Narkotyki w przedwojennej Warszawie. Ile kosztowały i kto je zażywał?

Działkę kokainy można było dużo kupić taniej niż butelkę wódki. I kupowano. Ćpali przestępcy, ale też lekarze i urzędnicy państwowi. „Kokainistki rekrutują się przeważnie z najgorszych szumowin, morfinistki już z nieco lepszych sfer” – mówił szczerze przedwojenny diler. I nie krył nawet, ilu w Warszawie jest narkomanów.

Tagi

Źródło

wielkahistoria.pl
Paweł Rzewuski

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

7973

Działkę kokainy można było dużo kupić taniej niż butelkę wódki. I kupowano. Ćpali przestępcy, ale też lekarze i urzędnicy państwowi. „Kokainistki rekrutują się przeważnie z najgorszych szumowin, morfinistki już z nieco lepszych sfer” – mówił szczerze przedwojenny diler. I nie krył nawet, ilu w Warszawie jest narkomanów.

Które z używek święciły triumfy w czasach, kiedy Warszawa była nazywana Paryżem Północy? Zasadniczo narkotyki dzieliły się na dwie grupy. Do pierwszej zaliczały się substancje „klasyczne”, otrzymywane bezpośrednio ze znanych roślin, i nowe mieszanki powstałe w wyniku wytężonej pracy berlińskich, praskich czy też wiedeńskich farmaceutów, czyli takie używki jak kodeina, heroina czy morfina.

Druga grupa to środki wytwarzane przez przemysł farmaceutyczny, czyli na przykład eter, barbiturany, wodzian chloru. W większości wypadków pierwotnym przeznaczeniem tych substancji było niesienie ulgi ciężko chorym albo po prostu uspokajanie.

Zabrania się wytwarzania, przetwarzania, przewozu…

W 1923 roku weszła do polskiego prawodawstwa ustawa antynarkotykowa. Znalazł się w niej zapis: „zabrania się wytwarzania, przetwarzania, przewozu i wywozu, przechowywania, handlu oraz wszelkiego w ogóle obiegu opium surowego, opium leczniczego, opium do palenia, i jego odpadków, haszyszu, kokainy, heroiny, wszelkich ich soli i przetworów”.

Pomimo tych starań z wolna narkotyki zaczynały wchodzić na polski rynek, a co za tym idzie, również i do Warszawy. W niektórych sferach stawały się coraz popularniejsze. Problem zaczynały widzieć władze Polski, które od lat trzydziestych starały się prowadzić rejestr osób uzależnionych od narkotyków. Sprawa była o tyle trudna, że uzależnienie od narkotyków było stosunkowo nowe i nie do końca wiadomo było, jak sobie z nim poradzić.

Stu narkomanów w Polsce czy… tysiące w samej Warszawie?

W zakładach psychiatrycznych II Rzeczypospolitej leczyło się od stu do trzystu narkomanów. Były to jednak statystyki z pewnością niedoszacowane.

Pewne światło, chociaż bardzo fragmentaryczne, rzuciła na problem narkomanii w Warszawie broszura Walka z narkomanią i handlem narkotykami na terenie sądowym Juliana Firstenberga.

Zgodnie przedstawionymi przez niego danymi w Warszawie największą grupę narkomanów stanowili ludzie „bez zawodu” (25 procent), a następni w kolejności byli urzędnicy prywatni (22 procent) i państwowi (18 procent), rzemieślnicy (11 procent) i przedstawiciele zawodów medycznych (8 procent).

Szczególnie warto zwrócić uwagę na pierwszą grupę, czyli tych, którzy zadeklarowali, że nie mają pracy. Należy spytać, jak bezrobotni mogliby zdobywać pieniądze na narkotyki. Otóż odpowiedź jest prosta — tą enigmatyczną grupą byli przestępcy. (…)

O tym, że nie wiadomo, ilu było narkomanów (…), mówili wprost sami specjaliści, którzy starali się zgłębić temat. Niedoszacowanie skali narkomanii w Polsce było bardzo poważne. Z jednej strony szpital w Tworkach mówił o około setce chorych, z drugiej „Rzeczpospolita” pisała, że w samej Warszawie mogło być nawet do kilku tysięcy zwolenników odurzania się narkotykami.

„Orientuję się po obrotach hurtowni”

Dziennikarz prowadzący śledztwo odbył taką oto rozmowę z jednym z handlarzy sprzedających swoje specyfiki w kawiarni przy ulicy Marszałkowskiej:

— Iluż, zdaniem pana, może być w Warszawie kokainistów?

— Samych kokainistów trudno się doliczyć, raczej kokainistów i morfinistów.

— No więc?…

— Będzie z 15 000.

— Cóż to za element?

— Różny, od nizin do wyżyn, z 60 proc. kobiety; mężczyźni poza kokainą używają także morfinę, opium, eter. Kobiety raczej tylko kokainę… Kokainistki rekrutują się przeważnie z najgorszych szumowin, morfinistki — już z nieco lepszych sfer.

— A skąd się pan orientuje, że będzie ich 15 000?

— Po obrotach hurtowni.

W dalszej części artykułu tajemniczy rozmówca dziennikarza wyjawiał między innymi, iż hurtownikami są i chrześcijanie, i Żydzi, często właściciele kamienic i magazynów, i że na terenie stolicy jest ich co najmniej pięćdziesięciu.

Wspomniał również o istnieniu specjalnego klubu, do którego należą hurtownicy, a którego członkowie pomagają swoim pracownikom w razie wpadki.

Oficjalne ceny narkotyków. Na co było stać Warszawików?

Ze względu na swoją cenę narkotyki w znaczący sposób różnicowały użytkowników. Na inne rodzaje mogli sobie pozwolić biedni, a na inne bogaci, chociaż nie było to rozróżnienie tak daleko idące, jak mogłoby się z pozoru wydawać.

Prześledzenie roczników statystycznych pozwala sobie uświadomić, że narkotyki były stosunkowo drogą rozrywką. Najtańsze opiaty kosztowały 8 złotych za gram, morfina zaś 20 złotych. Przy czym początkującemu morfiniście potrzeba było co najmniej 20 mg, co dawało około 40 groszy za jedną działkę.

Dodać należy, że 20 złotych to stawka tygodniowa niewykwalifikowanego robotnika, za którą ten był w stanie wyżywić rodzinę. Cena zatem wysoka, chociaż jeszcze do zaakceptowania dla portfeli warszawiaków, szczególnie tych zarabiających nieco więcej (przy odpowiednim gospodarowaniu urzędnik państwowy mógł sobie pozwolić na używanie narkotyków w ograniczonej formie).

Dużo taniej niż butelka wódki

Należy wspomnieć, że jedna działka kokainy była znacznie tańsza niż butelka wódki, która w dobie wielkiego kryzysu kosztowała nawet 6 złotych.

Zawsze można było zrezygnować z alkoholu i w zamian zaaplikować sobie narkotyk — tym bardziej że przed wojną narkotyki nie miały tak złej sławy, jak w późniejszych czasach, ciągle nie zauważano ich niszczycielskiej mocy.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Pawła Rzewuskiego Grzechy „Paryża Północy”. Mroczne życie przedwojennej Warszawy opublikowanej nakładem Wydawnictwa Literackiego (2019).

Oceń treść:

Average: 9.5 (24 votes)

Komentarze

ZX

Widać dużo się nie zmieniło. Koks i opio wciąż specjalnością warszawki.

Metropol (niezweryfikowany)

Tak ale ich jakość przed wojną była często o wiele lepsza niż ta dzisiejsza.

Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • LSD-25
  • Marihuana

Odczuwałem podniecenie i ekscytację, w pewnym stopniu lęk przed nieznanym, gdyż było to moje drugie doświadczenie psychodeliczne w życiu. Akcja była spontaniczna, zażyłem kartonik 3 godziny po rzuceniu mi propozycji zarzucenia i do samego końca nie byłem pewny czy chcę to zrobić, jednak ciekawość i perspektywa zrobienia czegoś szalonego wygrała. Podróż odbyłem z kolegą (D.), na początku akcja toczyła się w moim pokoju, później w niewielkim parku w centrum miasta.

Witam serdecznie wszystkich czytelników Neurogroove. Po długim czasie czytania raportów o wszelakich substancjach postanowiłem podzielić się moją historią. Jest to mój pierwszy trip raport, nie tylko publikowany ale i napisany w ogóle. Zapraszam do przeczytania :)

  • MDMA (Ecstasy)
  • Pozytywne przeżycie
  • Tabaka
  • Tytoń

Więc ogólnie dzień był słoneczny, moje nastawienie do świata zewnętrznego też było dobre. Zaczynając, przyszedłem do kolegi nazwijmy go G. (był tam jeszcze jeden - tego nazwiemy D.) Usiadłem w jego salonie, zarzuciłem spongeboba (dla mocniejszego efektu pogryzłem go [ jako iż smak był nie zbyt zachęcający zapiłem to piwem]) po odczekaniu 30 minut zażyłem kolejną pigułe ( w ten sam sposób jak poprzednią, z tym że ta to był własnie owy "smile")

T-15 minut (+ 30 minut od zarzycia poprzedniego Tabsa)

               [Na wstępie pragne dodać że koleszcy z którymi wtedy byłem (chodzi o G,D.) Byli na tym samym co ja]

  • Dekstrometorfan
  • Pierwszy raz

Wieczór, dom za miastem. Ekipa dobrych znajomych i dwa pitbulle. Wszyscy lekko zmęczeni, ale i zrelaksowani. Jest 02.01.2020, za nami trzy dni iście hippisowskiego imprezowania, w towarzystwie psytrancowej muzyki, amfetaminy i pregabaliny, doprawionych nieznacznie wiadomym ziółkiem wątpliwej legalności.

Bohaterowie historii: ja, dwa pitbulle i trójka dobrych znajomych - Krzysiek (posiadacz ww. pitbulli, doświadczony w ćpaniu, pozostał trzeźwy), Maniek (wspólnie zaliczyliśmy tripa na kwasie, on oprócz tego też jakieś okazyjne psychodeliki), Anka (dziewczyna Krzyśka, równie doświadczona co on, fanka DXM).

Imiona oczywiście zmienione.

 

  • Alprazolam
  • Amfetamina
  • Kannabinoidy
  • Katastrofa
  • Mefedron
  • Pentedron

w trakcie pracy na ochronie, na błoniach krakowskich, cmentarzu rakowickim, w lesie wolskim i w paru kamienicach starego miasta

Trip raport napisany na potrzeby chimerycznego pisma transgresyjnego Ulvhel (ulvhel.wordpress.com)

Jako, źe wszyscy amoraliści w historii razem wzięci nie dopuścili się tylu okrucieństw i zniszczeń co przeciętny moralista w ciągu źycia, sądzę, że kiedy ktoś zaczyna bredzić o moralności, powinno się szybko zamienić samochód na czołg, kupić broń i amunicję, ubrać hełm i zbudować schron przeciwlotniczy. Tacy ludzie są niebezpieczni.

___

Robert Anton Wilson