REKLAMA




Hazard, bogowie i LSD

Tworzenie sztuki dane jest wybrańcom takim jak Tarkowski czy Antonioni. Cała reszta może po prostu bawić się ruchomymi obrazami - mówi Peter Mettler, reżyser pokazywanego na przeglądzie filmu "Hazard, bogowie i LSD"

Anonim

Kategorie

Źródło

?

Odsłony

6609

Tworzenie sztuki dane jest wybrańcom takim jak Tarkowski czy Antonioni. Cała reszta może po prostu bawić się ruchomymi obrazami - mówi Peter Mettler, reżyser pokazywanego na przeglądzie filmu "Hazard, bogowie i LSD"

Paweł T. Felis: Dokumentalista traktowany bywa dziś coraz częściej jak rodzaj kapłana niosącego prawdę, której nikt nie chce wypowiedzieć głośno. Wpływanie na rzeczywistość to dla autora dokumentów pokusa czy obowiązek?

Peter Mettler: Niebezpieczna pokusa. Bez reporterów wojennych, bez dokumentalistów, którzy mają odwagę mówić rzeczy niepopularne, nasza wiedza o świecie byłaby uboższa. Nie wiem jednak, czy chodzi o świat, czy o to, jak widzi go reżyser. Jeśli ktoś mówi wprost, co jest dobre i złe, obraz staje się elementem walki politycznej, a film zabija siebie. I zamienia w publicystykę.

Ginie sztuka?

- Tworzenie sztuki dane jest wybrańcom takim jak Tarkowski czy Antonioni. Cała reszta może po prostu bawić się ruchomymi obrazami. Tylko że w tej zabawie reżyser powinien być medium neutralnym.

Czy kamera z natury nie jest narzędziem manipulacji?

- Jest narzędziem niebezpiecznym. Kiedy biorę ją do ręki, czuję, że jest w niej dziwna, niepokojąca siła. Mam do niej szacunek, ale trochę się jej boję.

Trzeba więc czasem wyłączyć kamerę, żeby nie pokazać za dużo?

- Wielu rzeczy kamera oglądać nie powinna - na przykład śmierci, bólu. Kiedy zbliżam się do granicy intymności, przestaję kręcić. W ogóle jako człowiek z kamerą jestem bardzo nieśmiały.

Czy to właśnie ośmiela Pana bohaterów? W filmie "Hazard, bogowie i LSD" są oni zaskakująco szczerzy, a jednocześnie nie popadają w reportażowy banał.

- Jako dokumentalista jestem podróżnikiem. Nie zwiedzam, ale podróżuję. Lubię chodzić z kamerą sam. Dla moich bohaterów jestem wtedy obcym, który zadaje im pytania, jakich normalnie nikt im nie stawia: "Czy wiesz, czym jest cisza?", "Czy kiedykolwiek znalazłeś to, czego szukałeś"? Żeby otrzymać szczerą odpowiedź, ja też się odsłaniam, dużo opowiadam o sobie i filmie. Wciąż jesteśmy dla siebie obcy, ale możemy już sobie zaufać.

Kamera nie zabija szczerości?

- O kamerze szybko się zapomina, bo nasze rozmowy przypominają spowiedź. Czy Eva z mojego filmu, która widzi Boga i z nim rozmawia, mówi prawdę? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Rzeczywiście, w czasie montażu widzisz więcej. I czasem słyszysz nutę fałszu. Chodzi jednak o to, żeby zachować na ekranie niewinność spotkania, które przeżyłem.

A może o to, żeby podtrzymać iluzję? Pana film opowiada o narkotykach, seksualnej stymulacji, religijnej ekstazie. Jeden z bohaterów mówi: "Wszystko, co czujemy - ból i szczęście - jest iluzją".

- Dla tych bohaterów - bez względu na miejsce, narodowość, kolor skóry - ucieczka w iluzję bierze się z pragnień. Poczuć się bezpiecznym, wolnym, nieśmiertelnym, bliskim Boga, zatopić się w ekstazie, zobaczyć świat tak, jak widzi go kilkuletnie dziecko - to marzenie powszechne bez względu na to, czy jesteśmy w Indiach, czy w Ameryce, w kasynie, czy kościele. Każda iluzja, każda wiara wypływa z tęsknoty. Kino również. Dlatego dla mnie najsilniejszym narkotykiem jest kamera. To przecież film o tym, jak sami nadajemy wszystkiemu znaczenie, porządkujemy, określamy. Film o ludziach, którzy go oglądają.

Pana film jednak nie tylko się ogląda - muzyka jest tu równie ważnym narratorem jak obraz.

- Nie jestem opowiadaczem zajmujących historii i stąd moje problemy z producentami. Opowiadam obrazem i muzyką. Nie interesuje mnie dzisiejsza rozrywka w multipleksach, którą łyka się łatwo jak popcorn. Zależy mi na energii między filmem a widzem, dzięki której rodzi się sens. Muzyka pozwala uciec od pustych, intelektualnych dywagacji i przenosi odbiór w intymną sferę emocji, uczuć, wrażeń. Dla mnie najważniejszą.

Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuję organizatorom Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

$SzczęsnyWilku$ (niezweryfikowany)
SpoX stronka <br> <br>
Zajawki z NeuroGroove
  • 2C-P
  • 5-HTP
  • MDMA (Ecstasy)
  • Miks

SET: poczucie dobrze spełnionego obowiązku po pracy i udanym spotkaniu z koleżanką; brak większych oczekiwań co do substancji, ciekawość i chęć dobrej zabawy; chęć przeżycia tripa z kolegą (S.) o podobnej do mojej mentalności; SETTING: pokój obstawiony sprzętem audio i samochodowym; piwnica w bloku; osiedle; śmietnik na elektrośmieci

Spisał C.

Uczestnicy:
S.: mentalny hippis, który urodził się 30 lat za późno. lubi sprzęt audio i samochody. 20 lat.
C.: miłośnik muzyki, technologii i łączenia muzyki z technologią. lubi rozkminiać. 20 lat.
K., B., A.: nie znam ich za dobrze więc nie będę opisywał

Substancje:
S., C.: 2C-P (5mg), esctasy (140mg)
S., K., B., A.: etanol (S. tylko na początku)
S., K., B., C.: 5-HTP
S., B.: opalanie lufy (1 buch)
K.: resztka kartonu 2C-P, prawdopodobnie 1mg

 

  • Amfetamina
  • MDMA (Ecstasy)
  • Mefedron
  • Miks
  • Odrzucone TR

"Ryzyk fizyk. "

Witam,

  • DMT
  • Tripraport

Pozytywne nastawienie, lekki niepokój ale i ciekawość. Miejscem przeżycia był nieduży pokój w bezpiecznym miejscu. Obecność przyjaciela/opiekuna.

Zdarzenie miało miejsce ponad rok temu, w czasie trwania wakacji.

Wszystko to co zawiera poniższy TR zdarzyło się w ciągu 30 minut.

Zbieżność osób i nazwisk przypadkowa.

Przejdę od razu do rzeczy bez zbędnego pitolenia. Na początku z moją opiekunką zapaliliśmy po nie dużej ilości MJ. Szczerrze mówiąc, miałem nadzieję, że polepszy to moje nastawienie i drobny strach, który gdzieś tam kołatał mi się po głowie. Nie pamiętam ile dokładnie przyjąłem DMT, mogło to być ok 50 mg, może nawt 60 mg  tematu.

  • Metoksetamina
  • Pozytywne przeżycie

Ciag metoksetaminowoDXMowokodeinowobenzodiazepinowy, nastroj tak dobry, jak dobry mozna miec spedzajac swieta z tesciowa w jednym mieszkaniu. :)

Trip mial miejsce jakis czas temu, podczas swiat w Polsce. Bylismy nieco zmeczeni wycieczka, w dobrych nastrojach, nieco sentymentalnie - byla to nasza ostatnia dawka metoksetaminy z tego sortu. Miala byc to nasza czwarta (?) dawka tego dnia. Zamknelismy sie w malym pokoju, zapalilismy swieczki (raczej w celu praktycznym, niz nastrojowym) i uwazylismy dawke. Iniekcja poszla gladko jak zwykle, nawet to lubie, mam mile skojarzenia zapachowe (przez odkazanie miejsca wkucia perfumami), ktore rzutuja na trip i odruch pawlowa na widok strzykawki.

randomness