianki mogące świadczyć o spożywaniu „trawki”. A w biznesie związanym z legalną (według prawa lokalnego) produkcją i dystrybucją marihuany powinni zatrudniać się bez ponoszenia konsekwencji prawnych tylko obywatele USA. Prawnicy z kolei radzą kandydatom do obywatelstwa mającym cokolwiek na sumieniu w związku z marihuaną, po prostu poczekać, aż problem zostanie wyjaśniony przez sądy federalne. Nie wszyscy jednak mogą czekać. Terminy interview na zielone karty są wyznaczane odgórnie, podobnie ma się sprawa z osobami, które już wysłały wniosek o naturalizację. W tym przypadku zasadne może się okazać powołanie się na Piątą Poprawkę do Konstytucji, dającą prawo do odmowy zeznań – uważa Jeff Joseph imigracyjny prawnik z Denver.

„Marihuana ma obecnie przedziwny prawny status – jest legalna według prawodawstw stanowych i nielegalna zgodnie z prawem federalnym. To pozostawia rządowi bardzo duże pole do interpretacji” – uważa profesor Michael Kagan, dyrektor UNLV Immigration Clinic. Tego rodzaju działania wiążą się jednak ze sporym ryzykiem politycznym. Według sondażu Pew Research ponad 60 procent Amerykanów opowiada się za legalizacją marihuany. Nawet wśród republikanów poparcie to rozkłada się 50-50. A legalna dystrybucja tej substancji przysparza stanom sporych dochodów do budżetu. To przyzwolenie sprawia, że zapalenie „skręta” nie jest już obrazą moralności. W końcu mieliśmy już nawet prezydenta, który otwarcie się do przyznał do palenia marihuany. Nawet jeśli zastrzegał się, iż wcale się przy tym nie zaciągał.

Oceń treść:

Brak głosów
randomness